Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie, felietony
REKLAMA
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
kogel-mogel
szukaj
FORUM

opinie, felietony
Gonzalez: Słowa na wiatr. Kto zrobił kasę na wiatrakach
Gonzalez: „Wspólna Iława”, prywatna sprawa
Olszewski: Typy i typki wokół nas...
Gonzalez: Gumowy fitness
Gonzalez: Dla kogo jest noc w mieście?
Gonzalez: Likwidacja targowiska to „samozaoranie”
Gonzalez: Hande hoch!
Gonzalez: Rdza pokryła Złotą Tarkę
Gonzalez: Róbta, co chceta
Gonzalez: Lato nie rozpieszcza, ale nudzą się tylko nudni
Chaburski: Lubawska klęska czy błogosławieństwo urodzaju?
Olszewski: Temat odpadów odpada, ale inne nie odpadają!
Gonzalez: Radna Milczarek pyta o szpital. Odpowie kto?
Olszewski: Problem śmieci ma zniknąć i basta!
Gonzalez: Kury w ratuszu nie znoszą jajek
Olszewski: O, gwaro moja miła!
Gonzalez: Lodowisko misiem
Gonzalez: „Rok 1992”. Wszyscy daliśmy się nabrać
Chaburski: Od Kopernika do dyrektora Muzeum Warmii i Mazur
Gonzalez: Bójki nie będzie
Więcej...

opinie, felietony

2015-12-02

Olszewski: Dla humoru i krytyki, nie pomoru!


Nie wszystko jasne, co wyjaśniono! Ze wszystkim można żyć, ale z krótkimi dniami najmniej. Szwedzi mają jeszcze krótsze, bo są położeni bardziej na północ i mimo dobrobytu w portfelach, niemało tam samobójstw. Psychika siada, a gdy wysiądzie, jesteśmy słabi, często bezbronni. Przy okazji ludzi szukających pomocy u psychiatrów traktuje się zwykle jak stukniętych, co nie ułatwia coming outu, czytaj: ujawnienia się. Myślę tu o Polsce, choć nie tylko...

Najlepszy serial, jaki widziałem, „Rodzina Soprano”, zaczyna się tym, że szef nowojorskiego gangu, z wyglądu i opinii twardziel, zapisuje się po cichu do psychoterapeutki, bo stres go zabija. Toksyczna matka, problemy w szeroko rozumianej pracy, dzieci w wieku licealnym – nie daje rady. Nie może to wyjść na światło dzienne, bo podwładni wezmą go za ciamajdę, kogoś mało wiarygodnego. To jeden ze smaczków filmu. W Polsce nikt nikomu się nie przyzna, że cierpi w sferze uczuć, doznań i OK, jeśli jest tak cudnie.

To przejdźmy do „strefy fizyczności”. Tu z kolei lubujemy się w prezentacji własnych bolączek. Ludzie starsi wręcz potrafią perorować o nich godzinami: byłam na USG, idę na EKG, rezonans głowy – nie raz i dwa można przysnąć! Uwielbiam starszych ludzi niehaczących o tematy własnego zdrowia – jest ich trochę.

Mam sąsiada. Myślałem, że po 70-tce, a on mówi mi ostatnio, że 87 skończył we wrześniu. O jasny gwint! To siedzi na murku w kamizelce, zbiera taczką ze śmietnika drewno na opał, spaceruje – wszędzie go pełno. Inteligentne słownictwo, bystre oko, jasny umysł. Jesteśmy nawet na „ty”, mówimy do siebie: „Cześć, co u ciebie, co słychać?”. I ten człowiek zdradził mi, że jada dwa razy na dzień – o godz. 12 i 18, do kawy strzeli jeszcze herbatniki, ciastka, inaczej mu kawa nie smakuje. Tak od niepamiętnych czasów. Nigdy nie palił, alkoholem nie rżnął wątroby od umownego roku 1946, kiedy osiągnął pełnoletniość, tzn. pijał i pija, ale mało – delektant. Wytrwał w zdrowych nawykach, stąd żadnego szachrajstwa (przez 30 czy 40 lat błądzenia) w sobie nie wyhodował. W odzieży unika przegrzania – woli podmarznąć, zresztą, jakie teraz zimno – rzucił mi trzeźwo?

Zima stulecia dla niego była sezon 1939/40 i w 1978 r., jak na drodze Iława-Susz śnieg usunięty przez pługi na pobocze sięgał koron drzew, a temperatura poniżej -25oC stała na termometrach przez trzy bite tygodnie! Zżyma się na matki z wózkami, gdzie ich pociechom widać pół nosa i oczy. Przed czym one je tak zawijają, przed lekkim wiatrem, powietrzem, mżawką? Szaleństwo! A potem odwiną i chore. Chore, bo bez odporności! Pediatrzy zacierają ręce: „No tak, te wirusy, bakterie, proszę, tu jest recepta. Jeśli za pięć dni nie będzie poprawy, pomyślimy o czymś jeszcze”. Mam z niego dużo ubawienia, opowiada o kobietach swojego życia, propozycji wyjazdu po wojnie do Kanady (na co się nie zdecydował i pluje w brodę) – żadnych tematów zespolonych niejako z jego wiekiem, jakaż to przemiła odmiana!

Skontrował mnie za to kolega 50 lat młodszy, że nie wytrzymuje z własnymi nogami. Nie eksploatuje ich, a go bolą jak grzechy śmiertelne, co jest? Ów kolega poszedł nawet z tym-niczym do lekarza i dostał tabletki, które mu tak pomogły, jak sparaliżowanemu witamina B12 na wstanie z łóżka. Ale kto miał zarobić, zarobił – tyle, że nóżyny bolały go jeszcze bardziej. Tak przemęczeniowo, co najpierw wiążemy z wysiłkiem – no powiedzcie, że nie? Tak, tak, tylko kiedy dla nóg jest termin wysiłkowy? Może podczas wesela w tańcach czy wchodzeniu po schodach – gdzie ten szczur się skrył? Prawda na pierwszy rzut oka tchnie absurdem – katorgę nasze kończyny dolne przechodzą, gdy dłużej siedzimy (!), tudzież stoimy. A każde poruszenie to dla nich niebiosa – miód na obolałe serce. Ba, ale weź nie siedź: praca, dom, wersalka. Przecież nie będziemy sześć godzin w chałupie spacerować, nim pójdziemy spać!

Po dwóch pokojach, kuchni i WC. Faktycznie, zabójczego dla nóg passusu nie unikniemy i to dzień po dniu, gdzie zatem ratunek, o ile jest? Urzędów nikt nie zamknie, szkół, redakcji, placów budowy – wszystko musi trwać jak pontyfikaty kolejnych papieży. Ale dbanie o „jasnostan” nóg winno stać się naszym pierwszym obowiązkiem: w biurze, domu, pociągu… Nie nawołuję do marszów gwiaździstych, bo nie każdy jest w stanie i ma ochotę. Pierwszych rozgrzeszam, drugim wyznaczam pokutę – 600 zdrowasiek najbliższej nocy z czwartku na piątek. Co je więc odpręży tanim kosztem, zerowym, prawdę mówiąc? Odpowiedź jest prosta: nasmarowanie olejem rzepakowym z przodu i z tyłu i posypanie ich białym pieprzem, mielonym! Przepraszam za głupi dowcip, ostatnie zdanie to idiotyzm naturalnie! Ad rem: w pracy siedzącej znakomicie je zregeneruje trzymanie na jakimś podwyższeniu, dużo stolików komputerowych je ma – wystarczy.

Chodzi o to, by nie dotykać butami podłogi. Naprężamy się wtedy do granic i po wstaniu często czujemy się jak z krzyża zdjęci, zwykle nie mając pojęcia „dlaczego ja”? W domu świetne rezultaty daje siedzenie na… dwóch siedzeniach! Nie myślę o czterech pośladkach, bo ich nie mamy. Wykreujmy w sobie nawyk: krzesło + taboret czy pufa – co tam kto ma. No i dalej – my z dwoma pośladkami na krześle, a nasze nogi wyprostowane na taborecie przed nami. Może być też na stole (e viva trend USA!), o ile żona męża nie skaże za to na banicję. Tylko nogi jak je pan Bóg stworzył: nie jedna na drugiej, ale obok siebie. W skrócie – jak w trumnie. Nie poznacie lekkości bytu. Koledze to doradziłem i chciał lekarzowi bombę pod prywatnym gabinetem podkładać za idiotyczną diagnozę i te tabletki, po które zabetonowanymi nogami poczłapał ku aptece.

Zbawienie nr 2, bardziej lecznicze niż do stosowania ad hoc, trzeba na nie wygospodarować 30 minut. Taka domowa hospitalizacja, ćwiczenie jednak bez użycia mięśni, bezwysiłkowe. Kładziemy się na dywanie, może być na łóżku, korpus normalnie, a pod nogi duża poduszka, tak by uda szły do góry, a od kolan reszta na wprost! W tej pozycji pół godziny uczyni z nas geparda, nie poznacie się we własnych szczudłach – umęczonych jak swego czasu Judejczycy pod Ponckim Piłatem! Można tak zasypiać i w nocy – gdy leżymy prosto na plecach – kurować się gratis. Uzbieramy więcej niż godzinę, w pełnej wygodzie. Sprawdziłem tę szufladę dawno temu. Tyle jest rad, jak dbać o serce, kręgosłup, oczy, szyję, a to, co najbardziej skrzeczy cywilizacyjnie – nogi – cisza!

Że lekarze kojarzą ich znużenie i sztywność z wysiłkiem – pała na poziomie medycznego żłobka! Domorośli znachorzy znają więcej faktów, nie mówiąc już o zielarkach, które może nakażą wyparzenie zwyrodnienia pokrzywami i też będzie ulga. Tylko szkoda wrażeń, mało kto pokrzywy uwielbia.

A teraz pigułka dla śmiechu! „Scroll” po angielsku znaczy „przewijać” i jest to też odpowiedź na pytanie, jakie wiele osób mi zadaje: „Piszesz, że nie czytasz wiadomości, nie interesujesz się nimi, a wszystko wiesz. Jak to możliwe?”. No właśnie dzięki „przewijaniu” i zaraz nakreślę, na czym ta na wskroś nowatorska metoda polega. To pobieżne czytanie tytułów i pokpiwanie z większości z nich jako pełnowartościowej, pasztetowej dla tłuszczy lekturującej. A jak się sprawy mają dziś, w tej chwili?

Dla pełnej ścieżki dowodowej włączam w tzw. czasie rzeczywistym wiodącą stronę informacyjną w sieci www i już wam streszczam, co widzę, co aktualnie podają w swej karcie dań! Pierwsza wiadomość: na czerwonym tle biała, zamaszysta czcionka: „Niebieskooki szejk i oś dżihadu. Jak Belgia wyhodowała islamską gangsterkę”. Nad tym zdjęcie jakichś dwóch frajerów z brodami i kałasznikowami w rękach plus mapa Belgii. Omijam to, żadna to wielka wiadomość. Zaraz poniżej zerkam: „Odwet Rosji. Zakaz importu, koniec z ruchem bezwizowym i wycieczkami do Turcji”. Na zdjęciu idzie Putin, a salutuje mu żołnierzyk lat 20. Nie wchodzę – tytuł mówi wszystko, wiadomość insektowego kalibru. Dalej: „Trzynastej wojny Rosji z Turcją nie będzie. Z siedmiu powodów”. W to też się nie wroluję, choć dowiadujemy się ciekawostki, że 12 razy te dwa wspaniałe narody się naparzały – no proszę…

To więcej niż Polacy z Niemcami – nie przepadają za sobą widać potomkowie Rurykowiczów i sułtanów. Turcy notabene nigdy nie uznali rozbiorów Polski. Co mapa w XIX wieku to Rzeczpospolita od morza do morza! Nie za bardzo widać stąpają nogami po ziemi i to może Ruska dobijało. Grunt, że 13 rundy nie będzie, bez wycieczek do Turcji jakoś da się pożyć, są inne kraje, chociażby Zimbabwe czy Peru. Polskie sprawy w stylu: „Szczerski o polityce migracyjnej – nastroje w Europie się zmieniają” omijam szerokim kołem! Pieprzenie, mogę stwierdzić, że się nie zmieniają i zdanie przeciw zdaniu. Ja wieszczę: „W Iławie nastroje falują” a mój sąsiad, że wręcz przeciwnie – co to za pusta paplanina! Że też komuś nie szkoda szpalty, żeby to odnotować. Poniżej Szczerskiego ostrzeżenie przed niżem, który sprawi, że w Polsce będzie bardzo ostro wiać, jakiś meteorologiczny wykres z fioletem, bielą i czerwienią. Możesz kliknąć „czytaj dalej” (jak w każdym innym przypadku) bądź przewijać dalej, więc przewijam.

Oto Angela Merkel i czyjaś prośba: „Pani kanclerz, proszę ustąpić, da pani radę”. No pewnie, że da, tyle że nie ustąpi, bo jakiemuś Ziutkowi przyszło to do głowy. Zjeżdżam piętro niżej. „Kurdowie na ulicach Stambułu po śmierci znanego prawnika”. Na zdjęciu zamieszki, tumult – to Turek ma ciężki czas, jak nie samolot, to zamieszki – życie… Wszędzie gdzieś zadymy, przewroty, darujmy sobie ten Stambuł. Ale po reklamie samochodu z oponami znów Turcja: „Erdogan o zestrzeleniu Su-24 – wiadomość o tym zasmuciła mnie”. Nie dziwię się, mnie też, a Ławrowa jak zasmuciła! Najmniej zasmuciła stacje newsowe, bo mieli dzień z głowy. Jedno konkretne wydarzenie zrobiło im wolne od myślenia i dało żółte paski. Bez konieczności szukania Szczerskiego, co ma do powiedzenia we środę. I tak dalej, i tak dalej aż łapię: „Kierowca miał 2,5 promila, pędził 180 km/h. Nowe szczegóły wypadku w Warszawie”.

To już bezsens, siedzę 6 minut na stronie i czytam o niczym w sumie ważnym – i to jest metoda przewijania bez penetracji. Ta strona, którą opisałem, jeszcze jest w miarę poważna, na jako takim poziomie. Portale informacyjne, te najsłynniejsze: wiadomości, sport, kuchnia, życie gwiazd – to dopiero bajoro z brzydkimi żabami! Wbijam się w jeden i oto bijące tytuły: „Pani Marlena ze straży miejskiej w ciągu tygodnia odmieniła życie bezdomnego spod Poznania”, „Znana restauratorka w szoku – straci pracę, bo jest za chuda?”, „Czy astronauta przypadkowo sfotografował UFO?”. Dobrze, że przypadkowo nie sfotografował kopulującego Obamy czy Putina (a nie daj Bóg jednego z drugim), to by mu mogło łatwo płazem nie ujść! UFO nie ma chyba takich środków przemówienia komuś do rozsądku jak CIA czy chłopaki z Łubianki.

W gruncie rzeczy typografia tych newsów jest pożądana – tytuł awizuje, co zapiszczy w zbożu, a ty oceniasz: jajko to czy wydmuszka. Ci, co ślęczą dla ślęczenia przed telewizorami, są przegrani. Zostaną nakarmieni kolejnymi wydmuszkami, a na końcu pokaże się im trzy gadające głowy, jak się kłócą o wrak samolotu. To i oni chodzą potem nabuzowani, rzucają krzesłami, drą się na domowników, pomstują na ugrupowania polityczne, które mają za wylęgarnię debili. My zaś głów nie oglądamy, newsy selekcjonujemy, nie pozwolimy utuczyć się paliwem, od którego mózg się zagrzeje, ręce zatrzęsą, dostaniemy anhedonii, a nuż padaczki języka! W necie (okiem) najwyżej powspółczujemy znanej restauratorce (nawet nie wiemy jakiej), że jest chuda. Co ona chce się zagłodzić? A może niech zrobi badania, może tasiemiec jej wsuwa menu – znana restauratorka tak czy siak ma pod górkę z końcem roku.

Jak Turek, ale to dalekie problemy – jak dla Turków problemy Słowenii czy znanej czeskiej prezenterki pogody, która jest za gruba i nie mieści się w kamerę. Życie to płynąca rzeka, nie opłakujmy każdej chorej ryby. Metodą „scrollowania” można wiedzieć/nie wiedzieć o wielu sprawach, które ciągną się „bez” dłuższy czas. Tak było w moim przypadku z „matką Madzi”. Do dziś nie wiem i proszę, by mnie nie uświadamiano, kto to „matka Madzi”, a rządziła ona w massmediach z pół roku. Więcej chyba nawet? Czytałem nagłówki i twardo nie wszedłem – ani razu! Coś wiem, że zrobiła swemu dziecku: czy udusiła, czy zjadła i potem nie wiedziano, czy to ona, czy kto inny. Ale gdzie to było, o co szło – naprawdę ponad tę niedoinformowaną, dyletancką bazę nie schwyciłem, izolowałem się!

Czym bardziej natrętnie o tym krzyczano, aktualizowano, tym bardziej mnie to nie obchodziło! Przy całym szacunku do Madzi, która, przypuszczam, z powodu wybuchu całego szumu nie była wśród wygranych jednostek bytowych, ale nie ona przedostatnia. „Nie wchodzę w to” jest świetnym jedenastym przykazaniem na nowe czasy. Nie będę wyżymaczką dla waszych szumów, obronię swe jestestwo i niezależność, amen! Goebbels twierdził, że jednostki à la ja to marginał, a 90 procentami pozostałych się zawsze wysteruje wg potrzeb. Niech to da nam do myślenia w 70 i pół roku po tym, jak strzelił żonie w głowę, otruł dzieci i sam się zlikwidował w obliczu powojnia. Ery, która by mu dała dziś takie możliwości selekcjonowania newsów, że wszyscy oszaleli ruszyliby na Wilno! Najpierw prowokacje, potem wyrazy oburzenia, marsze uliczne narodowców i idziemy – „Duch Polski” nie zawiódł!

Nie inaczej wyreżyserowano spektakl z lata 1939 r. – tłumy po prostu uwierzyły w to, co im z ulicznych megafonów (ówczesny cud techniki) przez kilka tygodni serwowano! Media to czwarta władza, a pod kątem robienia bałaganu w głowie chyba pierwsza. Jak skieruje ostrze przeciwko Żydom, to bez wątpienia po Żydach, jak przeciwko gejom – po gejach. Żadna nacja nie zawiedzie, dlatego Polacy nie należą do ludzi szczególnie głupich, skoro miliony Rosjan tęsknią za Stalinem, a Niemcy poszli w nazizm i to jak! Niedługo przestaniemy w ogóle wyciągać wnioski, skoro to, co mamy myśleć, podaje się nam na tacach i większość w mig to pochłania. Arab – zły, Polak – ale cudo, Kolbe – ideał! Krzty prawdy nie ma w ostatnim zdaniu, ale Goebbels tak „układał” właśnie Niemców za Adolfa.

Wyciągnijmy i „zascrollujmy” w sobie sadzonki nasion krytyki, ich sprzyjający wykwit dla mózgu! A jak już się objawią (uroczyście bądź nie) zmawiajmy żarliwie za nie zdrowaśki! Nie 600 – pokuta, a dziękczynienie to wszechpotężna różnica! O czym opowiedział…

LESZEK OLSZEWSKI





  2015-12-02  

Z komentarzami zapraszamy na forum
Wróć   Góra strony
110613122


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Informator: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie, felietony | REKLAMA | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | kogel-mogel
szukaj | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2017 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.