Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie, felietony
REKLAMA
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
kogel-mogel
szukaj
FORUM

opinie, felietony
Gonzalez: Słowa na wiatr. Kto zrobił kasę na wiatrakach
Gonzalez: „Wspólna Iława”, prywatna sprawa
Olszewski: Typy i typki wokół nas...
Gonzalez: Gumowy fitness
Gonzalez: Dla kogo jest noc w mieście?
Gonzalez: Likwidacja targowiska to „samozaoranie”
Gonzalez: Hande hoch!
Gonzalez: Rdza pokryła Złotą Tarkę
Gonzalez: Róbta, co chceta
Gonzalez: Lato nie rozpieszcza, ale nudzą się tylko nudni
Chaburski: Lubawska klęska czy błogosławieństwo urodzaju?
Olszewski: Temat odpadów odpada, ale inne nie odpadają!
Gonzalez: Radna Milczarek pyta o szpital. Odpowie kto?
Olszewski: Problem śmieci ma zniknąć i basta!
Gonzalez: Kury w ratuszu nie znoszą jajek
Olszewski: O, gwaro moja miła!
Gonzalez: Lodowisko misiem
Gonzalez: „Rok 1992”. Wszyscy daliśmy się nabrać
Chaburski: Od Kopernika do dyrektora Muzeum Warmii i Mazur
Gonzalez: Bójki nie będzie
Więcej...

opinie, felietony

2013-05-01

Reich: Listy do Agnieszki


Można wysyłać listy, których nikt nigdy nie przeczyta. Są zdarzenia, które mogą zmieniać bieg wszystkiego, niczym nurt wody. Sploty okoliczności, których nie potrafimy przyjąć za prawdę. Jakbyśmy nie pojmowali, że wszyscy idziemy tą samą drogą.


Pamiętasz, pierwszy felieton wysłałem do ciebie w 2007 roku, a może wcześniej. Potem zachorował mój tata. Nie miałem czasu, siły, żeby pisać, rozmawiać z ludźmi. Na nic nie miałem ochoty. Ale ty powiedziałaś wtedy, żebym pisał i wysyłał teksty do ciebie, bo ludzie lubią je czytać. Nie wszędzie dochodzi gazeta, a zwłaszcza nie ukazuje się w Poznaniu, w którym mieszkałaś.

Co się właściwie stało? Nie wiem. Kilka dni temu dostałem wiadomość od twojego męża. Napisał kilka słów, które z trudem można nazwać zdaniami. Musiał być poruszony, załamany, jakby ktoś powiedział: „Naszej Aguś nie ma”. Wiem, że była ci szczególnie bliska…”.

Pomyślałem, jakiś głupi żart opatrzności i ludzkiego losu. Te dzieci w Lubawie i jeszcze teraz ta lakoniczna wiadomość, której chyba nie zrozumiałem.

Pamiętasz, kilka dni temu wysłałem do ciebie tekst z „Kuriera Iławskiego”, jak zawsze. Czytałaś je przez lata, odkąd tylko piszę felietony, ale wolę nazywać je opowieściami. Czytałaś je. Lubiłaś czytać historie o ludziach, bo jak mało kto wyczuwałaś ludzkie cierpienie i los. Nikt w zasadzie nie był ci obcy. Nikt i nic nie uchodziło twojej uwadze. Ludzie to podziwiali w tobie i zazdrościli. Jak mało kto umiałaś przenikać ludzki umysł i z całą wrażliwością podchodziłaś do człowieka w potrzebie. Miałaś zawsze dobre słowo dla pozbawionych nadziei, uśmiech, który ogarniał smutek dookoła. A teraz uporczywie ciebie nie ma. Nie będzie. Czy ludzkie życie można sprowadzić do wykasowania numeru telefonu w komórce, usunięcia profilu zmarłej osoby z grona znajomych na portalu społecznościowym. Tylko tyle jesteśmy warci, czyli wielkie nic i milczenie.

To prawda, powtarzałaś zawsze, że śmierć może przyjść zawsze. Nie wierzyłem. To głupie gadanie. Jak człowiek dba o siebie, uważa na wszelkie okoliczności, to może jakoś tam dożyć. Ale ty mówiłaś, życie potrafi płatać figle. Trzeba cieszyć się tym, co jest. Niby to proste.

– Wiesz, znam takiego człowieka, jest bardzo mądry i wykształcony. Był bardzo bogaty, można powiedzieć, że miał wszystko. Poza jednym. Był samotny. Nie miał rodziny, bliskich, do których mógłby wracać. Był gotów wszystko oddać, żeby mieć tylko rodzinę.

– Co się z nim stało? – spytałem.

– Zrezygnował z kariery i wyjechał do Azji. Był tam dwa lata. Potem wrócił, całkiem odmieniony. Sprzedał w Polsce dom, zamieszkał w skromnym mieszkaniu. Pozbył się bogactwa – mówiłaś.

– Ok, ale czy udało mu się założyć rodzinę? Poczuł to, czego tak bardzo pragnął?

– Jak myślisz?

– No właśnie nie wiem. Nie mam bladego pojęcia, co się z nim stało. Zrezygnował z pracy i bogactwa, wyjechał gdzieś tam. Po co?

– Pojechał szukać siebie. Kiedy wrócił do kraju, okazało się, że szczęście na niego czeka za przysłowiowym rogiem. Nie umiał tylko wcześniej tego zobaczyć. Po prostu nie potrafił tego dostrzec wcześniej, bo widział tylko krzywdę i smutek, które zżerały jego myśli.

– Chcesz mi powiedzieć, że ludzie przyciągają do siebie to, co chcą? To, czego tak naprawdę pragną? Nie potrafią zdobyć czegoś, o czym marzą tylko dlatego, że ogranicza ich własne myślenie?

– Tak dokładnie jest. Przyciągamy do siebie złe myśli, wtedy nic nam się nie wiedzie. Tak było w przypadku mojego przyjaciela. Miał wszystko, ale czuł się nikim. To ludzie mogą nam dostarczać szczęście. Człowiek sam w sobie jest wartością, ale jeśli potrafi dzielić się sobą z innymi. Musi też dostrzec wartość w sobie, w przeciwnym razie nigdy nie będzie szczęśliwy.

Każda rozmowa z tobą była wielką lekcją. Zapytałem wtedy, czemu jedni ludzie robią kariery, a inni nie. Pamiętasz? Spokojnie odpowiedziałaś.

– Ludzie, nawet ci najmądrzejsi, wcale nie muszą odnosić sukcesów, zarabiać kroci tylko dlatego, że chcą. Im bardziej czegoś chcemy, tym los bywa często bardziej przekorny i oddala nas od celu. Lepiej cieszyć się małymi rzeczami. Dostrzegać pozytywy nawet w najmniejszych rzeczach.

– Jak to? Przecież w ten sposób ludzie nigdy nie będą mieli prawa realizować swoich marzeń. Po co im one?

– Potrzebne są do tego, żeby sięgali po szczęście. Często nawet to, co wydaje nam się, że może przynieść szczęście, wcale takie nie musi być. To życie często pokazuje nam drogę. Czasami przypadek. Przecież wiesz, że to on tak naprawdę rządzi ludzkim losem.

Ten sam przypadek zgotował twoją nieobecność. To wielka, żeby nie napisać ogromna strata. Umrzeć czy raczej zginąć, wychodząc z domu do pracy. Ty byłaś zawsze gotowa na śmierć. Nie bałaś się jej, ale równie mocno kazałaś innym walczyć o życie. O każdy kawałek dnia, który można wykraść śmierci. Tak zawsze mówiłaś: „Warto żyć, dopóki jest w nas miłość, chęć życia i dzielenia się nim z innymi.”

Ostatni tekst tobą wstrząsnął. Wymowny tytuł o matkobójczyni Lusi z Lubawy. Matki, która zamroziła własne dzieci. Bez świadków. Podobno. Chociaż ty od razu powiedziałaś, że wszyscy są winni. Noszą krew na rękach. Mnie to wcale nie oburzyło. Wprost przeciwnie. Zgadzałem się z tym.

Wiem, że więcej już nie napiszę do ciebie żadnej wiadomości. Nie spotkamy się w Poznaniu. Telefon od tej pory będzie uporczywie milczał. A przecież przed chwilą jeszcze wszystko było takie namacalne, możliwe. Ale nie dla ciebie. Umiałaś dostrzec to, co niewidoczne, głębiej.

Jak mało kto wiedziałaś, co dzieje się w Lubawie i Iławie. To prawda, że wywodziłaś się z mediów. To należy się czytelnikom, słowo wyjaśnienia. To prawda, że miałaś 37 lat, choć urody mogłaby ci pozazdrościć niejedna nastolatka. Te wszystkie oczywistości można by wypisywać bez końca. Nikt nie spodziewał się pewnie, że o Lubawie tak głośno w Poznaniu, nie tylko przy okazji ostatnich tragicznych wydarzeń. To ostatni list do ciebie. Wysyłam go do czytelników. Wiem, że jeszcze się spotkamy. Porozmawiamy jak zawsze o życiu. Tak, wiem, to temat rzeka, która płynie i płynie w nas bez końca.

TOMASZ REICH

  2013-05-01  

Z komentarzami zapraszamy na forum
Wróć   Góra strony
110638586


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Informator: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie, felietony | REKLAMA | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | kogel-mogel
szukaj | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2017 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.