Logo Kurier Iławski

Wejście
Pierwsza strona
Zdrowie
CENNIK MODUŁOWY
Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe
Wyszukiwarka
FORUM

Opinie, felietony
Gonzalez: Dumne cztery pokoje burmistrza (oklaski)
Dąbrowski: Dekalog dla wyspy Wielka Żuława
Olszewski: Sezon na grzyby
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Więcej...

Opinie, felietony

2012-11-21

Żyliński: Kto podniesie rękę na władzę ludową…


Oto jest pytanie...
Jak należy reagować, kiedy ktoś, kogo nie darzysz choćby najmniejszą oznaką szacunku, publicznie obrzuci cię błotem i szerokim repertuarem świadomych kłamstw i prostackich pomówień? Czy pozwać delikwenta do sądu za naruszenie dóbr osobistych? Czy rzucić się w wir żarliwej polemiki? Czy po prostu wzruszyć ramionami i przejść obok takiego zdarzenia z chłodną obojętnością?


Po wielu latach funkcjonowania w życiu publicznym, aż tak wściekły i kłamliwy atak na mnie w wykonaniu miałkiego, pozbawionego zasad człowieka, traktuję tylko i wyłącznie w kategoriach komplementu gigantycznych rozmiarów. Ba, poczułbym się bardzo nieswojo, gdybym od kogoś takiego formatu usłyszał pod swoim adresem jakąś ciepłą uwagę.

Burmistrz Iławy Włodzimierz Ptasznik potrzebował aż 2. tygodni, by na łamach dodatku do „Gazety Olsztyńskiej” pokusić się o bardzo mętne uzasadnienie swej hańbiącej decyzji odwołania z funkcji skarbnika miasta Pani Janiny Okołowskiej. Nie uczynił tego na forum lokalnego parlamentu, podczas sesji radnych, lecz w „wywiadzie” prasowym – ordynarnie wyciosanym, nie mającym nic wspólnego z dziennikarskim rzemiosłem. Dziełko owe składa się z tendencyjnych, usłużnych pytań i zamaszystych odpowiedzi burmistrza Ptasznika, który niemalże w każdym zdaniu napina nieistniejące muskuły.

W tym, z założenia sensacyjnym materiale prasowym, nie tylko popularna i ceniona przez wielu iławian Pani Janka Okołowska stała się negatywnie zarysowaną postacią. Jednak prawdziwym motywem przewodnim kuriozalnej zbitki słownej okazała się moja skromna osoba, przedstawiona przez Pana Ptasznika w jak najgorszym świetle – za to, że ośmieliłem się stanąć w obronie Pani Okołowskiej, w oczach opinii publicznej mam pozostać typem awanturniczym, największym szkodnikiem Iławy.

Oczywiście rzeczona Iława, jak łatwo można wywnioskować z błyskotliwego wywodu burmistrza, składa się tylko z trzech kluczowych postaci: Pana Włodzimierza i jego powiatowych mocodawców. Jakoś zupełnie nie dociera do Pana Ptasznika, że kieruje 35-tysięcznym miastem, w którym żyją ludzie o różnych poglądach, zapatrywaniach, ocenach sytuacji.

Śledząc tok rozumowania Ptasznika, jako żywo przypomina mi się osławione stwierdzenie Józefa Cyrankiewicza wygłoszone w 1956 roku: „Kto podniesie rękę na władzę ludową, niech wie, iż ręka ta będzie mu odcięta”.

Z całości wypowiedzi Pana Ptasznika przebija się jednak coś znacznie bardziej niebezpiecznego. Jest to obsesyjna, personalna nienawiść do mnie i w ślad za tym neurotyczna podejrzliwość w stosunku do podległych jemu urzędników. Najlepiej to widać po traktowaniu zwłaszcza moich byłych współpracowników.

Z pracownikami ratusza, poza zdawkowymi wyrazami uprzejmości po przypadkowym spotkaniu w różnych miejscach i czasie, nie prowadzę żadnych rozmów na temat tego, co dzieje się w ratuszu czy starostwie. To kwestia kultury osobistej – mojej i tych ludzi, z którymi kiedyś podejmowałem wspólne działania i których poznałem na wylot. Ich absolutną zasadą pozostała lojalność nie do mnie, ale do Obywateli Miasta, do służby publicznej. Takich ich chciałem widzieć i takimi byli, są i zawsze będą. Od początku odrodzonej Polski uczyliśmy się wspólnie właśnie takiego pojmowania pracy w urzędzie. I nauczyliśmy się bardzo skutecznie!

Czy mogłem przypuszczać, że przed laty – wyzwalając w moich współpracownikach potrzebę głośnego wyrażania własnych poglądów, swobodnej wymiany myśli, traktowania każdego merytorycznego sporu jako zjawiska bardzo pożądanego w decyzyjnym procesie – doprowadzę po latach kilkoro z nich do nieszczęścia.

Kiedy starannie wykuwaliśmy i wydeptywaliśmy przez większość roku 2007 absorpcję europejskich środków na rzecz Iławy (ja, jako członek zarządu województwa, a także wiceburmistrz ds. inwestycyjnych Stanisław Kieruzel oraz ówczesna szefowa wydziału Mariola Zdrojewska i, jak zawsze chcąca wiedzieć wszystko, Janka Okołowska) obok w burmistrzowskim gabinecie siedział zdezorientowany człowiek, ciągle jeszcze oszołomiony przypadkowym wyciągnięciem go za uszy na samorządowy Olimp.

Spróbuj szanowny czytelniku zauważyć, że tych wszystkich ludzi nie ma już w ratuszu iławskim, a ja stałem się dla miłościwie nam panującego iławskiego włodarza Włodzimierza Ptasznika (i jego towarzyszy ze starostwa) wrogiem publicznym numer jeden.

Nasuwa się nieodparte pytanie: czy Ptasznik jest osobnikiem rzeczywiście tak mocno złem przesiąkniętym, u którego honor, osobista godność bezapelacyjnie wyparte zostały przez małostkowość, bezwstydność i pyszałkowatość? Myślę, że tak nie jest. Mój całkowity brak szacunku do tego Pana bierze się z zupełnie innego powodu.

Mogę zakładać, że Pan Ptasznik w stylu wysoce grubiańskim i prostackim – doznając olśnienia dopiero dwa lata przed odejściem na emeryturę – kompletuje sobie odnowioną ratuszową załogę. Mogę przynajmniej starać się zrozumieć, że rozsadzająca go od środka niczym nieuzasadniona pycha nie pozwala mu znosić jakichkolwiek uwag od podległych pracowników. Mogę też przyjąć do wiadomości, że oto mamy do czynienia z folwarcznym modelem sprawowania publicznej władzy.

Na przestrzeni ostatnich dekad przewijali się najróżniejsi wójtowie i burmistrzowie w samorządowej polskiej przestrzeni. Znawcy przedmiotu utrzymują, że na tym właśnie polega bogactwo naszego samorządu. Niech i tak będzie. Byłoby wszystko w porządku pod jednym wszakże warunkiem: gdyby imć Pan burmistrz Ptasznik podejmował swe decyzje po przemyśleniach osobistych i na własny rachunek. Tak niestety nie jest. I to jest ten powód, dla którego nie mogę wobec Pana Włodzimierza Ptasznika wykrzesać najmniejszej drobiny szacunku.

Spotykam czasami w mieście Jarosława Maśkiewicza, mojego pogromcę z pamiętnych wyborów 2002 roku. Wymieniamy przyjazne ukłony, chwilę pogawędzimy. Podobnie było ze zmarłym niedawno Hieronimem Baczewskim. Nie inaczej traktowany jest przez iławskich mieszkańców Ryszard Laskowski, którego też często widzę chadzającego po miejskich chodnikach.

Włodzimierz Ptasznik opuści za 2 lata burmistrzowski urząd. Już dzisiaj powinien odczuć, że funkcja burmistrza to zajęcie w swej wymowie głęboko samotne. Ktoś, kto podejmuje się takiej pracy skazany jest na wepchnięcie swojego nazwiska niemalże do każdego prywatnego domostwa w mieście. Bo zawsze jest tak samo. Lider niezmiennie nadstawia swoją twarz do publicznego obicia. Podlega on nieustannej ocenie lokalnego środowiska. Na niego spływają ludzkie złorzeczenia – często niesprawiedliwe, obdarzone emocjonalnym, pochopnym osądem.

To mniej boli, kiedy świadomie i suwerennie podejmuje się wszystkie decyzje. Jednak Pan Ptasznik swoją rolę od samego początku swego burmistrzowania postanowił pełnić zupełnie inaczej. Pozwolił wykorzystywać się instrumentalnie przez swoich politycznych protektorów ze starostwa.

Pieczołowicie kolekcjonuję wszelką korespondencję z burmistrzem Ptasznikiem. To prawdziwe perełki. Żadne z burmistrzowskich pism nie odpowiada na podnoszony przeze mnie temat. W zamian pełno w nich jadu i buzującej frustracji. Bez trudu można zauważyć pracę zbiorową komponowaną przez lokalnych, partyjnych strategów. Biedzoną w różnych personalnych zestawieniach, przez co często pełną sprzeczności i niekonsekwencji. Wszystkie te pisma bezkrytycznie podpisuje Pan Ptasznik. Bez najmniejszej refleksji i zastanowienia.

Podobnie było ze spreparowanym w mało finezyjny sposób „wywiadem” na łamach dodatku do „Gazety Olsztyńskiej”, obdarzonym wielkim zdjęciem burmistrza Iławy pozującego na stanowczego i zatroskanego gospodarza miasta. Jakiż to żałosny zabieg i uboga intelektualnie mitręga!

Dzisiaj w iławskich urzędach dominuje strach i wzajemna nieufność. Ludzie, którzy do tego doprowadzili, najwyraźniej uznali, że to najlepsza metoda sprawowania władzy. Dla mnie najgorsza, bo siejąca spustoszenie i paraliżująca wszelkie administracyjne działania.

Zastanawiam się tylko, jak za 2 lata Pan Ptasznik wmiesza się w iławski tłum. Czy wtedy on również, tak jak jego poprzednicy, otrzyma sygnały jakiekolwiek sygnały sympatii od współmieszkańców? Bardzo w to wątpię, bo żeby oczekiwać szacunku od innych, zacząć trzeba od szanowania samego siebie.

ADAM ŻYLIŃSKI

  2012-11-21  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
131026225


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





Wejście | Pierwsza strona | Zdrowie | CENNIK MODUŁOWY | Ogłoszenia drobne | Ogłoszenia modułowe | Wyszukiwarka | FORUM
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2021 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.