Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Gonzalez: Dziennik końca świata (3). Pielęgniarki na wojnie
Orlicz: Doczekalnia
Gonzalez: Dziennik końca świata (1). Kto przewidział?
Rochowicz: Wspomnienie dyrektora „mechanika” Józefa Zasuwy
Orlicz: Potrzeba nam męża stanu
Rochowicz: Wydolność fizyczna jako antidotum na wirusa
Olszewski: Wirus czy świrus?
Orlicz: Przygotujmy się na reset
Olszewski: Koronawirus kontra dżumy i cholery
Więcej...

opinie

2014-10-08

Rochowicz: Jak hartowała się stal, czyli o chłopakach


Większość małolatów, zanim do klubu Jeziorak poniosło, samodzielnie i bez niczyjego przymusu kopanie oraz „kiwkę” z futbolówką zaczynało w zaciszu mieszkalnych bloków na podwórkowych zapleczach. Do futbolowej ferajny nie było łatwo się załapać. Bywało, że o miejsce w paczce czasem biło się pięściami, gdyż o przyjęciu do drużyny decydowali silniejsi. Od przedszkolaka hartowała się stal przyszłych piłkarzy. Nikomu do głowy nie przychodziło szlifować umiejętności na pokaz. Oni naturalnie pragnęli szaleć za piłką z głębi od siebie, z nieprzymuszonej woli.


Gierki – miedzy innymi – urządzano z tyłu długiego bloku przy dawnej ulicy Bohaterów Stalingradu za łukowym wjazdem na zapleczu. Jeden z moich przyjaciół, Janusz, w żaden sposób nie mógł udowodnić, że nadaje się do podwórkowej drużyny, gdzie prym wodził jeden z braci znanej piłkarskiej rodziny. W złości wyrwał z muru cegłówkę i, zamachnąwszy się na niego, warknął bez zmrużenia oka: startuj! Zdzicho, po zdecydowanej postawie nachalnego urwisa wpuścił „nowego” do drużyny.

Chłopcy grali spontanicznie, gdzie pasowało, z własnej ochoty, bez niczyjej uwagi i proszenia się, by – jak dziś – otwarto podwoje orlikowego poletka. Szli potem do sekcji czasem za namową nauczyciela, ale przeważnie sami do klubu. Tak zahartowani, lecz w drodze testów niedobierani, rozpoczynali trening w sportowej dyscyplinie, którą talentem natura ich obdarzyła. Kiedy od serca chęć płynie, nie ma takiej siły, by młody człowiek odpuścił. Zawsze poniesie go tam, gdzie natura go nakieruje. Tak jest w sporcie, sztuce, literaturze, muzyce i dziesiątkach działań ludzkiej istoty.

Zanim dorośniesz, od niemowlaka podlegasz niewidzialnej sile wnętrza, biologicznej osobliwości – spontanicznej aktywności ruchowej. Szarpie ona każdym z nas, dziewczynkami i chłopcami od urodzenia. Każda z płci, męska czy żeńska, obciążone są indywidualnymi dla siebie ciągotami do różnorodnych zajęć ruchowych, manualnych i umysłowych. Chłopców do klocków, techniki i ruchu; dziewczynki do zabawek, lalek i robót ręcznych. Należy tylko nam, rodzicom i wychowawcom, odpowiednie dziecku zabawki ustawiać.

Posłużę się słowami profesora Uniwersytetu Wileńskiego z przełomu XVIII i XIX wieku Jędrzeja Śniadeckiego, chemika i lekarza:

„Lecz czegóż, powie mi kto, można dziecięcia, nie ucząc, nauczyć? Bardzo wiele – odpowiem. Dlatego, że wychowania i wpojonego w nas przez nie sposobu myślenia nie mamy za naukę tego, co nam łatwo przychodzi, bez przymusu i nauczyciela, który by nam stał nad karkiem. Trzeba, żeby dzieci uczyły się, igrając i swawoląc, a do nas należy takie im podawać zabawki, takimi je tylko rzeczami zajmować, w takie miejsca zaprowadzać, gdzie się mogą nauczyć, czego żądamy. Tak kształcąc ciało, kształcimy nieznacznie i umysł, podług przepisów natury, bez nadwyrężenia zdrowia i bez zatrucia pierwszych i najsłodszych życia momentów”.

Odpowiednie zabawki stawiać? Mam te zabawki w głowie: orliki nasze kochane są jakby do dyspozycji naszych milusińskich. Czyżby…?! Nie! Orliki mają wyższe zadania do spełnienia w sportowej aktywności. One na tym etapie rozwoju fizycznego dziecka nie są najważniejsze w kształtowaniu spontanicznych i instynktownych doznań sportowych.

Zanim młody trafi na orlik, musi się wyhasać pod czujnym okiem mamy na zainstalowanych na osiedlu placach zabaw. Tu są piaskownice, bujaczki, drabinki, proste przyrządy. Dzieciarnia jednak szybko wzrasta i usamodzielnia się w sportowej aktywności, zaś rodzina kupuje im rowerki, piłki do kopania, łyżwy, łyżworolki, komputerki, czasem coś ciekawszego, jak małe motorynki czy niebezpieczne gokarty. Ani w głowie im piaskownica i bujaczka na placu zabaw.

Małolaty wyrastają z zabawek na placu zabaw; urywają się z oczu mamuś, zaś natura wilczki ciągnie do piłki, do rowerów i innych zajęć ruchowych. Cykliści szaleją wokół bloków po chodnikach, miedzy samochodami na parkingu, zaś piłkarze przepędzani są z wielu względów. Wiadomo: szyby, hałas od kopania, nierzadko klątwy. Nie mają gdzie poszaleć, jak my w latach 60-70-tych na zapleczu niezabudowanej Iławy. Powie mi kto, że IKS i akademia piłkarska zwabi naszych piłkarzyków. Póki co, oni, jak my dawniej, bez niczyjej opieki, chcą pohasać, a ponadto wszystkich nie da się pociągnąć do zorganizowanej grupy.

Na jednym z zebrań naszej wspólnoty mieszkaniowej młodzi ojcowie podnieśli raban. Dotyczył on braku w pobliżu bloków placu do gierki w piłkę nożną. Rwetes trwał długo i namiętnie pomiędzy różnymi opcjami, ale pozostało na tym, jak załatwić poletko dla młodych chłopców. I tu się mamy. Ktoś krzyknął: orliki są! Inny ojciec: pozamykane i kontrolowane! A no są, ale nie dla nas i na każde żądanie.

Orlik to mimo wszystko taka sama instytucja jak hala sportowa w Iławie. Przede wszystkim orlik pod kluczem, z opieką środowiskowego trenera (jakiego trenera? – trenerem to był Józef Łobocki); godziny działania orlika wyznaczone, wejście za opłatą. Nie dziwota zresztą. Wzrastającym chłopcom potrzebne są ogólnodostępne, proste, zadbane placyki do gry sportowej, by nikt nie kontrolował i w każdej chwili mogłaby ferajna młodych i starszych zbierać się i grać do woli. Tymczasem na obecnych zaplanowanych przestrzeniach deweloperskich miejsca na place już nie ma.

Należy jednak budować, a raczej wyznaczać małe place na mikro-boiska do różnych gier, a szczególnie do gry w piłkę nożną. Place wyposażone w podstawowe urządzenia, place, przy których nie ma potrzeby zatrudniać opiekunów typu trener środowiskowy. Tamże mogą być kuźnie talentów, skąd ochocza młodzież sama trafi do akademii piłkarskich czy do sekcji klubowej.

A dalej, kiedy stal dojrzeje, niejeden z nich pójdzie za wezwaniem natury – do klubu sekcji piłkarskiej przy IKS. I tak powoli do góry, na szczyty Barcelony. Mieliśmy Remigiusza Sobocińskiego – no tak! Grał w polskiej I lidze – no tak! Czy nie można wychować, postawić fundamenty dla piłkarza, który zagra na europejskich szczytach? Czyż nieprawda Tadeuszu?

Powyższy tekst właściwie nie jest żadnym pomysłem, a zwyczajnym przesłaniem do dobrej roboty. Roboty bez szumu, ku naprawie tyleż nie zła, co raczej niemocy w kwestii poziomu piłkarskiego w Iławie. Tyle dziś, reszta później.

FELIKS ROCHOWICZ



  2014-10-08  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
129657968


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.