Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Kłosiński: Mała toga a wielka geopolityka
Olszewski: Ogłupiacze, czyli specjalne materace
Olszewski: Żylińskiego nie pożegnam, mimo że się pożegnał
Gonzalez: Twarde lądowanie lotniczej majówki
Gonzalez: Nepotyzm? Czy aby na pewno?
Gonzalez: Nasze i wasze kieszenie
Olszewski: Samochód egzaminem dojrzałości?
Olszewski: Brak tremy jest dobry, ale luz też!
Gonzalez: Fajerwerki i lasery zamiast karmy dla psów
Dąbrowski: Zatkana Iława w oczekiwaniu na obwodnicę
Gonzalez: Samorząd przeżarty rdzą
Orlicz: Moja znajoma Olga Tokarczuk
Olszewski: Cudze chwalicie, swego pierwej nie znacie!
Gonzalez: Iława zagłębiem kultury w... Warszawie
Olszewski: Mój chiński telefon
Olszewski: Odgrzebana notatka, a jaka paleta ludzi!
Gonzalez: Wybory 2019. Iława może zostać na lodzie
Gonzalez: Czy inni nie zasłużył w Iławie na pomnik?
Gonzalez: Wszystkie grzechy Krzysztofa Sadowskiego
Olszewski: Miasto w sosie własnym do przeglądu
Więcej...

opinie

2014-06-11

Żyliński: Musimy to pozytywne iławskie szaleństwo nakręcić


Nasze miasto w wielu z nas budzi bardzo mieszane uczucia. Kochamy Iławę, podziwiamy jej ład przestrzenny, funkcjonalność ulic i chodników, obfitość przyrody wdzierającej się w miejski krajobraz. Równocześnie z ogromnym żalem coraz bardziej dotkliwie odbieramy jej postępującą degradację...


I nie chodzi tu o jakiś niewybudowany wiadukt czy podziemne przejście dla pieszych – przegapione przez lokalne władze w trakcie prowadzonej z rozmachem modernizacji kolejowej magistrali. To „grzeszki” bieżące, jakich ostatnio popełniono wiele. One jedynie jaskrawo dowodzą wielkiej indolencji miejscowych decydentów i niewiele jest tu do dodania.

Dla mnie osobiście prawdziwym dramatem iławskiej społeczności jest prawie niezauważalnie pełzający stan niemocy i pokornych przyzwyczajeń. Godzenie się iławian na zatęchłą, prowincjonalną powtarzalność, na monopol tak okropnie zaściankowej oferty – arogancko „rzucanej pod nogi” rodzimym mieszkańcom, niemalże w każdym detalu ich codziennego życia. Na odzieranie coraz większej ilości iławskich rodzin z resztek marzeń o lepszym życiu i sensowniejszej dla ich dzieci przyszłości. Na mozolne wznoszenie na solidnym fundamencie małomiasteczkowej pułapki, czegoś na kształt potrzasku, który w kolejnych blokowych mieszkaniach, osiedlowych domkach, bez alarmującego hałasu, niemal bezszelestnie się zamyka.

Dobrze sytuowany, nieźle urządzony iławianin po przeczytaniu powyższych słów zarzuci mi szerzenie nieodpowiedzialnego populizmu. W odpowiedzi nieśmiało zwracam mu uwagę, by uruchomił nieco wyobraźnię i na chwilę uwolnił się od dobrego samopoczucia. Narastające rozwarstwienie społeczne przypomina otwierające się nożyce, które w nieskończoność rozwierać się nie mogą. To droga donikąd, bo jednym wszystko zabiera, przez co innym swych dóbr pomnażać już nie pozwala...

* * *

Często publicznie odwołuję się do swojej życiowej drogi. Nie dostrzegam w tym nic wstydliwego. Narodziłem się na skutek genetycznej mieszanki przydzielonej mi przez chłopską córkę spod Nowego Miasta Lubawskiego i warszawskiego inteligenta. Moja matka bardzo wcześnie owdowiała, sama wychowywała piątkę chłopaków. W okresie pozornie ustabilizowanego PRL-u doświadczyliśmy biedy niewyobrażalnej, o rozmiarach, których nie sposób tutaj opisać. Oczywistym było wówczas, że jedynym marzeniem naszej zatyranej rodzicielki było wysłanie nas jak najszybciej, bo w wieku lat kilkunastu, do pierwszej lepszej roboty.

Tak wpadłem w zaklęty krąg minimalizmu, codziennej szarzyzny, ciągle powtarzanego przez matkę: „Ten wielki, gdzieś tam hen daleko, wszelkimi barwami rozlewający się świat nie jest dla nas. Jesteśmy ubodzy, cieszmy się tym, co mamy, choćby było tego niewiele, prawie nic”. Tak mniej więcej brzmiały, pełne lęku i troski o nas, matczyne rady. Bardzo kochałem swoją matkę, to jedna z najważniejszych postaci mojego życia, ale z jej wymuszonymi przez wdowi los poglądami pogodzić się nie umiałem.

Zostałem, typowym dla tamtych czasów, młodym robotnikiem. Umorusany olejem i betonem ciężko pracowałem w socjalistycznym akordzie. Kuchennymi drzwiami próbowałem zdobyć wykształcenie. Nie ono było jednak dla mnie najważniejsze. Moim, od lat szczenięcych najserdeczniejszym i najważniejszym przyjacielem, kluczowym przez życie przewodnikiem pozostawała książka. To jej zawdzięczam wszystko, co w moim życiu stało się interesujące. Dzięki niej mogłem wprost z mieszkalnego baraku przy dzisiejszej Jasielskiej (dawnej Hibnera), zostać Iławy młodocianym burmistrzem. Ona mi pozwoliła rozpalić marzenia i rzucić się na budowę domu nad Jeziorakiem niemal z gołymi rękami.

Nigdy jej za wszystkie dobra, jakie od niej doświadczyłem, zdradzić się nie ośmieliłem. Po dziś dzień ten najpiękniejszy dla mnie przedmiot, uparcie w ręku trzymany, odpłaca mi się nieustannie – niczym troskliwie i systematycznie podlewana domowa roślina.

* * *

Chyba najwyższy już czas na bardzo ważne usprawiedliwienie z mojej strony. Dlaczego w swoich kolejnych tekstach zamieszczanych w Kurierze bez najmniejszego skrępowania sięgam do swych osobistych przeżyć? Po co, przy każdej okazji, gdzieś w tle albo i na pierwszym planie lokuję moją wielką przyjemność odnajdywaną po dzisiaj w tak mocno staroświeckim obcowaniu z książką?

Takie zabiegi nic dobrego za sobą nie niosą. Narażają mnie na złe ludzkie języki, wywołując u części czytających złośliwe odreagowanie.

Muszę jednak znieść i tę próbę, bo zależy mi, właśnie teraz, w obliczu nadchodzącej kampanii wyborczej, na przesłaniu iławskim wyborcom jasno wyartykułowanego sygnału. Iława, jak kania dżdżu potrzebuje: głębokiego zhumanizowania, przywrócenia budzących ufność, otwartych międzyludzkich relacji, zdjęcia z siebie sztywnego gorsetu, odrzucenia bijących chłodną obojętnością, napuszonych oficjalnym tonem komunikatów. Dlatego proponuję mojemu rodzinnemu miastu zgoła odmienne klimaty. Bez ich wprowadzenia możemy sobie o ożywieniu społeczno-gospodarczym jedynie bajdurzyć, snuć natchnione opowieści o biblijnym złotym cielcu lub mitologicznych, nawet pięciogłowych inwestycyjnych stworach.

Nigdy wcześniej tak intensywnie nie zastanawiałem się, jak pomóc moim iławskim współmieszkańcom. Kiedyś wszystko wydawało mi się oczywiste. Miało wystarczać spokojne przyglądanie się postępującej grze rynkowej i skupianie się na infrastrukturalnym unowocześnianiu miasta. Dzisiaj takie myślenie wymaga natychmiastowej, głębokiej korekty. Bez przemyślanego uruchomienia czegoś na kształt lokalnych zamówień publicznych, bez zręcznego modelowania iławskich przedsięwzięć gospodarczych – nie ruszymy z miejsca.

Jak to zrobić? Głowa buzuje mi od pomysłów – trudnych w realizacji, obarczonych wysokim ryzykiem. Ale do ratusza nie wolno wybierać się po to, by błogo słodkim smakiem władzy się delektować...

* * *

Odłóżmy na trochę później rozważania, jak wykreować w Iławie tylko temu miastu przypisany model uprzemysłowienia. Ten temat wart jest odrębnego tekstu. Na teraz powróćmy do problematyki, którą kilka tygodni wstecz sygnalizowałem – do turystyki uspołecznionej.

Jeszcze tylko jedna uwaga. Kiedy dwanaście lat temu zatrzaskiwały się za mną drzwi iławskiego ratusza, ani przez chwilę nie przestawałem myśleć o mieście moich dziadów i rodziców, bo to było nadal moje miasto. Rozeźliłem się niemożebnie na wyborców, ale szybko mi przeszło. Życie pokazało, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nabrałem dystansu, zweryfikowałem swe polityczne przyjaźnie i miałem bardzo dużo czasu, by oczytać się do rozpustnych rozmiarów. Praca posła w zderzeniu z realizowaną z pasją burmistrzowską mitręgą nawet w połowie nie jest tak wyczerpująca. Mimo tej oczywistości nigdy nie przestałem tęsknić za decyzyjnym żywiołem, ciągle się toczącym, ożywczym sporem, za tym całym tak miło dla ucha wybrzmiewającym samorządowym rejwachem...

A teraz już tylko do rzeczy. Gdzieś, kiedyś, ktoś powiedział, że na tym naszym świecie wiele już rzeczy zostało wymyślonych i jeśli chce się osiągnąć coś interesującego, trzeba je zebrać i wdrożyć – w jednym miejscu i w tym samym czasie. Spodobało mi się to spostrzeżenie i postanowiłem je przyjmować jako własne. Przygotowałem kilkanaście pomysłów na ożywienie naszego miasta, nazywając je na roboczo iławskimi inspiracjami. Staropruskie grodzisko wraz z osadą; park tematyczny „Zrozumieć świat”; muzeum poświęcone nie tylko Ziemi Iławskiej, ale całemu dawnemu Pograniczu; Iławską Strefę Seniora; Strefę Małego Iławianina; całoroczną wioskę świętego mikołaja z elementami rehabilitacji dla niepełnosprawnych; wielokulturowy i równocześnie dynamiczny ciąg wydarzeń kulturalnych w amfiteatrze; przywrócenie przedwojennej tradycji miejskiemu laskowi rozciągającemu się przy wylocie na Susz z wyraźnym zaproszeniem dla naszej młodzieży; nadanie pożądanego wymiaru Staremu Miastu… i tak dalej, i tak dalej.

Każdy pomysł, w samotności zrealizowany, będzie znaczył dla iławian niewiele albo zwyczajnie nic. Wprowadzenie wszystkiego, co możliwe naraz zmieni oblicze iławskiej ziemi, nada jej nigdzie nie powtórzony koloryt, uczyni ją wszędzie rozpoznawalną. Jednakże kluczem do prowadzenia tak wielowymiarowego przedsięwzięcia możemy być tylko i wyłącznie my sami. Do znudzenia to powtarzam. To my, iławianie, własną inwencją, osobistymi uzdolnieniami musimy to iławskie szaleństwo nakręcić. Wiedząc przy tym doskonale, jak trudne jest to zadanie. A mnie starcza jeszcze wyobraźni, by w tym zbiorowo przez mieszkańców tworzonym dziele doszukać się jeszcze trudniejszej przesłanki. Nie wolno nam brnąć w tandetę, w oklepany już w wielu miastach banał, bo to nieuchronnie nas zaprowadzi w znużenie i po kilku latach przyniesie smutne spowszednienie.

Każdą ze swych inspiracji przemyślałem w najdrobniejszych szczegółach. Wszystko ułożyło mi się w logiczną całość. Tę logikę uzupełniłem bardzo poważnym wymogiem. Obojętnie, którą z tych inspiracji przyszłoby nam po kolei wdrażać – każda z nich musi być również intelektualnym wydarzeniem. Nie boję się tego określenia. Żadne to nadużycie. Wiem, co napisałem i co chciałbym osiągnąć. Jeśli zdążę przed wyborami, choć ogólnie, większość moich iławskich inspiracji na łamach Kuriera i w bezpośrednich kontaktach z mieszkańcami przedstawię.

Dzisiaj tylko wspomnę, że kiedy wybranym rozmówcom opowiadam o swoich pomysłach – pierwej widzę w ich oczach fascynację, by na koniec rozmowy dostrzec zmieszanie, często w przerażenie się przeradzające. Pozostaję jednak niewzruszony, bo gdybym zrezygnował choćby z części swoich marzeń o Iławie, nie miałbym w naszym ratuszu czego szukać. Tak jak kilkadziesiąt lat temu nie posłuchałem z gołębiego serca płynących, dobrotliwych rad mojej dzielnej żywicielki – tak i dzisiaj rad innych życzliwych mi ludzi nie posłucham. I każdego oddzielnie iławianina będę uparcie namawiał, by tą samą drogą razem ze mną podążał...

ADAM ŻYLIŃSKI



  2014-06-11  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
127075779


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.