Logo Kurier Iławski

Pierwsza strona
INFORMACJE
Opinie
Kurier Zdrowia i Urody
Papierosy
CENNIK MODUŁOWY
Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe
Stopka
Wyszukiwarka
FORUM

Opinie
Dział OPINIE tymczasowo zawieszony
Dumne cztery pokoje burmistrza (oklaski)
Dekalog dla wyspy Wielka Żuława
Sezon na grzyby
Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Pozostały tylko obietnice
Epidemia paradoksu
Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Nic się nie stało. Jedziemy!
Ciemność widzę!
Turystów może to nie irytować?
Śmieci nasze powszednie
Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Ulica księcia Surwabuno
Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Na młode wilki obława…
Serdeczny szwindelek
Więcej...

Opinie

2011-10-26

Olszewski: Moje przygody z Kościołem


W tym zalewie śmieciowego internetu i telewizji staram się co tydzień napisać coś, co raz, że zmusi nas do szerszej refleksji, dwa – zostanie w naszym wnętrzu na dłużej. Doprawdy dumą napawa mnie fakt, że spotyka mnie np. pan kapelmistrz Bogdan Olkowski i gratuluje tekstu sprzed dwóch tygodni, kiedy już dokładnie nie pamiętam, o czym był. Misja więc zostaje po wielokroć osiągnięta. Drugi plus, że ludzi myślących w Iławie nie brakuje, dopełniamy się więc wzajemnie idealnie.

No i jak ktoś słusznie spostrzegł, moje częste wtręty w felietonach na tematy religijne nie są absolutnie wtrętami na... tematy religijne, bo bycie w opozycji do kleru katolickiego i jego zaobserwowanych praktyk nijak się ma do bycia przeciwko chrześcijaństwu czy katolicyzmowi w ogóle. I to jest fakt.

Szanuję prawosławie, protestantów, chrześcijaństwo, buddyzm, islam, co nie znaczy, że nie wkurzają mnie nasi księża czy irańscy ajatollachowie. Jedni i drudzy pełni frazesów o Bogu, w imię którego chcą dyktować społeczeństwu, co jest dla niego dopuszczalne, a co nie. Przy czym w tym drugim zbiorze – zależnie od fundamentów wiary i szerokości geograficznej – mieszczą się zakazy m.in. prowadzenia samochodów przez kobiety, stosowania zapłodnienia in vitro czy dokonania aborcji. Rozumiem, że ktoś wierzący może zwłaszcza na ostatnie nie pójść, ale jego, zdaje się, nie trzeba instruować? Państwo zaś jest dobrem wszystkich obywateli, także hipotetycznych czcicieli hipopotamów rasy Henryk Brodaty i żadnemu obcemu duchownemu ustalać jego wyznawcom reguł życia i postępowania cywilnego.

Druga strona przytacza rozbrajający argument, że 95% Polaków to katolicy. Teoretycznie tak, jak teoretycznie co szósty człowiek na świecie to Chińczyk, tyle że w Polsce z Chińczykami krucho. Mnie i każdego z moich licznych znajomych też ochrzczono, okomuniowano, bierzmowano i może tam jeszcze z jakiejś okazji posmarowano olejem, tylko co z tego? Może statystycznie jest siła, ale fakty są trudne do odparcia – wielu bywa w kościele tylko z okazji ślubów i pogrzebów, wielu w Boga nie wierzy, kolęd się nie przyjmuje. Do tego wymiera stare pokolenie i kościołom grozi w niedługim czasie pokaźne przewietrzenie wnętrz oraz naturalny spadek dochodów. Stąd te deklarowane od lat 95% wzbudza wzruszenie ramion i rozbawienie – myśleniem życzeniowym daleko się nie zajedzie.

Ja zresztą miałem tendencję do przyjmowania kolęd mimo wszystko, aż przyszedł kiedyś ksiądz nawiedzony. Po modlitwie usiadł, spojrzał po ścianach i spytał: „Gdzie krzyż”? Ja na to: „Nie ma”, na co on: „A dom jaki, katolicki?”, na co ja odparłem: „Murowany”. Ten jednak ciągnął dalej: „Jeśli dom przyjmuje kolędę, musi wisieć na ścianie krzyż”. Zripostowałem: „Musi to wisieć żyrandol, w moim domu zawiśnie to, co zechcę”. Kapłan niespodziewanie złagodniał i zmienił ton: „A Biblia jest”? Miałem w drugim pokoju, odrzekłem więc zgodnie ze status quo: „Jest, zaraz przyniosę”, co uczyniwszy usłyszałem, nie wierząc własnym uszom: „Taką samą miała sąsiadka na dole, musieliście sobie pożyczyć w międzyczasie”. Powodowany głupim dowcipem przyznałem księdzu rację, chwaląc jego spostrzegawczość. Spotkanie skończyło się chłodnym: „Proszę nie oszukiwać na przyszłość swojego pasterza” i „mój”– jak się wyjaśniło – pasterz za chwilę zdruzgotany jął schodzić z czwartego piętra w dalsze kurhany swej zawiłej drogi życiowej. Wtedy sobie to odpuściłem. Wcześniej zresztą z ojcem chowaliśmy się w drugim pokoju podczas corocznej „radosnej wizyty”, na co matka się wkurzała, ale prawdę mówiąc śmieszyło to nas, szczególnie jak tłumaczyła przez ścianę, że mąż pechowo dziś na dyżurze, a synowi wypadły próby w szkole muzycznej.

Po wyjściu odgrażała się, że ostatni raz zrobiła z siebie idiotkę, co ojciec kwitował: „Fajnie, to za rok nie przyjmujemy i mamy święty spokój”, ale że matka rządziła, to za rok mieliśmy deja vu, chyba że ojciec faktycznie miał dyżur, to wpadałem do niego na przetrzymanie nerwowych chwil. Nasza rodzina i wielu znajomych to nawet było 100% katolików wg naliczeń kościelnych i takie to miało przełożenie na realia, jak to ma miejsce dziś w skali ogólnej i tego Kościół nie tyle nie rozumie, co nie zamierza przyjąć do wiadomości.

Przy tym wszystkim ojciec dawał cyklicznie na mszę w rocznicę śmierci swojej matki, a mojej babci, zaś moja matka do ostatnich dni wysyłała regularnie co trzy miesiące pieniądze klasztorowi Paulinów na Jasnej Górze. Mam wielu znajomych księży, tyle że z wyższej półki – nie pazernej, ale za to bogatej intelektualnie. Widzicie więc, że wszystko to do kupy jest nieproste do zdefiniowania, dlatego zawsze proste wnioski i proste recepty uważam za fundament głupoty jako takiej, słowem – Watykan obalił komunizm, a Niemcy chcą wykupić Polskę! Przyznam, że za bardziej sensowne uważam zamienienie obydwu państw miejscami – też głupota, ale mniejsza.

Fajną przygodą była też próba zmotywowania mnie przez babcię, dobrą katoliczkę (chociaż siarczyście klnącą na co dzień), do chodzenia do świątyni w niedziele. Motywacją był banknot, na dzisiejsze może 20-złotowy, który dostawałem po powrocie, gdy streściłem jej treść kazania księdza. Ta je znała, bo bywała na mszy o 7 rano. No i tak ze dwa miesiące latałem na te msze. Aż w końcu niemal judaszowe uczucie sprzedania się za 30 srebrników wzięło górę i któregoś dnia oznajmiłem, że dzięki za gratyfikację, bo z kościołem koniec. Babcia z ciężkim sercem, ale dała mi spokój.

Mimo tego w liceum miałem z religii „pięć” i do dziś lubię wpaść do kościoła się wyciszyć. Wyjątkowość, boskość świątyń bije dla mnie zwłaszcza w ich majestatycznej ciszy. A pazerni i butni księża to dla mnie szatańska wręcz odpowiedź na piękne oraz pełne skromności i dobroci przesłanie Chrystusa.

LESZEK OLSZEWSKI

  2011-10-26  

Z komentarzami zapraszamy na forum
Wróć   Góra strony
101335814



REDAKCJA:
redakcja@kurier-ilawski.pl


Zaproszenia: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl






Pierwsza strona | INFORMACJE | Opinie | Kurier Zdrowia i Urody | Papierosy | CENNIK MODUŁOWY | Ogłoszenia drobne | Ogłoszenia modułowe
Stopka | Wyszukiwarka | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2023 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.