Logo Kurier Iławski

Wejście
Pierwsza strona
Zdrowie
CENNIK MODUŁOWY
Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe
Wyszukiwarka
FORUM

Opinie, felietony
Gonzalez: Dumne cztery pokoje burmistrza (oklaski)
Dąbrowski: Dekalog dla wyspy Wielka Żuława
Olszewski: Sezon na grzyby
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Więcej...

Opinie, felietony

2013-08-14

Olszewski: Siły wyższe i jazz w tle


Macie jakieś życzenia odnośnie pory własnej śmierci? Nie uwierzycie, ale Natura je spełnia, głupio jej chyba odmówić w tej sytuacji! Moja babka na długie lata zanim zeszła z tego padołu wyraziła życzenie, aby stało się to latem, bo nie będzie w zimnie spędzała pierwszych dni w ziemi i trach – zmarła 17 lipca! Potem dwóch moich profesorów z liceum skonstatowało kiedyś, że prawdziwy belfer nie „psuje” swoim zgonem roku szkolnego, a czyni to w wakacje i znów trach – jeden zmarł 26 sierpnia, drugi kilka lat później 7 lipca.


Dodam jeszcze do tego ojca, który wykombinował, że najlepszą porą na zgon jest przedwiośnie, bo pierwsze miesiące żałoby upłyną rodzinie w słońcu i cieple i ten przepłynął Styks 19 marca, kiedy jeszcze śnieżyło i faktycznie inaczej się przez to przechodziło w majowym czy sierpniowym zielono-pachnącym klimakterium.

Inni się nie wypowiadali tak wyraźnie, ale ta czwórka „oznaczyła” mi uszy w swoim czasie i każdemu zaserwowano danie zgodne z życzeniami, więc jeżeli też kiełkuje wam jakiś „projekt zgonny” mówcie o nim na głos, bo zdaje się za nietakt uważa jakaś sprawcza siła wyższa robienie cyrków w tej materii. Chociaż z czymś jest poważna, bo i złośliwa też jest.

Nie macie może megapamięci, ale ja kilka lat temu wpadłem na tzw. „mind game” czyli z angielskiego „rozrywkę umysłową”, polegającą na tym, że każdego dnia pstrykałem jedną fotkę na dworze, by zobaczyć jak 1 stycznia zima się miewa, potem jak meandrami przechodzą miesiące w kwiecień-maj, następnie jak to wszystko się kurczy redukując się jesiennie itd. itd. Te „katalogi roczne” na komputerze mam do dziś, fajnie się wzerka choćby w rok 2002 czy pół dekady później.

Zdjęcia to genialna kotwica czasu minionego, archiwizujcie co się da – ja dzięki nim widzę jak w przeciągu pół roku zeszło mi z wagi 14 kg. Było to od września 2006 do kwietnia 2007, o czym nie miałem zielonego pojęcia, robiąc kolejne fotki na wypadach rowerowych, wizytach po Warszawach czy Pragach, peregrynacjach leśnych, meetingach towarzyskich... Ale wróćmy do tej złośliwości.

Otóż lata (miesiące wakacyjne) bywały różne – to truizm, niemniej jedną przedziwną prawidłowość, cholerne curiosum zauważyłem – sierpniowe, a jest nim ruchomy dość termin Złotej Tarki, fajnego festiwalu na którym nie bywam, z powodów takich, iż nie lubię siedzieć w miejscu jak kołek i słuchać muzyki. Jednak muzyczka tam w porządku – to nie disco polo czy ludowe przegwizdy, jeżeli ludzie mają się edukować w tej materii – jazz nowoorleański jest pożądanym wykładowcą, licencjonowanym!

I kiedyby otóż festiwal Złota Tarka nie zaistniał – lato się wyłącza! Bywały festiwalowe dni w wichurach i ulewach rwących dach starego amfiteatru, zawsze albo błyska albo wieje – odstręcza zatem. Nie ma edycji bez deszczu i gęstych chmur, teraz oczywiście też upały zeszły w czwartek, nagle horyzont ściemniał, a od piątku ruszyły ragtime”y i dixielandy!

Pan Bóg widać nie jest fanem muzyki powstałej dokładnie stu lat temu jakby nie było w dzielnicy prostytutek Storyville w Nowym Orleanie, bo stamtąd jazz wypełzł do miasta i potem na cały świat. To by wiele tłumaczyło, włącznie z huraganem, który zrównał miasto z ziemią kilka lat temu. Widać Panu Bogu z Nowym Orleanem nie po drodze, wzięcie więc Tarki na barki Iławy było być może przedwczesnym triumfem, za który meteorologicznie i kataklizmowo płacimy do dziś.

Oby tylko gniew boży na tym się wypalił, nie wiem czy wiecie, że matka i siostra Louisa Armstronga były nowoorleańskimi prostytutkami, a tu amfiteatr nazwano jego imieniem! Najpierw się czyta książki, gazety, bo potem idziesz na przyjęcie do Hitlera chwaląc żydowskich naukowców, co u gospodarza – jak możecie się domyślić – nie wywołuje euforii na twarzy.

Dla odmiany podczas lipcowego festiwalu szant pogoda jest w 100% gwarantowana, tam z kolei deszcz ustaje w przeddzień i na dwa dni słońce rozścieła swe bezkresne rewiry. Wyroki boskie są czytelne ale sami przyznajcie – niezrozumiałe, bo jako epilog dodajmy bezsprzeczny fakt, że do 1989 r. w dniu pochodów 1-go maja pogoda zawsze była nomen omen boska, po zdjęciu zaś manifestacji z ulic kraju ten sam dzień jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (boskiej ręki?) stał się przykry dla oka, podobnie jak dni Tarkowe.

Mamy przynajmniej z tego wszystkiego dowód przekonywający, że istnieje ktoś, kto na nas patrzy z góry (z dołu by nic nie widział) i ma w ręku prognozę pogody, do tego nie lubi jazzu, nie ma nic przeciwko szantom i komunistycznym pochodom. Nie wyjdzie z tego za nic Bóg zgodny z tym, co nam starają się wyłożyć w mózgach, to raczej postać, którą trzeba zgłębiać przez znaki, jakich nie szczędzi. Tylko jak widzicie 100% z nas ich doświadcza, a nie ma o tym pojęcia i na tym w skrócie polega tragedia ludzkości, szukającej do Boga pośredników, kiedy on osobiście się do nich zwraca może codziennie, może rzadziej ale jest to dialog dalekowidza ze ślepymi. Dobrze, że chociaż w kontekście tego miasta udało się uszeregować i wyjaśnić czytelnie to i tamto. Rezygnować zatem z Tarki od 2014 roku? To pójście na łatwiznę, meteory jeszcze na scenę i widownię nie lecą – nie ma histerii.

W sumie perturbacje zaczęły się po przemianowaniu Alei Pojednania na noszącą imię Jana Pawła II. Gryzie się ten Armstrong z Wojtyłą, nie chcą się pojednać, ale póki nie ma ofiar wśród osób trzecich nie panikujmy. Są parasole, płaszcze deszczowe – festiwal nad wodą to i woda z nieba – amen.

Jeszcze raz zważcie na potęgę aparatów fotograficznych, jutro mamy 93 lata od Cudu nad Wisłą, a już porządnie ten rok jest obfotografowany i nie przypomina nam historii z zajęcia Galii przez Cezara. Chopin załapał się nawet na zdjęcie w 1849 roku, miał 39 lat, a wyglądał na 65 – tak to raczkowało dekadami, w Polsce nawet ponad wiek. Zerknijcie jak mało mamy zdjęć rodzinnych z lat 50-tych, czy 60-tych, niektórzy nawet mniej niż Chopin, który z tym jednym na koncie wszedł do wieczności!

Lata 70-te w Iławie to dziura, tamto miasto stało, „patrzało” i nie ma po nim archiwaliów. Bóg i o to może się wkurzać, bo widać spędza tu po cichu sporo czasu!

LESZEK OLSZEWSKI

  2013-08-14  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
131026129


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





Wejście | Pierwsza strona | Zdrowie | CENNIK MODUŁOWY | Ogłoszenia drobne | Ogłoszenia modułowe | Wyszukiwarka | FORUM
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2021 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.