Logo Kurier Iławski

Wejście
Pierwsza strona
INFORMACJE
OPINIE
Zdrowie i uroda
Wyszukiwarka
CENNIK MODUŁOWY
Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe
FORUM

OPINIE
Internetowy dział OPINII tymczasowo zawieszony
Dumne cztery pokoje burmistrza (oklaski)
Dekalog dla wyspy Wielka Żuława
Sezon na grzyby
Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Pozostały tylko obietnice
Epidemia paradoksu
Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Nic się nie stało. Jedziemy!
Ciemność widzę!
Turystów może to nie irytować?
Śmieci nasze powszednie
Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Ulica księcia Surwabuno
Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Na młode wilki obława…
Serdeczny szwindelek
Więcej...

OPINIE

2018-07-25

Olszewski: Co siedzi w głowach śmieciarzy?


Obiegło świat następnego dnia po meczu piłkarskim Japonia-Polska takie zdjęcie szatni Japończyków: szatnia dosłownie wylizana. Bez kubków, puszek, papierów, brudu – to się nazywa zostawić po sobie porządek. I wieczne wspomnienie. Słynni stali się też kibice z Senegalu, zbierający po każdym meczu swoje okruchy z siedzeń i sektorów – przecież to ABC cywilizowanego człowieka, niezależnie od koloru skóry. Wzniosłe te przykłady to niestety „zewnętrze”, te mandaty w Singapurze za rzucenie gumy na chodnik… – i bez nich nikt by nie rzucił.

Dlatego „obcy” w Polsce dostrzegają przede wszystkim „zasyf” – śmiecenie w lasach, między blokami, malowanie sprayami ścian – ohyda. Dla jakiegoś debilnego „Jeziorak rules” „Ziutek K. konfident”, itp. Jaskiniowcy gdzieś żyją i mają się świetnie – patrzy Skandynaw, Koreańczyk (z północy też!), Belg. Obywatel w swoim kraju wyuczony na istotę tu i tam ukształtowaną/otrzaskaną, nie bydło wymachujące transparentami i flagami mu miarodajnymi. Ale oczywiście wśród nas też są Skandynawowie, Kanadyjczycy, Niemcy. Poczuwające się rzesze do sprzątania brzegów Jezioraka, Iławki, alejek – weźmy z lokalnego podwórka. Słynne wiosenne akcje, kończone ogniskami, gromadzą awangardę myślących, chcących innego „Made in Poland”. Ale ba: bezzębni w swetrach to wciąż siła ukryta i zawsze zdążą workami „okrasić” las czy oponami pola – Polanie…

Mam wiwisekcję polonośmiecizmu okrągłoroczną. Mieszkam w ciekawym miejscu lokalno-patriotycznym. Tj. mam balkon na miłą ławkę, samotną, do zasiedzenia. Położoną naprzeciw sklepu całodobowego, ze zdroworozsądkową dawką wódki i innych alkoholi w menu. Na ławce chce się spocząć, podyskutować, popiwszy. Nie narzeka ona zwłaszcza w weekendy na luzy: to młodsi, to starsi weseli hulajdusze okupują jej terrarium. Całe szczęście śpię w pokoju naprzeciwległym, dwie ściany spokoju dalej. Zaś moi sąsiedzi nie, ławkę mają w uszach, porankach, zaspaniach. Doświadcza się tam nagminnego imprezowania, dyskusji, toastów, euforii. Pijaństwo – jak wiecie – to takie mniej więcej wywyższenia. Czasem ktoś na krańcu nerwu zadzwoni po policję, czasem poduszką zakryje uszy – radzi się sobie według możliwości. Lecz nie jest normalnie. Wysiadamy z tego „euforyzmu”, raz ten, raz ten.

Najpaskudniejsze jednak spotyka nas przedpołudniami, gdy wychodzimy pożyć – to swoiste trupy ich wesel. Bez szerszego opisu ostatnio to trzy rosyjskie szampany, trzy korki, druty, kilka butelek po piwie za ławką. N-ta hołota przeszła i pozostawiła, jakiż inny komentarz? Ponieważ to razi, swoim sumptem sprzątamy, pozbywamy się tego z wiwisekcji, wszak samo się nie posprząta, nie zniknie… Analizujemy potem w krótkich rozmowach: „Co za prymityw, dno”, itp., ale nie mamy złudzeń – żyjemy wespół z cholernym motłochem. Wstyd za niego, ale żyjemy, pomagajmy więc sobie w trudzie, wylizujmy posesje – dla nas. Syf źle wpływa na całokształt wrażeń widokowych… Dywagujemy: nie da się ich przenigdy zlikwidować, ich zachowań, skali zapuszczenia? I tu dochodzimy do sedna aktualnego nadwiślaństwa – nie da!

Bo siedzi to w głowach: kombinowanie, zostawianie niezidentyfikowanego smrodu, moczu – jesteśmy bez winy, świadków nie będzie, więc ekskrementy na poręcze! Przejdzie bezkarnie – szukajcie igły w stogu siana! Prostactwo, a obok gdzieś inny człowiek klaruje: „Uczciwie, dla siebie i innych. Jestem czytelny w każdej chwili, nigdy krzty hańby, zmieszania”. To jest istota szczytnej samotności, na ile jesteśmy godni bycia kimś z klasą – dla swoich oczu, swego samopoczucia. Dla swej skrytej, acz jasnej prywatności – takim zuchem do wglądu. Staram się zawsze nie zawodzić, pokoje hotelowe zwalniam, wydaje mi się, po japońsku, z jakimś miniprezentem dla pań sprzątaczek (czekolada, mała kawa). W galerii, kiedy jem bułkę, resztki wyzbieram ze stołu, czyszczę go. Rygor jest korzystny, uczy dyscypliny, kontroli, cieszy jego świadomość.

Może nie uwierzycie, ale krzepi ów złowrogi, kojarzony z Hitlerem niepotrzebnie – ordnung. Nawet nie mogę ścierpieć, gdy z okna postrzegę trawę z reklamówkami, opakowaniami – pęczniejące. Wychodzę, cicho zbieram, wyrzucam. Tyle że polskie bylejactwo wychodzi też z kontenerów na śmieci. Od 20 lat te same, zdezelowane, bez zawiasów, ciurkiem otwarte – zerknijcie. Przecież to kryminał! Pourywane drzwiczki, wewnątrz taka sala kinowa do zajrzenia plus fetor w gratisie. Żerują tam głodne ptaki i ja się im nie dziwię – wydziobują, co mogą, jest okazja, jest działanie! Codzienne, metodyczne. I tak poniedziałek-niedziela setki confetti na powietrze i dalej z wiatrem między ludzi! Śmietniki zamiast zjawisko sprasować, wręcz dokonują rozpryskiwania, cudownego rozmnożenia odpadów na obszarze np. hektara.

Kataklizm i stała cisza, wszak pojemniki postawiło się, wszystkie paragrafy wypełnione. Po co się czepiać pootwierania, że coś fruwa wokół, zawisa na gałęziach, zalega w formacie A4? Najgorsze, że gdzie indziej wszystko można, a tu nie, nic nie można. Bo to jak wyedukowanie wsiowego z winem w ręku, by nie rzucał petów – ludzkiej mocy nie starczy, pewna klęska. Kiedyś byłem w Teatrze Narodowym i przyjechał tam na „Noc listopadową” autobus „notabli” z Białegostoku. Wysłyszałem to w WC w antrakcie, gdzie pili wódkę siwi panowie o czerwonych policzkach i wydatnych brzuchach. Druga przerwa – zastałem „efekt” ich pobytu: plastikowe kubki w sedesie, papier toaletowy odwinięty z rolki dla hecy, nagryzmolone na ścianie markerem „Białystok” i data roczna. Akt wcześniej – ściana była nietknięta, beżowa, czysta.

I najsilniej uderzył mnie ich wiek: z głupoty się nie wyrasta! A bardziej ze szczeniactwa, takie grono pod krawatami, urzędnicy przypuszczam i sztubactwo rodem z patologii. Pewnie dobrze się bawili, wesoło było. No i mamy przewartościowanie pojęć, bo nie powinno być wesoło, powinno być przesmutno. Jeden sprawiedliwy jednak się nie znalazł. Liczę, że dzieci chociaż dobrze się wychowuje. Emigracja dużo daje, egzystowanie w kulturze wyższej, przynajmniej w kontekście kraju goszczącego, np. Anglii czy Norwegii. Bo z innymi imigrantami różnie pewnie bywa.

Szkoły też takich drobiazgów nie uczą od szczyla, wolą o świętych bajdurzyć i aniołkach, zaniechanie goni absurd. Ale nie takie skały kruszono, czekajmy na przełomy, niekoniecznie Missouri jak w filmie!

LESZEK OLSZEWSKI





  2018-07-25  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
133664025


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





Wejście | Pierwsza strona | INFORMACJE | OPINIE | Zdrowie i uroda | Wyszukiwarka | CENNIK MODUŁOWY | Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2022 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.