Logo Kurier Iławski

Wejście
Pierwsza strona
INFORMACJE
OPINIE
Zdrowie i uroda
Wyszukiwarka
CENNIK MODUŁOWY
Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe
FORUM

OPINIE
Internetowy dział OPINII tymczasowo zawieszony
Gonzalez: Dumne cztery pokoje burmistrza (oklaski)
Dąbrowski: Dekalog dla wyspy Wielka Żuława
Olszewski: Sezon na grzyby
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Więcej...

OPINIE

2012-01-25

Olszewski: Życia różnie normalne


Mam chyba dobrze rozłożone czujki, bo zachwycam się rzeczami wartościowymi, nie zaś wymaganymi. Stąd m.in. mój tekst sprzed tygodnia, gdzie rozprawiłem się z patriotyzmem, którego się wymaga na ślepo, oferując w zamian życie w polskim piekiełku, tj. biedzie, na zaśmieconych ulicach, w tanich blokach, bez perspektyw, ze spuszczoną głową, w pełnej gotowości do przyjęcia kolejnych kopniaków w tyłek ilekroć np. pracodawca o tym zamarzy. Tak żyją miliony ludzi. Znam sytuację zatrudnionych w marketach czy na zmianach, tych neo-obozach pracy, które za finansowe ochłapy przepuszczą cię przez wyżymaczkę, że często urazy (chociażby kręgosłupa) zostają ci do końca życia.


Oglądam właśnie tenisowy Australian Open. Oprócz meczów jest tam wiele przebitek na Melbourne, ludzi idących zasiąść na widowni. Nawet moja koleżanka z Iławy, która uciekła stąd kilka lat temu do Australii, zamieściła w internecie zdjęcie, jak na trybunach kibicuje deblowi Radwańska-Hantuchova. Właśnie ona przypomniała mi o prastarym podziale krajów na kuli ziemskiej na te, do których się ucieka i te, z których się wieje. Polska niestety, w przeciwieństwie do Niemiec, USA czy Francji, należy do drugiego koszyka (razem choćby z państwami Afryki, Kubą, Ukrainą, Albanią itp.). Koleżanka ta w Iławie miała perspektywy jak każda młoda osoba, słowem żadne. Dała się więc skusić namowom koleżanki, osiadłej już w Australii, nazbierała na bilet i tyle jej było.

Aktualnie wynajmuje (pospołu z dwiema dziewczynami) duże mieszkanie w Sydney i tam pracuje jako kelnerka – tak to wygląda. Nie powiem, tęskni, nie tyle za Polską, co Iławą. Jednak po latach upokorzeń znad Wisły i Jezioraka nareszcie czuje, że żyje. Ma pieniądze (tak – za pracę kelnerki!), podróżuje, fotografuje. Do Melbourne na tenis stać ją było wsiąść w samolot, dolecieć 900 km, wynająć hotel na dwie noce i w niedzielne popołudnie wrócić do Sydney, bo nazajutrz praca! Każde zajęcie otóż w kraju z pierwszego koszyka popłaca. Sprzątaczki stać na nieoszczędzanie na sobie. Francuski robotnik z fabryki jak trzeba, jedzie za swoją drużyną na mecz pucharowy do Portugalii czy Włoch – to zaledwie normalne, godne życie. Tu stan nieobecny, nie trzeba tego udowadniać.

Tu się nie czuje, że się żyje, tu się czuje, że się wegetuje – żaden Holender czy Skandynaw nie zna tego stanu niepokoju bytowego. Do tego kraje bogate są po prostu ładne, zadbane, miło się tam zerka na mijane zaułki czy kolejne okolice. Polska w tym kontekście to koszmar: gdzie się nie ruszyć, mieściny/dziury lub obskurne wioski. Tu – szczęśliwie Iława to wyjątek – nie wiem, jakim cudem tak jest, ale jest. Mam rodzinę w Białymstoku, dojechać tam przez te Mławy, Lidzbarki, Przasnysze, Różany – upiory jak z podwórzy Dostojewskiego. Śląsk – katastrofa, Siedlce, Radom, Łomża to samo – umieralnie. Łódź – dramat, a Elbląg z Gdańskiem jakie brzydkie – pełno tam ulic Jasielskich, pogorszonych wręcz!

Polacy może się z tym obyli, ale pamiętam, jak kilka lat temu Glasgow Rangers grało mecz pucharowy z Amicą Wronki. Czytałem, że po zobaczeniu Poznania i traktu na Wronki pytali gospodarzy, czy cała Polska to równie przykre wizualia. Nie mieściło im się w głowach, że można życie pędzić w tak paskudnych miejscach. Fakty są suche, każdy ma prawo do swoich wniosków. Powiem wam, że ta bieda razi nawet na ulicach i tu absolutnie nie są winni ludzie. Ja np. lubię eleganckie stroje, dobrze ubranych ludzi, czystych, pachnących, słowem odpowiednio uzbrojonych dla cudzych oczu. W Warszawie się takich wcale często widuje, meneli też, ale i również polską klasę średnią w całkiem pokaźnej ilości.

W Iławie zaś mamy do czynienia z jednym wielkim niedostatkiem gotówki. Nie przywiązuje się więc żadnej wagi do wyglądu – zima to nastoletnia kurtka, wiosna – też jakaś odwieczna narzuta, do tego spodnie od garnituru, byle buty, coś na głowę i idę na miasto. Wielbiciel piękna w Polsce niewiele otrzyma, by nasycić swój głód. Stąd osobiście upajam się corocznie wybuchem wiosny z latem – te drzewa, lasy, woda! Ulice Iławy to jednak strofujący powrót do codzienności á la Pologne. Ktoś mówił, że ubóstwia Francję, bo tam starsze panie nawet w małych miasteczkach ubierają się jak z żurnala mód – kapelusik, gustowna sukienka, pończoszki, jedwabna chusta na szyję, torebka pod kolor. W LO uwielbiałem od tej strony swoją wychowawczynię – prof. Annę Kwiatkowską. Po tym, jak się ubierała, od razu było widać, że to babka z klasą, żaden element jej kreacji nie był przypadkowy.

Sam mam zresztą jakiś aksjomat wewnętrzny, że nigdy nie pójdę w dresie do sklepu. Czuję się nijaki, nagi prawie. Dres jest dobry na bieg, rower, spacer po lesie, ale „między ludzi” jakiś niepisany obowiązek każe mi się może nie tyle odstroić, co tak przyodziać, by się dobrze czuć w swoim ciele. Nie ma to nic wspólnego ze słynnym „co ludzie powiedzą”, bo to akurat mnie nie interesuje, ale nawet Ratzingera jakby przebrać w dresy, wyglądałby jak śmieszny dziadek, a nie papież – tu się nikt nie obroni. Kończę zatem te różne, ale jednak z jednej miski dwutygodniowe rozważania chłodną konstatacją – żaden tu wielki kraj, III liga wręcz światowa. Albania ma swoją Matkę Teresę, Polska Wojtyłę, Macedonia Aleksandra Wielkiego. Każdy kogoś ma, ale często na tym koniec, bo czego szukać w Macedonii czy Albanii?

Na pewno nie dobrobytu, a bez tego szczęście z narodu umyka. Walka o przetrwanie to wszak zapomniana dziś w rozwiniętym świecie aktywność człowiecza. I tam naturalnie dochodzi do morderstw i grabieży, ale tkanka społeczna mieni się zdrową – ludzie są dla siebie mili, ustępujący, kultura bycia jest wręcz wyczuwalna i obowiązująca. Niemiec przegląd samochodu traktuje jak świętość, Polak przeglądu unika, bo koszta go porażają. Polak ma stres, kiedy Niemiec płaci i żąda. Włosi z Japończykami pływają statkami wycieczkowymi, psiocząc na kryzys. Polacy oglądają to w telewizji i musi to im wystarczyć! Ale są rocznice, które się obchodzi i apele pełne wzniosłych fraz. To widać buduje bardziej niż realne życie – możesz przymierać, ale bądź dumny z Chopina, wszak rodak-Polak. Pech tylko, że też stąd zwiał.

LESZEK OLSZEWSKI

  2012-01-25  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
132911993


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





Wejście | Pierwsza strona | INFORMACJE | OPINIE | Zdrowie i uroda | Wyszukiwarka | CENNIK MODUŁOWY | Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2021 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.