Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Dąbrowski: Jak zmienić targowisko w Iławie
Olszewski: Seniorzy kontra internet
Gonzales: Patron z niemieckiego importu
Kłosiński: Mała toga a wielka geopolityka
Olszewski: Ogłupiacze, czyli specjalne materace
Olszewski: Żylińskiego nie pożegnam, mimo że się pożegnał
Gonzalez: Twarde lądowanie lotniczej majówki
Gonzalez: Nepotyzm? Czy aby na pewno?
Gonzalez: Nasze i wasze kieszenie
Olszewski: Samochód egzaminem dojrzałości?
Olszewski: Brak tremy jest dobry, ale luz też!
Gonzalez: Fajerwerki i lasery zamiast karmy dla psów
Dąbrowski: Zatkana Iława w oczekiwaniu na obwodnicę
Gonzalez: Samorząd przeżarty rdzą
Orlicz: Moja znajoma Olga Tokarczuk
Olszewski: Cudze chwalicie, swego pierwej nie znacie!
Gonzalez: Iława zagłębiem kultury w... Warszawie
Olszewski: Mój chiński telefon
Olszewski: Odgrzebana notatka, a jaka paleta ludzi!
Gonzalez: Wybory 2019. Iława może zostać na lodzie
Więcej...

opinie

2005-09-14

Kto nas tak urządził...


Skandal wybuchł w ostatnich dniach w mieście iławskim. Wyjątkowo nie z przyczyn politycznych, przynajmniej bezpośrednio. Pośrednio bowiem jak najbardziej. O wodę poszło, a raczej o ściek wody i stek kłamstw.


Leszek Olszewski

Po wyborach burmistrzowskich z 2002 roku wszystko tu, w Iławie, miało zmienić się na lepsze. Awizowano obniżki czynszów (idiotyzm dekady!), obniżki wody, budowę osiedlowych boisk co kilkaset metrów, napływ inwestycji, likwidację bezrobocie i podobne gruszki na palmie kaktusa.

Jak się sprawy mają na któregoś września 2005, widać... Bądźcie pewni, że do końca kadencji (jeszcze rok) nic tu nie drgnie. Dokonany 3 lata temu jesienią wybór unaocznił przynajmniej mnie, że ADAM ŻYLIŃSKI nie pasował swoją osobowością do profilu iławskich wyborców, którzy za nic mieli naturalną inteligencję tego człowieka i ogrom pracy, którą przez 12 lat piastowania urzędu wykonał.

Zgodnie z praktykowaną za nowej władzy manierą nagłaśniania byle czego, co mogło pozorować jakieś pozytywne działania, których w rzeczywiści nie ma, odtrąbiono z wielka pompą w pewnym czasie informację: „Wodociągi obniżają o kilka groszy na m3 cenę wody!”. Jeden z postulatów wyborczych zostaje więc spełniony.

Pisałem wówczas o śmiesznych wręcz kwotach, jakie ludzie zobaczą (równowartość nawet nie znaczka pocztowego miesięcznie), nie mogąc przy okazji pogodzić się, że w rynsztokowym wręcz stylu dymisjonuje się tam dotychczasowego prezesa wodociągów Zbigniewa Pawłowskiego, przeciwko któremu głównym zarzutem było, że spółka... przynosi zyski.

I tu dochodzimy do sedna bieżącego skandalu. Od kilku tygodni woda w iławskich kranach przypomina ściek. Chloruje się ją więc tak napastliwie chlorem, że nie sposób jej wypić nawet przegotowanej jako niby herbata, kawa czy barszcz błyskawiczny. Ludzie zapadają na biegunki, przechodzą dziwne dreszcze, wzdęcia, rozsadzają wnętrzności. Słowem, co to musi być, skoro nawet po doprowadzeniu do stadium wrzątku „tyle” robi organizmom? Nikt nie ostrzegał o planowanym nadejściu kataklizmu. Ot, pewnego dnia z kranu uniósł się intensywny zapach chloru i operacja jęła mieć miejsce.

Efekt, oprócz podtruć ludzkich, jest jeszcze jeden. Masowo ze sklepów zaczęły znikać palety z niegazowaną wodą mineralną w najlepiej 5-litrowych baniach. Mądrze widać kilkanaście tysięcy ludzi skonstatowało, że jak już się wykańczać, to nie z własnej inicjatywy, kosztem zaoszczędzenia w sklepie kilkunastu złotych (prosta kalkulacja do groszy z obniżkowej obiecanki).

Może więc teraz tak dbające o mieszkańców administracje i zakłady wodne zwrócą wszystkim (za okazaniem paragonów) nadwydatek budżetowy, który poszedł na pobór wody nie z kranu, a ze sklepu, bo proporcje kosztów są takie, że wzmiankowana obniżka sprzed kilkunastu miesięcy poszła w niebyt przy pierwszym nabyciu pięciu litrów normalnej H20. Normalnej, bo bez pośrednictwa miejskiej sieci wodociągowej. Ktoś mi podpowiedział, że może też uwzględni się paragony z aptek, w wielu bowiem wypadkach sytuacja otarła się aż o owe punkty samopomocy ludzkiej.

Brak jakichkolwiek informacji, dużo wcześniejszych i pozwalających przygotować się na najgorsze (w dobie rewolucji komunikacyjnej!), uważam za „kwiatek” też godny tego, czym aktualnie mieścina iławska stoi.

Obyście wszystko to zachowali w życzliwej pamięci za rok, gdy kolejna elekcja stanie się faktem. Elekcja, która, miejmy nadzieję, będzie miała osiągi po trzech latach większe niż otwarcie na peryferiach nowego cmentarza czy wymianę przy IZNS-ie budki dróżnika na nowszą.

Ale może niesłusznie coś zarzucam tzw. iławianom i tu przechodzimy do wyborów krajowych. Słyszałem w telewizji, jak starsza pani z wyrazem twarzy nienawykłym do myślenia zadeklarowała się, że zagłosuje na kandydata... podobnego do jej wnuka, bo takiego gdzieś na fotografii wynalazła. Nie wie przy tym, kto to i jaki ma program, ale podobieństwo do wnuka ją do czegoś zobowiązuje. I tu dochodzimy do poziomu grozy.

Rozwieszone już prawie wszędzie tutejsze plakaty też w większości nie niosą żadnej informacji o chętnym „na Warszawę!”, tylko imię, nazwisko, numer listy i pozycję na niej. Czasem jeszcze fotkę z rodziną, autograf, widziałem nawet u kogoś w tle zdjęcie papieża zawieszone na ścianie, co uważam w kontekście lokalnych geniuszy za świętokradztwo.

Ludzie nie mają albo wysiada im czasowo poczucie swego miejsca w szeregu, jak np. w wypadku Włodkowica z reklamą tej szkoły, w którą wciągnęli zadowoleni pewno z pomysłu Einsteina. Do sejmu więc nie pchają się w znakomitej większości kandydaci o jakiejś wizji, tylko puste, plakatowe twarze, podkreślające, że... chodzą do kościoła i żyją po bożemu. Bardzo to merytoryczne, zważywszy na perspektywę planowanej misji.

Powiem wam szczerze, że ja, gdybym planował w tym kraju oddać na kogoś głos, to musiałyby zostać spełnione dwa warunki. Primo – bo tu mam słabość, fotka człowieczka winna znamionować, że intelektualnie poniesie ciężar mandatu (abstrahuję od ludzi, których znałbym), secundo – jego program i ugrupowanie byłoby jakąś pozytywną wartością w tym zalewie miernot, bo z tym mamy głównie do czynienia.

Za okoliczność obciążającą uznałbym przy tym, gdyby kandydat ów urządzał ogniska z kiełbaską i piwem, rozdawał landrynki na ulicy albo zorganizował festyn osiedlowy ze sobą w roli głównej. W Stanach przekonuje się wyborców do siebie słowem, słowem i tylko słowem. Tutaj ludzie są niewyrobieni, więc najłatwiej zapchać im mózgi i wnętrza działaniem zastępczym, pozornym – i to zazwyczaj niestety się opłaca. Spójrzcie na członków bieżącego parlamentu.

Doceńcie więc ludzi, którzy zwrócili się do was słowem, zadali sobie trud dotarcia do was, traktując a priori jako kogoś inteligentnego, partnera do intelektualnej dysputy.

Jakżeż to jest miłe, gdy ktoś potrafi dostrzec nas, nie nasz żołądek czy przełyk...

Leszek Olszewski


  2005-09-14  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
127582780


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.