Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice jawności
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Gonzalez: Dziennik końca świata (3). Pielęgniarki na wojnie
Orlicz: Doczekalnia
Gonzalez: Dziennik końca świata (1). Kto przewidział?
Więcej...

opinie

2017-06-28

Gonzalez: Kury w ratuszu nie znoszą jajek


Skończyła się szkoła, dzieciaki z uśmiechami od ucha do ucha rozjechały się po kraju i świecie w poszukiwaniu odpoczynku od szkoły. Dwa miesiące lenistwa! Stolarz, który ciężko pracuje, może jedynie pomarzyć o takim urlopie, lekarz i prawnik również. Nauczyciel leniuchuje z uczniami.

Nauczycielom się należy, praca z uczniami to ciężki chleb. Można zwariować i niektórym nauczycielom to się udaje.

Stadko wrzeszczących dzieci kilka godzin dziennie, naciski rodziców i dyrekcji to klasyczna tragedia grecka. Pomiędzy wychowaniem a prawami ucznia ciężko wybierać. Nauczyciel musi mieć nerwy ze stali albo przestać się przejmować pracą. W końcu nie każdy musi zostać profesorem, nie każdy musi umieć funkcje i znać dzieła Mickiewicza. Ile z tego przydaje się w życiu? Co daje dorosłemu człowiekowi szóstka na świadectwie z czwartej klasy?

Pisałem niedawno o szkole angielskiej. Przenieśmy się na chwilę do elitarnych grammar schools. Dlaczego uczniowie tych szkół odnoszą sukcesy? Jak mówią rodzice, w tych szkołach nauczyciel nie musi dzieci wychowywać. Może skoncentrować się na nauczaniu. Do grammar schools (czyli szkół z egzaminem wstępnym) trafiają ambitne dzieci z dobrych domów.

Początek lekcji w zwykłej szkole wygląda podobnie, ktoś tam rozmawia, ktoś tam się spóźnił, ktoś tam jeszcze dojada kanapkę. Ktoś inny jeszcze nie wyjął zeszytu. Mijają cenne minuty lekcji. W grammar schools nic takiego nie ma miejsca. Uczniowie są ambitni, więc nie chcą tracić cennych minut nauki. Pięć minut lekcji na początku to mało? Pomnóżmy to razy pięć dni i już jest połowa godziny lekcyjnej stracona na uciszanie uczniów. W skali roku szkolnego to potężna strata!

Im lepsze dzieci, lepiej wychowane, spokojne, ambitne, tym nauczyciel więcej może im dać. Inna sprawa, że dobry dydaktyk nie ma problemu z dyscypliną na lekcjach. Trzeba mieć autorytet u uczniów. Może on wynikać z lęku, może wynikać z podziwu, a może z szacunku.

Ja na stażu studenckim miałem ciszę. Dzieci czekały, co powiem, bo ich zawsze zaskakiwałem. Lekcje zaczynałem od historyjki z życia: a to, że pokłóciłem się z dziewczyną, a to, że klucze zatrzasnąłem w mieszkaniu i musiałem przez okno wchodzić. Stosowałem metodę aktorów. Złapać widza za mordę w pierwszych minutach i nie puszczać. Jak tych pierwszych minut się nie wygra, to już po przedstawieniu.

Niewychowani uczniowie rozbijają lekcję, obniżają poziom nauczania. Nie równa się w górę, ale w dół. Energia nauczyciela jest tracona na uspokojenie jednego ucznia, ci grzeczni, ambitni tracą. Dlatego trzeba dzieci pchać do dobrych szkół, do dobrych klas. Tam, gdzie nie ma problemów wychowawczych i można się skoncentrować na nauce.

Jednak często wyboru nie ma żadnego, szczególnie w małych miastach, na wsiach. Dziecko trafia do przypadkowej klasy z przypadkowymi uczniami. W takich klasach też można być wzorowym uczniem! Jednak trzeba sobie powiedzieć wprost, szkoła szkole nierówna. Wzorowe świadectwo maturalne z najlepszego liceum w kraju nie jest równe wzorowemu świadectwu z tego najgorszego. Tak jak dyplom magistra ze słabej uczelni nie jest równy z magistrem z najlepszego uniwersytetu. Niby magister i magister, ale różnice ogromne.

Ambitni rodzice powinni rozważyć szkoły nawet odległe. Są internaty, warto mieć rodzinę mieszkającą w okolicy dobrej szkoły. Mieszkanie w internacie jest trudne dla dziecka, ale w końcu chodzi o przyszłość! Podobnie ze studiami, nie warto szukać uczelni blisko, z lenistwa. Im dalej, tym lepiej, im szybciej dziecko się usamodzielni, tym lepiej. Niech się nauczy, jak wydawać pieniądze, jak organizować czas. Pokój po dziecku od razu urządzić tak, by dziecko już nie mogło wrócić. Niech ma motywację do nauki! Jeśli się potknie na studiach, to będzie wiedziało, że musi sobie radzić samo.

Oczywiście, ambitni rodzice chodzą koło swoich dzieci i pchają je przez życie tak długo, jak się da. Nawet w dorosłym życiu rodzice pomagają, ratują dzieci, biorą kredyty na siebie i spłacają hipoteki. Zaczyna się od samochodu na osiemnastkę, kończy na mieszkaniu w prezencie ślubnym.

Tego wszystkiego nie mają najczęściej dzieci niewzorowe. Nikt ich w domu nie pyta, jak było w szkole, nikt się nie interesuje ocenami. Zapracowani albo pijani rodzice, rozbite domy nie dają dobrego startu w życie. Dziecko wymaga oceanu uwagi, nie pięciu minut, ale godzin dziennie. Trzeba chuchać, lepiej rośnie. A przynajmniej dziecko musi mieć poczucie, że jest potrzebne i ktoś o nim myśli. Kiedy ostatnio oglądaliśmy zeszyt dziecka? Znamy nauczycieli?

Wzorowe świadectwa zalały Facebook. Dumni rodzice masowo pokazywali w ostatnich dniach zdjęcia wzorowych dzieci. Facebook zabił skromność, przestała być cnotą. Nie jestem pewny, czy skromność w ogóle jeszcze istnieje. Nie widziałem skromności już bardzo dawno. Ktoś widział? Na pewno nie w internecie.

No bo jak pochwalić się dzieckiem z zespołem Downa, które nauczyło się pisać własne imię po dwóch latach nauki? Jak pochwalić się dzieckiem poruszającym się na wózku inwalidzkim, które samo pojechało na zakupy? Jak pochwalić się sukcesami dzieci niesłyszących, niemówiących, z porażeniem mózgowym i całej reszty dzieciaków, które nie są wzorowe!?

Dzieci z rodzin patologicznych, dzieci pijanych, biednych rodziców, samotnych matek, które nie mają czasu, dzieci adoptowane, wychowywane przez babcie przegrywają na Facebooku ze wzorowymi. Czym zaimponować w świecie czerwonych pasków? Przecież te paski to nie sukces dzieci, ale rodziców. To rodzice stworzyli im dom, w którym dziecko ma spokój, pełną lodówkę, zagraniczne wakacje i skuter pod domem. To rodzice kupili najnowszy telefon, laptop, zbudowali basen w ogrodzie, kupili conversy i new balance. To nie sukces dziecka, że coś ma. O ile łatwiej się uczyć w spokojnym i bogatym domu do klasówki z matematyki niż w domu, w którym rodzice piją. Co ma zrobić dziecko z takiego domu? Czy to jego wina, że urodziło się w takiej rodzinie? Czy to zasługa wzorowego dziecka, że się dobrze urodziło? Oczywiście są wzorowi uczniowie z trudnych rodzin, ale to rzadkie brylanty.

Dobra ocena z klasówki, którą dostanie dziecko z patologicznego domu, to prawdziwy sukces! Dobre świadectwo, na które dziecko naprawdę ciężko pracowało w ciężkich warunkach, to prawdziwy sukces! Pasek na świadectwie dziecka, które ma dobre życie, to przede wszystkim sukces rodziców. Sukces dziecka patologicznego domu to jego własny, ciężko wywalczony sukces!

Nie wolno nikogo skreślać, dziecko nie ma żadnego wpływu na to, gdzie się rodzi. Nie może wybrać rodziców. Tak samo dzieci z bogatych domów nie wybrały rodziców, po prostu dostały na starcie więcej. Trzeba być skromnym i chwalić się własnymi osiągnięciami a nie rodziców.

Czy kilkuletnie dziecko jest winne, że nie ma warunków do nauki w domu? Nie będzie miało paska na świadectwie, ale jestem pewny, że może być wspaniałym człowiekiem w przyszłości.

Dowodem jakości kształcenia w szkole nie są osiągnięcia najlepszych uczniów, ale najsłabszych. Jeśli dziecko, zaczynając szkołę, jest słabe, a po ukończeniu jest poprawa, to szkoła jest dobra. Jeśli jest gorzej niż na początku, to szkoła jest zła. Nie możemy mierzyć jakości kształcenia liczbą dobrych ocen, ale liczbą tych złych. Równamy w dół, ale zadaniem szkoły w ogóle jest przecież nauka i wychowanie. Ten dół powinien się podnosić w górę w trakcie nauki. Dobra szkoła może uratować komuś życiorys, zła może zrujnować, zniechęcić do nauki, wytworzyć kompleksy na całe życie. Jednak żadna szkoła nie zastąpi domu rodzinnego. Może pomóc zdobyć wykształcenie, ale nie ukształtuje osobowości. Wzorowi uczniowie są ambitni po rodzicach, ci leniwi również mają genetycznie uwarunkowane lenistwo do nauki.

Facebook to idealny świat wzorowych uczniów i pięknych wakacji. Nie ma tam pijanych rodziców, chorób, nieszczęść. Nikt nie dodaje zdjęć z rozwoju choroby nowotworowej ani nie opisuje własnych porażek. Nie znajdziemy relacji z rozwodów, smutku po śmierci najbliższych. To miejsce dla pięknych i wspaniałych. Ci grubi, chorzy, pryszczaci i biedni nie mają czego szukać na Facebooku. Zdjęcie z hiszpańskiej plaży z kawałkiem jędrnej piersi ma miliony polubień. Zdjęcie chorego dziecka niemal nikomu się nie podoba. Tacy jesteśmy, uciekamy od problemów. Liczy się tylko sukces.

Dla dzieci to trudne, bo wyobrażają sobie, że popularna koleżanka z klasy składa się wyłącznie z sukcesów. Pojawiają się kompleksy na tle wyglądu i pieniędzy. Tymczasem każdy człowiek ma lęki, porażki, boi się samotności i chce być lubiany.

Nie ma idealnych rodzin, takie istnieją tylko w internecie. W prawdziwym życiu są rozwody, śmierć, choroba, bieda i głód. No i co z tego, że rodzice kupili ci na urodziny najnowszy telefon? Dzieci w Syrii marzą o szklance czystej wody! Dzieci w Chinach, Bangladeszu, Indiach wyprodukowały swoimi malutkimi rączkami twoje buty, którymi chwalisz się na Instagramie. Nie jest ci przykro, że one muszą pracować, by jeść, a ty idziesz po prostu do kuchni i narzekasz, że nic nie ma, chociaż lodówka jest pełna?

Ktoś mnie zapytał, czy ludziom z włosami ma być przykro, że inni są łysi? Nie wiem, ale na pewno nie trzeba się chwalić pseudosukcesami, które łatwo przychodzą.

Dla mnie prawdziwymi bohaterami są niepełnosprawne dzieci, które codziennie pokonują milion trudności, by przejść metr na nogach, by dodać dwa do dwóch albo powiedzieć jedno słowo. Ich rodzice to bohaterowie, którzy wbrew popularnemu egoizmowi urodzili chore dziecko i wychowują! Oddali własne życie dla drugiego człowieka! Nie mają czasu na kino, saunę, solarium, siłownię i basen! Nie mają czasu na własny rozwój, ale pomagają rozwinąć się drugiemu człowiekowi, który tego bardziej potrzebuje! To wspaniała postawa!

Wzorowe świadectwo dziecka z bogatego, spokojnego domu to pseudosukces. Chińczycy mówią, że ten, kto pokonuje samego siebie, jest największym mistrzem! Jakie trudności musi pokonać dziecko z takiego domu, by dostać pasek na świadectwie? Przecież ma wszystko. Za to dziecko z trudnej rodziny musi się wspiąć na Everest, by dostać czwórkę. Trzeba to doceniać.

Tak czy inaczej warto się uczyć, nie zawsze chodzi o ocenę na świadectwie. Warto czytać, interesować się światem. Warto podróżować, nawet jeżeli jest to tylko podróż po Iławie, Suszu, Kisielicach czy Zalewie. Można też podróżować w przeszłość! Porozmawiać z babcią, dziadkiem o historii rodziny. Udane wakacje to nie musi być Hiszpania, to może być mazurski las, namiot, kajak na Jezioraku. Można zrobić patent żeglarski. Można też pomóc rodzicom w polu, to piękne wspomnienia na całe życie! Im bardziej żyjemy dla innych, tym pełniejsze jest nasze życie.

Na koniec wrócę do poprzedniego felietonu o ratuszu i starostwie. Ktoś mi zilustrował metodę zarządzania Żylińskiego i Rygielskiego na przykładzie drobiu. To świetne porównanie, więc je zacytuję. Burmistrz Iławy ma w ratuszu kurnik. Kury się dziobią, przeskakują z grzędy na grzędę, każda chce być ważniejsza od drugiej. Czasami znoszą jajka, ale głównie są zajęte dziobaniem innych kur. Natomiast Rygielski ma kurnik nie tylko z kurami. Ba, są w nim nawet inne koguty! Co prawda nie tak ważne jak ten główny kogut, ale są. Kaczki, gęsi, łabędzie i wszelkie ptactwo od rana do wieczora pracują na sukces koguta. Niekoniecznie kurnika, ale właśnie koguta. Prawda, że trafne porównanie?

BARTOSZ GONZALEZ







Iława. Mamy szczęście mieszkać
w pięknym regionie świata. Po co wyjeżdżać?
Jeden kilometr od ratusza zaczyna się przygoda!
Nie zawsze zresztą chodzi o to, gdzie, ale z kim.
To u nas są piękne dziewczyny, tak jak
Kinga Błaszczak zanurzona w Jezioraku.
Udanych wakacji!






  2017-06-28  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
129963904


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.