Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Gonzalez: Dziennik końca świata (3). Pielęgniarki na wojnie
Orlicz: Doczekalnia
Gonzalez: Dziennik końca świata (1). Kto przewidział?
Rochowicz: Wspomnienie dyrektora „mechanika” Józefa Zasuwy
Orlicz: Potrzeba nam męża stanu
Rochowicz: Wydolność fizyczna jako antidotum na wirusa
Olszewski: Wirus czy świrus?
Orlicz: Przygotujmy się na reset
Olszewski: Koronawirus kontra dżumy i cholery
Więcej...

opinie

2010-11-03

Żyliński: Zapłodnienie in vitro z Galileuszem w tle


W ostatnich latach nawiązałem, wcale nie wątłą, nić sympatii z… pociągiem. Narodziła się ona trochę z przymusu, ale bardziej z przyjemności, jakiej doświadczam za każdym razem, ilekroć w dalekobieżnym ekspresie wrzucam na półkę podróżną walizkę, zdejmuję płaszcz, zapadam się w wygodny fotel i biorę do ręki książkę…


Adam Żyliński


Największa w całym kraju modernizacja linii kolejowej E-65 Gdynia-Warszawa doprowadza do rozpaczy rzesze podróżnych. Pokonanie tej trasy wydłużyło się o ponad dwie godziny – normą stały się wielominutowe postoje długiego składu wagonów w szczerym polu. To wówczas ludzie nerwowo spoglądają na zegarki i zewsząd słychać ciężkie westchnienia, ironiczne komentarze oraz niewybredne złorzeczenia.

Jestem chyba jedynym podróżnym, któremu niemiłosiernie wlokący się pociąg nie przeszkadza. W ciągu miesiąca wsiadam do niego dosyć często, o różnych porach dnia – od wczesnego ranka do późnego wieczora. To jest ta chwila, kiedy nie przemieszczam się po sejmowych korytarzach, nie biegam z posiedzenia na posiedzenie komisji, nie przygotowuję wystąpień, nie przyjmuję interwencji w biurze poselskim, nie uczestniczę w okolicznościowych wydarzeniach. Na parę godzin znikam z publicznej przestrzeni i oddaję się zajęciu, które pochłania mnie bez reszty. Połykam jedną książkę po drugiej, nadrabiając stracony wiele lat temu czas.

Od chłopięcych lat i później obojętnie, czy przytrafiło mi się być robotnikiem, urzędnikiem, burmistrzem, moją pasją pozostawała historia. Dziedzina nauki przypominająca przepastną, pozbawioną dna studnię, z której czerpać można bez końca niezliczone, pouczające treści, tak celnie odnoszące się do otaczającej nas rzeczywistości. Dzisiaj w wieku dojrzałym każdą przeczytaną lekturę odbieram z coraz większym poczuciem zawstydzenia, uświadamiając sobie, jak do tej pory powierzchownie znałem dziejowe przemiany.

Rozrzut w doborze historycznych książek zdarza mi się ogromny – bez umiaru i rozsądku. W ostatni piątek, wracając z Sejmu, jak zwykle rozlokowałem się w przedziale i otworzyłem książkę w nadziei, iż uda mi się ją dokończyć przed opuszczeniem pociągu na iławskim dworcu. Tym razem była to, napisana w nowatorskim stylu, biografia Galileo Galilei, pod imieniem Galileusz zapisanego w pamięci potomnych. Wspaniała rzecz o nauce, wierze oraz wzajemnej miłości ojca i córki. Niezwykła historia człowieka próbującego pogodzić niebo, które czcił jako dobry katolik, z niebem, które oglądał przez teleskop. A dzieje się to u schyłku burzliwej epoki wypełnionej takimi wydarzeniami jak opublikowanie w całej Europie rewolucyjnego też Mikołaja Kopernika, ogłoszenie przez Święte Oficjum pierwszego indeksu ksiąg zakazanych, czy spalenie na stosie, wyrokiem inkwizycji, Giordano Bruno. Jest to równocześnie okres krwawo przebiegających – w wielu chrześcijańskich krajach – procesów reformacji.

Biografię Galileusza czyta się jednym tchem. Jest przepleciona ponad setką listów napisanych przez córkę tego genialnego uczonego, siostrę zakonną Marię Celestynę – w pełnym do ojca uwielbieniu. Jego nieustanne zmagania z nieprzejednanymi obrońcami katolickiej wiary tylko dzięki własnej, niebywałej zręczności, inteligentnej dyplomacji i potężnym protektorom pozwolą mu dożyć spokojnej starości. To, co w spadku po wielkim Galileuszu otrzymała ludzkość, na tamten czas było obiektem powszechnego w kościele potępienia. Będą musiały upłynąć blisko cztery wieki, by polski papież Jan Paweł II publicznie wyraził aprobatę dla filozofii Galileusza…

Moje przyjemne obcowanie z florenckim gigantem serca i umysłu przerwał dokuczliwie głośny sygnał z komórki. Dzwonił redaktor naczelny Kuriera Radek Safianowski. Odebrałem telefon zaskoczony późną porą rozmowy. Pan Radek, zainspirowany piątkowymi głosowaniami w Sejmie, zaproponował mi napisanie felietonu w najbliższym wydaniu Kuriera o tym, jak będę głosował w dalszych pracach nad ustawą dotyczącą zapłodnienia in vitro. Bez chwili zastanowienia odrzuciłem ten pomysł.

Co uważniejszy czytelnik bez trudu zauważy, że w swoich tekstach unikam, jak tylko mogę, wielkiej polityki. O wiele bardziej wciągają mnie lokalne klimaty i zwyczajne, ludzkie sprawy. Na szczęście, jak zawsze taktowny Radek Safianowski elegancko ustąpił. Odkładając telefon, odetchnąłem z ulgą i zerknąłem na okładkę książki zamkniętej na czas rozmowy. W jej lewym, górnym rogu widniała niepospolita twarz, z której największą uwagę przykuwały wpatrzone w przestrzeń, gdzieś tam hen oddaloną, mądre oczy uczonego starca…

Zrobiło mi się strasznie nieprzyjemnie. W chwilę potem słałem już do pana Radka sms-a, zdając sobie sprawę, jaki błąd popełniłem. Przecież powinienem napisać ten felieton! Dylematy związane ze sztucznym zapłodnieniem dotykają tysięcy zwyczajnych ludzi, a problematyka bioetyki, tak twardo przez Kościół rzymskokatolicki podnoszona, to jakby dalszy ciąg opowieści o potyczkach, bitwach, wojnach toczonych przez żarliwych obrońców katolickiej moralności ze środowiskiem reprezentującym świat nauki.

Ostatnie kilkaset lat to nie mające końca pasmo kolejnych starć – poczynając od dopuszczalności dokonywania sekcji zwłok, poprzez teorie ewolucyjne Karola Darwina, kończąc na współczesnych nam sporach dotyczących transplantacji organów, badań prenatalnych, genetyki, embrionu ludzkiego czy właśnie zapłodnienia metodą in vitro. Czy po jednej stronie tych sporów lokują się owładnięci fanatyzmem ciemni doktrynerzy, a po drugiej światli entuzjaści ludzkiego postępu? W mojej skromnej ocenie twierdząca odpowiedź na tak postawione pytanie byłaby wyjątkowo haniebnym uproszczeniem.

Każdy czas w dziejach rodzaju ludzkiego ma swoje obiektywne ograniczenia, wymaga określonych zachowań i ma swój głęboko ukryty sens – po to, by zachować równowagę, by miał kto ściągnąć lejce tym, których potęga rozumu może zaprowadzić na skraj szaleństwa. Tak też jest z odwiecznym konfliktem pomiędzy ludźmi Kościoła i nauki toczącym się od początków wychodzenia europejskich ludów z mroków średniowiecza, poprzez złote wieki odkryć praw fizyki, po czasy współczesne oszałamiające tempem nowych dokonań w każdej naukowej dyscyplinie.

Kościół nie jest w tym konflikcie synonimem wstecznictwa – on upomina się za każdym razem o to samo, o chrześcijańskie wartości, na których straży stoi od dwóch tysięcy lat. Z tych starć niemalże zawsze zwycięsko wychodzi nauka, ale i Kościół nie może czuć się przegrany. Cały czas trwa – jeszcze silniejszy, majestatyczny i ciągle gotowy na stawianie temu, co nieuchronne, kolejnego beznadziejnego oporu.

Tak staram się zrozumieć istotę rozważań o moralności, etyce i religii w zderzeniu z rozwojem nauki. Jednego aspektu tej debaty nie muszę szczególnie sobie przyswajać – tolerancji i szacunku do wszystkich jej uczestników, wyrażanej poprzez niezajmowanie w dyskusji drapieżnie wrogich pozycji.

Głosowanie nad in vitro nie jest w żadnym klubie objęte partyjną dyscypliną. Wszyscy posłowie mają swobodę wyboru zgodnie z własnym sumieniem. Jak najbardziej ja również. Do komisji trafiły trzy projekty ustawy – od najbardziej liberalnego po mocno zachowawczy. Podjęcie odpowiedniej decyzji nie sprawi mi najmniejszej trudności.

ADAM ŻYLIŃSKI

  2010-11-03  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
129633393


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.