Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Gonzalez: Dziennik końca świata (3). Pielęgniarki na wojnie
Orlicz: Doczekalnia
Gonzalez: Dziennik końca świata (1). Kto przewidział?
Rochowicz: Wspomnienie dyrektora „mechanika” Józefa Zasuwy
Orlicz: Potrzeba nam męża stanu
Rochowicz: Wydolność fizyczna jako antidotum na wirusa
Olszewski: Wirus czy świrus?
Orlicz: Przygotujmy się na reset
Olszewski: Koronawirus kontra dżumy i cholery
Więcej...

opinie

2010-11-24

Olszewski: Ziemia obiecana, czyli Iława po 1945 r.


Układając sobie w głowie wstępną koncepcję tego tekstu, zdałem sobie sprawę, jak wiele świadectw fascynującej historii Iławy i okolic z lat przedwojennych i tuż powojennych chowam w pamięci, ile osób mi niezależnie od siebie o nich opowiadało, wspominając swoje lub swoich rodzin pionierskie lata. Wszyscyśmy bowiem nie stąd, przybywamy tu przez naszych ojców czy też ich ojców, którzy od wiosny 1945 r. zakładali tu Polskę na gruzach niemieckiej Eylau.


Leszek Olszewski


Ci swoiści „ojcowie założyciele” zastali tu ziemię obcą, nieziemskiej urody, płonącą jeszcze wciąż dymem wojennej pożogi, miasto zaś opustoszałe, upadłe, prawie zrównane z ziemią. Tym ostatnim chełpili się obecni od stycznia czerwonoarmiści – ci traktowali tak każdy zabudowany kilometr kwadratowy hitlerowskiej „Giermanii”. W kwietniu radzieccy odeszli, dostali rozkaz oddania swoistych kluczy do miasta stronie polskiej. Tak terytorialnie – kosztem rozgromionych Niemiec, Stalin rekompensował temu krajowi wcielenie w skład ZSRR jego przedwojennych, rdzennych ziem, że wymieńmy choćby Wileńszczyznę czy zachodnią Ukrainę ze Lwowem na czele!

Tam to, na Kresach Wschodnich II RP, ludzie wiosną 1945 r. otrzymywali od Sowietów jasne i czytelne komunikaty: „Tu niedługo będzie Kraj Rad, jak chcecie żyć w Polsce, jedźcie do nowej Polski”, Iława była jednym z postulowanych kierunków migracji. „Ojcowie założyciele” przybywali więc zewsząd: z Ukrainy, Litwy, z leżących kilka kilometrów obok a należących przed wojną do Polski okolicznych wiosek. Spod Warszawy, Mławy, Kielc, z Lubelszczyzny i Podlasia – niespotykany gdzie indziej mix ludzki jął się tu osiedlać na chwałę swojego i przyszłych pokoleń.

Mojego ojca (13-letniego) Zenona Olszewskiego oraz wychowującą go samotnie matkę koniec wojny zastał w Wołominie. Babka miała liczne rodzeństwo i ludzie ci pchani mirażem ziem do zasiedlenia zdecydowali się w komplecie przyjechać do poniemieckiego Rosenbergu (Susza) i tam rozpocząć nowe, lepsze życie.

Iławy nie brali pod uwagę, Susz był siedzibą powiatu, poza tym miasto było stosunkowo mało zniszczone. Ojciec wspominał, że całe puste domy stały po uciekających naprędce w styczniu Niemcach. Sztućce, kryształy, pościel, dywany – takie coś można było dostać po uzyskaniu meldunku w urzędzie. Całą rodzinę ze strony ojca mam więc do dziś w Suszu, on sam zaś po studiach medycznych i przeniesieniu powiatu do Iławy dostał propozycję pracy w iławskim szpitalu i tak w 1960 r. z Suszem się rozstał, koleje losu...

Pewien mieszkaniec iławskiej ulicy Ostródzkiej wspominał mi, że jego ojciec przybył tu spod Kielc, był wówczas kawalerem i chciał coś w tym przedziwnym 1945 roku zmienić w swoim życiu. Gdy pakował manatki, rodzina ostrzegała go: „Nie jedź do Prus, jak zobaczysz czerwone dachy, to Niemcy, nie bierz takiego domu, bo kiedyś ci odbiorą!”. I ponoć rzeczywiście takiego domu ze strachu nie wziął...

Stefan Trykacz z kolei, jak wojna się skończyła, miał lat 15 i mieszkał wraz z rodzicami i siostrą w Iłowie, gdzie jego tata był kolejarzem. Tam pomysł „wyjazdu do Niemiec” rzucił któryś z kolegów w pracy. Od razu padło na Iławę. Wiedzieli, że już przed wojną był to duży niemiecki nadgraniczny węzeł kolejowy. Ponoć praca tam na kolejarzy czekała, dodatkowo niezmiernie kusiła perspektywa wygodnego zamieszkania na swoim...

W Iłowie – wspominał Stefan – rodziny kolejarskie tłoczyły się w jakichś czynszówkach, więc tata długo się nie zastanawiał i już jesienią 1945 r. zawitał i osiedlił rodzinę w jednym z ocalałych domów na dzisiejszej ulicy Brzozowej. Profesor miał z tą migracją kupę nieporozumień potem, urodził się bowiem w Iłowie, mieszkał zaś w Iławie, w hotelach zwłaszcza pytano go sto razy, o co chodzi, czy to nie ta sama miejscowość zapisana z błędem?

Z głębokiej Ukrainy, z Równego pochodziła moja niegdysiejsza sąsiadka, starsza pani o gołębim sercu. Ta miała mniej szczęścia. Do jej domu pewnej nocy wkroczyło NKWD i dało alternatywę: „Pakujesz się w godzinę, na dworzec i do Polski albo do więzienia tutaj”. Ona jechała w absolutne nieznane, pociąg parł dwie noce na północ, gdy nagle dostali informację, że są już na ziemiach poniemieckich i można wysiadać na każdej stacji! Wszędzie czekają domy i praca, ludzie wysiadali więc na oślep, prawie jak rodzina Pawlaków w pamiętnej ekranizacji „Sami swoi”. Jej trafiła fuksem Iława, nie mogła się potem za to wywdzięczyć losowi.

Osiedlił się też w Iławie, znajdując pracę w nowo powstałym gospodarstwie rybackim, mieszkający przed wojną w polskim Chroślu Jan Bartkowski, rocznik 1930, zmarły niestety dwa miesiące temu. Z jego ust usłyszałem opowieść niebywałą.

Jego matka była Niemką z Dortmundu, która zakochała się w polskim górniku pracującym tam w latach 20-tych, który po odzyskaniu niepodległości i odłożeniu pewnej sumy pieniędzy zdecydował się wrócić jednakże w rodzinne strony, do Chrośla. Kobieta ta miała obywatelstwo polskie i niemieckie, i mogła bez ograniczeń z Jankiem przyjeżdżać do „Dt. Eylau”. Na zakupy, targ – robili to dwa razy w tygodniu. A pan Bartkowski pamiętał z detalami i do śmierci gród nad Jeziorakiem, rzucał choćby nazwiskami niemieckich właścicieli poszczególnych kamienic.

Mieszkał też wtedy w Chroślu pewien Niemiec – złota rączka. Generalnie był lubiany, pracował po wsi, jadł u gospodarzy, była jednak grupa wyrostków i ich starszych kolegów, którzy to pod sklepem racząc się piwem lub winem, naigrywali się z Niemca, wyzywając go od Szwabów, Hitlera od ch... itp.

Pamiętnego 1 września 1939 roku zajechał do Chrośla oddział SS i ten Niemiec był wśród nich ubrany w mundur oficerski. Wyrostków owych momentalnie wywleczono z domu i wywieziono w nieznanym kierunku (pewnie rozstrzelano). Jednak o reszcie mieszkańców ów Niemiec wypowiedział się bez zastrzeżeń, zaś panią Bartkowską grzecznie przywitał, dodając, że ona z mężem Polakiem zawsze go serdecznie gościła i płaciła za wykonaną pracę. Podszedł do niej wtedy szef komanda SS i zostawił swoją wizytówkę z informacją, że gdyby coś groziło mieszkańcom wsi, ma się nią posłużyć. To powinno wystarczyć, by nikomu włos tu z głowy nie spadł.

Kto by wówczas przypuszczał, że III Rzesza za raptem 6 lat legnie w gruzach, a odległe od Chrośla o 10 km niemieckie ukryte w lasach miasto stanie się dla wielu okolicznych ziemią obiecaną, którą po raz pierwszy przyjdzie im ujrzeć, gdy wiosna zapachami rozmarzy świat, mimo przeogromu ofiar w tragicznym, ale i dającym nadzieję najsłynniejszym chyba roku XX wieku, roku 1945!

LESZEK OLSZEWSKI

  2010-11-24  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
129633230


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.