Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
kogel-mogel
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Kurpiecki: SoundLake, czyli festiwal muzyki dawnej
Gontarz: Panoramiczne spojrzenie sąsiedzkie z boku na Iławę
Chaburski: Piękno na uboczu, czyli Zwiniarz
Kurpiecki: O tym, co finansujesz, jeżdżąc widlakiem
Reich: Jak już się tam urządzi w niebie, to może odpocznie
Olszewski: Wilczy Szaniec doinwestowany, aż ciarki suną
Olszewski: Lubawa ma silne karty w ręku
Olszewski: Bookcrossing, co to? Stymulator głowy!
Kurpiecki: Uwaga – natura!
Olszewski: Kontrola, rzecz święta, wyjmuj dokumenta!
Kurpiecki: Niepoprawne myśli z kraju kiszonego śledzia
Olszewski: Gwiazda Karen Edwards zachwycona regionem Iławy
Olszewski: Słynny pan Macyra i inni w branży
Rochowicz: Zwyczaje swawolne
Olszewski: Gorzkie żale odjeżdżajcie!
Rochowicz: Sport i wartości w życiu Karola Wojtyły
Gonzalez: Dawid Bobasek
Olszewski: Tysiąc kilometrów via Pendolino w dobę!
Gonzalez: Radni za handlem, ale przeciwko. Koniec Manhattanu
Gonzalez: Pamiętacie taką dyskotekę „Gallus” w Iławie?
Więcej...

opinie

2019-04-17

Monika Binek: Strajk, a co z jakością nauczania?


Martwi mnie trochę hipokryzja kolegów nauczycieli. Rozmawiam z nimi i słyszę, że nigdzie nie jest tak dobrze, jak w szkole, ale strajkują, bo nie chcą w środowisku wyjść na konfidentów. Szkoda tylko rodziców, maturzystów i gimnazjalistów, którym w ostatnich dniach pedagodzy pokazali „fucka” jakby w zemście za Chylińską sprzed lat.

Od ponad tygodnia z ciekawością obserwuję medialne starcie zwolenników i przeciwników strajku nauczycieli. Temat jest mi bliski, ponieważ sama jakiś czas temu wykonywałam ten zawód. Nauczyciele walczą o podwyżki, co zrozumiałe, bo potrzebują udowodnić sobie i innym, że lata spędzone na studiach choć trochę finansowo im się opłaciły.

Dyskusje na szczeblach ministerialnych mniej mnie zajmują, choć wiem, że decyzje, jakie tam zapadną, będą miały wpływ na dalszy rozwój zdarzeń. Zdecydowanie bardziej ciekawią mnie jednak przepychanki w lokalnych portalach społecznościowych, które aż kipią od wynurzeń, zaczepek i zgryźliwych komentarzy znawców tematu.

Sami zainteresowani kreują się na uciemiężonych przez system wojowników, którzy za psie grosze na co dzień podejmują się beznadziejnej misji wychowawczej. Tym bardziej trudnej, że młodzież teraz taka niewychowana, rodzice roszczeniowi, kartkówki same się nie sprawdzą, a dni wolnych w roku wcale nie ma tak dużo. Przeciwnicy strajku zwykle atakują, bo albo sami marzą o takich warunkach pracy, albo w pamięć zapadły im obrazy ze szkolnej ławy. Mnie osobiście, choć przecież jestem nauczycielem i powinnam wspierać swoich, to jednak trochę bliżej do tych drugich. Nie mogę pozbyć się bowiem przeświadczenia, że podwyżki, gdy już zostaną przyznane, niewiele zmienią w kwestii jakości nauczania, a tu z pewnością za dobrze nie jest.

Kiedy sama sięgam pamięcią do szkolnych czasów, na palcach jednej ręki policzyć mogę tych pedagogów, którzy naprawdę się starali. Może gdyby inni starali się bardziej, wybrałabym inne przedmioty na maturze, a potem inny kierunek studiów? Może... Jedno zapamiętałam na pewno – brak chęci i entuzjazmu, które my jako uczniowie wyczuwaliśmy od razu na pierwszej lekcji pierwszego dnia szkoły w klasie pierwszej. I tak męczyliśmy się z tym nauczycielem – Adasiem Miauczyńskim przez kolejne lata. Potem na koniec składkowy prezent za „trud” włożony w „nauczanie” i tyle. Dziś nawet nie wiem, jak nazywali się ci wszyscy bezbarwni, niezadowoleni, niespełnieni zawodowo Adasiowie.

Na studiach podjęłam decyzję, żeby zostać nauczycielem. Jak każdy na roku nawet przez chwilę nie zastanowiłam się wtedy, czy dam radę wyżyć ze swojej przyszłej nauczycielskiej pensji. Posadę w szkole dostałam dość szybko i tylko dlatego, że jedna z nauczycielek zaszła w ciążę, dając tym samym szansę chwilowego wniknięcia w ciasne nauczycielskie szeregi świeżo upieczonej absolwentce. Zastępstwo w szkole średniej za ciążę – dobre i to na początek. Po tym zastępstwie kolejne daleko, daleko na wsi, bo pani wzięła roczny urlop zdrowotny, a nie było wielu chętnych na jej miejsce – wiadomo dojazdy. Zastępstwa po zastępstwach oczywiście bez perspektyw na etat, bo młodzi nauczyciele to tylko najtańsze części zamienne dla chwilowo nieobecnych.

Tak minęło mi kilka semestrów w roli pedagoga. Przez ten czas w pokoju nauczycielskim spotkałam kolegów ze wspaniałym podejściem do pracy, ale też malkontentów – znów Adasiów Miauczyńskich, którzy nawet nie kryli, że do szkoły przychodzą za karę, leni, dla których lekcja polegała na przepytywaniu, nie nauczaniu, przekupki, które powinny raczej kłócić się na rynku niż zajmować miejsce wśród pedagogów, wreszcie poznałam polonistkę, które nie znała autora „Sklepów cynamonowych” i historyczkę, która (o zgrozo!) nie wiedziała, kiedy Polska odzyskała niepodległość. W kilku przypadkach zdecydowanie lepiej byłoby dla uczniów, gdyby ci, o których myślę, porzucili ten zawód! Wy, koledzy, którzy nie macie daru przekazywania wiedzy innym. Wy, których kompetencje są niestety niewystarczające. Wy, dla których szkoła to jedyny bezpieczny pomysł na życie. Wreszcie wy, którzy jesteście w tej szkole przez przypadek, dzięki dobrym znajomościom i wsparciu mamy, taty, męża – a jest was całkiem sporo, prawda?

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że naprawdę strajkujecie dla towarzystwa. W głębi duszy wiecie bowiem, że tak ciepłej posady, z opłaconym ubezpieczeniem i dodatkami, przy pozornym wykańczającym zdrowotnie zaangażowaniu własnym nigdzie nie znajdziecie. Czy naprawdę nie możecie odejść? Zróbcie miejsce tym, którym bardziej niż na podwyżkach zależy po prostu na pracy.

Zanim usłyszę zarzut, że nic nie wiem o tym ciężkim kawałku chleba, chciałam wyraźnie podkreślić, że mam za sobą godziny spędzone w szkole i w komisjach egzaminacyjnych, wywiadówki z rodzicami, tony sprawdzonych kartkówek, nadgodziny przy wypełnianiu papierków, wolontariaty przy przygotowywaniu akademii, rady pedagogiczne i przy tym dużo naprawdę przyjemnych wspomnień związanych z nauczaniem. Rzeczywistość szkolna nie jest mi obca, stąd pozwalam sobie na ten felieton.

Moja przygoda z pracą w zawodzie zakończyła się, gdy uświadomiłam sobie, że nie mam szans na etat. Zawsze będzie ktoś starszy, nie do ruszenia, bardziej wpływowy, lepiej znany komuś ważnemu i decyzyjnemu. Co roku podobny koszmar „braku godzin” i perspektyw na kolejny rok szkolny przeżywa wielu znajomych nauczycieli. Ta niepewność jest tak frustrująca, że część podobnie jak ja, honorowo zmienia „branżę”, tym samym wyrzucając do kosza kilka lat studiów i pieniądze w to zainwestowane.

Teraz jestem przedsiębiorcą. Brzmi fajnie? Płacę ZUS, podatki, daję prace innym, codziennie martwię się, jak utrzymać to, co stworzyłam. O urlopie nie marzę, bo żeby zarobić, naprawdę nie mogę sobie pozwolić na beztroskie wakacje bez telefonu przy uchu.

Strajk raczej też nie wchodzi w grę, tym bardziej ten dla towarzystwa. To byłby duży, choć zupełnie nieopłacalny komfort. Jeśli jednak znajdzie się choć jeden nauczyciel, który teraz dobrowolnie rzuci pracę, chętnie podzielę się wiedzą i doświadczeniem z zakresu przebranżawiania i porzucania ideałów. Myślę, że tu moje wykształcenie pedagogiczne wreszcie się przyda.

MONIKA BINEK
była dziennikarz „Kuriera”





  2019-04-17  

Wróć   Góra strony
125373023


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | kogel-mogel | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe
szukaj | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2019 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.