Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Gonzalez: Dziennik końca świata (3). Pielęgniarki na wojnie
Orlicz: Doczekalnia
Gonzalez: Dziennik końca świata (1). Kto przewidział?
Rochowicz: Wspomnienie dyrektora „mechanika” Józefa Zasuwy
Orlicz: Potrzeba nam męża stanu
Rochowicz: Wydolność fizyczna jako antidotum na wirusa
Olszewski: Wirus czy świrus?
Orlicz: Przygotujmy się na reset
Olszewski: Koronawirus kontra dżumy i cholery
Więcej...

opinie

2010-10-27

Reich: Po tamtej stronie


Szkoda, że to tak krótko. Taka chwila i potem cisza. Koniec a może początek. Nieodgadnione, co dzieje się tam? Niektórzy twierdzą, że coś musi być tam, po drugiej stronie. Przecież tylu ludzi wierzy, więc muszą mieć pewność. Nikomu żywemu nie udało się tylko tam być. Choćby na chwilę. Mógłby tylko zerknąć, zapamiętać, a potem odpowiedzieć. Może ktoś zrobiłby potem film. A tak to pozostaje tylko ciekawość i strach.


Tomasz Reich


Szkielety drzew, chłód i stalowe niebo. Znowu jesień zadomowiła się i nawet nie wiadomo, kiedy przeleciał praktycznie cały rok. Ludzie mówią, że jesień w tym roku jest inna. Mniej ładna, szara, a do tej złotej to w ogóle jej daleko. Żyję ileś tam lat, ale złotej jesieni w Polsce nie widziałem nigdy. Może to więc tylko pobożne życzenie, a może przysłowie. Nie wiem. Jesień tak czy inaczej skłania nas wszystkich do oczywistych skojarzeń. Ludzie zawsze upatrywali w tej porze roku analogii do przemijania, do samotności. Patrząc z tej perspektywy, nie sposób nie przyznać im racji, bo przecież śmierć odbywa się w samotności. Jest pojedyncza i jednostkowa.

Robert Kowalski kochał życie. Niektórzy zazdrościli mu tego. Nie mogli zrozumieć, dlaczego nigdy nie narzeka i czemu jest zawsze zadowolony. Radość w Polakach budzi podejrzliwość. Lepiej jak człowiek jest smutny niż zadowolony. Ale Kowalskiemu te argumenty były obce i niemożliwe do zaakceptowania, on cieszył się tym, co ma. A poza radością, która z niego emanowała, miał żonę, dobrą pracę i dwóch synów. Piotrek i Radek poszli we wrześniu do przedszkola. Dla całej rodziny to była zupełna nowość, bo przez kilka lat bliźniakami zajmowała się ich matka Basia, żona Roberta. W domu bez chłopców zrobiło się pusto i kobieta postanowiła poszukać sobie stałej pracy. Problem w tym, że w Iławie o dobrą pracę trudno, a o jakąkolwiek również. Basia wysyłała cv, chodziła do kiosku kupować gazety, pytała znajomych, ale odzewu żadnego nie było. To ją trochę zniechęciło.

– Jestem do niczego – powiedziała do męża w październikowe popołudnie. – Nie mogę nic zrobić. Rozumiesz, nikt mnie nie chce.

– Co ty znowu wymyśliłaś? – zapytał Robert.

– Nie chcą mnie nigdzie, chcę pracować. Nie nadaję się do siedzenia w domu. Przyszedł czas, żebym mogła w końcu popracować na własne konto.

– Kochanie, wcale nie musisz, bo z mojej pensji wystarcza nam na życie. Możesz, jeśli tylko chcesz. Ale pamiętaj, nikt cię z domu nie wypędza do pracy. Poza tym to normalne, że szukasz pracy. W dzisiejszych czasach nikomu to łatwo nie przychodzi, ale jak będziesz wierzyła w to, co robisz, to ci się uda. Zobaczysz!

– Nie mam już siły na to, żeby prosić, pytać, to bez sensu. Tu liczą się układy i znajomości. Chowając chłopców w domu, rzadko wychodziłam poza osiedle, więc kogo mam niby znać?

– Basiu, po pierwsze, przemyśl sobie, co chcesz robić, a dopiero potem zacznij działać.

Kobieta była wyraźnie sfrustrowana swoją sytuacją. Nie chciała już wieść dotychczasowego życia. Ileż można sprzątać dom, gotować i prać. Życie to w pewnym sensie rutyna, ale każdy człowiek potrzebuje odmiany. Ona to dobrze rozumiała. Z każdym dniem czuła się jednak coraz bardziej bezradna, zgaszona w sobie. Robert nie wyczuwał, że żonie może czegoś w ogóle w życiu brakować. Zbudował przecież dom, o którym marzyła, dbał o nią, co roku zabierał całą rodzinę za granicę. Dla Kowalskiej to było za mało, ona chciała wyjść z domu do ludzi. Zająć się czymkolwiek, co dawałoby jej odskocznię od domu.

Była połowa października. Pewnego dnia około południa zadzwonił do niej ktoś z całkiem obcego numeru komórkowego. Zdziwiła się bardzo, ale miała nadzieję, że to w związku z jej aplikacją o pracę.

– Pani Kowalska?

– Dzień dobry, a kto do mnie dzwoni? – zapytała.

– Pani Kowalska, tak? Rozmawiam z panią? – zapytał tajemniczy głos mężczyzny.

– No tak, to ja.

– Pani to jakaś pomylona jest. Stara i głupia. Nie masz babo żadnych szans na robotę. Jesteś za stara, żeby nadać się do pracy. Rodzisz dzieci, tyrasz w domu, to nie ruszaj się stamtąd.

– Kto mówi?

– Nieważne, daj sobie spokój z pracą. Nie dostaniesz żadnej.

Po tych słowach telefon zamilkł. Kowalska była w szoku. Nie mogła uwierzyć, że ktoś po prostu tak zadzwonił do niej na komórkę i powiedział jej tyle przykrości. Nie mogła pojąć, dlaczego ktoś zadał sobie aż tak wiele trudu, żeby jej najzwyczajniej naubliżać. W głowie miała tylko słowa, że jest za stara i nie powinna się ośmieszać. Z oczu popłynęły jej łzy i coś w niej całkowicie pękło. Jestem do niczego? Jestem do niczego? Niemożliwe przecież, jak tak można. No jak?

W domu panowała tylko cisza. Nikt nie zaprzeczył tym słowom, ale nikt też ich nie potwierdził. Dookoła Basi panowała pustka. O tak, znała ją dobrze. Odkąd bliźniaki poszły do przedszkola, ona była sama. Kowalski zaś całymi dniami przesiadywał w pracy i nie miał czasu na to, żeby zajmować się rodziną. Nic dziwnego, że Basia musiała zajmować się domem, ale również chłopcami. Zawsze ich odbierała z przedszkola. Tego dnia jednak po dzieci nikt nie przyszedł. Ktoś z przedszkola próbował dodzwonić się do ich domu. Bez skutku. Nikt nie odbierał telefonu. Dlatego w końcu wychowawca zdecydował się zadzwonić do pracy Roberta.

– Panie Kowalski, czy ktoś z państwa wybierze się po dzieci? – zapytała przedszkolanka.

– Synów? Żona przecież powinna ich odebrać, to jej obowiązek.

– Gdyby to zrobiła, to pewnie nie byłoby tego telefonu. Kontaktowaliśmy się z nią, ale bez skutku. Nie wie pan, gdzie jest żona? Może gdzieś wyjechała?

– Nie wiem, proszę mieć trochę cierpliwości. Już jadę po chłopców, przepraszam.

Robert dojechał do przedszkola w kwadrans. Po kilkunastu kolejnych minutach był już pod domem, a tam pełno ludzi, policyjny samochód i karetka pogotowia. Było już po wszystkim. Lekarz stwierdził zgon, który nastąpił kilka minut wcześniej. Ktoś z sąsiadów zauważył wiszącą żonę Kowalskiego z tyłu za domem. Zadzwonił po pomoc, ale za późno.

Kilkanaście dni po śmierci Basi cała rodzina spotkała się nad jej grobem pierwszego listopada. Płakali wszyscy, a najbardziej Robert, który nie mógł pogodzić się z decyzją swojej żony. Mogła mu przecież wszystko powiedzieć, a nie odbierać sobie życie. A tak zabrała mu prawie wszystko. Poza wiarą w to, że się jeszcze spotkają po drugiej stronie życia.

TOMASZ GÜNTHER REICH
  2010-10-27  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
129663171


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.