Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Gonzalez: Dziennik końca świata (3). Pielęgniarki na wojnie
Orlicz: Doczekalnia
Gonzalez: Dziennik końca świata (1). Kto przewidział?
Więcej...

opinie

2014-10-01

Olszewski: Iława czy Wikielec? Gdzie idzie pożyć?


Jak ktoś przeżył całe życie na głębokim odludziu, a się go ulokuje w Nowym Jorku, nawet w luksusowym penthousie z wszelkimi nowinkami technicznymi jedno jest pewne – zgłupieje. Australijczycy kiedyś jęli osiedlać Aborygenów w apartamentowcach. Stać ich było na to, tyle że Aborygeni nie korzystali ze światła, nie odkręcali wody w kranach, a wieczorami starali się rozpalać tradycyjne ogniska pokoju, że straż musiała kursować. Aż zrezygnowano z ucywilizowania ich na siłę i odwieziono busami do dżungli, życząc miłego dnia!


Zdałem sobie sprawę, że często podnosiłem w rozmowach z ludźmi temat, który nazwałem „beatlesowskim”. Chodziło o to, że jak Beatlesi się rozpadli, to ze zrozumiałych względów byli milionerami i mogli zamieszkać w dowolnym punkcie globu, bo wspólne granie się skończyło. I wiecie, co z tego wynikło?

Ringo Starr wybrał Amerykę i słońce Kalifornii – opalanie się okrągły rok, granie w golfa z kumplami, spanie do południa i wizyty w kasynach Las Vegas, jak nuda przypili. Harrisom został w deszczowej Anglii, kupując zamek pod samym Londynem, gdzie odgrodził się od świata i zgiełku, zyskując w domu status działkowicza, bo sam całorocznie chuchał i dmuchał na swój wielki ogród. Codziennie przy nim chodził: kopał, sadził, pielił, to był cichy człowiek. Lennon znowuż lubił puls metropolii, więc zamieszkał w Nowym Jorku w centrum Manhattanu. Uwielbiał odkrywać to miasto, jego energię, teatry, amfiteatry, restauracje. McCartney zaś nabył farmę na głębokiej, angielskiej wsi. Najbliżej ma miasto pokroju Kisielic i na tej farmie się spełnia w otoczeniu koni, psów, owiec, kotów – ma w domu widok na piękne łąki i rzekę, studio nagrań – to jego świat, mimo majątku szacowanego na miliard funtów.

I tak pytałem znajomych – gdybyś miał symboliczne 10 milionów dolarów, gdzie byś mieszkał? Wiecie, jakie fajne odpowiedzi padały? Było kilka krótkich: „w Iławie”, co genialnie świadczy przede wszystkim o Iławie, bo ta odpowiedź była wyborem. Ktoś odparł: „Hiszpania”, ktoś: „Paryż”. Moją odpowiedzią jest „Nowy Jork”, tu niezmiennie trzymam z Lennonem. Uważam, że to najlepsze miejsce do życia na planecie, gdy masz pieniądze. Ale teraz mamy falę migracji. Nawet z Iławy mnóstwo ludzi wybyło w okoliczne wsie: Wikielec, Szałkowo, Radomek, Wiewiórki, Radomno. Rzut kamieniem od miasta, a żyją zasobnie i w ciszy.

Powiem wam, że za milion dolarów (oczywiście z lekką przesadą) bym na to nie poszedł, z powodów „aborygeńskich”, tj. nawyków płynących z wygody. Wieś, zwłaszcza zimą, szybko popada w ciemnicę. Można siedzieć/leżeć albo stać w domu – wyjść nigdzie. W Iławie mam ochotę na bieg o 22, wychodzę, wszędzie jasno, przyjaźnie, wielkomiejsko wręcz. Do tego sklep pod nosem, zabraknie nawet sera i ogórka kiszonego o północy – kupisz bez problemu. Na wsi albo masz to w lodówce, albo nie.

Uwielbiam przyrodę, las kocham, ale racjonalną miłością. Odwrotnie niż na wsi wolę go mieć, gdy przyjdzie ochota, a nie bezustannie kosztem tak wielu plusów. Wygoda mieszczucha bierze górę, tym bardziej że niedawno koleżanka z Siemian narzekała, że wyjazd do Iławy na zakupy to lista długa od głów do stóp – raz na tydzień trzeba wszystko i bez pudła kupić, bo benzyna droga!

Doskonale rozumiem też postawy fanatyków wiejskiego trybu życia, oni nie muszą potrzebować do szczęścia tego co ja (jasne ulice, sklepy całodobowe, markety, etc.). Mało tego, na początku lat 90. raz jedyny przyjechała do nas do Iławy moja babcia z zabitego Podlasia. Taka XIX-wieczna kobiecina w chuście, lat podówczas z 80, a wyglądała na 110. Coś podupadła na zdrowiu, to ojciec przywiózł na diagnozę szpitalną. U siebie od zawsze żyła na poziomie jaskiniowym: zbity z desek ustęp na dworze, woda z podupadłej studni, kury w sieni, łóżka sprzed wojny i kilka innych ciekawostek.

My nieźle wtedy mieszkaliśmy: panele podłogowe, dobre dywany, modne meble, najnowszy sprzęt RTV-AGD, w tym krzyk mody – antena satelitarna na 200 kanałów i o dziwo, na babce nie zrobiło to żadnego wrażenia. Podobnie jak by pewno dziś nie zrobiła wizyta na targach nowych technologii w Tokio.

Za to po kilku dniach pobytu u nas, gdy chwilę zagadałem z nią, wymsknęło jej się z ust genialne podsumowanie, które do dziś sprzedaję anegdotycznie, a ludzie płaczą ze śmiechu. Spojrzała mianowicie w pewnej chwili na telewizor, ogarnęła widok za balkonem (równe chodniki, pasy zieleni), potem na ściany, pianino, jakieś obrazy, ponownie przez okno i sama do siebie rzekła ze szczerym załamaniem w głosie: „O mój Boże... i tutaj ludzie MUSZĄ żyć!”.

Na tej zasadzie i w Monte Carlo można to powiedzieć. Wszędzie maksyma ta jest aktualna, poza – okazuje się – „rajem” na podlaskiej wsi! Ostatnio powtórzyłem to w Barcelonie, a i w Wiedniu się sprawdza. Najgorsze, że i w Hollywood ludzie muszą żyć czy w Miami – dramat!

Wracając jeszcze do tych, którzy aktualnie muszą żyć w Iławie, wypada podziękować ratuszowi, że aleja na Skarbek cała oświetlona, bez pór A czy B. Myślałem, że jestem ekstremistą. Lubię bowiem pojeździć rowerem po mieście np. przez godzinę od 23:10 i sądziłem, że wrzesień, dni powszednie – będę sam. A tu sam nie byłem na żadnych 100 metrach.

Przyklejenie do Lipowego Dworu robi swoje – gdzie na spacer pójdą dwie sąsiadki z psem jak nie na nową ścieżkę? Gdy dwa piętra niżej Jeziorak z przepastnym widokiem na wyspę, a na jednym ze szczytów tras hotel Tiffi, fantazyjnie nocą rozświetlony i tchnący atmosferą luksusu! W kontekście rozświetlenia jako łączniki świetnie sprawdzają się też obwodnice. Niedługo dojdą dwa ronda przy dworcu, też nowocześnie i kompleksowo rozjaśnione – brawo.

Doba jest długa, wieczór to optymalna pora na sport. Miasto nie stawia tu i tam szlabanów, dba o mieszkańców, a tego nie można nie zauważyć i docenić. Na tej wsi podlaskiej, która ma 300 metrów długości, trzy lampy się palą, a ludzie tak Boga chwalą w domach, jak by im wypłacał co miesiąc sowitą pensję w dolarach.

Ale my tu musimy żyć, a oni tam chcą, dlatego my stale walczymy, a ich w tym raju i WC w podwórzu cieszy...

LESZEK OLSZEWSKI



  2014-10-01  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
130000937


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.