Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Gonzalez: Dziennik końca świata (3). Pielęgniarki na wojnie
Orlicz: Doczekalnia
Gonzalez: Dziennik końca świata (1). Kto przewidział?
Rochowicz: Wspomnienie dyrektora „mechanika” Józefa Zasuwy
Orlicz: Potrzeba nam męża stanu
Rochowicz: Wydolność fizyczna jako antidotum na wirusa
Olszewski: Wirus czy świrus?
Orlicz: Przygotujmy się na reset
Olszewski: Koronawirus kontra dżumy i cholery
Olszewski: Lepiej się nie przeziębiajcie teraz
Gonzalez: Kim był nowy patron Iławy, Maksymilian Grabowski
Dąbrowski: Wkrótce poznamy smak tranzytowego piekła
Gonzalez: Burmistrz już zrozumiał, na czym polega rządzenie?
Więcej...

opinie

2019-12-04

Olszewski: Samochód egzaminem dojrzałości?


Niezbadane są tory, gdzie czyhają potwory... Zdałem sobie ostatnio tak na chłodno sprawę, co umiem przedsięwziąć w swoim samochodzie? Żarówek zmienić – nie umiem, olej dolać – umiem, płyn do chłodnicy – od niedawna też. Kabli rozruchowych do akumulatora nie podłączę, bo się boję, że na skos i coś tam się spali (przed tym ostrzegają) – tyle to mam pod maską umiejętności.

Szczerze mówiąc, to nawet nie wiem, gdzie tam silnik i jakim cudem się ów uaktywnia... A zapytany raz, ile moja honda ma cylindrów, odpowiedziałem szczerze: „Słuchaj, a co to w ogóle cylindry? Nie wiem, ile ma, weź mi te cylindry wyjaśnij!”. Intelekt bardziej mi pracuje na książkach i obrazach niż w warsztacie – co zrobić?

To zrobić, że otoczyć się inteligentnymi doradcami z branży, bo takiego arcyamatora jak ja najłatwiej np. wydoić, utrzymując go w niewiedzy, choćby długimi miesiącami. Dwa lata temu miałem dziwną dla mnie sytuację z ogrzewaniem. Zawsze działało po 5 minutach, tu zaś zima, 20 minut i zimny nawiew! Potem zaś kontrolka pokazuje wysoką temperaturę silnika, gorąc aż bucha i takie dictum z półtora kwartału! Minęła zima, przestałem na to zwracać uwagę, aż w maju bulgotanie spod maski, cisza, bulgotanie, cisza – też zlekceważyłem.

I oto pod Gardzieniem samochód mi zgasł, dym się zrobił jak po wybraniu papieża, dzwonię do znajomego – co to? Płyn od chłodnicy się skończył, może dziurkę masz, wycieka, dojadę. Kupił płyn, wlał, odpalam – działa! Zatem do Iławy i do motoryzacyjnego nabyć tę ciecz, niech będzie w bagażniku, jakby co. Kazano mi przy okazji wziąć taki specyfik do klejenia ewentualnych dziur, o konsystencji granulowanego budyniu.

Robisz mix z poprzednikiem i masz dłuższy lub krótszy spokój! Moje spokoje to dwa-trzy tygodnie i znów kolejna transza do kupienia. Tych transz było z siedem! I nerwy – do czego to prowadzi? Aż w końcu spotykam na mieście Darka Woźnickiego, którego salon moto był mi za daleko położony i w luźnej rozmowie szkicuję swój problem. Jedno zdanie kończy zagadnienie: „Nie zaproponowano ci nowej chłodnicy, przecież to drobiazg, nie koszt? Normalne, że się zużyła, wymieniaj i zapomnisz o strapieniach. Szkoda pieniędzy na te wieczne dolewki”. W mojej głowie stawiałem na 1000 złotych wydatku, a to nędzne 130 – arcyamatora postanowiono nie informować… Dziś nawet kropla mi stamtąd nie ubyła, po półtora roku użytkowania. Oto siła kilku sylab z ust profesora na katedrze! Tak, bo katedr życiowych jest wiele, a auta użytkujemy wszyscy.

Miejcie, panienki za kółkiem (mojego kalibru), wokół siebie kogoś z pragmatyczną wiedzą, ja numer swojego powiernika skrzętnie hołubię w telefonie i znów przed zimą się przydał. Jestem już nie zerem w temacie obcych mi niczym rozrząd akumulatorów! Moją wadą jest, że lubię się ruszać cieleśnie, w Iławie wszędzie albo dojdę, albo dojadę rowerem, ekstremalne warunki tylko z tym drugim wyłączając. Posiadam termikę niedźwiedzia polarnego – im zimniej, tym lepiej i samochód na tym cierpi, bo czasami go lekceważę, a stoi pod balkonem, marźnie – nie udaje. Staram się dbać o to, by raz na dobę przejechać nim ze 4 km, ale czasem zapomnę. Darek zdradził mi przeto, co akumulator lubi i… nie jest to schabowy z kapustą! Otóż lubi on i ładuje się nieźle, gdy na drugim biegu osiągniemy moc 5000 obrotów na minutę, po czym pedał z gazu i auto zwalnia samoistnie, nie na luzie.

Wiedzieliście o tym jako o kontrataku na idące mrozy? To już wiecie. Pod górkę próbujcie – optymalne… Ale akumulator jak chłodnica – lubi zdechnąć i robi to etapowo. Mój ostatni kupiłem, nie wiem gdzie i kiedy, 2015 tak myślę – i sobie jeździł i się cieszył. Dwa tygodnie temu jadę do Gdańska, noce po 8 stopni, kluczyk w stacyjkę 10:00 – pyk, pyk i… pyk – nic! Nie dodałem, że jadę do Gdańska pociągiem, chciałem podskoczyć jedynie na dworcowy parking, a 48 godzin hondy nie zaprzęgałem w bój. Szybko taxi, powrót 21:30, proszę zwrotnego taksówkarza o rozruch kablami. Te mam od zeszłego roku, kiedy czterokrotnie mnie wskrzeszano. Gość rezolutny mówi mi tak: „To nie pora na takie cyrki, chyba trupa pan posiada”. Odpalił, kazał się przejechać, podziękowałem. Rano wsiadam ponownie i ledwo co odjeżdżam – on (akumulator) łaskę robi! Kolejna chłodnica się szykuje, łapię telefon, słucham zaleceń.

Te nie są trywialne: sprawdź go u elektryka, potem porozmawiamy dalej. Elektryk, musicie wiedzieć, ma sprzęt oparty na rzędzie lampek od 1 do 15, nowy akumulator ma 15, w miarę taki 9, mój miał…1! Podziękowałem, dzwonię ponownie – dictum: „Musi być nowy, ale nie pierwszy lepszy, kilkadziesiąt złotych więcej, a złapiesz spokój, nawet gdy Celsjusz zejdzie do dwudziestki. Spokój jest chyba najważniejszy, prawda?”. Pewnie, że prawda, dostaję adres zupełnie sobie nieznany, tam nabędę Herkulesa, nie boksera wagi lekkiej. Jakieś chłopaki zamontowali, pokazali wykres zalet nad standardowymi bateriami, robi się jak w Anglii – firma z branży poleca inną z branży. Ów Wersal mnie ujął, sam bym się nie pokapował w takich niuansach za chińskiego boga i bułgarską carycę na sefardyjskim tronie!

Walczę w ogóle ze swą mentalnością, bo cierpię na tzw. prokrastynację, tj. odwlekanie i czekanie ze wszystkim na ostatni moment. Nie wiem, gdzie to się zalęgło, ale musi się, cholera odlęgnąć! Najczęściej bowiem występują nieodrodne symptomy, że coś się po prostu sypie, sypnie, to wolę czekać na kiedyś tam „Hitler kaput” niż w dzisiejszy, przyjemny dzień zainteresować się jakimś tam „bzdetem”, parą spod maski. Uzupełniam bak i luz życia, a to wszak skutek rozkwitającego już jakiegoś kryzysu, nie sielanka dla zwolenników efektów specjalnych! Ze ścięgnem Achillesa, zanim je zerwałem, chodziłem kulejąc dzień w dzień trzy miesiące, bo przejdzie. Epopeja dzisiejsza obejmuje wiele miesięcy zaprzeczania faktom, dezynwoltury, a koniec jest zawsze taki sam – zerwanie Achillesa!

Niektórzy znajomi to skarb, człowiek karmi się ich obeznaniem, nie kołowaniem, merytorycznością, której w czasach pożerania klienteli trudno szukać. Na szczęście są tacy ludzie, ale to połowa szczęścia.

Drugą połówką jest stara jak biblijny Adam (który żył ponoć 930 lat) maksyma: „Lepiej zapobiegać niż leczyć”. To jak zrozumiem – wydam przyjęcie, na razie jestem w fazie czytania tego w tej chwili. Bądźcie inni, ja dojdę!

LESZEK OLSZEWSKI





  2019-12-04  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
129469227


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.