Logo Kurier Iławski

Pierwsza strona
INFORMACJE
Opinie
Kurier Zdrowia i Urody
CENNIK MODUŁOWY
Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe
Stopka
Wyszukiwarka
FORUM

Opinie
Dział OPINIE tymczasowo zawieszony
Dumne cztery pokoje burmistrza (oklaski)
Dekalog dla wyspy Wielka Żuława
Sezon na grzyby
Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Pozostały tylko obietnice
Epidemia paradoksu
Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Nic się nie stało. Jedziemy!
Ciemność widzę!
Turystów może to nie irytować?
Śmieci nasze powszednie
Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Ulica księcia Surwabuno
Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Na młode wilki obława…
Serdeczny szwindelek
Więcej...

Opinie

2007-12-26

Szybki bieg przez płotki


Wszystko ma swoje miejsce i czas. Nowy Rok skłania wiele osób do robienia w życiu rewolucji. Prawie nikt nie zauważa, że ten szczególny „czas przejścia” starego w nowe, to tak naprawdę zwykły symbol, swoisty znak ostrzegawczy, że ubywa nas z każdym dniem, a przeto szansę na realizację wielu spraw zrównują się do zera.


Tomasz Reich


Jęk petard i tłuczenie szkła. Tak wszyscy witają Nowy Rok. Nieważne w jakiej części kuli ziemskiej, ale ludzie wyraźnie chcą podkreślić radość, że nadchodzi nowe. Od kilku lat zresztą obserwujemy całkiem nową świecką tradycję, która przywędrowała do Polski z Europy Zachodniej, celebrowania Nowego Roku na ulicach miast i miasteczek. Do historii przechodzą już bale sylwestrowe, kosztowne kreacje, wystawne przyjęcia. Ludzie po prostu chcą tej dziwnej i wyjątkowej nocy szaleć. Bawić się i cieszyć razem. I być może to dobrze, że tak się dzieje, bo przynajmniej raz do roku jesteśmy bardziej otwarci na innych. Jednak z drugiej strony przyglądając się temu wszystkiemu odnoszę wrażenie, że wszyscy ulegają zbiorowej histerii. Jakby wszyscy w ten sposób chcieli zagłuszyć widmo nadciągającego kataklizmu.

Był rok 1912, kiedy świat obiegła informacja o tragicznym wypadku na otwartym morzu. To wtedy wypłynął w swój dziewiczy i jak dotąd jedyny rejs „Titanic”. Kapitan statku, jak głosi legenda, nakazał pokładowemu zespołowi grać na górnym pokładzie transatlantyka głośną i wesołą muzykę, żeby w ten sposób zagłuszyć widmo nadciągającej katastrofy. Wtedy było pewne, że większość pasażerów zginie. Patrząc z perspektywy niemalże stulecia, można wywnioskować, że ludzie od zawsze woleli nie wiedzieć, co ich czeka. W naturalny sposób wszyscy uciekają przed prawdą, jakby przeczuwali, że to, co wydarzy się w ich przyszłości, może nosić znamiona czegoś bardzo negatywnego. Ludzie od zawsze woleli zagłuszyć lęk przed czymś nieznanym i nowym.

Pamiętam opowieści mojej babci, która żyła w przedwojennej Lubawie. Było to zupełnie inne miasto od tego, które znają teraz jej mieszkańcy. O wiele lepiej zorganizowane, ładniejsze, ale być może biedniejsi byli wtedy mieszkańcy. Kontrasty w poziomie życia lubawiaków były tak ogromne, że jedni unikali drugich.

W międzywojniu działał przy ulicy Gdańskiej wielki hotel Copernicus. Ten budynek zresztą stoi do dziś. Babcia opowiadała o nim dość często, bo w stosunkowo niskiej zabudowie ówczesnej Lubawy wyraźnie dominował gabarytami, a także wielkością. To jednak nie przyciągało jej uwagi aż tak bardzo, jak fakt, że w tym efektownym gmachu spotykały się lubawskie elity bogatych. Zapamiętałem, że odbywały się w tym hotelu wystawne bale m.in. sylwestrowy. Dla okolicznych mieszkańców było to prawdziwe wydarzenie, bo wiadomo, że ludzi biednych było proporcjonalnie więcej niż bogatych. To ci, których nie było stać na tak luksusowe imprezy podpatrywali przez okna, co też się działo w środku. To, co najbardziej jej utkwiło w pamięci, to z pewnością głośna muzyka, która niosła się po pustawej i licho zabudowanej okolicy. I znowu mamy pewien paradoks, bo czasy międzywojnia do dziś uchodzą za najbardziej rozrywkowy i szalony okres w Polskiej historii. Ludzie potrafili się bawić i cieszyć niezależnie od tego, jak było w kraju. A było naprawdę różnie. Z perspektywy jednak czasu nasuwa się pytanie, czy Polacy w owych czasach mieli poczucie niestabilności i lęku o przyszłość kraju? Pytałem o to wiele razy moją babcię. Ona odpowiadała: „Wojna wisiała w powietrzu… ludzie cieszyli się chwilą…”.

A to właśnie o chwilę przecież chodzi. Z perspektywy choćby nieskończoności i Kosmosu, życie ludzkie nie jest niczym innym, jak mikrocząsteczką, której nie sposób doświadczyć. Co miał więc na myśli grecki filozof Heraklit tworząc swoją teorię „panta rei”?

Człowiek ma dziwną naturę. Z jednej strony wierzy w to, że Nowy Rok może przynieść mu całkiem nowe perspektywy, ale z drugiej obawia się, że to, co mija już się nie powtórzy. To właśnie, jako pierwszy zauważył grecki filozof. Nie trzeba chyba nikomu przypominać w tym miejscu teorii Heraklita o przechodzeniu przez rzekę, a może raczej stawania w jej toni. Filozof miał przecież rację, twierdząc, że czas płynie i nikt nie ma już szans na to, żeby stanąć w tym samym miejscu. Poczuć czy też przeżywać to samo, jak wtedy, gdy wchodził do wody po raz pierwszy.

Ta dosłowna i bardzo naturalistyczna myśl ma jednak nieco inny wymiar. Filozofowi wcale nie chodziło o wchodzenie do rzeki. Tylko o próbę refleksji nad sobą. Nie jesteśmy bowiem w stanie zmienić biegu wydarzeń, ani też nie powinniśmy się łudzi, że mamy wpływ na bieg zdarzeń.

Co więcej jestem przekonany, że nie ma w ogóle żadnego sensu zakładanie z góry czegokolwiek, składania deklaracji, że ot o z Nowy Rokiem rzucę palenie, albo będę lepiej i więcej zarabiał. Na pewne sprawy nie mamy wpływu. A wszystko w tym świecie ma określony rytm i czas. Określiłbym go mianem „bezczasu”, bo każdy człowiek ma swój rytm i niezależnie od tego, czy cieszy się czy też smuci z Nowego Roku, ma swój własny „nowy czas”, gdy w jego życiu pojawia się to „nowe”.

Być może wiele osób boi się tego, co nowe. To całkiem naturalne, ale z całą pewnością nie powinno się zakładać, że „nowe” oznacza złe.

Być może warto się pochylić w tym szczególnym czasie nad sobą, ale już obiecywać sobie, że od pierwszego stycznia rozpocznie się całkiem nowy etap w życiu, to chyba przesada. Nie ma sensu się łudzić, że oto z symboliczną datą następuje nowy rozdział w życiu.

Być może ta noworoczna symbolika przejścia ze starego w nowe powinna raczej skłaniać do refleksji nad tym, że nie można stać w miejscu, bo w końcu mamy tylko jedno życie, a czas płynie nieubłagalnie. Beata Pawlak, dziennikarka Gazety Wyborczej, która zginęła w zamachu terrorystycznym na Balii, napisała kilka dni przed śmiercią w swoim dzienniku: „Z każdą chwilą jestem coraz bliżej ten ostatniej chwili. Każdej minuty i z każdym krokiem staję się przeszłością”. Warto o tym pamiętać, gdy znowu po Nowym Roku przyjdzie to samo, stare życie…

TOMASZ REICH
opinie@kurier-ilawski.pl

  2007-12-26  

 TWOJE ZDANIE

Wróć   Góra strony
94316399



REDAKCJA:
redakcja@kurier-ilawski.pl


Zaproszenia: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl






Pierwsza strona | INFORMACJE | Opinie | Kurier Zdrowia i Urody | CENNIK MODUŁOWY | Ogłoszenia drobne | Ogłoszenia modułowe | Stopka
Wyszukiwarka | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2022 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.