Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
kogel-mogel
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Olszewski: Miasto w sosie własnym do przeglądu
Kurpiecki: SoundLake, czyli festiwal muzyki dawnej
Gontarz: Panoramiczne spojrzenie sąsiedzkie z boku na Iławę
Chaburski: Piękno na uboczu, czyli Zwiniarz
Kurpiecki: O tym, co finansujesz, jeżdżąc widlakiem
Reich: Jak już się tam urządzi w niebie, to może odpocznie
Olszewski: Wilczy Szaniec doinwestowany, aż ciarki suną
Olszewski: Lubawa ma silne karty w ręku
Olszewski: Bookcrossing, co to? Stymulator głowy!
Kurpiecki: Uwaga – natura!
Olszewski: Kontrola, rzecz święta, wyjmuj dokumenta!
Kurpiecki: Niepoprawne myśli z kraju kiszonego śledzia
Olszewski: Gwiazda Karen Edwards zachwycona regionem Iławy
Olszewski: Słynny pan Macyra i inni w branży
Rochowicz: Zwyczaje swawolne
Olszewski: Gorzkie żale odjeżdżajcie!
Rochowicz: Sport i wartości w życiu Karola Wojtyły
Gonzalez: Dawid Bobasek
Olszewski: Tysiąc kilometrów via Pendolino w dobę!
Gonzalez: Radni za handlem, ale przeciwko. Koniec Manhattanu
Więcej...

opinie

2019-08-07

Olszewski: Wilczy Szaniec doinwestowany, aż ciarki suną


Łapałem okno pogodowe. Chciałem tam się zjawić w pełnym słońcu, by poczuć upalny czwartek 20 lipca 1944 roku, kiedy Stauffenberg patrzył na te drzewa i budynki, sparaliżowany pewno ze strachu, czy nie da po sobie poznać, że przybył tu zabić potwora, skończyć z nim. Musiał przecież normalnie rozmawiać, uśmiechać się, zachowywać na poziomie. A to diablo niełatwe, nerwy z pewnością poddawały go niesamowitym, niemożliwym do odtworzenia przeciążeniom! Mimo tego samego województwa to przepastna wyprawa – 185 km, tak – Prusy Wschodnie to była solidna, „zamorska” prowincja Rzeszy.

No to jedziemy – do Hitlera na przeszpiegi, do Goeringa na szaber!

Generalnie wielu z nas w Gierłoży koło Kętrzyna nigdy nie było, bo to właśnie 185 kilometrów dystansu, ale zaręczam – nieodczuwalnego. W bieżącym lipcu właśnie oddano po kilku latach budowy południową obwodnicę Olsztyna i teraz śmigamy do Adolfa poza tym miastem, wypadając na krajową „16” u wrót Barczewa. Błyskawicznie to idzie, później Biskupiec, Mrągowo, Kętrzyn – chwila i stoimy u bram. Parking 5 zł, bilet normalny – 15, WC i kino potem darmowe. Reszta płatna, a „reszty” do niedawna nie było, w tej chwili idą kolejne etapy inwestycji, że już noclegi tam możliwe, restauracje działają, sklepy z pamiątkami. „The Times” umieścił Wolfsschanze na liście 20 najczęściej odwiedzanych miejsc w Europie, na tym trzeba zarabiać! Sam widziałem trzy autobusy z Niemiec, niezliczoną ilość osobówek stamtąd, a podczas peregrynacji słyszałem gadki po angielsku, francusku, włosku, hiszpańsku, rosyjsku, holendersku i szwedzku – bo odróżniam te dwa też!

Po polsku też słyszałem, ale może lepiej gdybym nie usłyszał, dojdę do tego. Wbrew pozorom to niewielki kompleks (abstrahując od zasieków, punktów kontrolnych, zagrodzonego areału). Hitler chciał mieć obok siebie Martina Bormanna, swego zastępcę i mózg w jednym – powiedział o nim kiedyś: „Aby wygrać wojnę, potrzebuję Bormanna!”. A także człowieka nr 2 w państwie – Hermanna Goeringa oraz feldmarszałka Wilhelma Keitla. Wybudowano jeszcze jeden schron i kwaterę – dla osobistych gości Führera, Mussoliniego m.in., żeby czuli się uprzywilejowani. Na tym strefa nr 1 się kończyła. Żelbetonowe bunkry stały bezczynnie, miały służyć jedynie jako pewny ratunek na wypadek bombardowań, które, jak wiecie, nigdy nie nastąpiły. Dostawiono do tego nazistowskiego sioła też altankę, pokój narad, w którym to Stauffenberg dokonał nieudanego zamachu 75 lat temu.

Dziś po niej tylko czworokąt i tablica informacyjna – była z drewna, po eksplozji nie było czego remontować. Strefa nr 2, również elitarna (sztaby, adiutantury, hotel gwardii przybocznej Hitlera), to już kilkadziesiąt obiektów. W tym pomniejsze, ale jakże ważne kwatery i punkty – kasyno, kina, herbaciarnie, poczta, biura, przychodnie lekarskie, salony fryzjerskie, kioski z prasą też. Stałe zaludnienie w Szańcu oscylowało wokół 2100-2200 osób – porządnego zatem wiktu, alkoholu oraz opierunku nie miało prawa zabraknąć! Pociągnięto też Hitlerowi prawie pod nos linię kolejową z Kętrzyna i tam to nie ludzie oczekiwali na pociąg, a pociąg na ludzi! Goebbels, czytałem, wracał raz do Berlina, a jakże przez Dt. Eylau, ale że się przeciągnęło oglądanie filmu z Führerem i potem urocza pogawędka przy kominku o starych czasach, to ruszył był w podróż powrotną dopiero 22:35, a pierwotnie planował odjazd ok. 19:00.

Pan maszynista naturalnie posłusznie warował w lokomotywie ekskluzywnego składu. I ja obleczony tą wiedzą chodziłem po ścieżkach niczym zaczarowany. Zaczytywałem się w informacjach, przed czym stoję, w milczeniu mijał się całkiem niezły tłum, grupy zorganizowane, całe rodziny, pary. I zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia – pstrykaliśmy, ile popadnie! Adolf spędził tu niewiarygodne 850 dni, to prawie dwa i pół roku – w metropolii, w Niemczech, go nie widywano podczas wojny. Stolica zamarła – cały rząd, wszelcy decydenci pod Kętrzynem i Giżyckiem! Bo Himmler miał bunkier 27 km od Gierłoży, w lesie pod Węgorzewem, Ribbentrop 21 km obok, koło Gołdapi. Naczelne zaś dowództwo wojsk lądowych zainstalowało się w Mamerkach, kilometrów 18 na północ. Tam dziś wielkie muzea, replika Bursztynowej Komnaty, wpiszcie temat w YouTube.

Wyprawę nr 2, jeszcze tego lata do Mamerek, planuję. Kurtuazyjnie wypadało zacząć od wierchuszki, by nie uchybić demonowi zła, na szczęście dziś postaci historycznej, nierealnej. Długo pewno jeszcze książki z wykreowanej przezeń epoki najszybciej będą znikać z księgarskich półek, sam na to szczęśliwie bądź nie choruję. Jakoś nie złapie cię większe ciśnienie, gdy przewertowujesz zakamarki wojny stuletniej sprzed sześciuset lat czy chrztu Mołdawii – nie znasz ludzi, emocji, dalekie to, ciarki nie przejdą. A tu suną i sunąć będą!

Polska reprezentacja w Gierłoży też nie zaszkodziła. Idzie mama z córką obok domu Goeringa, do którego mimo zakazów wszedłem, by coś sobie zabrać na pamiątkę. Tak skończyła w mej kieszeni mała cegiełka, którą Hermannowi odjąłem z podłogi – niech mi łaskawie wybaczy. I owa mama czyta nazwisko napisane przez umlaut, Göring – słowem. Widzi te dwie kropki nad „o”, widać, nic jej to nie mówi. Klaruje więc ośmiolatce: „Tu mieszkał jakiś marszałek Górink, Julciu, zobacz”. Do tego doszło niewiele późniejsze z innych ust: „Schron Kitla, zrób mi fotkę, bo duży. Kitel – zapisz gdzieś, bo zapomnimy”. Górink, Kitel, dodajmy Furera i Hilmera – tak czy siak jest po co wsiadać w samochód, Ludwafe nie ostrzela. O tajemnicach, meandrach tej wyprawy przeczytacie dalej, za tydzień, już beznazistowsko, NSDAP – czmychajcie! A będzie kościelnie, wzniośle, jak Pambuk przykazał. Zresztą jak może być inaczej w przededniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i Cudu nad Wisłą, bądźmy godni siebie i bliźnich. A i zwierzaków też!

PS Hitler opuszczał Wilczy Szaniec na zawsze 20 listopada 1944, gdy słyszał już od strony Gołdapi armaty Armii Czerwonej, wrogi front się zbliżał. Musiało mu być niewesoło – nam nie, jego cholerna era dobiegała kresu!

LESZEK OLSZEWSKI






Gierłoż koło Kętrzyna.
Wejście do „Wilczego Szańca”.
Kolejna grupa doczekała się na przewodnika,
ci uwijają się jak w ukropie. Zaraz ruszą w dal
na ok. 2 godziny pasjonującego odkrywania kompleksu,
o którym tyle razy słyszeli. Z tyłu restauracje, kino,
pamiątki, noclegi, a inwestycje mają trwać






Bunkier dla gości Führera był ultranowoczesnym
połączeniem schronu z takim przepychem,
na jaki mogła sobie pozwolić kwatera polowa.
W środku znajdowały się sauny, wszelkie instalacje,
w tym centralne ogrzewanie, telefony, prąd.
Mussolini i inni rządzili tu…






Samotnia Hitlera, nie dajcie się zmylić
– z drugiej strony były okna, jadalnie, biblioteka, łazienki.
Widoczny żelbeton miał go tylko chronić na wypadek
bombardowania, każde pomieszczenie posiadało
m.in. filtr powietrza, neutralizujący atak chemiczny
– majstersztyk!






Goering zażądał swojego domu w lasku, obok schronu.
Stwierdził, że nawet w nocy zdąży się przemieścić.
Życzenie usłużnie spełniono, Hermann uwielbiał świt
przy otwartych oknach, śpiewie ptaków.
Mimo zakazu, wszedłem doń i zabrałem sobie małą cegiełkę
– ależ pamiątka!





  2019-08-07  

Wróć   Góra strony
125442750


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | kogel-mogel | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe
szukaj | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2019 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.