Logo Kurier Iławski

Wejście
Pierwsza strona
INFORMACJE
OPINIE
Zdrowie i uroda
Wyszukiwarka
CENNIK MODUŁOWY
Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe
FORUM

OPINIE
Internetowy dział OPINII tymczasowo zawieszony
Dumne cztery pokoje burmistrza (oklaski)
Dekalog dla wyspy Wielka Żuława
Sezon na grzyby
Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Pozostały tylko obietnice
Epidemia paradoksu
Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Nic się nie stało. Jedziemy!
Ciemność widzę!
Turystów może to nie irytować?
Śmieci nasze powszednie
Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Ulica księcia Surwabuno
Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Na młode wilki obława…
Serdeczny szwindelek
Więcej...

OPINIE

2007-12-12

Świąteczny berek


Boże Narodzenie zacznie się punktualnie. W radio puszczą kolędę „Last Christmas” i wtedy dopiero poczuję święta. Co z tego, że od początku listopada centra handlowe, miejskie skwery agresywnie okupują świąteczne akcenty, skoro nie było jeszcze w radio popowej kolędy. Dopiero teraz można beztrosko ruszyć na podbój sklepów. Bo w końcu to takie świąteczne „Last minut”!


Tomasz Reich


Pamiętam... Kolejka była gigantyczna. Ludzie stali z nadzieją, że załapią się na świeżą dostawę w sklepie papierniczym. Był mróz i padał śnieg, ale wszyscy czekali pokornie na to, aż otworzą się drzwi do sklepu. Bo wczoraj w mieście gruchnęła wiadomość, że do sklepu rzucili papier toaletowy. To nie byle co! Prawdziwy rarytas, za którym ludziska potrafili stać po kilka godzin na mrozie. Niewiele dziś z tego zostało, ale ludzie wtedy przynajmniej rozmawiali ze sobą i była w nich jakaś głupia nadzieja, że te Boże Narodzenie przynajmniej spędzą w kupie.

Dziś już nie ma sklepu papierniczego. Papier toaletowy można kupić w każdym sklepie i, co więcej, klienci mają do wyboru całą paletę kolorów, a nawet zapachów. Wtedy papier był tylko jeden i w dodatku szary, po kilka sztuk na głowę. Ulice były również smutne, a w domach stały szpetne plastikowe drzewka z ZSRR, które co niektórzy pokrywali anielskim włosem, żeby choć trochę zamaskować brzydotę tych niewydarzonych dziwadeł. Dziwne i trudne były to czasy, ale ludzie żyli bliżej siebie.

Kilkanaście lat temu Maria Janion w jednym ze swoich esejów, przestrzegła Polaków przed rychłym zmierzchem romantycznego paradygmatu. Uznana autorka miała na myśli powolne, aczkolwiek widoczne odchodzenie Polaków od romantycznego etosu, przywiązania do tradycji. Fakt, mieliśmy w naszej historii co najmniej kilka powodów do tego, żeby odczuć znużenie przygniatającym poczuciem misji i obowiązków wobec kraju i Europy. Janion zresztą, niczym Słowacki zdejmuje z nas ten obowiązek i daje prawo do życia, tak jak wielu innym nacjom zasiedlającym Europę. Jednak to, co dzieje się na naszych oczach, robi wrażenie – jakby Polacy stali się bezwolnym trybem podkultury i przemyślanego marketingu specjalistów. Bo całkiem niepostrzeżenie rozmyła się granica między sezonem handlowym a Bożym Narodzeniem. Co prawda na prowincji sklepikarze z mniejszą śmiałością wychodzą przed szereg i w obawie przed tzw. opinią publiczną nie dekorują sklepowych wystaw prędzej niż po pierwszym grudnia. Ale i tak tutaj sezon świąteczny trwa „cały rok”. Być może wynika to z lenistwa, a może z praktycznego podejścia służb komunalnych, które nie zdejmują świątecznych iluminacji po Nowym Roku ze słupów. Taki to już polski zwyczaj, że nie sprząta się tego, co za kilkanaście miesięcy znowu będzie potrzebne. Być może z tego powodu nikogo już nie rażą dyndające serpentyny tandetnych żarówek rozwieszonych tu i tam. Nieważne, że mogą one budzić zdziwienie u obcych, ważne jest to, że nie przeszkadzają one nikomu w magistracie.

Tym sposobem celebrowanie Bożego Narodzenia weszło nam całkowicie w krew i powoli przestajemy rozumieć jego sens. Na naszych oczach zmienia się klimat, dziś już trudno rozpoznać kiedy jest wiosna, całkiem niezauważalnie mija jesień, a z nią przychodzi zima. Już nikt nie protestuje, poza księdzem na ambonie, że mało w tych świętach Bożego Narodzenia. I ma rację! Prawie nikt już nie zauważa, że żyjemy od sezonu do sezonu, od promocji do promocji. Dziś tradycją stają się posezonowe wyprzedaże, specjalne wydania durnych programów w telewizorach. Lista świątecznych grzechów jest długa i pewnie tylko nieliczni są w stanie zauważyć, że w tym całym tym zgiełku najmniej chodzi o Boże Narodzenie. Co z tego, że wszyscy zasiądą do stołów wigilijnych, być może razem pójdą nawet na pasterkę, ale to wszystko raczej będzie zrobione z przymusu, a może raczej z przywiązania do tradycji.

Wcale mi się nie chce brać w tym wszystkim udziału. Wysiadam! Może ktoś się obruszy. Zaprotestuje? Może nawet stwierdzi, że jak zwykle przeginam, bo przerysowuje pewne sprawy! Odpowiadam, że mam do tego pełne prawo. Przyznam, że męczy mnie świętowanie po polsku.

Z lękiem myślę o robieniu zakupów w grudniu. Bo oto nagle wszyscy budzą się z niedźwiedziego snu i rwą się do sklepów, żeby kupić co tylko się da. Nie przepadam za ściskiem na chodnikach, godzinami spędzonymi w kolejkach do kasy. Aż trudno uwierzyć, że w niespełna 20 lat po PRL-u znowu ustawiają się kolejki, ale klientów, którzy ogarnięci świątecznym szałem wykupują wszystko, jakby znowu miał nastąpić jakiś gospodarczy krach. Mnie wcale nie tęskno do tego, szkoda mi na to czasu, dlatego czekam do ostatniego momentu, gdy znowu będzie normalnie. Marzeniem są takie sklepy, w których nie ma kolejek, a klientów jest niewielu. Dopiero wtedy można beztrosko buszować między półkami. Zastanowić się nad tym, co kupić, a co przydać się nie może.

Wcale nie myślę o świątecznych prezentach, bo dziś przecież nie wystarczy coś drobnego. I tu liczy się gest i fason. Im bardziej spektakularny prezent, tym lepiej, bo przynajmniej nikt nie zarzuci mi, że jestem skąpy.

Coraz bardziej jesteśmy podobni do Zachodu. Potwierdzeniem tej myśli niech będą słowa mojego kolegi z Madrytu: – Boże Narodzenie w Polsce nie jest jeszcze tak beznadziejne jak u nas w Hiszpanii. Co prawda u nas prezenty dostaje się od Trzech Króli, ale najmniej w tym wszystkim chodzi o sam gest. Liczy się rozmach – mówi Carlos.

Chyba ma rację? Wczoraj sąsiadka powiedziała, że chyba znowu idzie Boże Narodzenie: – Boże Narodzenie? Co, gdzie? O czym pani do mnie mówi? – spytałem zamotany.

– Sąsiad wystawił na taras choinkę, będzie kolorowo – odpowiedziała sąsiadka.

– No tak, ma pani rację, rzeczywiście stoi tam choinka... To my już mamy Boże Narodzenie? – zapytałem z niedowierzaniem, bo przecież całkiem niedawno byłem w Iławie i Lubawie. Czyżby mi coś znowu umknęło w ferworze pracy i natłoku zdarzeń?

– Nie, proszę pana. Wszystko po staremu. To tylko taki świąteczny berek.

TOMASZ REICH
opinie@kurier-ilawski.pl
  2007-12-12  

Z komentarzami zapraszamy na forum
Wróć   Góra strony
92132193


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





Wejście | Pierwsza strona | INFORMACJE | OPINIE | Zdrowie i uroda | Wyszukiwarka | CENNIK MODUŁOWY | Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2022 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.