Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie, felietony
REKLAMA
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
kogel-mogel
szukaj
FORUM

opinie, felietony
Gonzalez: Słowa na wiatr. Kto zrobił kasę na wiatrakach
Gonzalez: „Wspólna Iława”, prywatna sprawa
Olszewski: Typy i typki wokół nas...
Gonzalez: Gumowy fitness
Gonzalez: Dla kogo jest noc w mieście?
Gonzalez: Likwidacja targowiska to „samozaoranie”
Gonzalez: Hande hoch!
Gonzalez: Rdza pokryła Złotą Tarkę
Gonzalez: Róbta, co chceta
Gonzalez: Lato nie rozpieszcza, ale nudzą się tylko nudni
Chaburski: Lubawska klęska czy błogosławieństwo urodzaju?
Olszewski: Temat odpadów odpada, ale inne nie odpadają!
Gonzalez: Radna Milczarek pyta o szpital. Odpowie kto?
Olszewski: Problem śmieci ma zniknąć i basta!
Gonzalez: Kury w ratuszu nie znoszą jajek
Olszewski: O, gwaro moja miła!
Gonzalez: Lodowisko misiem
Gonzalez: „Rok 1992”. Wszyscy daliśmy się nabrać
Chaburski: Od Kopernika do dyrektora Muzeum Warmii i Mazur
Gonzalez: Bójki nie będzie
Więcej...

opinie, felietony

2015-06-24

Olszewski: Wieś, która wyszła na ludzi


Gdy Reymont dostawał Nobla w 1924 roku, jego kontrkandydatami byli Tomasz Mann i… Stefan Żeromski. Tego ostatniego Akademia Szwedzka w końcu odrzuciła, uzasadniając (wewnętrznymi kanałami) swą decyzję trudnym do zaakceptowania jego antygermanizmem. Żeromski był wielkim faworytem tamtego wyścigu. Cała Europa uważała go już wtedy za wybitnego pisarza. Polskie skrobanie piórem nigdy podobnego sukcesu później nie odniosło: dwie trzecie nominowanych do najbardziej prestiżowego ugrania na świecie stąd! I ex post zwycięstwo „czarnego konia”, obstawianego powszechnie w rankingach brązowego medalisty!

Tyle lukru nie ma szans już spaść: 192 państwa liczy ONZ, 209 FIFA, ostatnie literackie Noble zaś to Francja, Kanada, Chiny, Peru, Szwecja… Do tego Polska podupadła, bo generalnie nie ma czego czytać, wyjąwszy ogłoszenia drobne i nekrologi. Czasami żartuję ze sobą, gdy wychodzę z Empik-u, że jak człowiek sam czegoś nie napisze, to nie ma co liczyć, że na coś godnego oka się natknie. To oczywiście z przymrużeniem oka, ale powiem wam, że jest przepaść pomiędzy chociażby polską książką historyczną a tą napisaną przez Austriaka. Tam stawia się na jędrność języka, zainfekowanie go niejako dzisiejszym słownictwem, a nie przekaz równie ciekawy co opowiadanie nudziarza w stylu: „Po bitwie pod Borodino dużo większe straty poniosła strona rosyjska!”. Słowo pisane nie znosi nudy, zresztą nic nie znosi…

Pamiętacie zdanie z „Rejsu” Maklakiewicza o polskich filmach? „Nuda!”. Dziś żeby nuda! Po prostu gnioty! Jakby doświadczenie z „Janosika”, „Czterdziestolatka” czy „Potopu” ktoś zniszczył, spaliwszy! Albo pokolenie osłów dorwało się do kamer. To tak jak z wyżem demograficznym – nic się nie poradzi, stajemy przymusowo wobec faktów dokonanych. W iławskim Empik-u uderza mnie, że zwykle przy kasie do rozliczeń fiskalnych wystają ludzie nie trzymający w ręku książek. Za to jakieś kartki, wazony, DVD, zegary. Luksusem jest prasa, ale to też nieczęsty widok. Dostrzegłem kilka dni temu biografię Ala Capone, kilkaset stron za 49,99 – naturalnie niepolskiego autorstwa. Nie wiem, czy dobrą, ale przypuszczam, że skoro autorem za oceanem wybrano akurat tego gościa, to mydlin w zamian nie otrzymamy.

Mam sprawdzone metody na zakupy w wielu branżach. W odzieżowej to oczywiście przymierzalnia, w księgarni zaś minilektura. Tak kiedyś kupiłem Kundery „Nieznośną lekkość bytu”. Chciałem sprawdzić, czy w tytule się Kundera chwali, czy też faktycznie takową posiadł? Była to kolejna książka, do której się tego dnia przymierzałem, rzecz działa się w Warszawie. Przerzucam „Lekkość” na pierwszą lepszą stronę w środku, czytam akapit – świetne. To kilkadziesiąt stron dalej drugi tester – też ciekawie. Trzeci tester do końca życia zapamiętam. Autor opisał scenę, której był świadkiem podczas Praskiej Wiosny. Przy moście Karola stoi pijak, majta się i nagle zaczyna wymiotować na chodnik, takim mocnym strumieniem. Obok przechodzi starszy pan, nobliwy, patrzy na pijaka i mówi doń z pełnym współczuciem: „Człowieku, jak ja cię rozumiem!”.

Ponoć 80% ludzi w Polsce nie łapie abstrakcji. Stawiam jednak w ciemno, że wszyscy powyższą przyswoiliście! Zawsze chwalę się, że iławski czytelnik to duże zawyżenie średniej krajowej – bez kurtuazji! Takie są fakty i znów – podobnie jak w przypadku filmów z powyżej – dokonane! Naturalnie nie ma „faktów niedokonanych” jak i „autentycznych”, bo żaden fakt nie jest fikcyjny, wszystkie więc zbiorczo są autentyczne! W ogóle szkoda, że nad Jeziorakiem nie ma „taniej książki”. W Toruniu na starówce istnieje taki sklepik, od 2 zł startują, a za 10 można kupić tomisko. Ludzie biorą dotację z Unii, może o tym niech ktoś pomyśli? Raz, że zarobi (ponoć całkiem intratny kawałek śledzia), dwa – rozhuśta się głowy dzięki przystępnej cenie i bogactwu oferty. Skup książek się przy okazji prowadzi, tu bym gród dointelektualizował, w kontrze do odmóżdżeń i to całkowitych, które oferuje telewizja.

Tę jednak zostawmy w spokoju – lato wparowało. Cicho, zimnem i lekkim deszczem, ale to przejściowe. Zauważyłem generalnie, że jeden typ dnia jest mi wrogiem, taki otóż, kiedy od rana pada. Wali ten deszcz w parapet o szóstej rano, jedenastej, piętnastej i wieczorem – za to bym aurę skazał na areszt. Tyle że aura nie jest głupia i takich poczwar niebiańskich nie funduje nam więcej niż kilka rocznie – trzy, pięć góra. Zachmurzone niebo jest OK, wskaźnik temperatury też każdy idzie strawić, co więcej to zaś bonus – i latem, i zimą. Z motyką na księżyc nie ruszymy i w tej strefie tropików się nie spodziewajmy. Ale z drugiej strony, co ma mówić Szwed i Fin, jak tam jeszcze zimniej, wiosna późniejsza, a śnieg często we wrześniu? Narzekanie to stan umysłu. Zimy są na świecie gorsze, lata lepsze – alleluja i do wzwodu chciałoby się napisać albo i się napisało!

Najważniejszy atrybut bieżącego czasu to długi dzień. Niedługo zacznie ta długość ociekać, na razie jesteśmy w jej pełni. Atrybut nr 2, którego nie mam, to łódka! Ile można pożeglować po akwenie Jezioraka, dopłynąć gdzieś, porobić zdjęć, włóczyć się, zwiedzając kolejne wyspy! Zastępuję to rowerem i szlakami lądowymi, bo płynąć z nim nie zamierzam. Mam do zaawizowania niesamowitą niespodziankę, spod igły, która spadła z nieba i czeka na nas jak – nie przymierzając – dom weselny na weselników. Dla rowerzystów każdy ulepszony szlak to element raju. Nikt nie lubi jeździć wertepami czy kałużą o głębokości puszki pepsi. Drogi krajowe omija się z zasady, nie ma relaksu, gdy co kilka minut pędzi na ciebie rozpędzone BMW czy toyota jakiegoś pięknego inaczej.

Zbawienne było wejście do Unii w 2004 r. Kraj, który przez 60 lat od wojny stał infrastrukturalnie w miejscu (brak autostrad, wyłącznie nieremontowane drogi), nagle w 11 lat, licząc dzisiejszą miarą, zaczął wyglądać jak człowiek. Mikołaj sypie kolejny rok więc jak za dotknięciem różdżki: aleje, hotele, szybka kolej, baseny. Zawsze podkreślam, że Niemcy czy Wielka Brytania 400 lat temu i za lat 200 niezmiennie pozostaną bogatymi państwami. Samowystarczalnymi, kosztującymi dobrobyt. Inne głowy po prostu. Polska za to stale pozostawała i pozostanie biedna, zaściankowa, wstydliwa – takie głowy po prostu. Anglia może wyjść z Unii i tylko na tym zyska, Polska sama z siebie nigdy do przodu się nie pchnie. O nieciekawych faktach się milczy. W 1939 roku Niemcy przekraczają granice i nie widzą krzty asfaltu. Piszą o tym do żon. Wojna wojną, mongolizm kraju – mongolizmem!

Francuski żołnierz w liście do rodziny w Paryżu z 1806 r. załamywał ręce, że miasta polskie nie mają chodników, a poza nimi bagna. A przecież nikt nie prowadził tu bieżących wojen, rozbiory dokonały się politycznie. Bogatsi i potężniejsi jak zawsze wzięli górę. Czytałem niedawno kolejne zaambarasowanie. Pewien historyk wylicza, ile to Polska zyskała pod zaborami, w setkach kwestii! Na to w szkole nacisku nie położą, mądre rzeczy są dla mądrych. Dlatego czytajcie, szukajcie, dochodźcie do własnych, nie „telewizyjnych” wniosków.

Wracam do dobrodziejstw brukselskich, bo stamtąd to euro ciągle wpływa. Dzięki decydentom znad rzeki Senne odległy im ten kraj pięknieje antybiałorusko i antysalwadorsko! I tak jak dobijane insekty, znikać zaczęły po 2004 roku potworne rozjazdy z Iławy ku wsiom: Tynwałdowi, Jażdżówkom, Makowo doczekało się turystycznej nowej trasy. Wzięto się też za poważne arterie: do Lubawy, Susza. Kocie łby opijające jeszcze urodziny Gierka kapitulowały kilometr po kilometrze przez okrągły rok. Było też coś, co zdawało się, nie skapituluje nigdy. Dogrzebałem się, że wspomniałem o tym na łamach Kuriera w 2008 roku, wyrażając opinię, że perła czeźnie! Chodziło mi o przywrócenie do życia, zrobienie czegoś z drogą na Kamionkę, która zaczyna się leśnym duktem, prowadząc jeziorami, gdy Iława mówi nam: „Do zobaczenia” na ulicy Sienkiewicza. Sama Kamionka to najbardziej malownicza wieś w promieniu 30 kilometrów. Bogaci Niemcy ją zamieszkiwali na uboczu Dt. Eylau (niemiecka nazwa – Gross Steinersdorf). Po wojnie osadę odkryła Politechnika Gdańska, sytuując tam swój ośrodek doświadczalny miniatur statków wymiaru oceanicznego.

Mam na myśli leżące u stóp Kamionki jezioro Silm. Bo jest jeszcze drugie (fenomen, absolutne kuriozum!) na skrzydle północnym, to Jezioro Szymbarskie. Kamionkę – postulowałem – czas wrócić podiławskiemu interiorowi, by kolumnowo podnieść tym atrakcyjność w sumie… samego miasta. Wszak to idealna ścieżka rodzinna na zamek w Szymbarku i dalej! A podstawą tego położenie „nowych torów”, bo to, co lasem tam prowadzi, to szlam! Pozostałe tragedie zaś to wjazd kilometr dalej (gdy się skręci w lewo z trasy na Susz) oraz łącznik Kamionki z Ząbrowem: wybijalnia zębów i pustynia piasku ze żwirem. Gdzieś coś ruszyć, domagałem się. Na równi notabene ze szlakiem wzdłuż Jezioraka: Iława-Makowo! No i u progu lata, w 70 lat po objęciu tych ziem, doczekaliśmy się prawie spełnienia – trzy na cztery postulaty Unia sprezentowała. I gmina Iława, ale sama jakoś nie dawała rady bez Unii drzewiej, więc nie kłaniajmy się za głęboko, bo nie ten adresat.

Fitness Park z Szałkowa do Makowa turyści już obsiedli cztery lata temu, a Kamionkę, jestem więcej niż pewien, właśnie odkryją. Od zera, od truskawkowych pól, gdy Ząbrowo zgaśnie! To miejsce było mym ośrodkiem magii już w liceum, kursowałem między oboma jeziorami, siedziałem, patrzyłem – miało to sens. Niezliczoną ilość znajomych z Polski tamże uprowadziłem – pieszo, 6 km! Znałem nawet Niemca, który po 1989 r. jak tylko został emerytem, pożegnał Deutschland, bo kupił w Kamionce dom, uważał to miejsce za raj. Teraz temu rajowi podłączono jakby media. Ciągną przez wieś już niebłotne, mięsiste drogi, kratery księżycowe i doły w ziemi (fenomen nr 2, cała Kamionka była nieprzejezdna!), a w końcu przełożono tam asfalt! Od komturstwa Ząbrowo aż po wylot na Iławę – ale ten główny, nie leśny. To wielki, promocyjny krok naprzód – minęły czasy pielgrzymek w tenisówkach!

Nie mogłem sobie odmówić przyjemności na wieść o przełomie, by nie ukroić tego tortu dla siebie, słowem po raz pierwszy przejechać tam sprintem rowerem. Nie godzinę z ciągłymi zejściami, pyłem w nozdrzach, drganiem rąk na kierownicy, a po nowemu, płynnie. Tak płynnie, jak mknie pasaż Chopina po klawiaturze fortepianu. Sam nie wierzyłem, że to możliwe i stare po prostu wymazano, zniknęło… Pomknąłem więc w niedzielę po godz. 18 na spotkanie z cudem. Kompanem był aparat, bo cuda się uwiecznia. No i megabłogostan – Kamionka klimatem nic a nic niezmieniona, a pachnie XXI wiekiem! Farbą, nowym, wyprasowaniem! To jakby ktoś kojarzył Iławę z mleczarnią i tuczarnią, a zobaczył Galerię Jeziorak i oświetlony hotel Tiffi! Bardziej obrazowego porównania nie znajdę!

Nagłaśniam to z atencją dla pomysłodawcy, drugiej takiej inwestycji na pozór trzeciorzędnej a prawdziwie – trafionej w dziesiątkę nie znajduję! To coś jak oświetlona spacerówka do Dziarn. Tyle że niepomiernie bardziej istotnego, bo do Dziarn szło jakoś i tak fajnie dotrzeć, a Kamionkę się usuwało z tras, mimo tego, że czarowała. Sam zignorowałem ją w ostatnich dwóch-trzech sezonach, kupa ludzi aktywnych też. „Drogę przez mękę” napisał Tołstoj, można o tym czytać, ale brnięcie w takowe to już nieszczęście i głupota. Tyle że nie pora i w tym wszystkim na większe celebracje, hołdy, bo zostaje jeszcze do wymiany i to pilnej „wlot iławski”. Ten, który wcześniej określiłem mianem „szlamu”. Nie wiem, czy pasek asfaltu w lesie położyli Niemcy, ale odpadł. To 1250 metrów, takie tam sikanie.

Spacerów się nie uświadczy, ruchu tam nie ma, bo zaniedbanie. A ludzie lubią zadbane, estetyczne. Alejki nad Iławką i przy dzikiej plaży przeżywają oblężenie, a dojeżdża się, by z nimi poobcować i z Nowego Miasta! Zobaczcie – odpada karczowanie lasu, ścieżka jest. Mało tego, jest ten Silm – 750 metrów jeziora w bonusie i na końcu Kamionka. Niestety od opisywanej strony dalej przepiaszczysta. Do wyśnionego i wywyższonego dziś asfaltu dzieli nas 500 metrów rozdroży. Nie odcinek, można to skinąć kolejną, mądrą decyzją gminy pospołu z miastem. Wtedy Iława ma szansę dorobić się swoistego lasu bielańskiego, połączenia rezerwatu przyrody z tarasem aktywnego weekendowania. Bo na razie pacjenta wybudzono ze śpiączki, ale o wypisie ze szpitala mowy nie ma. Niemniej księdza z ostatnim namaszczeniem odprawiono, a to już grant!

LESZEK OLSZEWSKI





Najbardziej malownicza miejscowość
gminy wiejskiej Iława – Kamionka.
Wreszcie skomunikowana ze światem!
Cieszcie się, mieszkańcy i turyści.
Widok z wjazdu od strony Ząbrowa, miejsca, gdzie
jeszcze wczoraj tumany kurzu zapowiadały leciwe do bólu,
nierówne, betonowe płyty!



  2015-06-24  

Z komentarzami zapraszamy na forum
Wróć   Góra strony
110621520


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Informator: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie, felietony | REKLAMA | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | kogel-mogel
szukaj | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2017 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.