Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice jawności
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Gonzalez: Dziennik końca świata (3). Pielęgniarki na wojnie
Orlicz: Doczekalnia
Gonzalez: Dziennik końca świata (1). Kto przewidział?
Więcej...

opinie

2013-02-13

Kurpiecki: „Iława w budowie”


Podróżny, odwiedzający Iławę pociągiem, od samego początku może odnieść pobieżne wrażenie, że przybył do miasta w budowie. Hasło PO z poprzedniej kampanii wyborczej „Polska w budowie” nabiera u nas lokalnego kolorytu. Podróżnego witają w podziemnym przejściu rozgrzebanego dworca chaotycznie podwieszone pod sufitem kable elektryczne. W sumie to już tak długo wisi, że można zamieścić tam tabliczkę z informacją, że instalację wykonał jakiś sławny artysta. Wówczas stworzy się wrażenie, że nasze miasto jest także kuźnią nowoczesnej sztuki awangardowej.


Po wyjściu z wyremontowanego dworca turysta wchodzi z miejsca do iławskiej dzielnicy muzealnej, gdzie może podziwiać zabytkową lokomotywę, po lewej stronie zabytkową wieżę z zabytkowymi murami, a tuż obok zabytkowy tabor autobusowy ZKM Iława.

Kierując się w stronę miasta, może po drodze przeczytać na tablicy to i owo o planowanych imprezach kulturalnych, a dalej podziwiać nowoczesny słup ogłoszeniowy stylizowany na tradycyjny betonowy, na którym nikt nigdy nie widział ogłoszenia. Za to oblepiony jest dość często reklamami dyskotek.

Idąc dalej, może kontemplować kafle chodnikowe zrobione w tradycyjnej technice miejscowych ludów, czyli byle szybciej, byle taniej (BSBT). Na środku drogi, przy sprzyjającej aurze, ma okazję przećwiczyć się w surwiwalu, czyli obejść wielką kałużę, przy czym gratis buty oblepią mu się błotem regionalnym.

Z tego, co słychać w mediach, podobną tradycyjną techniką BSBT robione są w Polsce autostrady, co dostarczy nam wspaniałej zabawy już pewnie za kilka lat. A można by spodziewać się, że czasy fuszerki odeszły już do historii razem z filmami Barei. Choć biorąc pod uwagę to, że jeden z iławskich bloków, z uwagi na niedoróbki budowlane, potocznie nazywany jest „Alternatywy 4”, rzeczywistość nas nieraz jeszcze zaskoczy.

Obecnie w Iławie przebudowujemy wiadukt, to znaczy mieliśmy, ale coś się opóźniło i zmusza to kierowców do czujności i wzajemnego wypytywania się, czy już zamknęli?

Z drogą prowadzącą do wiaduktu wiąże się zresztą epokowe wydarzenie, które miało miejsce w ostatnich miesiącach. Mianowicie załatano dziurę wokół studzienki kanalizacyjnej, która zmuszała kierowców do jej omijania. Zamiejscowi najczęściej w nią wjeżdżali. My, kierowcy zżyliśmy się z tą dziurą i jakoś nam bez niej nieswojo. Skąd w ogóle ten pomysł, żeby załatać, a nie np. postawić znak „Uwaga wyboje” albo ograniczenie prędkości do 20 m? Jakaś dziwna to decyzja, nie po naszemu.

Po wiadukcie na dłuższy czas będziemy mieli z większymi budowami spokój, choćby ze względu na brak kasy. Aczkolwiek w wieloletniej prognozie finansowej znajdziemy kilkanaście pozycji nowych inwestycji czy modernizacji. Jako że większość oparta jest na założeniu, że dołoży Unia, marnie to widzę. Nawet komisarze z Brukseli wkrótce dojdą do wniosku, że pieniądz bierze się z pracy, a nie z kredytów czy drukowania i zaczną kombinować, jak tu zrobić, żeby ludziom chciało się pracować, a firmom wytwarzać dobra czy usługi.

Często słyszę głosy, że w Iławie powinno budować się fabryki, żeby ludzie mieli pracę. Tłumacząc z polskiego na nasz – żeby wszyscy mogli znaleźć jakieś legalne zajęcie za płacę w okolicach najniższej krajowej. Nikt przecież nie przywiezie tu nowoczesnego parku maszynowego wymagającego niewielkiej ilości wyspecjalizowanych fachowców, a co najwyżej zbuduje jakąś manufakturę, w której potrzeba co najwyżej prostej pracy fizycznej. Świetny pomysł z tym budowaniem fabryk – tyle że to pomysł na stagnację i marazm.

Jeśli jeszcze miałoby się tym zająć miasto czy państwo, to już w ogóle tragedia. Władze próbują zrobić coś tak prostego jak drogi i jak słychać nawet z oficjalnych mediów, słabo to wszystko idzie, a koszty dochodzą do cen za drogi budowane w Alpach.

Co by było, gdyby światowe rządy od samego początku tej dziedziny wzięły się za produkcję komputerów i oprogramowania? Pewnie dotąd liczylibyśmy na liczydłach, a jedyny komputer w mieście stałby w urzędzie. I to stałby tam jako ozdoba i arcydzieło planowanej myśli technicznej. Na szczęście ktoś nie dopatrzył i przemysł komputerowy rozwijał się na świecie w miarę swobodnie.

To, czego nam potrzeba, to nie nowe fabryki, a inspiracja. Zaryzykowałbym twierdzenie, że np. Arkadiusz Dejnarowicz, prowadzący zajęcia dla dzieci z robotyki, robi więcej dla rozwoju tego regionu niż miejscowa szkoła wyższa. Praca kilkudziesięciu ludzi, których uda mu się zarazić tym hobby, będzie warta więcej niż setek, którym tradycyjny system edukacji usiłuje wbić do głowy encyklopedyczną wiedzę i gotowe sposoby rozwiązywania prostych problemów. Za 30 lat nie będzie już fabryk, w których ludzie pracują na halach produkcyjnych, wykonując pracę fizyczną. Będą roboty i oprogramowanie do nich.

No właśnie – oprogramowanie. Dlaczego często słyszymy o sukcesach naszych informatyków? Bo do opanowania tego zawodu wystarczy powszechnie dostępny komputer, podpatrywanie lepszych i umiejętność rozwiązywania problemów. Nie potrzeba szkoły. Wystarczałoby nie zabraniać niepełnoletnim dzieciakom tworzenia firm zajmujących się usługami komputerowymi.

Przyszłość zaczyna się za sekundę. Już teraz w zaawansowanej fazie jest rozwój drukowania przestrzennego (3D). Za kilkadziesiąt lat sporą część otaczających nas przedmiotów będziemy sobie po prostu drukować. Małe w domu, większe w pobliskich zakładach usługowych. Ktoś do tego będzie musiał pisać programy, wzory produktów. Dlaczego nie my? Już teraz dzięki takiej drukarce można wydrukować sobie np. w pełni sprawny karabin, tyle że szybko się zużywa i za wiele z niego nie postrzelamy.

A my w czasie, gdy zaczynają się rewolucje technologiczne, będziemy czekać na rozporządzenia z naczelnych organów państwa dotyczące specjalnych stref ekonomicznych, zamawianych kierunków studiów i dotacje na rzeczy tak podstawowe, że powinno na nie stać nas samych.

W ten sposób niczego nie zbudujemy. A przynajmniej nie w przyzwoitym tempie. Bez inspiracji i motywacji nic nie ruszy. Nie rozpisując się zbyt wiele o tym, jak zacząć budować, przywołam tylko zauważony gdzieś w sieci dialog mistrza z uczniem.

– Mistrzu, czy długo trzeba oczekiwać zmiany na lepsze?
– Jeśli chcesz czekać, to długo.

KRZYSZTOF KURPIECKI



  2013-02-13  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
129978549


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.