Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Gonzalez: Dziennik końca świata (3). Pielęgniarki na wojnie
Orlicz: Doczekalnia
Gonzalez: Dziennik końca świata (1). Kto przewidział?
Rochowicz: Wspomnienie dyrektora „mechanika” Józefa Zasuwy
Orlicz: Potrzeba nam męża stanu
Rochowicz: Wydolność fizyczna jako antidotum na wirusa
Olszewski: Wirus czy świrus?
Orlicz: Przygotujmy się na reset
Olszewski: Koronawirus kontra dżumy i cholery
Więcej...

opinie

2013-07-31

Olszewski: „Wakacje z duchami” nad Jeziorakiem


Żegnamy dziś lipiec, a wszelkie pożegnania to pora do pewnych refleksji i tak w zgodzie z tytułem powieści A. Bahdaja „Wakacje z duchami” przyszło mi do głowy, by zająć Was – wakacyjnie właśnie – opowieścią o tutejszych duchach, tj. duchach Iławy i okolic. Coś prywatnego na ten temat wiem i w gruncie rzeczy – zdałem sobie sprawę zbierając myśli do tego tekstu, że jest to wiedza o wiele potężniejsza niż mogłem sobie to „na sucho” uświadamiać, choćby w chwili pobieżnego sprasowania tematu. Podczas weekendowych biegów i eskapad rowerowych fakty zaczęły mi się tak nawarstwiać, że niech się schowa Bahdaj ze swoimi bajkami!


Aczkolwiek oddajmy mu: przez oparcie swojej historii na miesiącach wakacyjnych, zamkach i leśniczówkach – nie do końca tu, w Prusach Wschodnich wydaje się bytem obcym, Nienacki w „Panach Samochodzikach” uruchamiał podobne klimaty. Pierwszy raz na poważnie duchami zainteresował mnie Roman Żuchowski, dyrektor LO i mój historyk w swoim czasie. Kiedyś na lekcji, gdy zboczył z tematu głównego na zamek w Szymbarku i rodzinę von Finckensteinów powiedział z poważną miną, że w dniu, kiedy Finckensteinowie uciekli z posiadłości zostawiając w niej praktycznie wszystko, złe moce jakieś się sprzęgły w pustym zamku i co roku, zimą w rocznicę tego wydarzenia okropnie tam straszy, czego boi się pan opiekujący ruinami. Potem, gdy owego pana poznałem ze strwożonymi oczami wszystko ów potwierdził – przez kilka wieczorów w roku wieje tam grozą, bo albo ktoś za tobą przejdzie, albo wyraźny cień zobaczysz w oddali, terminy były znane i złowróżbne.

Przyjąłem to chłodno, chociaż dwa świadectwa ludzi bez uśmiechu, znawców ruin kazały mi zastanowić się, że coś ma prawo być na rzeczy! Język ruin to też nocne strachy, na szczęście nie bywałem w Szymbarku nocami. Może przodkowie rodu szukają tam spokoju do dziś, tajemniczo patrzy z tego wymarłego zamczyska. Dużo bardziej tchnięta horrorem sytuacja wiąże się z wyspą Wielką Żuławą. Ta w swoją historię wpisaną ma znaczoną pomordowaniami hekatombę ludności cywilnej, która dosięgła ją dokładnie 68 i pół roku temu, każdy ma sąsiada w starszym wieku! Na Żuławie duchy widywane są do dziś – natężenie dramatów i samo położenie jej poza stałym lądem spowodowało przypuszczam, iż skala zjawisk paranormalnych jest tam wybujała od dekad i wciąż zaskakuje.

Tę teorię gorąco popierał znany wielu fizyk z LO – Henryk Pukianiec, który mienił się z racji oczytania w temacie „duchowym” ekspertem, a wyspę uważał za punkt naznaczony, zaklęty rewir! Zaczęło się wszystko w styczniu 1945 r. gdy Rosjanie zdobyli niemieckie Dt. Eylau, a spanikowani cywile w siarczystym mrozie schronili się w lasach, dla wielu z nich najbliższe były właśnie te na wyspie. Tyle, że przechodząc przez ten mróz lodem zostawili ślady i szybko zostali wytropieni i wychwyceni przez kaukaską w dużej mierze dzicz. A jak uciekali, to winni, więc najlepiej „nazistów” rozstrzelać! Ofiarami padały kobiety, dzieci, chłopcy, starsi panowie – wszyscy byli dla nich hitlerowcami. Egzekucje trwały kilka dni, przy czym ładne dziewczyny wcześniej gwałcono, bo i tak zaraz do grobów, więc używajmy na sabacie przeznaczenia!

Po Niemcach zostało tam wiele domów z charakterystycznej czerwonej cegły (do dziś stoi jeden) i one coś „czuły” jeszcze w latach 60-tych i 70-tych. Ojciec leczył rybaka tam mieszkającego i ten to miał ciężkie noce! Szafki w kuchni i okna się otwierały, kołdrę czuł, że coś mu ściąga, w oborze ryczały przestraszone krowy, pies kilka razy rzucił się na „powietrze” i gonił je! Rybak wyprowadził się przez to na Gajerek i wówczas zaznał spokoju – koszmary zostały za „wielką wodą” ku uldze jego i rodziny. Że wciąż jest tam „gorąco” niech świadczy fakt, że ponad 40 lat, każdego lata przyjeżdżała tam do jednego z ośrodków najpierw z mężem, a po jego zgonie sama pewna pani nazywana przez wszystkich „Terenią”, na stałe mieszkająca w Garwolinie. Pasją „Tereni” było wpatrywanie się o wschodzie słońca w Jeziorak i Iławę, oraz wieczorne łowienie na pomoście ryb, miała długaśną, zieloną wędkę.

„Terenię” wszyscy znali i co lipiec kordialnie witali, była zrośnięta z wyspą, a ona z nią. Tu chciała zostać po śmierci rozsypana, niestety nie ziściło się, w 2011 r. spoczęła w rodzinnym grobowcu w Garwolinie, brat tak zdecydował, dzieci nie miała. No i niby koniec, a niezupełnie. Niezależnie od siebie wiele osób widuje ją siedzącą to nad ranem to wieczorem na „jej pomoście” z tą charakterystyczną zieloną wędką. Zawsze dzieli ich pokaźny dystans, ale sylwetkę ma nie do pomylenia. Nikt z żyjących jednak nie kieruje się na most, ale to, że przebywa na wyspie nie podlega dyskusji. Spokojnie, a nawet życzliwie o tym ludzie sobie opowiadają – ostatnio widziano ją w ten wielki deszcz kilka dni temu...

Ponoć swojego stałego ducha ma też cmentarz na Ostródzkiej, więc nie chodźcie tam w ryzykownych porach. Też zawsze widuje się go z porządnej odległości, ale wiele osób zgłasza identyczne cechy prezencyjne: starszy, wysoki, szczupły mężczyzna, o siwych włosach za ramiona, w ciemnym kapeluszu i czarnym długim płaszczu. Takiego człowieka w Iławie nie uświadczysz, a cały rok uświadczysz na iławskim cmentarzu, stąd ostatnio pytanie znajomej, której matka go widziała ok. 21.30 czy wierzę w duchy? W gruncie rzeczy diabli wiedzą co odpowiedzieć na takie pytanie ale bardziej wierzę niż nie, bo co to byłyby za zamki, jeziora, stare cmentarze czy wyspy bez duchów? Wyjałowione jakieś! Trzymajmy więc kciuki za duchy Jezioraka i jego 16 wysp, za ich pobratymców z Szymbarka, Kamieńca, Karnit czy lasów susko-siemiańskich. Niech to będą echa pruskie, niemieckie, Pana Samochodzika, czy Finckensteinów – wszyscy tu byli, to ich skrawek świata.

Ja wierzę, że nawet niespokojne duchy z wyspy z feralnego 1945 r. zaznały już ładu emocjonalnego i ani w głowie im straszyć niewinnych ludzi. Na szczęście dziś już 70 lat po wojnie a nie 15, to może i w Szymbarku zapadła cisza po burzy? Ktoś pomyśli, że lepsze już wakacje z duchami średniowiecznymi ale to sztampa, której Iława chyba nie lubi!

LESZEK OLSZEWSKI

  2013-07-31  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
129658364


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.