Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice jawności
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Gonzalez: Dziennik końca świata (3). Pielęgniarki na wojnie
Orlicz: Doczekalnia
Gonzalez: Dziennik końca świata (1). Kto przewidział?
Więcej...

opinie

2011-04-27

Kurpiecki: O Słowianach, muzyce i zdrowiu psychicznym


Już po świętach, a zarazem przed świętami. Te minione, religijne, spędzone zostały przez większość wedle tradycyjnych wzorców. Natomiast te nadchodzące, to pełna dowolność. Wydaje mi się, że to jedyne święta, gdy tak naprawdę możemy poświętować. Czyli, tłumacząc z potocznego na nasz, spędzić te dni inaczej niż zwykle. Jak chcemy. A to dzięki temu, że symbolika nadchodzących świąt państwowych jest nijaka i rozmyta przez zakręty historii, po których płynął nasz kraj.


Krzysztof Kurpiecki


Bo co to jest teraz 1 maja? Widział ktoś ostatnimi laty w Iławie jakieś uroczystości na ten temat? W czasach przed okrągłym stołem i owszem. Ale teraz, w epoce obrotowej sceny politycznej, można takie świętowanie obejrzeć najwyżej w stolicy. Wylega tam na ulice park jurajski starych towarzyszy w otoczeniu młodych, wykształconych i chętnych na diety poselskie czy posady w agendach rządowych. Pomachają czerwonymi flagami, pogadają i tyle. Ale niewielu ich tam. A gdzie te miliony komunistów z epoki PRL-u? Statystyki ludności wskazują, że nie emigrowali tłumnie do ojczyzny światowego proletariatu. Pewnie bezboleśnie przejęli wartości europejskie i demokratyczne. W końcu to Kwaśniewski z Millerem wciągnęli razem flagę na maszt w dniu przystąpienia Polski do UE. Pierwszego maja zresztą.

Dzień kolejny to Dzień Flagi Rzeczypospolitej. Chyba wiele się nie pomylę, że nawet jak ktoś wie, co to za święto, to i tak mało kogo to obchodzi. Ale wielu zastanawia się, dlaczego nie zrobili tego ustawowo dniem wolnym od pracy?

Natomiast 3 maja to czas świętowania dokumentu, który był ciekawy i twórczy, ale znaczenia większego nie miał. No bo Polska wkrótce potem została skasowana z mapy świata. Chociaż z drugiej strony, może właśnie w tym dniu ktoś zastanowi się, o co chodzi z wydarzeniami z czasów Konstytucji 3 maja. Poszuka w książkach lub internecie. I zobaczy, jak się robiło politykę. Ba, robi się tak nadal, ale z perspektywy historycznej wszystko lepiej widać. Młodzi ludzie mówią, że polityka to obciach. Ale mylą politykę z tym, co mogą zobaczyć w telewizji. Mylą sztukę robienia interesów z czystym show. O tym, czy są to interesy wąskich grup elit, czy interesy państwa, decydują liderzy.

No więc w nadchodzące święta, z uwagi na miszmasz pojęciowy, każdy odpoczywa sobie, jak mu czapka stoi. I to rozwiązanie jest chyba najkorzystniejsze z punktu widzenia ergonomii, czyli nauki o pracy. Bo choć może to dziwnie zabrzmi, odpoczynek to jeden z ważniejszych elementów pracy. A dobry odpoczynek i naładowanie akumulatorów, w środowisku odmiennym od zwykłego, to rzecz bezcenna.

Słowo świętować wywodzi się z języka prasłowiańskiego. Słowo „svętъ” oznaczało „potężny”. A że dotyczyło bóstwa, od tego wzięło się słowo „święty” w bliskim do dzisiejszego znaczeniu. Taki Świętowit na przykład uważany był za boga najwyższego – pana niebios, wojny, płodności i urodzaju. Działo się to ponad 800 lat temu niedaleko Świnoujścia, na największej wyspie dzisiejszych Niemiec – Rugii. Tam król duński spalił ostatnią świątynię Słowian.

Można by podejrzewać motywy religijne, ale ponieważ wodzowie polityczni zbyt wierzący nie są, wyjaśniam, że chodziło o przejęcie skarbca. Fakt – nowa kultura, chrześcijańska, poniszczyła wyraziste symbole odrębności miejscowych mieszkańców, takie jak świątynie i posągi. Ale na szczęście zachowało się sporo słowiańskich zwyczajów: topienie marzanny, robienie wiechy/palmy, malowanie jajek czy śmigus-dyngus, połączone obecnie w jeden zwyczaj. Wydawać się może, że tamte święta obchodzone były radośniej, bo rzeczywiście znaczyły coś praktycznego dla ludzi zamieszkujących nasze zimne okolice. Wiosną pojawiały się pierwsze warzywa, łatwiej było polować. Ludzie na własnej skórze odczuwali, że odradza się życie. Intensywnie to przeżywali. Ale to już przeszłość. Obecnie mało kto w spisie powszechnym odpowie na pytanie o wyznanie – poganin.

Nie wiem, dlaczego, ale wydaje mi się, że ze świąt najbardziej podobałyby mi się obchody nocy świętojańskiej zwanej też nocą Kupały. Świętuję je zresztą na własną rękę. Rytuał mam nieskomplikowany: po prostu włączam tryb absolutnego tumiwisizmu i cieszę się pięknymi okolicznościami przyrody. Może w tym roku pójdę nawet poszukać legendarnego kwiatu paproci? Kupalnocka to słowiańskie święto ognia, wody, słońca i księżyca, urodzaju, płodności, radości i miłości. Czyli właściwie wszystkiego, co miało znaczenie dla dawnych ludów. Obchodzone jest w najkrótszą noc roku. Na Litwie i Łotwie ten dzień jest oficjalnie wolny od pracy. U nas może powoli to święto będzie się w jakiejś formie odradzać, przykładem są już dość popularne Wianki odbywające się w Krakowie.

Z tego, co mi wiadomo, święta w zamierzchłych czasach obchodzono dość hucznie. Służyły integracji społeczności. Sztywne normy zachowań, tak potrzebne przy współdziałaniu w pracy i życiu społecznym, były na okres świąt częściowo zawieszone. Jak pewnie instynktownie wyczuwali to ówcześni przywódcy, było to korzystne dla wszystkich. Teraz okresy pracy i świąt już nie są tak wyraźnie oddzielone. Święta są w zasadzie nijakie i przez przywódców duchowych i państwowych promowane jako czas zadumy i uroczystości, które nie są zabawne. Krótko mówiąc, nie ma świąt wesołych. Wyjątkiem jest Nowy Rok. No ale świętowanie przy temperaturze np. -15 stopni to sport ekstremalny.

A właśnie czas od maja do września to najodpowiedniejszy czas do zabawy w plenerze. Dla zdrowia psychicznego narodu przydałoby się raz na jakiś czas coś bardziej luzackiego i przyjemnego. Rozumiem, że nasze święta są często okazją do spotkań rodzinnych. I bardzo dobrze, tyle że to nie wszystko, co powinien przynosić czas odprężenia. Niegdyś nieodłącznym elementem świąt byli wędrowni śpiewacy zwani rybałtami czy na zachodzie minstrelami. Przenosili pieśń i poezję z dworów do ludu. Byli powiewem ożywczych nowości. Czymś odmiennym od ludowej muzyki tworzonej na miejscu. Dziś pieśń przenosi się natychmiast z szybkością światłowodu – w formacie MP3. W związku z tym wędrownych grajków nie potrzeba. Przynajmniej dla większości słuchaczy. Tym bardziej takich grających lokalną lub własną muzykę. Teraz wszyscy starają się kopiować gwiazdy, prezentując swoje umiejętności naśladowcze w programach typu „Zaśpiewaj, a juror zmiesza Cię z błotem” lub też w tzw. muzyce alternatywnej – ujawniają swoje zdolności podrabiania idoli, grając w klubach. Ba, nawet w Iławie są już zespoły grające na całkiem profesjonalnym poziomie. Ale co z tego, kiedy grają tylko co najwyżej jakieś wariacje utworów topowych kapel. Na szlakach żeglarskich i turystycznych nie jest lepiej. Co ktoś wyciąga gitarę, to na 90% można się spodziewać utworu „Whisky moja żono”. Szkoda. Kultura masowa zabija twórczość. Mało kto doceni twórców grających własną muzykę. Stąd większość woli grać pod publiczkę. Ale wybitni muzycy, np. w Nowym Orleanie, grając w lokalach, co prawda dostarczają opłacony produkt muzyczny kilkudziesięciu ludziom na sali jedzącym kotlety. Lecz tak naprawdę grają dla jednego, dwóch ludzi, którzy ich naprawdę tam słuchają.

Nadchodzące 4 miesiące to okres, w którym można grać na świeżym powietrzu i muzyki w Iławie będzie pewnie niemało. Włączając w to główne iławskie święto – Złotą Tarkę. Formalnie świętem oczywiście ten festiwal nie jest, ale klimatem najbardziej zbliżony jest do atmosfery prawdziwych świąt – pojmowanych jako czas beztroskiej zabawy. Taka forma też nam, jako społeczeństwu, jest potrzebna. Bo świąt „refleksyjnych” ci u nas dostatek.

KRZYSZTOF KURPIECKI

  2011-04-27  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
129949961


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.