Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice jawności
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Gonzalez: Dziennik końca świata (3). Pielęgniarki na wojnie
Orlicz: Doczekalnia
Gonzalez: Dziennik końca świata (1). Kto przewidział?
Więcej...

opinie

2006-01-25

Ludzie dla ludzi i zwierząt


Stare przysłowia mają to do siebie, że się sprawdzają albo nie, podobnie zresztą jak przysłowia z każdej innej strefy geograficznej. Mój felieton na temat Kauflandu reaktywował prawdę, że jak się uderzy w stół, nożyce lub siekiera niechybnie się odezwą.


Leszek Olszewski


Zdziwienie co rusz mnie ogarniało, gdy słuchałem, czytałem lub w inny sposób odbierałem kolejne słowa uznania, płynące z faktu, że zdecydowałem się poruszyć temat niecnych praktyk marketu. Obliczonych na celowe dezinformowanie ludzi co tam ile kosztuje lub też pozbawianie klienteli tego przywileju, bo wiele towarów po prostu cenami nie zdecydowano się zwieńczyć.

Przeżyłem niekłamaną konsternację, gdy w ten sposób uświadomiłem sobie rzeczywistą skalę zjawiska, bo – okazuje się – kontakt z procederem miał co drugi z nas, a po felietonie liczba osób sprawdzających coś tam w sklepowych czytnikach wzrosłą – moim zdaniem – co najmniej kilkukrotnie.

Bałagan zresztą trwa w sklepie w najlepsze, ostatnio przerosło kogoś na dziale zwierzęcym zasygnalizowanie po ile jest żwirek dla kotów, którego wystawiono symboliczne kilkadziesiąt worków. Wydaje się więc, że oznakowanie powyższego powinno nastąpić zaraz po procesie wyłożenia. Inną perełką jest też 10 jajek opakowanych w stylowej tekturze, które przeceniono z 2,99 zł (starą cenę kasuje czarne skreślenie flamastrem) na… 2,99 zł, o czym informuje zarówno okolicznościowy plakat jak i nadruk „nowa cena”.

Niedawno kłuł też w oczy pewien „artykół” na dziale bodaj AGD, „wyartykółowany” porządną, bijącą w oczy czcionką. Prawie, że fotografowała się tam część klienteli, teraz już perełka zniknęła, ale wspomnienia pozostały. Oby więcej podobnie celnych inicjatyw intelektualnych, a o sklepie nigdy nie będzie cicho! Spuśćmy więc kurtynę lekkiego zażenowania nad teraźniejszością landu na „K”. Landu, który prywatnie lubię, ale jest tam stanowczo za dużo do poprawienia.

Oby okres błędów i wypaczeń skończył się tam szybciej niż w PRL-u, bo i epoka nie ta, by zmieniając np. kierownika z brzydkiego na ładnego zapominano o problemie zawiadowywanej przezeń placówki. Jak to miało miejsce z PZPR-em, gdy siermiężnego Gomułkę zastąpił pięknolicy i złotousty Ed Gierek.

Skoro już jesteśmy mimowolnie przy tamtych czasach, to ponoć na schyłek lat 70-tych datowała się tzw. „zima stulecia”, tak wspominają przynajmniej ówcześni ludzie. Teraz stulecie mamy, ba tysiąclecie nawet – nowe, nie dziwne więc, że zima zechciała zapisać świeży rozdział w kontekście dogryzienia sobą m.in. Polsce. Tym razem już nie czerwonej a czarnej, bez grubych sekretarzy, których schedę przejęli – do czasu aż ludzie nie wytrzymają – równie dopompowani wagowo proboszczowie etc.

Mieliśmy dwa dni temu rekordowe mrozy w nocy, diabli wiedzą co zafunduje nam luty, chcę z tego miejsca oddać swoje prywatne słowa szacunku ludziom posiadającym serca po właściwej stronie. Czyli tym, którzy w tych sądnych dniach troszczą się o zwierzęta, także te nieswoje. Słowem o bezdomne psy i koty, kaczki, łabędzie, wrony, wróble – jest aż w nadmiarze nad kim się pochylić.

Od tej strony Iławę zawsze miałem za antywylęgarnię wszelkiego prymitywu, gdyż zaskakująco dużo jednostek tutaj daje świadectwo, że nie odstaje od standardów cywilizacji zachodniej. Ku wściekłości – jak czasem czytam – elementu prostszego, który mierzi, że np. ktoś otworzył kotkom okno do blokowej piwnicy, by nie zamarzły na śmierć. Ci żałują, że zamarzną im ziemniaki albo grzyby w marynacie szlag trafi, ale jakie horyzonty takie lęki.

Palącym problemem chwili obecnej są ptasi rezydenci Małego Jezioraka na wysokości mleczarni. Około stu kaczek i kilkanaście łabędzi, które zdecydowały się na zimę nigdzie nie wylatywać, zostać tutaj. Co uczynili, a teraz pewno plują sobie w brodę. Ich enklawa wodna stale się zmniejszała, aż w końcu lód dopadł całość i teraz wegetują jakoś biedactwa, nie wiem czy bez ofiar własnych, oby.

Jak by ptactwa nie oceniać, bo może rzeczywiście lenistwo wyjść im bokiem, to trzeba pomóc im przetrzymać pogodowy kataklizm, jakim bez wątpienia jest w tych warunkach 24 godziny na dobę na świeżym powietrzu. Nam jest tam ciężko ze względu na siarczysty mróz dojść, ale serdecznie wysiłek ów polecam. Niech nawet pół niezjedzonego chleba się nie zmarnuje, mimo opinii, że ten im szkodzi a ziarno nie.

Możliwe, tyle że chleb ma szansę codziennie „zmarnować” praktycznie każdy z nas, a ziarna pokarmowe trzeba najczęściej zdobyć, planując w tym celu specjalną wyprawę. To osobliwie emerytom odradzam, by siebie z kolei w zamieszaniu nie wykończyć. Najprościej więc podzielić się tym, czym już od czasów Biblii radzono się dzielić, czyli chlebem naszym spowszedniałym. To optimum na ten czas.

A gdy się ociepli – na pewno porozmawiamy sobie poważnie z przedstawicielami ptasiej społeczności – jak zamierzają wyjść z twarzą w związku ze sprokurowanym przez siebie kryzysem? No i jakie wypływają zeń wnioski na przyszłość, bo do tego nawet partia robotnicza miała konstruktywne podejście… Ale to na razie melodia dni marcowych. Żyjmy – póki Syberia trwa – kwestiami przetrwania, to priorytet każdego przyrodniczego gatunku, z ludzkim włącznie.

Co do przetrwania, to trzymam też kciuki za ministrantów. Temu stanowi ulegam każdorazowo widząc kroczący z cicha kondukt kolędowy, który później opanowuje uliczkę X. czy Y.

I tam rzeczywistość ma się tak: ksiądz dobrodziej wchodzi do owiec w gościnę, a dwójka chłopców przedreptuje kilkanaście minut z nogi na nogę, dygotając i siniejąc z zimna. A tu ani kieliszka wypić, ani zwiać do domu.

O ileż by uczciwiej wyglądała cała ta maskarada, gdyby duszpasterza przyjmowano po domostwach bez asystentów. Ot, dotarł, pokropił, popytał, wypił lampkę koniaku, wziął kopertę i już zagląda w okno sąsiadom. Zdrowie bowiem ma się jedno i można je postradać już jako marznący ministrant.

Leszek Olszewski


  2006-01-25  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
129971068


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.