Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice jawności
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Gonzalez: Dziennik końca świata (3). Pielęgniarki na wojnie
Orlicz: Doczekalnia
Gonzalez: Dziennik końca świata (1). Kto przewidział?
Więcej...

opinie

2009-08-26

Numerologiczna diagnoza


W korytarzu panuje chorobliwy zaduch pozbawionej klimatyzacji atmosfery i gwar licznie przybyłej gawiedzi pacjentów, z której grona co rusz, niczym mantra, wynurza się pytanie: „A który ma pan-pani numerek? A to czy ja mogłabym w takim razie przed panem, bo wie pan, dzieci w samochodzie głodne zostawiłam”. Oto po raz kolejny znalazłem się w iławskim ośrodku zdrowia, oczekując na wizytę u lekarza specjalisty...


Tomek Orlicz


W poczekalni nie ma miejsca na skrupuły ni tym bardziej na kulturę. Niby wszystko jest jasno ustalone, niby powinno toczyć się rytmem numerkowych przydziałów. Tym bardziej, że do papierkowych numerków dołączone są dokładne godziny, według których ludziska powinni się zjawiać w ośrodku. Jak się jednak okazuje, w tej kwestii pozostajemy głęboko w tak zwanej zaszłej komunie polactwa. Ludzie stwarzają jedynie pozory startowania do drzwi w ustalonej kolejności, startując do specjalisty jak popadnie. Dosłownie!

Pierwszeństwo niezmiennie mają kobiety z niemowlętami, które to szkraby, nieustannie szarpane biedaczyska, dziwnym trafem nie zostały onego dnia nakarmione. W dalszej kolejności wykłócania się wejścia poza kolejnością są osoby z tak zwanym Pekaesem: „Bo ja, panie, pekaes mam za pół godziny, to muszę wejść tera” – rzecze ujmująco jedna z drugą. I nie bądźże człowieku świnią i najgorszym chamem i zlituj no się przecie! Owo kuriozum dosięga zenitu, gdy orientuję się, że za moimi plecami do specjalisty z trzecim świecącym okiem na czole ustawiła się druga, nieoficjalna kolejka – ta utworzona z „wpuszczanych poza kolejnością”. Myślicie, że taki kompromis jest ostateczny? Skądże znowu! Osoby z tej nieformalnie stworzonej kolejki licytują się wzajemnie, jakie to one są na bakier z czasem czy też z głodem trzymanej na rękach dzidzi, usiłując wejść „za wszelką cenę przed”. Myślę sobie, że chyba już nic nie jest w stanie przebić scenki rodem z czeskiego filmu, gdy nagle przybywają dwie osoby, które deformują sytuację do tego stopnia, że postanawiam się uszczypnąć. Osoby te – starsza pani i trzydziestoparoletni na oko dżentelmen – przybyły do „specjalisty”, aby ten raczył wystawić akt zgonu, o której to formalności dwie godzinki wcześniej... zapomniał?!

Nie sposób nie zauważyć, że organizacja publicznej służby zdrowia stoi czy wręcz leży pod psem. Zamiast posługiwać się jakimkolwiek programem komputerowym podczas procesu rejestracji pacjentowych petentów, spece recepcjoniści iławscy posługują się chyba numerologią rodem ze średniowiecza.

Jednak obok aspektu nieudolnej organizacji, „dzięki” której marnuje się publiczne pieniądze, występuje również tak zwany czynnik ludzki. Pojawił się jakiś czas temu wpis na forum Kuriera bardzo nieprzychylnie odnoszący się do specjalistów iławskiej placówki szpitalnej. Tak się składa, że znam tę sprawę z pierwszej ręki, a analogiczny przypadek, bodajże z tym samym panem doktorem w roli głównej, był opisywany na łamach gazety. Oto pacjentka, która – będąc chorą na nowotwór – tuż po przebytej operacji udała się późną nocą do iławskiej placówki. Doświadczyła tam bardzo niewybrednych komentarzy na temat stanu jej zdrowia, włącznie ze złośliwym, insynuacyjnym odsyłaniem jej w ramach wykonania niezbędnego zabiegu (ledwie zabiegu, aczkolwiek koniecznego w zaistniałej sytuacji) do szpitala w... Olsztynie! Mało tego.

Pacjentka ta była zmuszona tej samej nocy odwiedzić iławski szpital ponownie, doświadczając kolejnych tego typu insynuacji, włącznie z wytykaniem jej rzekomego natręctwa w kontekście nieodpłatnego funkcjonowania służby zdrowia. Jakoś nie był w stanie zrozumieć pan doktor, że publiczna służba zdrowia nie jest bytem stricte oderwanym od realiów rynku, że każdy pacjent w taki lub inny sposób zdążył opłacić z nawiązką jego profesję, że obowiązkiem lekarza dyżurnego, wynikającym chociażby z wiążącej go przysięgi, jest świadczyć pomoc osobom potrzebującym. Tymczasem pan ten stwierdzał co rusz – o zgrozo! – że nie ma zielonego pojęcia, co powinien uczynić... Nasuwa się zasadnicze pytanie: czy pan doktor, pełniąc dyżur, odwalał jedynie „godziwą”, bo popłatną fuszerkę? Czy aby był w stanie wypisać, jak się należy, chociażby akt zgonu?!

Nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć, czy postać dyżurującego wtedy lekarza, ledwie internisty, jest tą samą, naszkicowaną w przeszłości przez Kurier. Pragnę spoglądać na zagadnienie chamskich odzywek tego pana jako na ledwie precedens czarnej, niedouczonej owcy z kompleksami, gdyż zdaję sobie sprawę, że iławska placówka dysponuje naprawdę wartościowymi specjalistami, którzy wkładają maksimum serca w swoją profesję, o czym mogłem się przekonać ostatnimi czasy na własnej skórze, przeszedłszy dwa zabiegi operacyjne. Pozostaje jednak niesmak owej łyżki dziegciu, która jest w stanie zepsuć nawet najbardziej przychylną opinię o iławskim szpitalu.

Jeden z najznakomitszych transplantologów w Polsce, świętej pamięci profesor Zbigniew Religa, podczas ostatniego wywiadu przed śmiercią stwierdził, że przez całe swe życie zawodowe postępował w taki sposób, aby nikogo nie skrzywdzić, by nikt nie miał mu czegokolwiek za złe. Ten znamienity specjalista ubolewał, że podczas szkolenia kadr medycznych kładzie się w Polsce tak nikły nacisk na etykę. Cóż z tego, że lekarz może być specem w swojej dziedzinie, skoro w zetknięciu z pacjentem pozostaje chamem? Może się przecież tak zdarzyć, że taki człowiek, miast pomagać potrzebującym, czyni jedynie szkodę.

Zawód lekarza, jak chyba żaden z tak zwanej „grupy zaufania społecznego”, cieszy się (jeszcze) w naszym kraju „pełnią przychylności” pacjentów. Czasami po prostu jesteśmy zmuszeni udać się w podwoje medycznego gabinetu. I, jak kraj długi i szeroki, wszelkiej maści lekarze zdają sobie z tego sprawę. Gorzej, jeśli nadużywają swoich stanowisk postawą rodem z zamierzchłych czasów.

– Pani doktor – prosi nieśmiało pacjentka, która z dnia na dzień czuje, że opuszczają ją siły. – Czy mogłabym chociaż prosić o skierowanie na badanie krwi?

– A z jakiej to okazji?! – obrusza się pani doktor. – Przecież widzę, że pani jest zdrowa jak ryba!

Średniowiecze pełną gębą.

TOMEK ORLICZ

  2009-08-26  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
129978582


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.