Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
kogel-mogel
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Gonzalez: Wybory 2019. Iława może zostać na lodzie
Gonzalez: Czy inni nie zasłużył w Iławie na pomnik?
Gonzalez: Wszystkie grzechy Krzysztofa Sadowskiego
Olszewski: Miasto w sosie własnym do przeglądu
Kurpiecki: SoundLake, czyli festiwal muzyki dawnej
Gontarz: Panoramiczne spojrzenie sąsiedzkie z boku na Iławę
Chaburski: Piękno na uboczu, czyli Zwiniarz
Kurpiecki: O tym, co finansujesz, jeżdżąc widlakiem
Reich: Jak już się tam urządzi w niebie, to może odpocznie
Olszewski: Wilczy Szaniec doinwestowany, aż ciarki suną
Olszewski: Lubawa ma silne karty w ręku
Olszewski: Bookcrossing, co to? Stymulator głowy!
Kurpiecki: Uwaga – natura!
Olszewski: Kontrola, rzecz święta, wyjmuj dokumenta!
Kurpiecki: Niepoprawne myśli z kraju kiszonego śledzia
Olszewski: Gwiazda Karen Edwards zachwycona regionem Iławy
Olszewski: Słynny pan Macyra i inni w branży
Rochowicz: Zwyczaje swawolne
Olszewski: Gorzkie żale odjeżdżajcie!
Rochowicz: Sport i wartości w życiu Karola Wojtyły
Więcej...

opinie

2008-04-23

Szybki kurs latania


To lepsze od kielicha strzelonego sobie na śmiałość i skuteczniejsze od jakichkolwiek kuracji odchudzających. Żadna impreza nie ma sensu bez nich. Mało tego! Nie brać – to obciach, nie brać – to nie żyć. Życie z nimi nabiera innego smaku. I choć nadal są drogie, to dla większości bezcenne.


Tomasz Reich


Anka to całkiem fajna laska i niezłe teksty zapodaje, że aż czasem kopara opada. Jej starzy mają tyle kasy, że dziewczyna mogłaby sobie rogi na głowie postawić. Taką famę puścili chłopacy z klasy po szkolnej dyskotece o swojej koleżance z gimnazjum.

Wszyscy byli w szoku, bo Anka dotąd była raczej spokojna i cicha. Niektórzy jej nawet w szkole nie lubili za bardzo. W końcu jak ktoś pochodzi z bogatego domu, to na pewno ma przewrócone w głowie i nie będzie zadawać się z motłochem.

Dziewczynę to bardzo bolało, bo choć bardzo chciała się z kimkolwiek zakumplować, to napotykała zewsząd mur obojętności. Przeżywała to bardzo dotkliwie i ze smutkiem patrzyła w telewizor, kiedy w każdy weekend jej znajomi bawili się na dyskotekach. Rodzice też się nią nie interesowali, bo ciągle byli w pracy albo w rozjazdach. Nic dziwnego, że dziewczyna czuła się bardzo samotna i odepchnięta przez świat. Tak było jednak do tamtego wieczora, gdy pojawiła się na dyskotece całkiem odmieniona. Wszyscy nagle ożyli, bo okazało się, że to równa dziewczyna. Żywa i jeszcze takie teksty trzaska, że normalnie czapki z głów.

To był pierwszy w życiu wieczór Ani, kiedy poczuła się fajna i kiedy po raz pierwszy sięgnęła po to, co wydawało się być dla niej złem. W rzeczywistości stało się dla niej antidotum na samotność i kontakt z rówieśnikami. Nic dziwnego, że w poniedziałek nieoczekiwana metamorfoza dziewczyny była tematem dnia wśród kolegów. Nikt przecież jeszcze nie widział jej tak wyluzowanej i świetnie się bawiącej. Nikt też nie pomyślał, skąd u niej tak nagły przypływ energii… Dopiero teraz okazało się, że ta na ogół cicha i niepozorna dziewczyna jest duszą towarzystwa. Jako pierwszy na długiej przerwie podszedł do niej Dawid.

– Aniu, czemu ty taka zawsze przymulona jesteś? – zapytał.

– Ej, no coś ty. Po prostu nie miałam okazji zajefajnie się wymelanżować, bo starzy mnie z chaty nie puszczali – odpowiedziała pewnym głosem.

– Wow. To superancko, w następną sobotę też idziemy. Co ty na to?

– Spoko. Chętnie z wami pójdę. W końcu w domu to ludzie umierają, co nie? – odpowiedziała w młodzieżowym tonie.

To był ten drugi raz, kiedy Ania poczuła się dzięki swojemu nowemu lekarstwu cała fajna. Zaczęła wierzyć, że to nawet lekarstwo na wszystkie życiowe niedostatki. Szkoda, że takie drogie, szkoda, że trzeba tylko kupować za rogiem przed szkołą. I tak z tygodnia na tydzień Ania stała się najlepszą klientką Gomeza.

Jej rodziców nie było jak zwykle w domu, a imprezy były naprawdę udane. Do pewnego dnia, bo w końcu wszystko ma swoją miarę. A szala prędzej czy później musiała się przechylić. Anka najpierw zaczęła zarywać lekcje, po pewnym czasie opuściła się w nauce, ale to jeszcze bardziej imponowało klasie, bo nagle dziewczyna okazała się fajną laską, która wszystko ma gdzieś. I oto chodzi, szkoła jest całkiem nudna, a nauczyciele sami zapomnieli, co robili w młodości. Szkoda, że zapomnieli, ale z drugiej strony za ich lat szkolnych na korytarzach nie grasowali dilerzy ani żadna impreza nie musiała toczyć się na narkotykowym rauszu. I tak uśpieni w swej pedagogicznej misji nauczyciele nie zauważyli, że Anka coraz bardziej popada w niebyt. Nagle przestała pojawiać się w szkole. Nic dziwnego, że pod koniec roku szkolnego pojawiły się poważne kłopoty z jej przejściem do następnej klasy. To dopiero przekonało rodziców, żeby oderwać się od pracy i zainteresować córką. Koledzy w klasie też zaczęli zauważać coraz większe zmiany w zachowaniu dziewczyny. Nagle wszyscy zrozumieli, że Anka nie jest tą dziewczyną, którą wszyscy znali.

Policja złapała Gomeza cztery miesiące później na korytarzu. Jak zwykle rozprowadzał świeży towar, małe działeczki, bo takie najlepiej idą. Wiadomo, że najlepszy interes jest w ogólniakach, ale gimnazjaliści też czasem potrafią się ustawić. Ania po roku kuracji wróciła do szkoły. To nie był łatwy powrót, ale w końcu udało się. Jej klasa jest już w ogólniaku, ale wciąż ją pamiętają. Mają ze sobą świetny kontakt.

Narkotyki kilka lat temu były tematem tabu. Wypadało o nich napisać modny artykuł, że szkodzą i mają zguby wpływ na życie. Jednak nikt poza tym nie zawracał sobie głowy, bo po co. Kogo obchodzi coś abstrakcyjnego. W końcu to uzależnienie się od nich może zdarzyć się tylko w dużym mieście. A na prowincji młodzież jest trzeźwa, nie ma dostępu do tego, co młodzi w dużych miastach. Tak sobie tłumaczyli rodzice, pocieszali się tym nauczyciele. Pamiętam, że gdy zaczynałem swoją pracę zawodową jeszcze w trakcie studiów, miałem o wiele lepszy kontakt z rzeczywistością, w której dorastałem. Częściej wpadałem do Lubawy, na Warmię i Mazury. Zdarzało się jednak od czasu do czasu słyszeć, że w szkole grasują dilerzy. Kilka lat temu postanowiłem więc wpaść do jednej z podstawówek w pewnym mieście i spytać, co robią nauczyciele w sprawie szerzącego się w szkole handlu narkotykami. Usłyszałem w odpowiedzi zdanie, które powinno być w całej swej rozciągłości lekcją ostrzegawczą zarówno dla dorosłych, jak i młodzieży.

– U nas w szkole nie ma takiego problemu. Uczniowie, którzy mieli z tym kłopot, przechodzą teraz do gimnazjum, więc proszę o tym nie pisać – powiedziała do mnie życzliwym głosem nauczycielka.

– Nie ma z tym kłopotu? Pozbyliście się problemu, bo nie ma już tych uczniów. To jest rozwiązanie?

– Proszę pana… Co mamy robić? To niewielkie miasto.

W małych miasteczkach mówiło się więc o narkotykach jako o złu, ale dotyczyło ono na ogół osób z tzw. „marginesu”. Mało komu przychodziło wtedy do głowy, że na narkotyki, w różnej postaci, potrzebna jest kasa. A ta musiała w przypadku nastolatków pochodzić od ich rodziców. Ten margines jest dość ruchomy i nigdy nie wiadomo, w którym kierunku może się przesunąć. A jak mawiał w dość znanym stwierdzeniu Kartezjusz: „Nic, co ludzkie, nie jest mi obce…”

TOMASZ REICH

  2008-04-23  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
125730777


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | kogel-mogel | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe
szukaj | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2019 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.