Logo Kurier Iławski

Wejście
Pierwsza strona
CZYTAJ
Opinie, felietony
Zdrowie
CENNIK MODUŁOWY
Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe
Wyszukiwarka
FORUM

Opinie, felietony
Gonzalez: Dumne cztery pokoje burmistrza (oklaski)
Dąbrowski: Dekalog dla wyspy Wielka Żuława
Olszewski: Sezon na grzyby
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Więcej...

Opinie, felietony

2007-01-31

Szukam prawdy o śmierci Mamy


O głośnym postępowaniu w poszukiwaniu zaginionej z tragicznym finałem Teresy Tarnackiej z Iławy, a także o pracy policji – pisze EWA BRODZIAK, córka kobiety, której ciało wyłowiono z Jezioraka.


EWA BRODZIAK: Córka ma prawo zabrać głos


Od pierwszego dnia, kiedy przyjechałam do Iławy, wszyscy twierdzili, że mama się utopiła i nie ma sensu jej szukać. Mówiąc wszyscy, mam na myśli znajomych brata mojej mamy: pana A., pana D. – pseudonim „Rybak” oraz od samego brata.

Poszukiwania mamy na własną rękę zaczęłam od pytania skierowanego do brata mojej mamy o to, kto i w jakich okolicznościach znalazł jej torebkę, z którą nigdy się nie rozstawała. Dowiedziałam się, że torbę przyniósł pan A. Około południa 25.XII.2006 odwiedził brata, był wówczas bardzo roztrzęsiony. Po chwili oznajmił, że jest mu zimno, że musi iść do domu po kurtkę. Gdy wrócił, trzymał w ręku plastikową torbę, w której znajdowała się torba mamy (zawilgocona) z paszportem i dowodem osobistym (w dowodzie osobistym nie było aktualnego adresu zamieszkania, były natomiast różnego rodzaju pokwitowania bankowe z aktualnym adresem). Nie było portmonetki i pieniędzy.

Po Nowym Roku rozmawiałam z panem A. u niego w domu. Odwiedziłam go dwukrotnie. Pierwszym razem, gdy ze mną rozmawiał, powiedział mi, że po znalezieniu torby pod drzwiami przyniósł ją natychmiast do brata mamy, a następnie, że poszedł z nią do znajomego pana Z. – pseudonim „Okoń”. Ponoć chciał się poradzić go, co z tym zrobić.

Po paru dniach skontaktowałam się z „Okoniem”, który potwierdził, że A. był u niego 25 grudnia 2006 około południa i był roztrzęsiony. „Okoń” dał mu jeść i pić. Twierdzi, że z nim nie rozmawiali o mojej mamie. O zaginięciu matki dowiedział się 27.XII.2006.

Gdy A. wyszedł od „Okonia”, chciał zadzwonić do szpitala, aby dowiedzieć się, czy nie trafiła tam moja mama, ale ponoć budka była zepsuta. Wrócił do domu, gdzie mieszkała mama. A. mówił mi też, że zadzwonił na pogotowie ratunkowe, do szpitala i do straży pożarnej od sąsiadów mamy. Pytałam sąsiadów. Jednych nie było w święta w domu, a drudzy zaprzeczali, że ktokolwiek od nich dzwonił gdziekolwiek.

Po tej rozmowie z A. poszłam na policję, która sprawdziła wszystkie rozmowy z dnia 25.XII.2006 (są rejestrowane), ale żadnego takiego zgłoszenia nie było. Nie wiem, czy tego typu fakt można zostawić bez wyjaśnienia? Gdy dowiedziałam się, iż nie ma pokrycia w tym, co mówił A., postanowiłam zapytać go o to ponownie. Podczas drugiego z nim spotkania potwierdził, że dzwonił. Zapytałam go, czy wiedział, o kogo ma pytać. Powiedział, że tak, gdyż brat mojej mamy zapisał mu na kartce imię i nazwisko. Policja rozmawiała z nim, ale nie sporządzono żadnej notatki.

Szukając mamy – dalej na własną rękę – obeszłam Mały Jeziorak kilkakrotnie. Wreszcie udałam się nad Duży Jeziorak. Tyle, ile mogłam, to obeszłam wzdłuż brzegu. Następnego dnia dowiedziałam się od pani, która pracuje w barze „Zefirek” (a w którym zatrzymałam się na te dni), że niejaki „Grzesiu”, który przychodzi tam na piwo, chwalił się, że znalazł torbę nad Jeziorakiem naprzeciwko placu Żeromskiego. Pokazała mi nawet, gdzie on mieszka. Spotkałam się z nim.

Przyznał, że 25. grudnia 2006 roku około godz. 8:00 rano, będąc na spacerze z psem, znalazł nad brzegiem Jezioraka (obok placu Żeromskiego) torbę. Przejrzał ją w domu i znalazłszy adres odczytany z odcinków bankowych, około południa odniósł ją pod drzwi mieszkania mojej mamy. Uprzednio włożył torbę w plastikową siatkę, gdyż torba była zawilgocona. Zostawił ją pod drzwiami.

Ten człowiek później wraz z sąsiadem z tego samego domu, będąc na spacerze z psami, widzieli czerwoną kurtkę nieopodal małych pomostów przy placu Żeromskiego. Powiedział też, że 24.XII.2006 w okolicy pomnika Żeromskiego około godz. 18:00 widział mamę siedzącą na drugiej ławce. Obok stali jacyś mężczyźni. Mówił, że ich nie zna.

Pokazywałam zdjęcia mamy napotkanym ludziom na placu Żeromskiego. Jeden z nich, zajmujący się zbieraniem puszek i butelek, widział moją mamę 24.XII.2006 na ławce obok pomnika Żeromskiego. Mogło to być około godz. 18:00. Obok stało trzech mężczyzn. Mamę rozpoznał ze zdjęcia, a o mężczyznach nic nie chciał mówić. Powiedział tylko, że chce żyć. Mówił też coś o handlarzach narkotyków. Powiadomiłam o tym policję. Zarządzono przeszukanie brzegu Jezioraka.

Wcześniej dowiedziałam się od przyjaciółki mamy, że chodząc nieraz z mamą na spacer, w tej okolicy natykały się na mężczyznę, którego mama w jakiś sposób się obawiała. Dowiedziałam się, że jest to człowiek o pseudonimie „Siwy”. Ponoć mieszka teraz z dwoma innymi u niejakiego „Belga”. Nie wiem, czy ten ślad był sprawdzony przez policję.

Reasumując, odnoszę wrażenie, że nie wszystkie podane przeze mnie ślady zostały do końca sprowadzone. Myślę, że potraktowano tę sprawę zbyt pobieżnie. To, że moja mama nie była „osobistością”, to nie zwalnia chyba organów ścigania, żeby nie wyjaśnić pewnych tropów do końca.

Ogólnie rzecz biorąc mam wewnętrzny niepokój wynikający z tego, że nie wszystko zostało do końca sprawdzone. Nie mogę uwierzyć, że mama najpierw zostawiła torbę, nieco dalej kurtkę i następnie wpadła do wody.

EWA BRODZIAK
córka ś.p. Teresy Tarnackiej


Na list córki zaginionej, a potem
wyłowionej z Jezioraka Teresy Tarnackiej,
odpowiada SŁAWOMIR NOJMAN,
oficer prasowy iławskiej policji:

„Wszystkie działania prowadzone przez policjantów zajmujących się poszukiwaniem i zaginięciem osób wykonane były zgodnie z obowiązującymi przepisami. W trakcie czynności nie ustalono okoliczności, które mogłyby świadczyć o popełnieniu przestępstwa na osobie zaginionej. Policjanci rzetelnie sprawdzali wszystkie uzyskane informacje na temat zaginionej osoby. Rozesłane zostały telegramy o zaginięciu osoby do wszystkich jednostek policji w całym kraju. Weryfikowane były przez policjantów wszystkie informacje uzyskane od córki zaginionej. Ponadto w miejscach, gdzie mogła zaginąć (dot. to jeziora Jeziorak Duży), płetwonurkowie z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Iławie przeszukiwali dno jeziora za zaginioną”.

  2007-01-31  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
130580050


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





Wejście | Pierwsza strona | CZYTAJ | Opinie, felietony | Zdrowie | CENNIK MODUŁOWY | Ogłoszenia drobne | Ogłoszenia modułowe
Wyszukiwarka | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2021 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.