Logo Kurier Iławski

Wejście
Pierwsza strona
INFORMACJE
OPINIE
Zdrowie i uroda
Wyszukiwarka
CENNIK MODUŁOWY
Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe
FORUM

OPINIE
Internetowy dział OPINII tymczasowo zawieszony
Dumne cztery pokoje burmistrza (oklaski)
Dekalog dla wyspy Wielka Żuława
Sezon na grzyby
Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Pozostały tylko obietnice
Epidemia paradoksu
Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Nic się nie stało. Jedziemy!
Ciemność widzę!
Turystów może to nie irytować?
Śmieci nasze powszednie
Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Ulica księcia Surwabuno
Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Na młode wilki obława…
Serdeczny szwindelek
Więcej...

OPINIE

2016-09-07

Olszewski: Święty Antoni zgubę dogoni!


Ukradziono mi rower (2009 r.). Trochę z mojej własnej głupoty, ale nie do końca. W rowerze miałem blokadę, korzystałem z niej zawsze, no prawie zawsze – w 99% przypadków. Mieszkałem podówczas na wysokim parterze i raz podjechałem rowerem pod balkon – hyc przezeń ubrać cieplejszą bluzkę i się załatwić, minęło 60 sekund – puste miejsce, ktoś się połaszczył! Policja bezradna, ja wściekły, zamawiam kolejny za grube tysiące. Matka radzi wstrzymać się z inwestycją, modli się do św. Antoniego – pomaga w takich przypadkach...

Głupio mi ją wyśmiać, to przynajmniej racjonuje argumenty osoby niewierzącej: „Nigdy nie odnaleziono skradzionego roweru, nie kładź litanii do głowy, ma się to tak do realiów jak widelec do basenu – nic tu nie gra”.

Ale ona kolejny raz o tym Antonim i prosi o deklarację: jakby rower się znalazł, idziesz do kościoła świętemu podziękować. Chętnie przystaję na układ i za trzy dni złodziej dosłownie mija mnie w innym punkcie miasta, po północy. Gówniarz w kapturze. Gdy za nim biegnę, a jestem szybki, rzuca mój skarb i wieje, odzyskuję drogocenny klejnot zupełnie zszokowany! Kto naprowadził nas czasowo co do minuty? Antoni? W kościele byłem, w tylnym rzędzie, rzuciłem nawet nieźle na tacę, rower służy mi do dziś. To „Gary Fisher”, oryginał z USA, Gary Fisher wynalazł rowery górskie, w Iławie trzy osoby bodaj czymś podobnym się szczycą.

Złodziej, zakładam, nie wiedział, co mu wpadło w ręce, skoro podciągnął to dla miejskich wędrówek, a nie sprzedał. Gdyby nie drugi odcinek serialu, byłaby to dziś niezła anegdota, w sam raz na felieton wspominkowy: jak to dawniej życie nie przebiegało. Ale wpadłem znów w sidła zguby, też przez chwilę nieuwagi. Matka nie żyje, ale święty Antoni w głowach ludzkich obecny.

Trzypokoleniowy zanotowałem wypad na grzyby: babcia żony, jej matka i ja. Matka wpadła na tydzień z Torunia, zbliżał się koniec wizyty: jedziemy na grzyby! Czas znaleźliśmy późnym popołudniem, najpierw stałe miejsce na kanie, potem pod Siemiany na podgrzybki. Chciałem sobie to uwiecznić i wziąłem na drogę aparat. Świeży jak ciepła bułka, nabyty w lipcu za 800 zł, kompakt. Dla testu – jak łapie półmrok. Coś tam pstrykam, zjeżdżamy pod Siemiany, głęboki las, godzina w nim i zerkam na przegub – paska z aparatem brak!

Jezu, co się dzieje, przecież baczyłem nań w każdej minucie? Panicznie szukamy zguby w zapadających ciemnościach – na nic! A nazajutrz via Bydgoszcz, rankiem ruszamy do Torunia, dzień ucieknie. Leży gdzieś w mchu czy jagodach niczym igła w stogu siana. A ja tu mogę wrócić aż pojutrze – cholera jasna! Nastrój żałoby, koszyki z grzybami nie cieszą, wracamy o zmroku jak zbite psy.

Nagle nadzieję próbuje wlać babcia: „Możesz nie wierzyć, ale ja do św. Antoniego się zwrócę, to patron od znajdywania zgub”. Mówię, że wiem coś o tej legendarnej postaci i opisuję sytuację z matką i rowerem. „A widzisz – ciągnie babcia – on czyni cuda”. Sobota w tej Bydgoszczy i Toruniu mija mi na poharatanym układzie nerwowym. Niby jest wesoło, ale dusi mnie przemyśliwanie naważonego kryzysu – jak jutro pójdzie? Obudzę się i pojadę. Jest szansa, że wrócę do Iławy z aparatem? Jest i nie jest…

Sam sobie przyobiecuję: jeśli rzecz skończy się odnalezieniem, ponownie pojawiam się na mszy i ponownie kładę z 50 zł na tacę albo do skarbonki. „Wishful thinking” po angielsku, „myślenie życzeniowe”, zaklinanie jakżeż chcianego powodzenia.

W domu jestem z soboty na niedzielę o godz. 2, wstaję o 10:30, 11:40 ruszam, osiągam nasz wjazd 12:05. Skwar, lejące się słońce, jak przez cały dzień poprzedni – to gwarant, że aparatowi nie przydarzył się deszcz czy inny szok termiczny. Oczy w ściółkę i staram się nie dublować szlaku – patrzę na rzędy drzew. Zdaje się, że wracam innymi. Podłoże czasem pod gałęziami, to w krzaczastych uskokach – różnie.

Po godzinie łapie mnie zniechęcenie – nie uda się, straciłem sprzęt, nadaremnie łudziłem się sukcesem. Wpada mi w myślach dialog z Antonim: „Naprowadź mnie na dobrą ścieżkę – teraz, odwdzięczę się! Daj pozbyć się kaca, który trawi kilka osób od dwóch dni! Chcę być szybko w domu…”.

Odbyłem ten roboczy monolog i ruszam. Nie mijają cztery minuty i aparat staje mi dosłownie przed oczami! Leży kulturalnie koło podgryzionego przez kogoś podgrzybka i mówi: „Dzień dobry, jak było w Toruniu i Bydgoszczy?”. Euforia mnie taka wzięła, że ręce wyrzuciłem do góry, wykrzyknąłem jakieś hurra i odtańczyłem taniec bliżej niesprecyzowanej mniejszości etnicznej okazujący ukontentowanie z wypadków idących po jej myśli. Obdzwoniłem potem zainteresowanych z radosną nowiną: „Jest! Udało się! Mam go w samochodzie!”. Babcia spuentowała doniesienie: „To było pewne, św. Antoni bardzo pomaga. Dziś rano jeszcze się do niego modliłam”.

O Antonim myślę w drodze powrotnej. Drugi raz być może uratował mnie z tarapatów. Postanawiam „być może” wyciąć – na mur uratował!

Z rowerem dziwne spotkanie po północy, w tej chwili aparat leży mi na siedzeniu pasażera, a ja wciąż nie mogę się na niego napatrzeć! Co to za człowiek? Ponieważ nie lubię mieć anonimowych przyjaciół, zdobywam wiedzę o moim dobroczyńcy!

Zmarł w 1231 roku w wieku 36 lat. Był Portugalczykiem, chociaż do historii przeszedł jako Antoni Padewski, bo w Padwie i w ogóle we Włoszech jako franciszkanin zdobył beatlesowską wręcz sławę. Za elokwencję, wielką wiedzę, piękne kazania, złote serce. Do dziś w Italii jest dużo popularniejszy od Jezusa i Matki Bożej – tak twierdzą polscy księża. W Portugalii rocznica jego śmierci (13 czerwca) jest hucznie obchodzona w Lizbonie, gdzie się urodził. Nie nabijajmy się – nie dlatego, że tego dnia umarł i komuś ulżyło, a temu, iż to jedyna data dzienna z nim związana! Do tego po śmierci został świętym po 352 dniach, rekord w historii Kościoła! Ówczesny papież uległ woli wiernych.

Wikipedia mówi, że w Polsce cieszy się szczególnym kultem w ośmiu miastach, w tym w... Suszu! I tu może być kamień filozoficzny rozwiązany! Nadleśnictwo Susz trzyma łapę na lasach siemiańskich. Zaginiony rower zjeździł tymi lasami kosmos, aparat też w nich zginął! Nie wypadało świętemu nie zareagować, tym bardziej, że może mnie lubić, bo jako ateista jestem wzorowym chrześcijaninem: pomagam biednym, karmię zwierzaki etc. Więc pochylił się, za co dziękuję!

Czy jest to regułą? Lepiej nie sprawdzajcie, ale jak coś, wiecie, gdzie pukać!

LESZEK OLSZEWSKI





  2016-09-07  

Z komentarzami zapraszamy na forum
Wróć   Góra strony
92656160


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





Wejście | Pierwsza strona | INFORMACJE | OPINIE | Zdrowie i uroda | Wyszukiwarka | CENNIK MODUŁOWY | Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2022 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.