Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
kogel-mogel
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Gonzalez: Wybory 2019. Iława może zostać na lodzie
Gonzalez: Czy inni nie zasłużył w Iławie na pomnik?
Gonzalez: Wszystkie grzechy Krzysztofa Sadowskiego
Olszewski: Miasto w sosie własnym do przeglądu
Kurpiecki: SoundLake, czyli festiwal muzyki dawnej
Gontarz: Panoramiczne spojrzenie sąsiedzkie z boku na Iławę
Chaburski: Piękno na uboczu, czyli Zwiniarz
Kurpiecki: O tym, co finansujesz, jeżdżąc widlakiem
Reich: Jak już się tam urządzi w niebie, to może odpocznie
Olszewski: Wilczy Szaniec doinwestowany, aż ciarki suną
Olszewski: Lubawa ma silne karty w ręku
Olszewski: Bookcrossing, co to? Stymulator głowy!
Kurpiecki: Uwaga – natura!
Olszewski: Kontrola, rzecz święta, wyjmuj dokumenta!
Kurpiecki: Niepoprawne myśli z kraju kiszonego śledzia
Olszewski: Gwiazda Karen Edwards zachwycona regionem Iławy
Olszewski: Słynny pan Macyra i inni w branży
Rochowicz: Zwyczaje swawolne
Olszewski: Gorzkie żale odjeżdżajcie!
Rochowicz: Sport i wartości w życiu Karola Wojtyły
Więcej...

opinie

2008-06-04

Wspomnienie Antoniego Gierszewskiego


Z okresu, kiedy byłem jeszcze nastolatkiem i to wczesnym, pamiętam, że z tytułu znajomości swojego ojca poznałem kiedyś i niezwykle polubiłem człowieka pod tytułem Antoni Gierszewski, który wówczas w „budowlance” uczył WF-u. Jako dziecku myliły mi się twarze bywalców „spotkań przy śledziu i kieliszku”, w jakich czasami brałem udział, „Antek” zaś od pierwszego razu wzbudził olbrzymią mą ciekawość. Tyle było w nim jakiegoś przedwojennego – przepraszam za kolokwializm – sznytu.


Leszek Olszewski


Oczywiście wtedy tak tego nie definiowałem, niemniej sama już pobieżna obserwacja jego fizjonomii, sposobu poruszania się, manier, kolażu dżentelmeńskich zachowań wskazywały, że mam możność obcować z człowiekiem jakby z innej, lepszej epoki. Znajomość nasza później samoistnie rozkwitła, Antek zrządzeniem losu przeniósł się przed emeryturą z „budowlanki” do LO i miałem z nim WF w czwartej klasie. Nawet po maturze wypiliśmy kawałek wódki w szkolnym internacie, gdzie był wychowawcą, dyskutując zawzięcie na tematy mu bliskie – Piłsudski, Polska międzywojenna, jej etos, ludzie, obyczaje.

Ojciec mój Antka ogromnie lubił. Uważał jednak przy tym, że jego opowieści za przyczyną zerowej możliwości sprawdzenia ich autentyczności są często mocno przebarwiane – szlak bojowy Antka 1939-45, jego nauka w szkole podchorążych przed wojną itp. Wnioskował to z tego, że opowiadane na przestrzeni miesięcy wersje odbiegały często od siebie faktograficznie, ale mi akurat to nie wadziło.

Człowiek ten miał taki pociąg do gawędzenia, wracania godzinami do „swoich pięknych czasów”, wskazywania oczywistych różnic ze sparszywionymi dniami obecnymi, że doprawdy na dalszy plan schodziło czy pewnych rzeczy X czy Y nie poddawał okolicznościowym retuszom. Było w nim tyle wewnętrznego, krystalicznego piękna, że podobne detale nie miały dla mnie żadnego znaczenia chociażby z tej przyczyny, iż wystarczyło spotkać go na mieście spacerującego samotnie wieczorami, by zdać sobie sprawę, że oto mamy przed sobą człowieka naprawdę z wyższych, jeśli nie najwyższej półki.

Postrzegano go (zwłaszcza uczniowie, którym obcy był jakikolwiek savoir vivre, czyli 99% ogółu) jako lekkiego dziwaka. Wymagał np., by wchodząca do sali klasa nie przypominała stada rozhukanego bydła, tylko najpierw dziewczynki, potem chłopcy, powoli, z gracją i w tym stylu, aż do zajęcia miejsca w swojej ławce. Alergicznie reagował też, gdy spostrzegł, że jakiś młodzian rozmawia ze swoją koleżanką z ręką bądź rękoma w kieszeni – zawsze przystawał i karcił abnegata kilkoma dosadnymi słowy. Ot, dziwak – podstarzały belfer, cudak, o co mu chodzi?

Prywatnie Antek tłumaczył swą pozorną donkiszoterię degrengoladą polskiego systemu edukacji, który młodych ludzi nie ogarnia, nie uczy (w przeciwieństwie do lat przedwojennych) obycia, powiedzielibyśmy dzisiaj „otrzaskania”, kultury egzystowania obok siebie, której fundamentem winien być kunszt „sprzedania się”, tj. elegancki chód, biegłość w sztuce konwersacji, ogólne wyrobienie m.in. w kwestii dobrego gustu, smaku, nie mówiąc już o podstawie, czyli nauczenia pupili trudnej sztuki myślenia.

Wszystko to próbował na różne sposoby swoim uczniom zaszczepiać i prawdę mówiąc, w skali masowej g… z tego wychodziło. Jaki mógł być jednak inny rezultat naprawy świata przez jednostkę przy pasywizmie całego systemu? Potem u Antka, trzymającego się mimo 70-tki jak młodzian, niespodziewanie zdiagnozowano nowotwór i w pół roku zniknął z personalnej mapy miasta. Pochowany został gdzieś w okolicach Bydgoszczy, w legendach jednak jest tutaj obecny stale.

Każdy, kto się z nim zetknął, ma chyba odciśnięte tego piętno. Przyzna to pewno teraz wielu, nim zacznie dalszą lekturę owego tekstu. Najgorsze jednak jest to, że ten ostatni tutaj Mohikanin polskiego Wersalu, bon tonu, piewca życia równoważącego dbałość o ciało i ducha tak szybko został nad Jeziorakiem puszczony w publiczną niepamięć. Ani ulicy, ani boiska szkolnego jego imienia – taka pamięć „dzisiejszych”. „Dzisiejsi” to też kolejne pokolenie jego grupy docelowej, którą próbował formatować na lepsze, czyli młodzież szkół średnich.

Tej to dobrze, że nie widuje, chyba że gdzieś z nieba zerka, co się tutaj dzieje i wyrabia. Chociaż lepiej byłoby dla niego, gdyby sobie owo darowywał. Albo patrzył wybiórczo. Wiem, jak nie cierpiał – jak sam to określał – owczego pędu dzieciaków za jakimś złotym cielcem, np. białymi szalikami, które nagle zaczynali nosić wszyscy, bo trendy. Teraz – jak nie wiecie – na wiejskich dyskotekach i elitarnych stopach królują czerwone buty, najlepiej znanej sportowej firmy. Im bardziej bijąca w oczy czerwień – tym jesteś bardziej kimś.

To taka prosta droga dla osób zakompleksionych, by wyjść z kompleksów. Poważnie zaś, to jednak i coś by go ucieszyło i to bardzo. Może nawet przyćmiłoby szeregowe masy w czerwonych butach i srebrnych paskach, w tańszych jeansach, tudzież z tatuażami wyzierającymi od ramion w dół. Myślę tu o narodzonej niedawno modzie na aktywne spędzanie wolnego czasu. To już nie Mały Jeziorak wieczorami, a całe miasto w najróżniejszych jego punktach – na rowerach, sportowych spacerach, biegach, rolkach.

Tę część młodzieży uważał za uratowaną dla dorosłości, ci sobie poradzą – tego był pewien. W tej aksjologii wzorował się na Piłsudskim, fundatorze przecież warszawskiego AWF-u, wyznając – podobnie jak marszałek, starą maksymę, że takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży wychowanie. Te zaś to nie apelowa tresura i wbijanie do głowy kolejnych dat i liczb, a położenie nacisku na dyscypliny nieobjęte przedmiotowymi programami nauczania. Wbił sobie do głowy, że ma prawo wymagać więcej od innych, przybywa bowiem z epoki, której imperatywy ma obowiązek rozpropagowywać podopiecznym. Może i była to mission impossible, ale gdyby wszyscy z podobnym entuzjazmem podchodzili do swoich konceptów, kraj ten z pewnością nie byłby malarskim synonimem szarości!

LESZEK OLSZEWSKI

  2008-06-04  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
125730176


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | kogel-mogel | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe
szukaj | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2019 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.