Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
kogel-mogel
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Kurpiecki: SoundLake, czyli festiwal muzyki dawnej
Gontarz: Panoramiczne spojrzenie sąsiedzkie z boku na Iławę
Chaburski: Piękno na uboczu, czyli Zwiniarz
Kurpiecki: O tym, co finansujesz, jeżdżąc widlakiem
Reich: Jak już się tam urządzi w niebie, to może odpocznie
Olszewski: Wilczy Szaniec doinwestowany, aż ciarki suną
Olszewski: Lubawa ma silne karty w ręku
Olszewski: Bookcrossing, co to? Stymulator głowy!
Kurpiecki: Uwaga – natura!
Olszewski: Kontrola, rzecz święta, wyjmuj dokumenta!
Kurpiecki: Niepoprawne myśli z kraju kiszonego śledzia
Olszewski: Gwiazda Karen Edwards zachwycona regionem Iławy
Olszewski: Słynny pan Macyra i inni w branży
Rochowicz: Zwyczaje swawolne
Olszewski: Gorzkie żale odjeżdżajcie!
Rochowicz: Sport i wartości w życiu Karola Wojtyły
Gonzalez: Dawid Bobasek
Olszewski: Tysiąc kilometrów via Pendolino w dobę!
Gonzalez: Radni za handlem, ale przeciwko. Koniec Manhattanu
Gonzalez: Pamiętacie taką dyskotekę „Gallus” w Iławie?
Więcej...

opinie

2011-05-11

Żyliński: Lekcja z udziałem labradora


Nagłe, żałosne pojękiwanie wydobywające się spod masywnego blatu stołu wzbudziło powszechną wesołość pośród zebranych. Jeden z najbardziej rozgrzanych uczestników dyskusji musiał przerwać swe nazbyt gwałtowne wystąpienie. Na tę chwilę nic lepszego nie mogło się przydarzyć. Nieoczekiwanie rozlegające się dźwięki momentalnie ostudziły rozpalone głowy rozmówców.


Adam Żyliński


Odbywało się właśnie jedno z wielu posiedzeń podkomisji nadzwyczajnej powołanej do rozpatrzenia poselskiego projektu ustawy o dostosowaniu organizacji wyborów do potrzeb osób niepełnosprawnych. Posiedzeń piekielnie trudnych, bo wymagających ogromnej delikatności i umiaru w znajdowaniu odpowiedzi na pytanie, dokąd można się posunąć w poszukiwaniu najlepszych rozwiązań dla niepełnosprawnych wyborców. Podkomisję, liczącą – razem ze mną – siedmiu parlamentarzystów, powołano celem opracowania oddzielnego rozdziału w Kodeksie wyborczym – dziale niemalże monumentalnym, liczącym ponad pięćset artykułów, których opracowanie zajęło wybranej grupie posłów blisko dwa lata. Przewodniczącym zespołu został Sławomir Piechota.

Sławek to twardziel nad twardziele. Świetny mówca i tytan pracy. Jego żelazny uścisk ręki niejednego posła postawił już do pionu. Wyrobione od kręcenia kółek dłonie bez żadnych zbędnych słów poświadczają o tysiącach kilometrów przemierzonych inwalidzkim wózkiem. Pochodzący z Wrocławia poseł swoją determinacją nie raz potrafił zadziwić sejmowe zgromadzenie. Nie jest typem celebryty – medialnego showmena znającego gładkie odpowiedzi na wszystkie stawiane pytania. To mistrz organicznej pracy, osobowość koncyliacyjna, ale równocześnie bardzo stanowcza. I to w jego głowie zrodził się pomysł, by w trakcie prac nad Kodeksem wyborczym znacznie szerzej uchylić drzwi wybranej grupie wyborców – niewidomym i niedowidzącym, głuchoniemym, z paraliżem kończyn dolnych i wielu, wielu innym.

Od pierwszych posiedzeń podkomisji koledzy z innych klubów parlamentarnych, z sobie tylko znanych powodów, zbojkotowali udział w pracach zespołu. Na placu boju pozostała posłanka z Aleksandrowa Łódzkiego Agnieszka Hanajczyk i ja, poseł z Iławy. Nasze spotkania odbywały się zawsze w dniu poprzedzającym posiedzenie Sejmu. Obydwoje z Agnieszką cierpliwie przyjeżdżaliśmy na każde wezwanie Sławka Piechoty, by nie dopuścić do braku quorum na podkomisji, chroniąc w ten sposób dorobek z takim trudem w projekcie ustawy wypracowany. Niewiele wiedzieliśmy o mentalnych problemach niepełnosprawnych. Do spełnienia mieliśmy jeden, za to podstawowy obowiązek. Nieśliśmy pomoc naszemu klubowemu koledze w jego bezprecedensowej krucjacie dającej nieosiągalne do tej pory możliwości pełnoprawnego, samodzielnego uczestnictwa w wyborach osób tak okrutnie przez los potraktowanych.

Na każde posiedzenie zapraszani byli przedstawiciele pozarządowych instytucji zajmujących się problematyką niepełnosprawnych. To oznaczało wręcz stałą kompozycję obradującej podkomisji. Po jednej stronie urzędował jej przewodniczący, poseł Sławomir Piechota, wspierany przez nas i sejmowych prawników. Po drugiej stronie zasiadali społecznicy, niepełnosprawni obywatele naszej Rzeczypospolitej. Tworzyło to niepowtarzalną scenerię. Opinii dotyczących projektu ustawy płynących z ust np. niewidomych rozmówców nie można było, ot tak, wysłuchać jak jednego z wielu głosów w dyskusji. Za każdą taką wypowiedzią krył się dramatyczny kontekst bynajmniej nie wypełniony domaganiem się od innych zrozumienia i współczucia. Odwrotnie, były to przemówienia pełne godności, zaskakujące ciągle się powtarzającym, odważnym wołaniem o pełnowartościowy udział w akcie wyborczym.

Przewodniczący Piechota miał twardy orzech do zgryzienia. Musiał zręcznie mierzyć śmiałe zapisy w ustawie. Dobrze wiedział, iż nad całością prekursorskiego urobku, tj. nad głosowaniem przez niewidomych metodą nakładki zapisanej alfabetem Braille’a, nad skomplikowaną procedurą głosowania korespondencyjnego, nad udziałem w wyborach pełnomocnika osoby niepełnosprawnej i nad innymi nowatorskimi przedsięwzięciami nieuchronnie wisi widmo złośliwego oporu posłów w dalszym toku procedowania – w pracach komisji i na plenarnej, sejmowej sali. Parlamentarzyści, którzy tak ostentacyjnie zignorowali działalność podkomisji, tylko czekali, by rzucić się na jej sprawozdanie jak zgłodniałe wilki.

Boleśnie świadom ułomności polskiej sejmokracji waleczny poseł Piechota starał się dać jak najwięcej środowisku, które sam jako osoba niepełnosprawna reprezentował. Jednakże oczekiwania były dużo większe. Na jednym z kolejnych spotkań podkomisji w ferworze impulsywnej polemiki mocno zaiskrzyło. To wtedy uczestnicy dyskusji usłyszeli jęki dobiegające z podłogi. W kłębowisku ludzkich nóg leżał rozciągnięty na posadzce, pogrążony w śnie sprawiedliwym, biały labrador – pies przewodnik. Najwyraźniej coś mu się niepokojącego przyśniło. Bronił się przed złym snem głośną, żałośnie artykułowaną psią melodią. Nawet o tym nie wiedząc, sympatyczny zwierzak urósł do rangi głównego bohatera spotkania. To on szczęśliwie rozładował narastające w sali napięcie.

Raz jeszcze zobaczyłem go po zakończeniu prac podkomisji. Tym razem dostojnie kroczył w towarzystwie młodej, niewidomej kobiety. Kiedy oboje zaczęli zbliżać się do biegnących w dół schodów, zmartwiałem z przerażenia. Oczyma wyobraźni widziałem już bezradną dziewczynę spadającą z łoskotem w czarną dla niej otchłań. Tymczasem pies z boku przywarł do jej nóg i tuż przed pierwszym stopniem schodów zatrzymał swoją właścicielkę. A potem razem pokonywali kolejne stopnie jakby zespoleni w jeden organizm. Po minięciu ostatniej przeszkody czworonóg natychmiast wysforował się naprzód. Przed sobą miał już następną barierę, tym razem ruchliwą ulicę. Świadomy swego celu, odpowiedzialny i skupiony, bez wahania wtopił się w tłum przechodniów wraz ze swoją panią. Może to nieładnie, ale przyglądałem się tej zdumiewającej scenie do samego końca, aż obydwoje zniknęli za rogiem sejmowego gmaszyska. Zaraz potem natknąłem się na wytaczających się na inwalidzkich wózkach, ciągle rozdyskutowanych pozostałych uczestników naszego spotkania.

Tego było już za wiele! Gwałtownie przyspieszyłem kroku i w pospiechu udałem się do innych poselskich zajęć. Wieczorem, podsumowując mijający dzień, wróciłem myślami do wózkowiczów, niewidzącej kobiety i białego labradora… Nie wiem, jak dalej potoczą się losy rzeczonej ustawy. Być może rozlegnie się rozdzierający krzyk o jej niekonstytucyjności i złej kondycji budżetu państwa. Projekt zostanie niemiłosiernie skopany i cała nasza praca pójdzie do kosza. Może tak nie będzie i pozostałe parlamentarne kluby dostrzegą w tym przedsięwzięciu choć niewielkie, ale doniosłym blaskiem bijące światełko. O tym dowiemy się niebawem. Sprawozdanie podkomisji znalazło się w pierwszym czytaniu.

Mnie jednak już teraz najbardziej urzekła niesamowita postawa ludzi reprezentujących rozliczne środowiska niepełnosprawnych. Urzekła i wprowadziła w duże zakłopotanie… Nie dalej jak kilka tygodni temu na prywatnym spotkaniu odebrałem od grona moich znajomych istną kanonadę wzgardy, niechęci i absolutnego przekonania o bezsensie udziału w wyborach. Obojętnie jakich: samorządowych, parlamentarnych, prezydenckich. Nie chodziło o mnie. Nie starałem się nikogo agitować na rzecz mojego poselskiego mandatu. Odnotowywałem jedynie z narastającą przykrością, że moich rozmówców – nieźle sytuowanych i dobrym zdrowiem tryskających – wybory w ogóle nie interesują.

Dziwny jest ten świat. Dopiero niezwykły widok pozbawionej wzroku dzielnej dziewczyny i inteligentnego psa przewodnika pozwolił mi, z poczuciem ulgi, ponownie wejrzeć w sens polskiej demokracji.

ADAM ŻYLIŃSKI

  2011-05-11  

Wróć   Góra strony
125341764


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | kogel-mogel | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe
szukaj | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2019 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.