Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie, felietony
kogel-mogel
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie, felietony
Olszewski: Gwiazda Karen Edwards zachwycona regionem Iławy
Olszewski: Słynny pan Macyra i inni w branży
Rochowicz: Zwyczaje swawolne
Olszewski: Gorzkie żale odjeżdżajcie!
Rochowicz: Sport i wartości w życiu Karola Wojtyły
Gonzalez: Dawid Bobasek
Olszewski: Tysiąc kilometrów via Pendolino w dobę!
Gonzalez: Radni za handlem, ale przeciwko. Koniec Manhattanu
Gonzalez: Pamiętacie taką dyskotekę „Gallus” w Iławie?
Rochowicz: Stadion miejski w Iławie czeka
Monika Binek: Strajk, a co z jakością nauczania?
Gonzalez: Z morza ruin powstało miasto Iława
Gonzalez: Nauczycielski strajk to... ucieczka od wychowania
Gonzalez: Lalka, która nie wróci nigdy
Rochowicz: Ronda z imionami czy bez?
Olszewski: Weźcie schowajcie te telefony!
Bartosz Gonzalez: Setka burmistrza Kopaczewskiego
Olszewski: Człowiek na właściwym miejscu, Ewa Wiśniewska
Gonzalez: Jakiego muzeum chcemy?
Olszewski: Brawo wy! Rzecz o polszczyźnie kaleczonej
Więcej...

opinie, felietony

2019-06-12

Rochowicz: Zwyczaje swawolne


Proponuję wycieczkę sentymentalną w archiwalne zaświaty. Oto rozmowy za czasów głębokiej komuny a wydobyte z zakamarków kory mózgowej rozmówców. Również zwyczaje i zachowania całkiem zasadnicze, ale niecodzienne. W miarę na trzeźwo, czyli – jak dawniej mówiono – z niezalanym do cna robakiem.

Często jednak „nawijano” na lekkim chmielu. Dawniej znane było powiedzenie, że zalał robaka i ledwo na nogach stoi. Robak, ciałko w móżdżku człowieka, reguluje skoordynowanie ruchów, o ile niezalany, np. okowitą. O tym, żeby bimber pędzono we wsi, słychać nie było. Groziło kryminałem, w żargonie określano: do mamra by posadzili. Za rozmowy, jeśli przeciw komunie nie były, nie karano.

A więc zaczynamy.

Mamy pogawędkę z Władkiem K., zięciem Wiktorowej, byłej woźnej w szkole w Kałdunach. Mówię do Władka tak: „Arabowie mają dobrze, mogą mieć kilka żon”. Władek na to w swym stylu i akcencie sierpeckim mówi – „To byś sie k…a za….ł”.

Władek przychodził do nas na różne prace gospodarskie, w tym na okresowe smołowanie papy na dachach domu, stodoły i szopy. Używał blaszanej beczki, oblepionej smołą, czarny dym unosił się w górę, smród nie do zniesienia. Beczka zawsze stała za szopą w zaroślach szerokich liści łopianu, obok gniazda perliczek, które same się hodowały. Z perliczek najsmaczniejszy wychodzi rosół… Władek, po robocie na dachu, przychodził do kuchni na przekąszenie. Wnet następował ceremoniał picia wina z czarnego zeszłorocznego bzu, by gardło od smoły przepłukać. Naszą uwagę zawsze zwracało to, gdy Władek, opróżniwszy szklanicę wińska, zamaszystym ruchem ręki resztki kropelek trunku nad podłogą strząsał. Czynność ta była nawiązaniem do starożytnego zwyczaju dawania ofiary dla bóstwa w formie wylewania na ziemię cennych płynów.

Pogawędki pod zlewnią, tj. wiejskim punktem odbioru mleka, miały charakter wiecznej wojny o zaniżanie procentów śmietany w mleku. Mleczarnia zakazywała, by z mleka nie podbierać śmietany, zbierającej się na wierzchu. Zwyczaj podbierania śmietany od zawsze był praktykowany, bowiem nigdy pomiar zawartości tłuszczu w mleku nie zgadzał się chłopskimi rachunkami. Rolnicy upierali się przy swoim, czyli 3 do 4, a nawet więcej procentach, zaś pomiary w skupie były co najmniej o 1% niższe, co skutkowało niższą wyceną mleka. Ubijanie śmietany na masło w drewnianej kierzance dawało produkt nadzwyczaj smaczny i oryginalny leptosomatycznie w porównaniu do smaku obecnego najlepszego masła.

Niejednokrotnie gadaniny przenosiły się do sklepu ogólnego, gdzie sprzedawano oprócz żywności, łańcuchy i inne żelastwo, jak łopaty, cęgi, kosy i naftę do lamp domowych z knotem, póki władza ludowa elektryczności po wsi nie zainstalowała. O znaczeniu elektryczności w rozwoju społecznym wyczytałem w podręczniku fizyki dopiero w liceum. Tłustym drukiem czytam wiersz: władza rad + elektryfikacja = socjalizm.

Z produktów spożywczych był cukier, cukierki szklane, marmelada i smalec oraz pożywne, ale po diable słone śledzie w beczce zwane katolikami przez naszych ludzi. Piwa nie pamiętam, ale wino tak, bowiem wino z szacunkiem do trunku podawane było w sklepie wedle życzeń, szczególnie jesienią i zimą – na gorąco. Sklep stał w centrum wsi w obrębie remizy ochotniczej straży pożarnej (OSP) tuż na stawkiem z miętusami. W remizie sikawka ręczna, którą na sylwestra udało się nam wyprowadzić na zamarznięty staw. Jan Jarzębowski, dziadek Krystyny Rochowicz (moja bratowa), był założycielem OSP w Kałdunach.

Po wizycie w spożywczaku, mieszczącym się w wydzielonych pokojach domu gospodarza Franciszka K., nie wszystkim udawało się wyjść na własnych nogach. Dlaczego? Barman, właściciel lokalu, każdemu, kto miał ochotę na wino z flaszki J-23, podawał na gorąco. Podgrzany trunek na frasunek był w odpowiedniej cenie. Po odbiciu korka znaną metodą uderzenia dłonią zlewano trunek do stufka (kubek) w celu podgrzania w specjalnym urządzeniu, z którego błyskały błękitne płomienie palącej się okowity. Barman za usługę jedną zawsze szklankę gorącego napoju odlewał do naczynia spod lady, czasem popiwszy, czasem nie, jako kompan do towarzystwa. Tym cwanym sposobem nazbieraną resztę mógł zlać z powrotem do butli.

Kultowego filmu „Rejs” na wsi jeszcze nie znali, ale… na diabła „Rejs”, skoro wiele dyskusji było podobnych, zaś film można by z pogawędek wiejskich nie gorszy od oryginału nakręcić. Moja rozmowa a właściwie monolog Władka B. z lat 80. był następujący (oryginał):

„Wies, Felku, te nase aktory to takie skurwysyny brzydkie, kostropate toto takie. A te amerykańskie aktory to takie ładne chłopy, gładkie, ogolone”.

Kilka lat później obejrzałem film „Rejs” i sobie pomyślałem, dlaczego w Kałdunach nie nakręcono filmu z podobnymi dialogami.

Józef Junkier, dziadek ze strony mamy, często prowadził rozmowy polityczne z sąsiadem zza miedzy Walentym Żubertowskim. Tym razem zapamiętałem szczątki sporu o to, „czy na Księżycu Amerykany wylądowały”, czy też była to fikcja. Dziadek, chłop z Kazanic, w Sienkiewiczu oczytany i światowy (zaliczył dwie wojny światowe, trzeciej w 81. nie doczekał), nie dawał sąsiadowi za wygraną. Rozmowa była zażarta tym bardziej, że odbywała się w dniu Walentego. Dziadek jednak był abstynentem, zaś Walenty co nieco polewał sobie do szklaneczki swojskiego wina, kablem ściągawszy z 20-litrowej bani. Walenty snuł tezę, że USA dokonało oszustwa, a cały ten lot i lądowanie na Księżycu to nic innego jak nakręcony film. Tematu nie rozstrzygnęli i rozeszli się do domów.

Kłusownictwo u niektórych członków społeczności wiejskiej było na porządku dziennym, co zresztą do dziś dziedziczone bywa z pokolenia na pokolenie. A świadczą o tym nielegalne połowy ryb, bo zajęcy prawie nie ma. Heniu R. i Władzio B. należeli do legendarnego duetu wiejskich łowczych. By złapać wydrę, potrafili całą zimową noc przeleżeć nad dziuplą lodową zmarzniętej tafli jeziora. Władzio opowiadał, jak jego siwy w białe kropki hart Nero potrafił zająca złapać lub wleźć do nory po lisa, by biedne zwierzę wyciągnąć na wierzch. Wtenczas w modzie były skórki lisa i wydry, nie tyle na kołnierze, czapki i futra, co na sprzedaż. Zakłamaniem tamtej epoki było to, że pozysk skórek był nielegalny, ale w GS Iława był specjalny „referat” skupu skórek różnych zwierząt. Szefem tej komórki był niejaki człowiek, nomen omen o polskim nazwisku.

Niestety, ale tych ludzi już nie ma, przyjęci są w poczet świętych ziemi, byłej odzyskanej, do nieba. Brakuje tych ludzi, ich dosadnych, na miarę chłopską, powiedzeń. Pamiętajmy, byli żywym pomnikiem naszej dawnej Polski, tej bez prądu, radia i telewizji, ale swoje wiedzieli i czuli.

FELIKS ROCHOWICZ

Ps. Zdjęcia może nie pasują do treści rozmów, ale między nami były różne wymyślone zakłady i ćwiczenia. Na przykład – stanie równoważne na baranie albo koniu w galopie czy też zakład ze mną, czy wskoczę na platformę do wożenia żyta...





Autor w skoku na platformę.
Dobrze, że nie „obywatelską”!






Kazimierz, brat autora felietonu,
w ćwiczeniu równoważnym.




  2019-06-12  

Na skutek postanowienia sądu
komentowanie zostało wyłączone (tymczasowo).
Zapraszamy na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
124504432


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie, felietony | kogel-mogel | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe
szukaj | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2019 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.