Logo Kurier Iławski

Wejście
Pierwsza strona
INFORMACJE
OPINIE
Zdrowie i uroda
Wyszukiwarka
CENNIK MODUŁOWY
Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe
FORUM

OPINIE
Internetowy dział OPINII tymczasowo zawieszony
Dumne cztery pokoje burmistrza (oklaski)
Dekalog dla wyspy Wielka Żuława
Sezon na grzyby
Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Pozostały tylko obietnice
Epidemia paradoksu
Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Nic się nie stało. Jedziemy!
Ciemność widzę!
Turystów może to nie irytować?
Śmieci nasze powszednie
Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Ulica księcia Surwabuno
Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Na młode wilki obława…
Serdeczny szwindelek
Więcej...

OPINIE

2007-11-28

Bogu usiąść na kolana, zapłakać


Reich pewnie znowu ożyje! Pewnie coś napisze o tym raku. On się kreuje na takiego, co pomaga chorym – napisali w Internecie. Dobrze, niech piszą! To mi nie szkodzi. Co nas nie zabije, to nas wzmocni. Przeżyłem wypadek, chorobę. Komentarze też przeżyję! Tylko jedna rzecz boli bardzo: nieuleczalna obojętność.


Tomasz Reich


Jest źle. A może być gorzej. „Mamo, Ania chciała mnie dotknąć. Ona mogła mnie zarazić tym rakiem, ja nie chcę umierać. Niech ją zabiorą ze szkoły” – powiedział Marcin, gdy wrócił ze szkoły. Jego mama odpowiedziała spokojnie, że jutro zadzwoni i wyjaśni sprawę. Ale Ania więcej razy już nie pojawiła się w szkole. Nie podała nikomu ręki, nie uśmiechnęła się do nauczycielki i nie poprawiła chusteczki na łysej główce. Zgasło w niej życie dokładnie kilka tygodni później w szpitalu przy Litewskiej w Warszawie. Stamtąd większość dzieci już nie wraca do szkoły, ani nawet do swoich domów, w których czekają zabawki i zapłakani rodzice.

Marcin trochę się uspokoił, że Ania już go nie zarazi rakiem. Chłopiec nie wie, co to jest ten nowotwór, ale nie chciał bawić się dziewczynką, jego koledzy również. Nikt nie chce bawić się z chorymi, nikt nie chce oglądać niepełnosprawnych. I nikt nie chce myśleć o umieraniu, bo przecież śmierć zdarza się raz, ale gdzieś na poboczu życia.

Nie chcemy o niej wiedzieć. Wypychamy ją z życia i tylko w niektórych mieścinach pogrzeby urastają do widowisk niemalże popkulturowych. W Lubawie oczy przechodniów szpiegują nawet kondukt żałobny. Sypią się potem pytania: kto szedł za trumną? Jakie niósł kwiaty? W co był ubrany? Rzadziej ktoś pomyśli o zmarłym.

Ale to nie tylko w tym miasteczku myślenie o śmieci i chorobach idzie całkiem marnie. Lepiej o niej nie myśleć, jak nie myśli się o porzuconym psie w lesie, ani o nieudanej miłości, która pozostawiała traumę i ból na całe lata. Nie chcemy pamiętać rzeczy przykrych i bolesnych. Nie chcemy wiedzieć, czy jesteśmy zdrowi, czy wprost przeciwnie stoimy nad grobem. W końcu liczy się chwila, liczy się tu i teraz. I nawet jeśli to, co przeżywamy jest byle jakie, to lepiej nie wiedzieć o tym, co boli.

Paraliżuje też historia Ani, a bardziej nieświadomość dzieci, które potraktowały dziewczynkę, jak chorą na trąd. Rak nie jest zaraźliwy! Nie przenosi się przez dotyk, ani przez korzystanie z tych samych naczyń. Chorego z nowotworem można całować, tulić, kochać – bez narażania życia.

Dzieci tego mogą nie wiedzieć, ale dorośli powinni. Tylko, że dorośli milczą, dodam jak zwykle. Milczą i nie robią też nic, żeby pomagać tym, którzy cierpią. Rak zresztą najbardziej paraliżuje zdrowych. Chorzy mają w sobie sporo woli życia, bo chorzy mają wiele do stracenia. Zdrowi zaś nic.

Dlatego powinni być dorośli w dorosłości i nie bać się. Jak jest? Szkoda o tym pisać. Ale wróćmy do wydarzeń, które poruszyły Lubawę i cały powiat. Kilka dni temu Lubawę okrążyły informacje o koncercie charytatywnym dla 2-letniego chłopczyka. Przyznam, że ojca chłopca poznałem na zdjęciu, chodził ze mną do podstawówki. Nie pamiętam jak się nazywa, ale zakodowałem jego twarz.

Wiktorek to fajny chłopiec, rwie się do życia. Całkiem niedawno skończył dwa lata. Chłopiec widać, ze jest ciekawy świata i tego, co się wokół niego dzieje. Niestety Wiktor od niedawna cierpi na śmiertelną chorobę. Ma raka. Potrzebuje pomocy, dzięki niej ma szansę, dorosnąć. Dzięki zrozumieniu innych jego rodzice, będą mogli zobaczyć jak idzie do szkoły, jak kopie w piłkę, podrywa dziewczyny. Wiktor i jego rodzice chcą być razem dopóki będą mieli na to siłę i miłość.

Do lubawskiego OSiR-u przyszło trochę ludzi. W sobotę z reguły w mieście się nie dzieje więc można wyczołgać się z domu, bo na hali grają koncert. Co z tego, że charytatywny, ale przecież kultury w tym mieście jak na lekarstwo. Pójść warto, pójść wypada. Przyszło niewiele osób, które chcą pomóc Wiktorowi i jego rodzicom. Jakoś to przecież będzie, może na leczenie pieniądze da jakaś fundacja albo przynajmniej sponsorzy. Za koncert trzeba było zapłacić, a chętnych niewielu.

Za to tych, którzy pytali na internetowym forum – całkiem sporo. Wszyscy chcieli wiedzieć, czy na koncert przyszedł burmistrz lub ktokolwiek z miejskich władz. No tak, władza musi świecić przykładem! Od władzy się wymaga, bo w końcu po to ją wybraliśmy żeby od niej oczekiwać. Nam zaś wolno ją krytykować, ile wlezie.

Posypały się więc w Internecie obelżywe i srogie opinie – o tym, że władza nie jest czuła na sprawy mieszkańców. Rozumiem wzburzenie, ale przy okazji zadam podstawowe pytanie: gdzie byliście Wy, gdy nie było Was na koncercie dla Wiktora?

Tuż przed weekendem pojawił się kolejny wpis. Tym razem głos zajął na forum „Wolontariusz”: „W Zespole Szkół młodzież już po raz drugi, tym razem w Mikołajki, szykuje imprezę, z której cały dochód chcą przeznaczyć dla Wiktorka, spójrzcie na nich przychylnym okiem i przyłączcie się!”

Słowa jak słowa. Wpis jak wpis. Jednak coś zawrzało we mnie, gdy przeczytałem słowa: „Spójrzcie na to przychylnym okiem”. Chciałoby się napisać, spójrzcie przychylnym okiem na życie. Może dzięki temu uda się przy okazji uratować dziecko, a rodzicom nadzieje w sens w życie. Zatem spójrzcie przychylnym okiem na Wiktora.

Nie pytajcie tylko, czy tym razem przyszedł burmistrz, albo przynajmniej ktoś z rady miasta. Proponuję sprawdzić na własnej skórze! W końcu nic nie przynosi takiej satysfakcji jak gołe fakty. Być może to dobry sposób na to, żeby połączyć przyjemne z bardzo pożytecznym.

Niedługo znowu Boże Narodzenie. Ale Helena Bulińska czekała wtedy na wiosnę, choć śnieg był po kolana. Chciała wiedzieć, co stanie się z jej wnukiem, na kogo wyrośnie. Zmarła kilka dni po Nowym Roku. To była moja ukochana Babcia.

Rodzice Wiktora też czekają na wiosnę w ludzkich sercach, chcą wiedzieć, kim będzie ich synek. Lepiej Ne czekać z miłością. Bo jak napisała Wisława Szymborska: „Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy. Z tej przyczyny zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny”.

TOMASZ REICH
opinie@kurier-ilawski.pl


  2007-11-28  

Z komentarzami zapraszamy na forum
Wróć   Góra strony
92132226


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





Wejście | Pierwsza strona | INFORMACJE | OPINIE | Zdrowie i uroda | Wyszukiwarka | CENNIK MODUŁOWY | Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2022 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.