Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Olszewski: Brak tremy jest dobry, ale luz też!
Gonzalez: Fajerwerki i lasery zamiast karmy dla psów
Dąbrowski: Zatkana Iława w oczekiwaniu na obwodnicę
Gonzalez: Samorząd przeżarty rdzą
Orlicz: Moja znajoma Olga Tokarczuk
Olszewski: Cudze chwalicie, swego pierwej nie znacie!
Gonzalez: Iława zagłębiem kultury w... Warszawie
Olszewski: Mój chiński telefon
Olszewski: Odgrzebana notatka, a jaka paleta ludzi!
Gonzalez: Wybory 2019. Iława może zostać na lodzie
Gonzalez: Czy inni nie zasłużył w Iławie na pomnik?
Gonzalez: Wszystkie grzechy Krzysztofa Sadowskiego
Olszewski: Miasto w sosie własnym do przeglądu
Kurpiecki: SoundLake, czyli festiwal muzyki dawnej
Gontarz: Panoramiczne spojrzenie sąsiedzkie z boku na Iławę
Chaburski: Piękno na uboczu, czyli Zwiniarz
Kurpiecki: O tym, co finansujesz, jeżdżąc widlakiem
Reich: Jak już się tam urządzi w niebie, to może odpocznie
Olszewski: Wilczy Szaniec doinwestowany, aż ciarki suną
Olszewski: Lubawa ma silne karty w ręku
Więcej...

opinie

2012-04-04

Maguda: Płaca jak marzenie, a jaja po złotówce


Mało kto może powiedzieć, że istnieje zakład pracy jak marzenie. Ja znalazłam. W naszym mieście Iławie. Jeden z największych w powiecie. Firma jak sen! Wymarzone warunki pracy i płacy osobom w niej zatrudnionym mogłyby się jedynie przyśnić. Godziwe wynagrodzenie – jak bajka, bo od wielu lat pozostaje w sferze baśni. A podwyżka – jak kwiat paproci – zakwita tylko raz w roku. Oka długo nie pocieszy, bo blask daje słaby. Zmysłu powonienia też nie nasyci, gdyż pachnie zbyt krótko.


Wspomniany kwiat, o wartości 30 złotych brutto, może zakwitnie dla pracowników tego zakładu już w tym roku. Będzie co podziwiać. Tuż przed świętami Wielkiej Nocy żółty żonkil zapewne byłby wskazany, ale znając rychliwość zakładu, nie będzie niespodzianką, gdy zakwitnie jako czerwona gwiazda betlejemska dopiero w grudniu. I na jedne święta, i drugie taki prezent się przyda – informacja o przyznanej podwyżce pensji to bardzo ciekawy prezent – powiedziałby mniej wymagający od życia i zakładu pracownik.

Gdyby w jego portfelu zakwitł taki kwiateczek właśnie w tym momencie, mógłby wybrać się na przykład na targ. Przeznaczyć całą swoją podwyżkę na zakup jaj na święta. Starczyłoby może na 20 sztuk. Bo jaja po złotówce… Zabrałby je do domu i razem ze swoją piątką dzieci pomalowałby je na wszystkie kolory tęczy, by choć podczas świąt mieć trochę radości. A po świętach jaja przeznaczyłby na pastę. Przecież każdy grosz trzeba szanować i nie można pozwolić na to, by pożywienie się zmarnowało. Wszakże w sklepach drożyzna. Pewnie ci wyżej postawieni mogliby pocieszyć się dłużej.

Inna pani, gdyby swoją podwyżkę przeznaczyła na tego typu zakupy, chyba musiałaby przyjechać na rynek samochodem dostawczym, by wszystkie te jaja pomieścić i zostawić trochę miejsca na 10 litrów farby do zdobienia pisanek. Z malowaniem ich na pewno wyrobiłaby się do świąt – do świąt 1 i 3 maja. Bo przecież pomalować półtora tysiąca jaj to nie lada wyczyn.

Gdyby jednak jakimś cudem zdążyła do wielkanocnej niedzieli, mogłaby podzielić się ze swoimi współpracownikami własnoręcznie zdobionymi pisankami. Jak obyczaj stary każe – stuknąć się jajeczkiem i złożyć życzenia poprawy standardu życia. Znając realia, życzenia te można by między bajki włożyć i znów przenieść się w świat baśni. Wrócić do szarej rzeczywistości, do swojego biurka.

Co rano przed wejściem do budynku zakładu pocałować go w posady, a pracodawcę w stopy. Przecież pracy nigdzie nie ma. Lepszej na pewno nie. I nigdzie nie zarabia się więcej. I warunki socjalne wszędzie są takie same. I każdy pracodawca łaskę robi, że w ogóle daje zatrudnienie. W takim przeświadczeniu pracodawcy utrzymują swoich pracowników. Wtedy człowiek jest uległy i nie rozpycha się łokciami. Boi się cokolwiek powiedzieć, bo przecież może stracić swoją, jakże cenną, posadę, bo przecież taaaakie bezrobocie.

Nawet gdyby dany pracownik potrafił się czymś wykazać, to nie robi tego, ponieważ nie zamierza psuć sobie kontaktów z pracownikami na tym samym szczeblu, bo człowiek zazdrosny – nawet o zdolności intelektualne, nie wspominając już o wartościach rzeczowych – potrafi być okrutny. Nawet gdy dany człowiek, nie licząc na profity, lecz robiąc coś z własnej ambicji i dla własnej satysfakcji, zaangażuje się w dane działanie, to i tak skrzydła mu podetną. I z szybującego pod niebem orła zmieni się w co najwyżej szybko uciekającego strusia.

A więc po co się wystawiać na strzał? Lepiej trwać w tym odrętwieniu, jak w letargu, by uniknąć nieprzyjemności i szykanowania. I nie przejmować się. Włączyć tryb ekonomiczny o strukturze: praca – dom – praca – dom. Uznać, że życie zaczyna się po wyjściu z pracy. I przynajmniej raz w roku wziąć dwa tygodnie urlopu, by odpocząć od wariatów.

Ech, praca, praca… Mieć pracę – taką pracę – źle. Nie mieć pracy – też źle. Człowiek, który szuka zatrudnienia, nie łudzi się, że znajdzie zajęcie lżejsze niż sen. Ale żeby było aż tak tragicznie?!

Zaczynając od początku – czyli w momencie ubiegania się o wymarzoną posadę, gdy próbujemy dostać pracę, wszystko wygląda z pozoru normalnie... Aczkolwiek dziwią pytania zadawane podczas rozmowy kwalifikacyjnej, np. czy planuje pani wyjść za mąż lub/i mieć dzieci? Nie, nie planuję… Będę całe życie gotować tylko dla siebie, a czym są pieluchy, dowiem się z reklam…

Oczywiście, że będę mieć męża i dzieci! Będę gotować jak dla wojska, sprzątać, prać, prasować, uśmiechać się, dobrze wyglądać i dzieciory trzy razy w tygodniu na placu zabaw wypasać. Na pracę zawodową i nadgodziny także znajdę czas. I na dodatkowe zlecenia wieczorami. I na kawałek etatu w weekendy. A jak starczy czasu, to odwiedzę rodzinę i znajomych, bo wypada. A potem będę mogła zrobić coś dla siebie – i zrobię – padnę.

Potem nadchodzi szczęśliwy moment otrzymania własnego terytorium w pracy – zapewne jakiś metr kwadratowy powierzchni płaskiej, na której można sobie przycupnąć. Poznajemy współpracowników oraz swoje obowiązki. O ile zakres wykonywanych czynności możemy poznać dogłębnie, to z ludźmi czasami już nie jest tak łatwo. A prawdziwa twarz wychodzi z nich po latach. W końcu jak długo można nosić tonę make-upu, który zapewnia sztuczny uśmiech na twarzy.

Zawszę powtarzałam: szpachla, szpachla i jeszcze raz szpachla, ale na wredny charakter i cement budowlany nie pomoże. Chyba że w formie okładów. Owe okłady zaleca się nanosić na twarz z odległości 2 metrów. Mieszankę należy przygotować 12 godzin wcześniej.

Upierdliwy współpracownik to jeszcze pół biedy, cała bieda jest wtedy, gdy szef nie do końca wie, co w zasadzie powinien robić. Znam przypadek, gdy po dwóch latach dowodzenia dużą firmą szefostwo zapytało główną księgową: a w jaki sposób finansuje się działalność naszego zakładu? My jesteśmy jednostką publiczną i na nas płaci miasto, prawda?

Po dwóch latach wyprowadzono szefów z błędu, informując, że prowadzą jednostkę samofinansującą się… Więc skoro stołki grzeją ludzie z ulicy, to jak nasze zarobki mogą być adekwatne do potrzeb? Płaca jak marzenie? A jaja po złotówce…

JOANNA MAGUDA

OD REDAKCJI:
To pierwszy felieton Joanny Magudy. Czy Wam się podoba? Prosimy o opinie!


  2012-04-04  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
126425180


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2019 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.