Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice jawności
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Gonzalez: Dziennik końca świata (3). Pielęgniarki na wojnie
Orlicz: Doczekalnia
Gonzalez: Dziennik końca świata (1). Kto przewidział?
Więcej...

opinie

2015-07-08

Olszewski: Życie zaskakuje, uczy i rozśmiesza


„Zima zaskoczyła drogowców” – to zdanie słyszał chyba każdy w wersji realnej bądź kabaretowej. W Norwegii zima dłuższa, mocniejsza, ale kiedy by śnieg nie spadł, miasto typu Iława czy Oslo po trzech godzinach odśnieżone co do parkingu i ulicy. Słowem – jak w życiu – jednym coś przychodzi łatwo, dla innych to samo wyzwanie jawi się przeszkodą nie do pokonania. Ale czy słyszeliście, żeby kogoś zaskoczyło kalendarzowe lato? Jeśli nie, czujcie się wybrańcami losu, że pędzicie swój żywot w Iławie!

W dobie prognoz długoterminowych rząd USA ostrzega mieszkańców Florydy przed huraganami, prosząc o opuszczenie miast. Wie, że Nowy Orlean doświadczy hekatomby za 10 dni, a Chicago przeżyje śnieżycę stulecia. Bieżące lata to nie najlepsze usprawiedliwienie dla meteo zaskoczeń! Co by dał Napoleon, planując bitwę pod Waterloo, za informację, że od jutrzejszego wieczoru przez dwie kolejne doby będzie lać bez przerwy! A jego ciężkie oddziały ugrzęzną bezbronne w błocie, wystawione na morderczy ogień nieprzyjaciela ufortyfikowanego na okolicznych wzgórzach…

Zagłębiając się w temat – kto wie, czy fakt, że glob dziś politycznie wygląda tak a nie inaczej, nie jest zasługą ogromnej, mierzonej w setkach lat niewiedzy w absolutnie trywialnej teraz kwestii, tj. jaka pogoda czeka nas jutro po śniadaniu?

Co do Iławy, to tę lato o tyle dziwnie zaskoczyło, że przyszło w… lipcu! Nie w lutym czy grudniu, a że wybuchnie, trąbiono co najmniej od dwóch tygodni naprzód, nasilając komunikaty z każdą następującą po sobie prognozą. Wszystkie enuncjacje brzmiały arcyzgodnie: „Upał, bezchmurne niebo, afrykański, nienotowany skwar na wiele nadchodzących po sobie dni”. Oczywiście sprawdziło się co do joty, tak jak i sprawdzi się, że koniec bieżącego tygodnia będzie chłodniejszy i deszczowy, z temperaturą oscylującą wokół 20 stopni.

No i w ten żar i tropik ludziom (co trudno im wziąć za przewinę) zachciało się schłodzić. Do tego najlepsza woda, odpoczynek nad nią na różne sposoby. Plaże zatem pękały w szwach, łódki prawie o siebie zahaczały, swoją część tortu zapragnęli też wyszarpać miłośnicy sprzętu wodnego, dostępnego w wypożyczalniach.

Kajaki, rowery wodne – to jest to! A kilka adresów tu stałych. Sam wiem, gdzie uderzyć, jak przyjdzie ochota opłynąć wyspę. Płacisz za godzinę-dwie i drałujesz w kapoku jak „latający Holender”! No w sobotę znajome małżeństwo wraz z gośćmi z Bydgoszczy zamarzyło właśnie o okrążeniu Wielkiej Żuławy wspólnym rejsem. Małżeństwo stąd, więc wiedzieli, czym temat zjeść. W grę wchodziły dwie znane od lat wypożyczalnie nad Dużym Jeziorakiem. Doszli tam, topiąc się, steranym krokiem, ale wiedzieli, że toń jeziora niebawem im to zrekompensuje. Wzięli też pod uwagę, że rowerów może chwilę nie być, to poczekają na plaży. Pół godziny, godzina – nie wieczność. Szybko zeszła z nich ekstaza, gdyż w obu punktach (nastawionych na zysk z takiej klienteli) usłyszeli to samo, suche zdanie: „Wypożyczalnia jeszcze nieczynna, może ruszymy w następny weekend!”. Brakowało tylko zakończenia: „A na pewno w sierpniu”.

Państwo z Bydgoszczy łapali się za głowy: „Pełen profesjonalizm, oto miasto-raj dla turystów!”. Wrócili nieźle skacowani do domu, bo jeszcze po drodze gdzieś drogo i niesmacznie zjedli i tak oto Iława zarobiła pewną reklamę. Skuteczniejszą niż wszystkie foldery i organizowanie jakichś przebiegów do Makowa! Z tego pięknego profilu dała się poznać bydgoszczanom, a poczta pantoflowa to wciąż potęga. Jeden powie: „Nie jedź”, drugi odradzi i Ostróda będzie pękać w szwach, a tu jak ktoś nie ma rodziny – nie trafi. Można kontrargumentować: „Ale są inne wypożyczalnie…”. Owszem, nawet blisko, bo przy skwerku Żeromskiego (żywo-martwy przykład parku – żywego trupa) i tam trafili. Chociaż stamtąd już wyspa niepotrzebnie odległa. Pech jednak chciał, że klątwa rzucona wcześniej dobiła im i ten punkt programu.

Do wzięcia były nie normalne, szybkie rowery, że pedałujesz i się przemieszczasz, a ich wydziwiona wersja. Takie w kształcie łabędzia. Jest to odpowiednik różowego roweru na trzech kółkach, gdy potrzebujesz solidnego górala z szerokimi oponami na wyścig MTB po leśnych bagnach. Słowem środek do stania w miejscu i podziwiania okolicy. A dlatego były do wzięcia, że kilka normalnych w pierwszej kolejności zostało wypożyczonych! Łabędziami opłynięcie wyspy zajmuje dobę. Nie dziwicie się więc pewnie w tej chwili, że nasi bohaterowie podziękowali za ofertę i wrócili podziwiać miejską patelnię. Asfalt aż się topił, mury buchały gorącem – to mają u siebie. Tu zostali zwabieni obietnicą, że powąchają trzciny najdłuższego jeziora w Polsce. Obietnicą wyprawy dwoma rowerami wodnymi w urocze zatoczki wyspy, wypatrywać dumnego ptactwa!

I wszystko zredukowało się do niewykonalnego, bo lato dwa optymalne, topograficznie punkty zaskoczyło. Przygotowanie sprzętu na pierwszą szpicę lipca okazało się Himalajami niemożności. No trudno, może w październiku sobie odbiją. W tym temacie napiszę jeszcze, że funkcjonuje wypożyczalnia na Małym Jezioraku, też więcej łabędzi niż standardu, ale są tego amatorzy. W końcu maja można już było z tego korzystać i za to ciepłe słowa: jest słońce, temperatura bywa, zawsze ktoś przyjdzie. A rowery nie borsuki – jeść nie chcą. Mnie osobiście Mały Jeziorak nie odpowiada, brzydki tam widok na Gajerek, zero obcowania z czystą naturą. Cywilizacja miast zniknąć – ze wszech miar napiera: samochody, spacerowicze, rowerzyści, pociągi elektryczne. Mały Jeziorak jest ładny, jak od Mickiewicza zerkasz na „czerwony” kościół, amfiteatr, galerię, vis a vis to taki Zgierz – doprawdy nic wielkiego.

Jako swoiste resume tej części wyjawię, iż wciąż mi się zdaje, że turystycznie Iława nie ma ikry, że coś z nią jest nie tak. Nie wiem co, to niełatwy do zdiagnozowania defekt, jednak wrośnięty w tę ziemię od lat. Bliźniaczy temu, jaki znalazłem w jednym z miejskich portali internetowych. Na otwarciu tej strony otóż od początku lutego „wisi” anons: „Nowa stacja paliw w Iławie!”. Mamy lipiec, a ci tę stację paliw ciągle pchają jako jedną z głównych wiadomości! Też coś z tą stroną jest nie tak, nigdy wcześniej nie spotkałem się z newsem krzyczanym przez pięć miesięcy na żółtym pasku, że np. Niemcy zostali mistrzami świata w nogę. Absurdalne, prawda? No absurdalne, do bólu, jak nieprzygotowanie rowerów wodnych na lipiec i co z tym zrobisz?

* * *

Nic, iławskie przekleństwo – jakiś kolaż niemocy ze śmiesznością – zaatakowało i realia, i sieć. Ba, nie oparł mu się także śmieć! Ciągle słyszę narzekania na te kontenery do segregowania, którymi uracza się osiedla. Pisałem kiedyś, żeby nie śmiecić wokół nich, bo nieładnie, ale dziś przyznaję – to poza zasięgiem! Sam śmiecę i będę śmiecił – by się nie zranić czy wykrwawić! Wolę siebie w brudnym mieście niż w urnie! Projektant tych niefunkcjonalnych, plastikowych dzwonów powinien pojechać na cztery miesiące do ruskich łagrów, by otrzeźwiał. Kształty są, jakie są, mogą być słonie czy świnki-skarbonki, ale w każdym zasobniku liczy się wlot. Taki jak w śwince-skarbonce na monety, a nie ziarnka grochu. I tu projektant ukazał nam boleśnie braki we własnej inteligencji, bo wrzucisz tam tylko to, co przyjmie otwór, mimo że oficjalnie czeka się np. na wszelakie szkło bezbarwne.

Tę część podpieram zdjęciem, spójrzcie! Projektant może z własnego doświadczenia życiowego szkło bezbarwne kojarzy z butelkami, wyłącznie. Więc co wykroił? Wykroił „koło wrzutne” o średnicy dna butelki szampana! Przecież to i każda wódka wejdzie – może myślał – i denaturat, nie mówiąc o butelkach po wodzie kolońskiej. A powiedzcie, jak tam wrzucić pękniętą półkę lodówki, szybę, obitą misę kryształową czy stare akwarium? Ma ktoś pomysł? Nikt nie ma, bo to niemożliwe. Raz więc, po cholerę ten chichot historii stawiać, dwa – kto podobne zamówienie przyklepał i je terminowo opłacił? To sprawa niezwiązana z iławskim ratuszem, ale zerknijcie, co za kraj, z jakim barachłem musimy się na co dzień spotykać i siłować? Dość, że ja po pierwszym rzucie oka na taki bubel spytałbym oferenta, czy ma ukrytą kamerę i reprezentuje jakiś kabaret? Jeżeli bowiem nie, to można go zakładać na bazie jego dzieła, jest nawet nazwa – „butelka”!

Chociaż nie, popisał się i w kwestii pozaalkoholowej! Na niebieskim kontenerze widnieje napis „papier”. „Papier” zaś to dla naszego wirtuoza wyobraźni prasa. Otwór już nie okrągły a zauważcie – wąski prostokąt. Faktycznie, każda prasa zostaje automatycznie przyjęta i na tym z grubsza koniec izby przyjęć. Raz kupiłem buty, lecę z kartonem – nie wejdzie! Marzenie ściętej głowy i doszytego palca! Soki owocowe dwulitrowe – jak ćwiczysz na siłowni i dobrze popchasz, po 5-10 minutach gdzieś przerzucisz przez zieloną granicę. Spocony wracasz do domu, ale z jaką satysfakcją! Za to karton po dużej pizzy przegrywa na całej linii! Taką właśnie zamówiłem i kulturalnie idę o północy segregować odpad – a gdzież! Każdy przytomny winien się meldować tam z nożem i spokojnie karton pokroić – oto nauka pobrana. Wtedy wygrałeś, krzty potu, a ile radości, że wygrałeś z losem! A weźcie kartony po odkurzaczach, telewizorach, meblach – wszystko dziś w nich kupujemy.

W środku ta żółta cela więzienna na plastik – znów butelkooczekująca. Mam plastikową, gustowną szufladę z IKEI – duża… Są misy plastikowe, zabawki, skrzynki owocowe, dlaczego kolejny pojemnik nie przyjmuje artykułów, o które dzwoni? Do tego głośno, bo idą kampanie reklamowe nie tyle zachęcające, co obligujące nas do sortowania śmieci. Dzięki ich skutecznemu odzyskowi Ziemia pono zdrowieje. W żadnym normalnym kraju, gdzie choć co trzecia osoba myśli, nie wpuszczono by w użytkowanie podobnej tandety, bo to jak samochód bez reflektorów. W Polsce puszczono bez mrugnięcia okiem, może nawet ksiądz dostał swoją działkę za poświęcenie pierwszej transzy. Nie takie pokazy zwierząt tu oglądano!

Mając szczątkową choć wiedzę o każdym rodzaju odpadu, winno się zrobić zaledwie jedno: zaprojektować pojemniki uchylne – koniec. Na takich fundamentach stoją kraje szanowane przez swoich obywateli, po prostu wszystko gra i jest bezawaryjne. Nie ma szarpania się z codziennością, złorzeczenia, pukania w głowę – ludzie mają czas pożyć. Hemingway kiedyś powiedział, że denerwowanie się to rujnowanie własnego organizmu z powodu głupoty innych. Dlatego piszę to humorystycznie, chociaż bardziej „z sarkazmem” jest tu na miejscu.

* * *

By zakończyć już bez zbędnego balastu znoszenia katusze, powiem wam, że nie dałem się zaskoczyć lecie w lipcu, chociaż nie wypożyczam nawet majtek na plażę. Są ludzie w gorąc chroniący się w domach i są uciekający na potęgę z tych domów. Ja należę do tych drugich.

Dotarłem w ramach promocji witaminy D (słońce nas nią aktualnie rozpieszcza) do Siemian. Tak mnie w pewnej chwili zakręciło, że wyjechałem z lasu wprost na jezioro Urowiec, skąd już bezpiecznie dobiłem na mineralną do wsi. A tam ta wieża widokowa! Niby jeszcze „wstęp wzbroniony”, a wszyscy wchodzą i taka pełna, że grozi przechyłem. Schody strome, grzeją mięśnie w kolanach – nie ma żartów! Na jej szczycie zaś widok, jakiego się nie spodziewacie. Jeśli nie leciał ktoś po okolicy samolotem – pejzaż jak z raju z Jezusem Chrystusem w tle! Perspektywa nie może być piękniejsza, nigdzie – może być równie piękna! Artyzm krajobrazu osiągnięty ma zenit! Przeciwnie niż w przypadku Iławy turyści pieli z zachwytu, pstrykały aparaty, telefony komórkowe łapały moment, paleta barw od chmur po jezioro i plażę wręcz oszałamiała!

Takich kilka desek, a jaką różnicę robi! Każde miasto stoi tu na straconej pozycji: podziwianie dachów i kominów nijak się ma i będzie mieć do kanionu Kolorado. Chyba że miasto pisze się „New York”, ale Iława, zdaje się, tak nie ma na wjeździe. Są wieże obserwacyjne jak w Szwalewie – widać stamtąd hektary zalesień. Pożar, gdy wybuchnie, straż pożarna od razu dostaje precyzyjną informację, które kwartały płoną. One też wysokie, ale to nie to. Wyglądałem z takiej i do wzmiankowanej się nie umywa. Klątwy w Siemianach jak w Iławie nie czuć. Wieś tętni życiem, a gdy za godzinę, o 20 osiągnąłem ulicę Sienkiewicza i dalej – dojmująco pusto. Bo w Iławie jest gdzie chodzić, ale nie ma dokąd pójść i ten brak Krupówek może i czyni z człowieka statystycznego domatora. Co to i lipcem cieszy się przez parapet. I z klątwami!

LESZEK OLSZEWSKI





Oto pojemniki na papier i szkło bezbarwne,
jakie oferuje Iława. Szczyt absurdu:
pierwszy przerasta już karton do pizzy
(jak wepchnąć ten po telewizorze?),
do drugiego chociażby szybę trzeba osobiście potłuc
i w kawałkach ją wrzucić.
Normalnie zakup 710-lecia Iławy! Z miejskiej kasy…



  2015-07-08  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
129974111


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.