Logo Kurier Iławski

Wejście
Pierwsza strona
Zdrowie
CENNIK MODUŁOWY
Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe
Wyszukiwarka
FORUM

Opinie, felietony
Gonzalez: Dumne cztery pokoje burmistrza (oklaski)
Dąbrowski: Dekalog dla wyspy Wielka Żuława
Olszewski: Sezon na grzyby
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Więcej...

Opinie, felietony

2017-05-03

Reich: Krucjata


Człowiek musi wciąż dokonywać wyborów. Nie zawsze łatwych i często dotykających osób, które kochamy. Dlatego podejmując decyzje, warto się zastanowić wcześniej, czy nasze zachowanie nie otworzy przysłowiowej puszki Pandory i nie sprowadzi na bliskich nieszczęść.

Czasem głupia zabawa może stać się powodem rodzinnej katastrofy. Ale... po kolei.

– To małżeństwo od początku nie było zgrane. Właściwie to żałuję tych spędzonych z moim mężem lat. Mogłam lepiej sobie ułożyć życie z kimś. Nie wiem, z kim, ale lepszym. Lepszym od niego. On nie spełniał moim oczekiwań w żadnym aspekcie. W zasadzie to gardziłam nim od początku. Tak jak cała moja rodzina – powiedziała Bożena przed iławskim sądem cywilnym w trakcie sprawy rozwodowej.

– Czy może druga strona ma coś do dodania? – spytała sędzia. – Rozwód zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami odbywa się za porozumieniem stron. Bez orzekania winy.

– Do dodania? Wysoki sądzie, dla mnie rodzina była i jest najważniejsza. Ubolewam nad tym, że moja była już żona nigdy nie szanowała ani mnie, ani naszego małżeństwa.

Do Andrzeja dopiero dotarło na sali sądowej, że całe jego dotychczasowe życie zmieniło się w pył.

Każde wspomnienie, każdy dzień spędzony z dziećmi, wszystkie chwile, które starał się spędzać z żoną. Gdzie leżała przyczyna rozpadu jego małżeństwa, gdzie popełnił błąd? Myśli kłębiły się w jego głowie, ale jedno, co do niego dotarło, że już nie wydarzy się taka noc i dzień w jego życiu, kiedy cała czwórka spędzi czas pod jednym dachem. Nie da się wejść do tej samej rzeki drugi raz. Choć on bardzo tego pragnął. Wierzył, że życie się jeszcze do niego uśmiechnie.

Bożena poczuła dumę, choć nie potrafiła sobie wybaczyć, że przez własną głupotę rozbiła pozornie szczęśliwą rodzinę. Wreszcie była wolna. Mogła więc chodzić na dyskoteki bez zażenowania i bez poczucia lęku, że ktoś ją nakryje w towarzystwie innych mężczyzn. Nie przeszkadzało jej wcale, że była matką trójki dzieci. Przed nią otworzyły się całkiem nowe perspektywy. Wreszcie mogła nabrać wiatru w żagle.

Ale jeszcze rok wcześniej było zupełnie inaczej.

Bożena czuła się naprawdę źle jako żona. Pełna obaw wykradała się z mieszkania, w którym zostawały same nieletnie dzieci bez opieki. W pełnym makijażu w skąpym różowym kostiumie i wysokich butach stawała się nocnym motylem, który dopiero teraz mógł rozprostować skrzydła i pokazać okolicznym podstarzałym kawalerom i nastolatkom swoje piękno. „Niech patrzą na mnie” – mówiła do siebie. Jej mąż Andrzej w tym samym czasie pracował i nie miał najmniejszego pojęcia, że jego żona jest królową wiejskiej dyskoteki.

– Ryzykuję, że ktoś z jego rodziny mnie zauważy. Albo z sąsiadów – powiedziała Bożena do swojej koleżanki, z którą co drugi weekend jeździła do wiejskiej dyskoteki w Rożentalu. Tam oddawała się tanecznym pląsom w rytm piosenek disco polo, które tak bardzo kochała. Czuła się wolna i spełniona.

– Co ty, nic złego nie robisz. Przecież my tu tylko tańczymy. Co to, mężatce nie wolno się bawić? Jesteś głupia? Całe życie tylko masz te dzieciaki niańczyć? Coś od życia ci się należy. O zobacz, ten kawaler jest całkiem fajny. Choć ze mną do baru, czegoś się napijemy i poderwiemy sobie do towarzystwa – powiedziała Lucyna.

Ta noc była całkowicie inna od wcześniejszych. Tuż po północy wielka sala dyskoteki wypełniła się po brzegi tak, że z trudem można było przejść do baru. Nad salą dominował tylko DJ, który co kilka minut zmieniał płyty, wrzucają coraz to bardziej energetyczne kawałki.

– Świeża krew napłynęła. Kurde, skąd tyle tu nowego towaru. Już wiem, 10 była wypłata, to ludzie chcą się bawić. Muszą odetchnąć od tej codzienności. Chodź, Bożena, chłopaka ci jakiegoś fajnego poszukam – powiedziała nieco pijana Lucyna. – Młoda godzina, mamy jeszcze sporo czasu na zabawę.

– No nie wiem, czy tak wiele. Muszę wrócić do chaty przed piątą, bo mnie stary jeszcze nakryje, że dzieci zostawiałam bez opieki. Mówię ci, czuję się jak w klatce. Chcę zmienić swoje życie. Po prostu go tak nienawidzę! – wydusiła z siebie Bożena.

Rzeczywiście po północy ruch w wiejskiej dyskotece zrobił się naprawdę spory. Ludzie zmęczeni tańcem i alkoholem wychodzili na zewnątrz, żeby nieco ochłonąć. Zapaliła papierosa i po kilku minutach poszła w tango.

Ściślej Bożena rzuciła się w ramiona trzydziestoparoletniego chłopaka, którego poznała kilka minut przed wyjściem przy barze. Rozpalona kobieta uwiesiła się mężczyźnie na szyi, a ten bez najmniejszego skrępowania zaczął ją obmacywać i namiętnie całować. Oboje zatopieni w tańcu i rozpaleni namiętnością zapomnieli całkowicie o świecie. Nie przeszkadzała im ani obecność innych osób, ani też fakt, że depczą innym po stopach. Po prostu byli jednym napalonym organizmem.

– Co tu robisz? Ty zdziro? Wiedziałam, że się puszczasz. Wiedziałam i nie mogę w to uwierzyć, że matka trójki dzieci zachowuje się jak zwykła dziwka – krzyczała młoda, piękna kobieta, która starała się rozłączyć splecioną parę. – Jak ci nie wstyd? To ordynarne i naprawdę obrzydliwe zachowanie.

Do Bożeny dotarło niczym uderzenie błyskawicą, że to siostra jej męża natknęła się na nią i dokonuje na niej publicznego linczu. Od nadmiaru wrażeń stanęła bez ruchu, kompletnie nie mając pojęcia, co ze sobą zrobić. Najlepiej byłoby się w tej chwili zapaść pod ziemię.

– Ja, ja jestem tu z koleżanką, z moją Lusią.

Wszelkie próby wyjaśnień tylko pogrążały kobietę w jej kłamstwach, które w żaden sposób nie miały nawet odrobiny wiarygodności. To był przysłowiowy gwóźdź do trumny jej małżeństwa.

Po Lubawie dość szybko rozniosła się wiadomość o rodzinnej awanturze w dyskotece.

Andrzej nie chciał słyszeć żadnych wyjaśnień. Po prostu wyprowadził się z domu i wystąpił o rozwód. Stało się jasne, że w tej sytuacji raczej nie ma sensu brnąć dalej w kłamstwo. Kobieta zrozumiała, że przez własną głupotę rozbiła małżeństwo i pozbawiła dzieci ojca.

Wtedy jeszcze nie wiedziała, że ludzie w Lubawie będą na nią krzywo patrzeć, a nocny wybryk zamieni życie jej najbliższych w piekło.

TOMASZ REICH





  2017-05-03  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
131026826


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





Wejście | Pierwsza strona | Zdrowie | CENNIK MODUŁOWY | Ogłoszenia drobne | Ogłoszenia modułowe | Wyszukiwarka | FORUM
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2021 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.