Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Gonzalez: Dziennik końca świata (3). Pielęgniarki na wojnie
Orlicz: Doczekalnia
Gonzalez: Dziennik końca świata (1). Kto przewidział?
Rochowicz: Wspomnienie dyrektora „mechanika” Józefa Zasuwy
Orlicz: Potrzeba nam męża stanu
Rochowicz: Wydolność fizyczna jako antidotum na wirusa
Olszewski: Wirus czy świrus?
Orlicz: Przygotujmy się na reset
Olszewski: Koronawirus kontra dżumy i cholery
Więcej...

opinie

2009-05-20

Żyliński: Inwestycje podane na tacy


Okres 4 lat w życiu młodego człowieka to cała epoka – można w tym czasie, w zależności od wieku, zaliczyć gimnazjum, szkołę średnią a nawet studia. W działaniu publicznym dla samorządowców te same 4 lata to jak klaśnięcie w dłonie – krótka chwila, która jednak jest tak silnym impulsem, że potrafi w sposób definitywny przesądzić o trudnym do korekty wrażeniu wyborcy i już nie raz doprowadziła do wywrócenia personaliów w niejednej samorządowej wspólnocie.


Adam Żyliński


Tym większy jest to paradoks, im bardziej uświadomimy sobie oczywisty fakt, że chcąc doprowadzić w mieście do realizacji jakiegokolwiek przedsięwzięcia o charakterze inwestycyjnym, trzeba się nieźle nagimnastykować na przestrzeni kilku lat – rozciągających się w odbiorze publicznym jak przysłowiowa guma do żucia. Pomimo tej proceduralno-organizacyjnej udręki koniecznie trzeba podkreślić, że hasło „od pomysłu do realizacji” najbardziej realnych kształtów nabiera właśnie w samorządach miejskich lub gminnych – najlepiej ustrojowo zorganizowanych jednostkach samorządu terytorialnego. Jednocześnie największą zmorą pozostaje 4-letnia kadencyjność w urzędowaniu wójta, burmistrza i radnych. Doświadczyłem tej bezlitosnej prawidłowości jesienią 2002 roku...

Kilka lat wcześniej uruchomiliśmy imponujących rozmiarów zamachowe koło, by sięgnąć po europejskie środki niezbędne do zrealizowania największej w powojennej historii Iławy inwestycji – budowy wewnętrznej obwodnicy miasta, łączącej ulicę Ostródzką z ulicą Lubawską. Przygotowując to przedsięwzięcie, pion techniczny ratusza (Kieruzel, Zdrojewska, Pieńczewski, Radtke) wykonał, nie mającą wcześniej precedensu, mrówczą pracę. Wspólnie pokonywaliśmy kolejne przeszkody w postaci kwestii własnościowych gruntów i najróżniejszych, wcale niełatwych, uzgodnień z wszelkiej maści partnerami, których narzucał charakter tego gigantycznego przedsięwzięcia.

Najtrudniejszym było jednak zdobycie środków. W olsztyńskich Urzędzie Marszałkowskim i dalej w Brukseli musieliśmy toczyć bezpardonowy bój o europejski grant przynależny największym ośrodkom. Ostatecznie odnieśliśmy pełny sukces. Obok Olsztyna, Elbląga i drogi krajowej nr 16 (na odcinku Naglady-Olsztyn), iławski projekt obwodnicy otrzymał zatwierdzone przez Komisję Europejską pieniądze, które w kolejnych latach miały ogromny wpływ na kształt budżetu miasta Iławy. Powodowały, że Iława zajmowała czołowe pozycje w najróżniejszych rankingach krajowych w kategorii pozyskiwania europejskiego wsparcia.

Kiedy przestałem być burmistrzem Iławy, niczego nie było mi tak żal jak tego, że nie doczekałem się fizycznego wykonania inwestycji okupionej tak wielkim wysiłkiem, której towarzyszyło nieustające ryzyko, że niespotykane do tej pory nakłady ludzkiej pracy i wydatkowane na ten proces przygotowawczy pieniądze mogą trafić wprost do kosza – pozbawione wielomilionowej, liczonej w euro, dotacji. Szczęśliwie stało się inaczej, a mojemu następcy Jarosławowi Maśkiewiczowi pozostawało jedynie nacisnąć odpowiedni guzik w poszukiwaniu drogowego wykonawcy. Na uroczystości otwarcia obwodnicy – zbudowanej w prawdziwie wielkomiejskim stylu – zaproszony do przecięcia wstęgi ówczesny wicemarszałek województwa wygłosił pean na cześć nowego burmistrza, sprowadzający się do jednej, zasadniczej tezy, iż rzeczona inwestycja to jasny sygnał, że „Iława wreszcie doczekała się gospodarza z prawdziwego zdarzenia!”.

Nie dostąpiłem zaszczytu uczestniczenia w tamtym wydarzeniu. Z jednego oczywistego powodu. Każdego kolejnego burmistrza (Maśkiewicz, Ptasznik) prędzej czy później dopadał stan silnego, emocjonalnego wzburzenia polegającego na pieczołowitym zacieraniu śladów po 12-letnim okresie bezprzykładnie znienawidzonych rządów mojej ekipy. Dla mnie to nic nowego i – w odróżnieniu od wielu wnikliwych obserwatorów iławskiej, lokalnej polityki – wcale mnie to nie oburza. Nie odczuwam z tego tytułu jakiegoś szczególnego dyskomfortu. Zdecydowanie częściej towarzyszy mi rozbawienie, wymieszane z zażenowaniem, wzbogaconym refleksją nad ludzkimi słabościami – brakiem klasy, małostkowością, strachem i ukrytymi kompleksami.

Nie bez przyczyny obok Jarosława Maśkiewicza stawiam w jednym szeregu aktualnie zawiadujących miastem (nie mylić z powiatem) Macieja Rygielskiego, Bernadetę Hordejuk i Włodzimierza Ptasznika (kolejność nazwisk nieprzypadkowa). Wyżej wymienieni stali się gorliwymi spadkobiercami procesu wygumkowywania mojego nazwiska z życia publicznego miasta Iławy. Gdzieś tak od 6-7 miesięcy nie wolno mnie zapraszać na żadne spotkania organizowane przez iławski samorząd lub inne organizacje społeczne, korzystające z pomocy ratusza. A choćby wzmiankowanie w ratuszu o moim udziale w realizowaniu kluczowych dla Iławy inwestycji to przejaw wyjątkowej nielojalności wobec aktualnego burmistrza i jego zastępczyni.

W początkach 2007 roku inne miasta i gminy mogły tylko pomarzyć o możliwościach, jakie otrzymała Iława. Z dużym powodzeniem rozstrzygaliśmy, na poziomie zarządu województwa (bez konkursu), o przydzieleniu Iławie blisko 100 mln złotych na projekty pozwalające zmodernizować całe połacie miasta – od rozbudowy amfiteatru (sceny), poprzez budowę basenu, bulwarów, dalszego ciągu obwodnicy i innych koniecznych rozwiązań drogowych. Nazwisk ludzi z pionu technicznego ratusza, którzy ściśle ze mną współpracowali na okoliczność inwestycyjnych, iławskich przedsięwzięć, świadomie nie wymienię dla ich osobistego... bezpieczeństwa!

Chętnie za to wyślę najważniejszym na dzisiaj osobom w ratuszu taką oto wiadomość. Wasza próba wyrzucenia mnie poza nawias publicznej obecności w Iławie jest tyleż żałosna, co nieporadna i skończy się tak, jak wszystkie wcześniej czynione przez waszych poprzedników. Styl, w jakim to robicie, wystawia wam samym dobitne świadectwo braku etycznych kwalifikacji do pełnienia publicznych funkcji.

Tymczasem mnie nie sprawiacie najmniejszej dolegliwości. Ja i tak uwielbiam Iławę, z każdym dniem coraz bardziej! Nikt i nic nie jest w stanie tego zmienić. Będę jej zawsze służył pełnym katalogiem wszystkich umiejętności, jakich nauczyłem się w samorządowym działaniu. W myśl bardzo prostej zasady: ludzie rządzący miastem przemijają, a inwestycje na wiele dziesiątek lat pozostają…

ADAM ŻYLIŃSKI

Czytaj również:
Żyliński: O co tym ludziom chodzi...?!


  2009-05-20  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
129654191


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.