Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice jawności
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Gonzalez: Dziennik końca świata (3). Pielęgniarki na wojnie
Orlicz: Doczekalnia
Gonzalez: Dziennik końca świata (1). Kto przewidział?
Więcej...

opinie

2006-01-11

Wystrychnięto nas na Dutkę


Zima ma to do siebie, że lubi zaskakiwać, zwłaszcza służby odpowiedzialne za front walki z nią. Na przykład w Norwegii śnieg może spaść w sylwestrową noc przed 20:00, a do północy odśnieżone będą parkingi, drogi, chodniki i trakty dojazdowe. Tutaj zaś nawet tydzień po kataklizmie nie wiadomo jak żyć, by się nie wykoleić pieszo lub autem.


Leszek Olszewski


Nie wiem, kto w Iławie odpowiada za doprowadzenie miasta do porządku po zimowych nawałnicach. Ktoś jednak tak, bo od czasu do czasu można spotkać jakiś spychacz tudzież grupkę machającą łopatami. Ślady więc po sobie zostawiają. Na tyle mikre jednak, że wszystkie prawie ulice pęcznieją od zasychających gór śniegowych. Piasku na pofałdowanych chodnikach tyle jest co szczur napłakał. Boczne uliczki afirmują się koleinami. Słowem, profesjonalizm profesjonalistów bije po oczach.

I to by mnie jeszcze nie skłoniło do poświęcenia im choćby jednego akapitu, gdyby nie ignorancja wyższego kalibru, bo o chłopakach z „Akcji Zima” mniej świadczy to, co zrobili niż czego ładnych kilka dni – wysiłkiem zwłaszcza swych maszyn – nie tknęli.

Po pas bowiem ludzie w Sylwestra i dzień po brodzili w śniegu, klnąc „spychających” na czym III Świat stoi oraz pomstując Niebiosom, na co idą ich podatki, skoro tak bezczelnie – gdy potrzeba – ma się ich w okolicach pośladków. Sytuacja powyższa dotknęła w różnych miejscach ładne kilkaset osób. Nie udawajmy przeto, że nie ma najmniejszego problemu, skoro na jednej dłoni mamy palców pięć, a na drugiej trzy.

Gronem, w które zerowa organizacja akcji „Z” uderzyła najbardziej byli właściciele i najemcy garaży od ulicy Kościuszki w centrum aż po Osiedle Podleśne. Te zmotoryzowane noclegownie dostały od ślepego losu najwięcej, bo syberyjskie prawie ilości białego puchu, który dwa dni puchł i puchł, aż doszedł do tego rozmiaru, że lepiej było dostać się do wewnątrz z helikoptera niż przemierzając szlak nogami czy na szczudłach.

Z braku jakichkolwiek awionetek, zeppelinów czy paralotni systemy naziemne okazywały się – na nieszczęście – jedynymi możliwymi do przetestowania w podobnych ekstremaliach. Chłopy więc szli, osiągali po jakimś czasie skoble swych kłódek (uradowani), oooootwierali drzwi wejściowe (uff!) i brali się na sto i jeden sposobów do odśnieżania frontonu. Co ciekawe, nie mając wcale finalnie na celu wyjazdu uwięzionym autem w miasto – wiedzieli od początku, że to mission impossible.

Chociaż niektórzy głośno wyrażali nadzieję, że za pół godziny, półtorej, może wcześniej pracujące nieopodal pługi na pewno wybawią ich z opresji, torując w każdym garażowym rzędzie jeden nadrzędny trakt, by każdy kto heroicznie pracował na posesji miał możliwość triumfu kompletnego, tj. wyciągnięcia samochodu i wypadu nim gdziekolwiek zechce.

Liczono na to z podobną nadzieją, jak we wrześniu 1939 roku na włączenie się Francji i Anglii do wojny z Hitlerem. Paralelna też okazała się reakcja drugiej strony. Czas mijał, noce i dnie, a tu jedno wielkie NIC, dające się zwerbalizować ponadczasową maksymą opiewającą „nadzieję” jako matkę wiadomo kogo. Na pewno nie trzeźwo myślących. Frustracja wzięła jednak górę aż w noworoczny poniedziałek, gdy zeszły się pod garaże grona żyjące na co dzień zagadnieniami tych wnętrz i ich przyległości.

Szewską pasją wiedzeni, niektórzy wygrażali nawet burmistrzowi Iławy, że zaraz po objęciu urzędu, tuż po obiecaniu gór złota mieszkańcom – podniósł cichaczem podatek od tych zadaszonych miejsc parkingowych. I to znacznie! Za co więc się tyle płaci – pomstowano – skoro przerasta burmistrza akcja z okazji standardowej śnieżycy?

Akcja, która potrwa kilkadziesiąt minut i odblokuje spragnionym rzeszom realia, nie skazując ich na łamanie nóg na chodnikach, skoro nieodlegle stoi i czeka wyśniony matiz lub trabant. Opłacony, z pełnym bakiem – słodkość ziszczona! Obowiązki wszak przy każdej transakcji spadają na dwie jej strony. Z tej perspektywy obojętne z kim „Iława Główna” jako instytucja zawarła kontrakt na sprzątanie swych wnętrz.

Ważniejsze, że ogólny bałagan i „tumiwisizm” decydentów znów ukazał swoje oblicze przed obliczem sfrustrowanych mieszkańców, spychając ich do roli nic nieznaczącego, szarego włościaństwa, licząc ile jeszcze pensji zostało do końca kadencji, a potem wdroży się znowu kilka chwytliwych absurdów i... może kolejne 4 lata będzie Eldorado za pieniądze wystrychniętych.

W tym kontekście ciekawy jestem, kto zdecyduje się wystartować na burmistrza, bo powiem szczerze, że odpowiedniej osoby nie widzę; zwłaszcza spośród już zadomowionych w okolicach magistratu. No może z jednym wyjątkiem – tej osobie sam powiem, że o niego chodzi. Dla ułatwienia dodam, że nazwisko jegomościa zaczyna się na ostatnią literę alfabetu idąc torem od „a” do „z”.

Nie „ż”, bo pan ŻYLIŃSKI ADAM pewno już nie będzie chciał się trudzić, skoro mu tak „ładnie” podziękowano za 12 lat normalności i efektywnej, pozytywistycznej pracy u podstaw, nie czyniącej szumu, a widocznej gołym okiem na co dzień.

Przejechał się na swojej uczciwości – nie składał obietnic bez pokrycia, nie łudził planowanym rozkwitem na amerykańską skalę, ostrożnie szacował możliwości obiecując, że postara się je optymalnie wykorzystać.

Trafił podwójnie pechowo. Primo, na bajkopisarza z czarodziejską różdżką w ręku, która potem okazała się zeschłym, wykrzywionym kijem i elektorat, który dziś zgrzyta zębami, tupie i gwiżdże, ale idąc do urn cztery lata temu zafundował okolicy obcowanie z podobnie traumatyczną misją, jaka aktualnie się wypełnia.

Jest to czas przeżywany ku ogromnej przestrodze na przyszłość. I o tym nie zapomnijcie po grobową deskę albo wnętrze urny, także tej wyborczej. Zachęcam.

Leszek Olszewski


  2006-01-11  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
129953460


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.