Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice jawności
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Gonzalez: Dziennik końca świata (3). Pielęgniarki na wojnie
Orlicz: Doczekalnia
Gonzalez: Dziennik końca świata (1). Kto przewidział?
Więcej...

opinie

2014-05-21

Żyliński: Wyspa Wielka Żuława, Tunezja i coś jeszcze


Przed laty, kiedy pełniłem funkcję burmistrza w naszym mieście, moi adwersarze złośliwie lansowali tezę, że bezsensownie spycham Iławę w monotematyczny nurt rozwoju turystycznego. Tak sformułowane, skierowane pod moim adresem oskarżenie, było dla mnie zwyczajnie krzywdzące i głęboko nieuprawnione. Mój pogląd na temat iławskiej turystyki pozostawał zawsze taki sam. Wygłaszałem go publicznie wielokrotnie.


Zawsze uważałem, że w przypadku tak dużego skupiska mieszkańców, jakim jest Iława, gwałtem czynionym na żywym organizmie byłoby skupianie gospodarczej aktywności na rozwoju turystycznym, kosztem wielu innych dziedzin życia samorządowej wspólnoty. Potraktujmy powyższe zdanie jak aksjomat. Z jednym ważnym zastrzeżeniem. Nasza Iława wymaga rozsądnej równowagi, spójnego, starannie monitorowanego procesu rozwojowego, możliwych do przeprowadzenia lokalnych przedsięwzięć gospodarczych. Wszystko po to, by dać nadzieję na rozbudzenie rozlicznych aspiracji swoim mieszkańcom.

W świetle tak oczywistej diagnozy grzechem śmiertelnym byłoby zignorowanie turystyki jako jednej z istotnych branż gospodarczych miasta ulokowanego nad atrakcyjnym akwenem, w otoczeniu imponującej przyrody. Takie spojrzenie na naszą Iławę wydaje mi się jednoznaczne i nie chciałbym już do tej kwestii więcej wracać. Warto za to ciągle powracać do cierpliwie formułowanej definicji pojęcia TURYSTYKA. Takiej definicji, którą my, iławianie, w pełni zaakceptujemy.

Przygotowując się do udziału w burmistrzowskich wyborach, w swych domowych zasobach nazbierałem wiele materiałów w postaci artykułów, opracowań i analiz wskazujących, czym jest zjawisko TURYSTYKI REGIONALNEJ. To bardzo interesujące zagadnienie. Ujęła mnie w nim zdecydowana zachęta do rozciągnięcia turystycznej działalności poza obowiązujący w Polsce lipcowo-sierpniowy schemat. Najbardziej jednak zadziałała na moją wyobraźnię przekonująca wizja uruchomienia przez wybrany samorząd tak skonstruowanych turystycznych mechanizmów, by nie stawały się one jedynie powodem upokarzającej konfrontacji.

Na przykład takiej: pięciogwiazdkowy hotel stojący naprzeciw będącej niewyczerpanym źródłem taniej siły roboczej tubylczej ludności. Taka konfrontacja zawsze niesie za sobą wzajemnie wyniszczającą taktykę spalonej ziemi. Rzeczony hotelowy obiekt coraz bardziej staje się wyobcowany w otaczającym go żywiole mieszkańców. Przestaje być integralną, strategiczną częścią miasta – tworząc zamkniętą w sobie luksusową enklawę. Tak się dzieje w wielu fragmentach naszego kraju i wcale nie należy winą za ten stan rzeczy obciążać ludzi parających się hotelarstwem. Oni robią to, co ze swojego punktu widzenia uważają za najlepsze. Błąd w takich razach zawsze będzie leżał po stronie konkretnie wskazanego miejscowego samorządu, który w porę nie wyzyska wytwarzającego się nowego klimatu i nie będzie potrafił stworzyć atrakcyjnej oferty na wyciągnięcie hotelowych gości z ekskluzywnych pieleszy.

Ten „wydobywczy” proces, przez lokalną wspólnotę przeprowadzany, można by umownie nazwać TURYSTYKĄ USPOŁECZNIONĄ. Jej uaktywnienie w naszym mieście pozwoliłoby nam, iławianom, pozbyć się nieprzyjemnych skojarzeń, że hasło TURYSTYKA musi się wyłącznie utożsamiać z zastępem kelnerów, pokojowych, kucharskich pomocy, recepcjonistów – gotowych do pracy na gwizdek, za wynagrodzenie na poziomie najniższej krajowej, na bazie śmieciowej umowy…

Szerzej pożądane zjawisko nadania pojęciu „TURYSTYKA” uspołecznionego charakteru potraktuję w oddzielnym felietonie. Spróbuję wówczas wskazać precyzyjne rozwiązania – realne do urzeczywistnienia w Iławie. Na ten moment proszę o kredyt zaufania. Nie spiesz się, drogi Czytelniku, z posądzeniem mnie o tani populizm, gołosłowność i brak konkretów. To zawsze zdążysz zrobić.

A ja na teraz chcę tylko wyrazić swoje osobiste, głębokie zaniepokojenie na okoliczność iławskiej koncepcji uprawiania turystyki. Docierają do mnie informacje, że miłościwie nam panujące władze miasta, pomimo oficjalnego sygnału, że po upływie tej kadencji udają się na wielce zasłużony emerytalny odpoczynek, nadal brną w ślepy zaułek. Oto słyszę o zamiarze sprzedaży wyspy Wielka Żuława na rzecz instalowania tam luksusowego ośrodka wypoczynkowego. Bez szeroko przeprowadzonych konsultacji społecznych, bez gruntownej analizy, czy to jest najlepsze rozwiązanie dla iławskiej społeczności…

* * *

Tak się złożyło, że w bardzo młodym wieku, jak na samorządowe standardy, przyszło mi pełnić funkcję burmistrza Iławy. Był to przedział wiekowy 32-44 lata. W publicznym działaniu ciągle pozostaję… już niemal ćwierć wieku. Przez ten czas nagromadziłem i uparcie gromadzę niemałych rozmiarów bagaż doświadczeń. Wydarzyło się tak w atmosferze nieustannie zmiennych wiatrów – tęgo dmuchających w społeczne nastroje.

A ja nadal próbuję zrozumieć ten rozchwiany bieg skomplikowanych, społecznych procesów zachodzących nie tylko w naszym mieście. Chociażby takich, jak jakiś, dowolnie wybrany zamysł serwowany obywatelom – kilkanaście lat temu budzący powszechny entuzjazm, a dzisiaj będący jedynie przyczynkiem frustracji i bolesnego rozczarowania. Dużo czytam, uważnie wsłuchuję się w głos moich rozmówców i uczę się, uczę się bez przerwy. Im intensywniej odbieram swoje życiowe lekcje, tym więcej we mnie pokory i empatii do najbliższego otoczenia.

To nauka bezcenna, bo pozwala mi nie dać się zwieść urokowi chwili, daje szansę na ucieczkę od utartych schematów, nie dopuszcza do zagrzebania się w rutynie i powtarzalności, tak skutecznie zabijającej naszą wyobraźnię – ten bodaj największy dar, jaki otrzymała człowiecza istota…

* * *

Onegdaj, gdzieś tak u progu nowego tysiąclecia, pojechaliśmy naszą trzyosobową rodziną do Tunezji, jednego z krajów Maghrebu z rozmachem stawiającego na turystyczny rozwój, tak jak cała Północna Afryka położona przy Śródziemnomorzu, od Maroka po Egipt.

Było tanio i uroczo. Powalający zapach jaśminu, żar lejący się z nieba, uginająca się w pokłonach hotelowa obsługa, niebieska toń basenu pięknie wkomponowana w soczystą zieleń dorodnie rozrośniętych palm. Nie obawiaj się, Czytelniku, nie zacznę teraz pisać o miażdżących przewagach turystyki śródziemnomorskiej nad tą uprawianą w ponurym klimacie. To oczywistość, banalny truizm, przy każdej okazji przypominany.

Przywołuję tunezyjskie wspomnienia, bo zachowałem w pamięci inne, za to bardzo przygnębiające wrażenia… Ciekawi ludzi i świata całą trójką wymykaliśmy się z hotelu przy każdej okazji. Chcieliśmy podejrzeć, jak żyją przeciętni Tunezyjczycy.

I skutecznie podejrzeliśmy! Ujrzeliśmy krainę przerażających kontrastów na trwałe osadzonych w tunezyjskiej codzienności. Ostro rywalizujące ze sobą sieci luksusowych hoteli rozciągające się wzdłuż morskich plaż i na rzut kamieniem oddalone siedliska ludzkiej beznadziei i rozpaczy.

Nigdy już więcej nie pojechałem w tamte rejony, a dekadę później coś tam pękło, światowa opinia publiczna poczuła się zaskoczona gwałtownym wybuchem rewolucji, Arabską Wiosną nazwanej…

* * *

Powróćmy do zamiaru sprzedaży przez obecne władze Iławy wyspy Wielka Żuława. Kolejne próby zagospodarowania naszego największego skarbu mają swoją długą historię sięgającą lat 70. ubiegłego stulecia. Co jakiś czas towarzyszyły iławianom emocje związane z perspektywą (magią przepełnioną) urządzenia na naszej wyspie, ociekającej bogactwem, turystycznej infrastruktury.

We własnej osobie byłem sprawcą dwóch podejść zmierzających do kompleksowego zagospodarowania wyspy. Z nabożną czcią przyjmowaliśmy światłe wizje roztaczane przez potencjalnych inwestorów. I za każdym razem znajdował się jakiś powód, by nic z tego nie wyszło. Kolejni inwestycyjni dobrodzieje, nadymani do monstrualnych rozmiarów, rozpływali się w nagle pojawiającej gęstej mgle.

Cios był zawsze brutalny, bo byliśmy na tamten czas bardzo głodni sukcesu. Obok wyczekiwanego, wytwórczo-przemysłowego powera marzyliśmy o gigantycznych hotelach, sieci bungalowów, polach golfowych, kolejce linowej i tym podobnych wspaniałościach z lepszego świata na iławski grunt zaszczepionych.

Nie było wtedy jeszcze dostępu do europejskich środków, nie mieliśmy możliwości swobodnego poruszania się po całej Europie. To nastąpiło kilka lat później i Iławie, obok wyraźnych przemian dokonanych w komunalnej infrastrukturze, przyniosło olbrzymią falę emigracji młodych ludzi, odpływającą w głąb Zachodniej Europy. Nigdy wcześniej tak głośne wołanie o godną pracę nie stało się tak dramatycznym dla każdego iławskiego decydenta wyzwaniem…

Mamy rok 2014. Jesteśmy bogatsi o wiele doświadczeń. Wszystko się zmieniło i już nic nie jest takie oczywiste. Niejeden czytelnik zarzuci mi, że serwuję mieszkańcom Iławy demagogię. Mieszam porządki, powołując się na egzotyczne obrazki rodem z Trzeciego Świata. Próbuję doprowadzić do przykrego zderzenia bogatych hotelarzy z bezradnym pracobiorcą. Wyrzekam się poglądów, którym sam kiedyś hołdowałem.

Najdobitniej rzecz ujmując: na stare lata z pozycji ortodoksyjnego liberała ubieram się – jak powiedzieliby niektórzy – w buty „socjalisty”. Niech i tak będzie. Tymczasem mnie chodzi tylko o jedno! O naszą wyrażoną zbiorowo iławską refleksję, społecznym dialogiem popartą.

My, iławianie, musimy wiedzieć, czego dzisiaj chcemy, czego już dotknęliśmy, co nas niemile sparzyło, co da nam wieczna iluzja, a co możemy wygospodarować sobie sami. Te pytania warto wkomponować w kolejną odsłonę dyskusji na temat sprzedaży naszej wyspy. Poszukam na nie odpowiedzi w kolejnym tekście, który zgodnie ze złożoną obietnicą, uspołecznieniu iławskiej turystyki poświęcę…

ADAM ŻYLIŃSKI



  2014-05-21  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
129976088


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.