Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
kogel-mogel
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Olszewski: Cudze chwalicie, swego pierwej nie znacie!
Gonzalez: Iława zagłębiem kultury w... Warszawie
Olszewski: Mój chiński telefon
Olszewski: Odgrzebana notatka, a jaka paleta ludzi!
Gonzalez: Wybory 2019. Iława może zostać na lodzie
Gonzalez: Czy inni nie zasłużył w Iławie na pomnik?
Gonzalez: Wszystkie grzechy Krzysztofa Sadowskiego
Olszewski: Miasto w sosie własnym do przeglądu
Kurpiecki: SoundLake, czyli festiwal muzyki dawnej
Gontarz: Panoramiczne spojrzenie sąsiedzkie z boku na Iławę
Chaburski: Piękno na uboczu, czyli Zwiniarz
Kurpiecki: O tym, co finansujesz, jeżdżąc widlakiem
Reich: Jak już się tam urządzi w niebie, to może odpocznie
Olszewski: Wilczy Szaniec doinwestowany, aż ciarki suną
Olszewski: Lubawa ma silne karty w ręku
Olszewski: Bookcrossing, co to? Stymulator głowy!
Kurpiecki: Uwaga – natura!
Olszewski: Kontrola, rzecz święta, wyjmuj dokumenta!
Kurpiecki: Niepoprawne myśli z kraju kiszonego śledzia
Olszewski: Gwiazda Karen Edwards zachwycona regionem Iławy
Więcej...

opinie

2019-07-31

Olszewski: Lubawa ma silne karty w ręku


Nie upłynie za dużo wody w naszych licznikach domowych, nim dwa aktualne place budowy przemienią się – szast-prast w cudowne, reprezentacyjne zaułki grodu. Tak jak w zeszłym roku nagle przybyła nam para diamentów – alejka przy młynie oraz śliczny lasek na Sienkiewicza, tak 2019 annus zapisze się w historii modernistycznym zagospodarowaniem dworca PKP i takąż siedzibą Nadleśnictwa Iława, która już praktycznie stoi gotowa przy ulicy Lubawskiej, stosownie usytuowana pod lasem. Trzy na cztery wymienione aktywa to zasługa ex-burmistrza Adama Żylińskiego, nadleśnictwo zaś wznosi się samo, jak drzewiej choćby Ekodrob, który wyniósł się z Dąbrowskiego, by zbudować się niekolizyjnie na uboczu, zostawiając, okazuje się, parcel pod przyszły hotel Tiffi. Jakżeż pożądana ta translokacja i osadzenie…

Okolice dworca na tyle już się wykluły, że jest na co popatrzeć, zarys nadeszłego nieźle jest już widoczny. Biuro architektoniczne, które wygrało przetarg, wyciągnęło z kwadratu soki – ile tam teraz miejsca, przestrzeni, tarasów wręcz! Ten absurdalny park hamował wszystko, zawężał, że ledwie starczało pola na dwie wąskie stróżki asfaltowe, a z przodu asfaltowy „placyk po nic” z postojem taksówek. Dosztukowanym dla tłoku, albowiem „placyk po nic” lekko szerszy. Zwieńczał całość kiosk „Ruchu” – no żenada była i przyzwyczailiśmy się do niej, bo do każdej żenady się idzie przyzwyczaić, osobliwie krajobrazowej. Nie odwdzięczę się z tego miejsca Żylińskiemu i jego ekipie, że rzucono w jakimś momencie pomysł na stół, odbyła się burza mózgów, wnioski poszły do Olsztyna i tak przeogromną dotację jakby nigdy nic uzyskano.

Bez ludzi kutych na cztery łapy byłoby to niemożliwe i to miejmy osadzone w pamięci. Bo zawsze pożądane jest wiedzieć, komu coś zawdzięczamy. Tak patrzę na cztery lata Żylińskiego – to był majstersztyk! Jasielska zwrócona miastu, oddane do użytku tamże ultranowoczesne Centrum Aktywności Lokalnej, fontanna przy galerii, parki, lasy, dworzec. Oby bieżąca władza, której życzę jak najlepiej, podobnego kalibru aktywa dopisała do siebie. Że wymieńmy Dom Weterana, multimedialną bibliotekę w nowym locum, przebicie się Jasielską na Gajerek, rewitalizację (pokrewną dworcowi) tygla Westerplatte-Konopnickiej – cokolwiek do orderów. Czas już wnet sierpniem się posłuży, pierwszy rok zatacza krąg i plany jakieś winny być z radością upowszechniane, bo przecież każda inwestycja, zdobyte środki to radość – spisaliśmy się!

To do roboty, żeby się kadencja nie skończyła malowaniem przejść dla pieszych i oświetlaniem ich lepszą lampą – trzymam za was kciuki, inauguracyjny rok, przyjmijmy, poszedł na oswojenie. Z nadleśnictwem jest za to mała zagadka i ta wkrótce zostanie rozwikłana. Ciekawe, czy z korzyścią dla ludzkich ludzi? Tj. osób statystycznych, tysięcy nas. Jak wiadomo – piszę tu o rdzennej populacji, mającej pojęcie o rogatkach – nimże zamknięto i ogrodzono plac pod wymarzone, lepsze bytowanie istot w zielonych mundurkach (takie ich barwy), mieściło się tam wzniesienie, forum, które otwierało wielodrogowo las na Lubawskim. Korzystali z niego od wojny wszyscy zainteresowani, bieżąco spotykało się tam małżeństwa z dziećmi, panie uprawiające nordic walking, spacerowiczów z psami, biegaczy, rowerzystów, grzybiarzy jesienią, wędkarzy, etc. Niezły tłumek, mówię wam!

Kiedy buldożery opanowały teren, ucięło się to niczym oko od żyłki – wszelkie ścieżki zaryglowane, bo zaczynały się tuż za forum. Odgałęziały się zaś niesamowicie, co 200-300 metrów w prawo, w dół, lewoskręty, wieżyczki obserwacyjne, jezioro, jedno, drugie – nieziemskie pejzaże. Ale tu od pejzaży abstrahujemy, chodzi o możliwość wejścia, przekroczenie strefy kontroli biletów w kinie. Bo tak los się złożył, że alternatywnego „entre” tam nie uświadczysz. Centrum sterowania stanowił naturalną koleją losu ów placyk, logiczną, jeszcze z czasów daleko przed Hitlerem i Bismarckiem. To jak główny wjazd leśny za lokomotywownią czy też początek szlaku na Kamionkę. Słowem, nie wymyślono go ad hoc, bo po prostu inaczej – przepraszam za kolokwializm – się nie wpasujesz bracie w Chrystusie lub w bezbożnictwie!

I teraz, kiedy już bryła stoi i wykłada się polbruk, zerkam sobie niejako, co dalej? Czy będzie to można w jakiś sposób obejść, minąć, bo wszystko, co istotne, znajduje się za plecami! Tam jest święty Graal i swoisty alternator – w co sobie wchodzimy i dokąd zmierzamy? Rozmawiałem z żoną leśniczego spod Iławy, wieloletniego leśniczego, jeszcze w zeszłym, pełnym kolejnych oddawanych inwestycji roku. I ona mi mówi, że Lasy Państwowe muszą zapewnić ex post nieskrępowane korzystanie z dawnych marszrut, że taki mają bez pół zdań modus vivendi i operandi. Opłocone to teraz, zablokowane chaszczami, pokrzywami – szkoda badać, co na tyłach, ale cholera nie wydaje mi się, by stan sprzed wybojów wrócił! Potężny, nie powiem, okazały gmach (w kolorze karmazynu) czy a nuż nie pochłonął dostępnych nam wlotów, czy nie wbił się niemożliwym gabarytem w odwieczne?

Odpukuję w niemalowane (swój łokieć) – to byłaby katastrofa! Biegacz z Lubawskiego oferował mi niedawno naprowadzenie w ów bór od strony ruchu samochodowego, przed Dziarnami. Ale to substrat: ja jeszcze przelecę przez pędzące auta, ale panie na kijkach, stateczni rowerzyści czy małżeństwa ze swoimi pociechami? Nie planujmy rodea, tamte hektary miały – jak wszystkie inne (Kamionka, lokomotywownia) swe spokojne, ciche foyer, gdzie to aprobatywnie czekały na miłych gości. I ja bezwzględnie powrócę do tematu, jeśli tu się nam cokolwiek zabierze! Niemniej absolutnie liczę na rozsądek zielonych mundurków, bo zawżdy (ach te anachronizmy językowe!) w powziętych zamiarach/konceptach jest czas na erratę, na doszlifowanie tego z owym.

A z drugiej strony, jeśli żona leśniczego miała rację i zaciskający teraz zęby (przez trwające prace) wnet je odcisną i wrócą w ukochane miejsca jedyną bramą – jest OK! Jajka się nie rozlały, a mleko nie stłukło. Jednakowoż czekam na finalne rozwiązanie – na wzór ciężarnej w dziewiątym miesiącu, oto zdrowa ciekawość, co się urodzi i czy da się to polubić, pokochać czy też nie?

W ogóle to rozwijam się też ościennie, tego lata odbywam kilka koncertów w Lubawie – recitali fortepianowych pod wokal. Publiczność zachwycona możliwością usłyszenia na żywo Beatlesów, Presleya – pięknie z tego miejsca dziękuję za reakcje i sążniste brawa kawałek po kawałku! No ale oczy i zmysły chodzą niezależnie, rozejrzałem się tam trochę w intermediach, odbyłem pierwszą i piątą rozmowę. Dostałem szansę zlustrowania, swoistego liźnięcia Lubawy ponadchwilową.

Ta to poszła do przodu – mię Ojca i Syna, jak to mawiał profesor Trykacz, wznosząc toast i kończąc „niech proboszcz zaczyna”! Stadion kiedyś mieli stęchły, zapadły, teraz brylant stoi i króluje jak ta lala. Iława ma prawo pozazdrościć – pełne i niezbywalne. Park nazwany Łazienkowskim również szczytuje, zrealizowany jak u nas niedługo dworzec – architekci nie wzięli pieniędzy za wytyczenie punktów na ławki – parysko tam. Do tego powstaje świeże, jak spod igły, centrum integracyjne za 30 bodaj milionów plus remont kina jest na ścisłym ukończeniu. Kino z baru „Tramp” stanie się – szast-prast hotelem Tiffi! Namawiam ludzi do uczęszczania, lepsze to niż nieustanne piwo w nieustannym gardle, choć śladów takich aktywności tam nie zauważyłem. W przeciwieństwie do Grudziądza czy Ostródy, gdzie to nie przejdziesz 600 metrów, by ktoś, w grupce najczęściej, cichaczem nie rozpijał butelczyny.

Poza wszystkim – i tu gratulacje dla nieznanego mi pana – populacja Lubawy uwielbia wręcz swojego burmistrza. „Łebski facet, fachura, gość, duża osobowość” – to tylko wyjątki z pozytywnych opinii, wyłącznie pozytywnych. A rozmówcami moimi pełna dostępna paleta – młodzi, starzy, wykształceni, niewykształceni, brawo panie X! Podobne konwersacje są obiektywnie niezwykle inspirujące, oni nie wiedzą, co w Iławie, ja co nad Sandelą. Jednakże nie spodziewałem się aż takiego potoku pochlebstw dla ojca grodu, niebywałego wręcz! Wiedzieli słowem lubawianie, kogo wybrać i tą jasnością widzę – świadomie bądź nie – się mi chełpią. E viva – tropię – Maciej Radtke, faktycznie gościem i fachurą mu z twarzy oraz oczu spogląda, niech pan dalej daje powody do dumy, ta póki co jest okazale ugruntowana…

Ozdobą lubawskich Łazienek ponad inne – para dumnych, czarnych łabędzi. Przyznam, widziałem takowe pierwszy raz w życiu. Kupili je pewnie, przecież nie zachęcili komunikatorem internetowym do osiedlenia się tamże. Są te ulubieńcami miasta i muszą się w nim znakomicie czuć, bo właśnie doczekały się potomstwa. Wychodzą sobie z wody, hasają po trawie, a ludzie dyskretnie obserwują – oto koegzystencja na najwyższym poziomie! Znad Sandeli przenosimy się wnet do iławskiej cegielni, kompleksu niesamowitego samemu w sobie. Bezproblemowo idzie go zwiedzić, zejść nawet w oko krateru i powrotnie się wspiąć, ale tu uwaga na stawy i ścięgna – mogą puścić. Ludzie znad Jezioraka szczycą się ostatnio ciągotką do sprzątania leśnych śmieci, ale las widzą zdaje się jeden – za Podleśnym. W końcu będzie się on świecił jak stara kiełbasa, a inne sczezną, bo niezauważone, niemedialne, ciężej dojść.

Ale nie ciężej dojechać, dysponujemy przecież wszyscy samochodami, a mowa o tym samym kompleksie „kilometer” w lewo. Auta można poparkować przed cegielnią, nikt nie zrobi o to ceregieli, sierpień za pasem – nie zmarzniemy. I upraszam o zajęcie się linią: od początku drzew do torów kolejowych, tam mamy nieoficjalne, acz pęczniejące wysypisko śmieci. Tuż za zakładem ktoś wyrabia normy życia, zanurzając się w jedyną istniejącą dróżkę, która mknie w dół i tymi torami otwiera piechurowi podwoje w głąb areału. Nie wiem, na ile worków to szacować, ale z pewnością przyda się ilość idąca w naście. Tam rosną kanie, wiecie, te grzyby à la schabowe, mam więc miejsce pod obserwacją późne lato-jesień i wciąż załamuję ręce – no sam tego nie zniosę, nawet nie próbuję. A grupowo – inna feta, bo jest widok, iż po jednorazowym au revoir rzecz będzie unicestwiona na amen, amen choć półroczny.

A w ogóle wzięte dziś różnorako do tablicy Lasy Państwowe – frajer-pompka, jak to pisał Wiech. Jest bardzo prosty sposób, by zawalczyć z wandalizmem, śmieciowym także. Trzeba powywieszać tu i tam kolejne tabliczki z lakoniczną acz przemawiającą do wyobraźni informacją: „teren monitorowany”. A czy będzie monitorowany i gdzie konkretnie – niczyj już interes, poza LP. To eliminuje proceder od ręki, niczym strach na wróble ptactwo. Opowiadał mi zaprzyjaźniony właściciel sklepu spożywczego, że ginęło mu wszystko, co bliżej kolejki stało – ogórki, pomidory, jabłka – wystarczyło, że ekspedientka udała się po coś na zaplecze. Wśród podciągających przeważały emerytki, jedną z drugą nawet nakryli, ale to była kropla w oceanie, przepadały niebłahe ilości dzień po dniu. Żalił mi się, że nie ma gdzie indziej tego kłaść i jest stratny w skali miesiąca na kilkaset złotych. No niech będzie 400-600.

Cóż mi począć – myślał, aż jak pomysłowego Dobromira coś go zaczęło pukać w głowę. I nagle – jest! Trzy tabliczki zakupił, informacje o monitorowaniu na trzech ścianach rozwiesił, nie idzie ich przegapić. Poza tym musiała fama pójść – może kartel emerytek zrobił zebranie, może każda oddzielnie zrozumiała – dość, że z wtorku na środę przestało mu ginąć cokolwiek! 20 kg jabłek wyłożył, 20 sprzedał, nie 16,5, tak samo zgadzały się pomidory malinowe, czereśnie, cukinie. Tak wywalczył sobie porost uczciwości – zawisł bat, tyłki przestały być dumnie wypięte – prosta relacja, czytelna widać dla tyłków. Co prawda nie ma ponoć spryciarza, który by nie znalazł większego od siebie, ale tu mowa o sprycie podstawowym, przedszkolnym nawet – i lasy uważam na nie stać. Finansowo i intelektualnie. A na co stać Iławę finansowo i intelektualnie – niech pokaże czas. Ufam, że pozostajemy pod dobrymi mocami, ale Adamowi Ż. oddajmy co cesarskie, chłodno i z respektem…

LESZEK OLSZEWSKI






Koncerty w lubawskich Łazienkach pozwoliły mi
poznać specyfikę tego grodu, rozejrzeć się po okolicy,
docenić widoczny rozmach. Starówka nie do poznania,
kino i wiele innych miejsc ze stadionem włącznie.
A ludzie świetni: melomani, rozmówcy
– mam perspektywę…





  2019-07-31  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
126204996


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | kogel-mogel | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe
szukaj | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2019 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.