Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Gonzalez: Dziennik końca świata (3). Pielęgniarki na wojnie
Orlicz: Doczekalnia
Gonzalez: Dziennik końca świata (1). Kto przewidział?
Rochowicz: Wspomnienie dyrektora „mechanika” Józefa Zasuwy
Orlicz: Potrzeba nam męża stanu
Rochowicz: Wydolność fizyczna jako antidotum na wirusa
Olszewski: Wirus czy świrus?
Orlicz: Przygotujmy się na reset
Olszewski: Koronawirus kontra dżumy i cholery
Więcej...

opinie

2007-07-25

O trzech nieobecnych takich


Lubię od czasu do czasu w celu całościowego wyciszenia się poszwędać się trochę po cmentarzu. Popatrzeć na tablice nagrobkowe, rzędy dat spinających czyjeś życie czy zastygłe na zdjęciach twarze tych, którzy już – używając conradowskiego terminu – „przekroczyli smugę cienia”. Wokół cisza, szum drzew, ktoś przemknie w bliższej bądź dalszej odległości – dziwnie mnie to uspokaja, wycisza i napędza na czas, który jest i ma nadejść.


Leszek Olszewski


Trzy cmentarze iławskie, to jak trzypokoleniowa rodzina. Ten najstarszy – przy białym kościele niesie ze sobą specyfikę nekropolii prawie, że historycznej. Upłynęły długie lata od kiedy miała tam miejsce ostatnia uroczystość pogrzebowa. Pomniki są wyraźnie tknięte zębem czasu, z rzadka gdzieś tam popala się pojedynczy znicz – i choć ogólnie jawi się całkiem zadbany, to poprzez swoje niewielkie gabaryty i aktualne położenie przy ruchliwym trakcie jezdnym nie jest on jednak wymarzonym miejscem do dłuższego przechadzania się, jeżeli ktoś lubi podobne indywidualne czy grupowe eskapady.

Nowy cmentarz przy ulicy Piaskowej to z kolei pierworodne i jedyne dziecko swego potężnego rodzica z ulicy Ostródzkiej, które – jak każda latorośl – wraz z wiekiem rośnie w siłę, a przede wszystkim rozszerza się rozmiarowo. Ledwie kilkanaście miesięcy temu przejął on obowiązki głównego miejsca pochówku w okolicy, a już wielu z nas ma tam do odwiedzenia jakiegoś bliższego bądź dalszego znajomego, przyjaciela, członka rodziny.

Ja chociażby pożegnanego przez siebie dwa tygodnie temu na łamach Kuriera profesora Feliksa Zbysińskiego, który wraz ze zmarłym przy końcu sierpnia ubiegłego roku swoim „bratem krwi”, także belfrem LO – Stefanem Trykaczem tworzył dla mnie lokalny tandem, który można śmiało porównać do takich klasyków gatunku jak Dean Martin-Frank Sinatra, Himilsbach-Maklakiewicz czy Lennon-McCartney. W ich wypadku rzecz się miała jak z każdą męską przyjaźnią, która by zakwitnąć pełną krasą musi być przez jakiś czas dobrze podlewana.

Sam uczestniczyłem w kilkunastu mityngach wzmiankowanych i na zawsze zachowam w pamięci ich niepowtarzalny, magiczny wręcz z dzisiejszej perspektywy klimat. Oto dwóch wzajemnie pozostających pod swoim urokiem profesorów, będąc przeciwieństwami jeden drugiego (rozkrzyczany i lekko postrzelony Trykacz kontra refleksyjny i filozoficzny Zbysiński) godzinami przy kieliszku dobrej wódki perorowało, ale o czym! Stalingrad, Hitler, Ewa Braun, Napoleon, Piłsudski, Michał Anioł, Caravaggio, generał Sikorski, książe Poniatowski, Kennedy, Lincoln, wyprawy krzyżowe, Hindenburg, Ziemia Iławska etc. etc.

Co ciekawe, obaj byli zawsze przeczuleni na punkcie egzekwowania od swych byłych wychowanków pamięci o nauczycielach, wychowawcach i pedagogach, którzy już odeszli. Na zjazdach szkoły często inicjowali nieformalne wyprawy na cmentarz, by – po porannej uroczystej akademii – zapalić wspólnie znicz w tym wyjątkowym dla licealnej diaspory dniu i oddać się chwili refleksji nad przemijaniem przy grobach, których rozkład na cmentarzu „ostródzkim” profesor Trykacz znał na pamięć.

Sam dzisiaj spoczywa w zapomnianym rodzinnym grobowcu nieopodal kaplicy cmentarnej, a o tym, że i dla niego znalazło się tam miejsce informuje jedynie leżąca luzem na nagrobku i targana wiatrem w różne strony blaszana tabliczka zdjęta z krzyża kilka dni po pogrzebie. Jak ją kiedyś zwieje na ziemię i poniesie w dal – statystyczny absolwent hipotetycznego zjazdu szkoły pojęcia nie będzie miał, że profesor leży razem z rodzicami w miejscu tak anonimowym. Chociaż ci wspaniali absolwenci, tak idealizowani przez obu profesorów zawsze gdy temat na nich schodził zawiedli go post mortem na całej linii.

Tak się okoliczności złożyły, że profesor zmarł na miesiąc przed takim zjazdem. Wiedziałem, że kilka osób, które cenił szczególnie powinno tę smutną wiadomość otrzymać priorytetem, więc internetowo ich namierzyłem i poinformowałem o zaszłych faktach. Księdza z Warszawy, profesora z Katowic, mniejsza o innych. Dosłownie każdy z nich odpisując mi zadeklarował się, że przy okazji przybycia do Iławy na święto szkoły zapali „swojemu profesorowi” świeczkę na grobie. Zjazd odbył się w sobotę, przypadkowo byłem na cmentarzu w niedzielę i poniedziałek i nic.

Ani jednego znicza ponad status quo sprzed weekendu. Może w ferworze spotkań i radosnej atmosfery zabrakło woli, by dopełnić zobowiązania. Tym bardziej, że to półtora kilometra drogi, jesień, a wokół tyle dawno nie widzianych twarzy. Profesor Zbysiński też nie będzie miał łatwo, bo spoczywa w ogóle na peryferiach świata, komu by się chciało go więc odwiedzać jak się wpada na dwudniowe grupowe hasanie, wieczorem bal, przedtem nieformalne spotkania klasowe po barach i restauracyjkach…

Nie ma po prostu czasu na jakieś punkty drugorzędne, a do nich każdy chyba zalicza dojście na cmentarz i tak to potem życie weryfikuje „idealistyczną” szkołę wychowania made in Trykacz, Zbysiński, a wcześniej jeszcze z pewnością prof. Antoni Gierszewski – którego śmiało nazwać można trzecim spośród równych w tym doprawdy elitarnym gronie. By melancholia do końca nie przeszyła szpalt tego felietonu, na koniec jak najbardziej oryginalny cytat z marmurowej inskrypcji zdobiącej grób pewnego młodego chłopca, który przeniósł się do wieczności kilkanaście lat temu.

Całość do wglądu na cmentarzu „ojcu”, ulica Ostródzka, gdzie – obiektywnie podchodząc do rzeczy – czeka na osoby zapuszczone w jego sekrety, arkana najwięcej najdziwniejszych niespodzianek.

Jakaś rodzina pożegnała swoją nieodżałowanej pamięci pociechę takim oto czterowierszem: „Odeszłeś Januszu, jesteś teraz w Niebie, ty do nas nie przyjdziesz, tylko my do ciebie”. Projekt musiał nie wzbudzić wątpliwości ani familii ani kamieniarza. I dla takich odżywek dla ciała i ducha warto czasem poszwędać się po cmentarzach.

LESZEK OLSZEWSKI


  2007-07-25  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
129661481


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.