Logo Kurier Iławski

Wejście
Pierwsza strona
Zdrowie
CENNIK MODUŁOWY
Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe
Wyszukiwarka
FORUM

Opinie, felietony
Gonzalez: Dumne cztery pokoje burmistrza (oklaski)
Dąbrowski: Dekalog dla wyspy Wielka Żuława
Olszewski: Sezon na grzyby
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Więcej...

Opinie, felietony

2013-07-17

Krotowska: Zmora rodziców, czyli wyjechali na wakacje...



Marzeniem każdego nastolatka jest, aby rodzice wyjechali na wakacje. Chata wolna, żyć nie umierać. Czekałam na to kilkanaście lat. Niestety lub stety, priorytety się zmieniają, gdy człowiek ma nie naście a prawie dzieści lat.


– Rodzice wyjeżdżają na wakacje – poinformował mnie brat.

Nie uwierzyłam, bo przecież oni NIGDZIE nie wyjeżdżają. Pamiętam, że ostatni raz pojechali wspólnie gdzieś na Kaszuby i to ze mną, gdy miałam kilka lat. Było to, żeby was nie okłamać, co najmniej dwadzieścia pięć lat temu. Jeszcze przed pojawieniem się na świecie mojego rodzeństwa. Potem już nic. A nie, przepraszam. Zostawili nas samych na sylwestra. Ale to się do końca nie liczy, bo byli u sąsiadów.

Ile to było planów, w liceum czy na studiach... Wszystko na marne. W końcu i tak mam młodsze rodzeństwo. Na początku byli za mali, potem uaktywnił się w nich syndrom „kabla”. Gdy podrośli, uznałam, że przecież to nienaturalne imprezować z młodszym o sześć lat rodzeństwem. I tak mijały miesiące i lata. Zdążyłam się wyedukować, wybawić, wyprowadzić, wyjść za mąż i znaleźć pracę.

Okazało się jednak, że niesłusznie traktowałam „dzieciaki” (będę ich tak nazywać pewnie zawsze, nawet jak skończą czterdziestkę) jako przeszkodę. Uzmysłowiłam to sobie pięć lat temu, podczas kilkudniowej wizyty moich przyjaciół w Iławie. Wtedy to mój młodszy braciszek i siostrzyczka powiedzieli, że zostają z nami. Czułam się dziwnie. Nie wiedziałam tak naprawdę, o co im chodzi i nie dopuszczałam do siebie myśli, że po prostu chcą się pobawić. Bo w końcu o czym oni będą rozmawiać z nami, dla nich staruszkami?

Mogę śmiało powiedzieć, że przełamanie barier nastąpiło przy pierwszym piwie:) Zauważyłam, jak moje rodzeństwo znalazło z nami wspólny język. Po pierwszym szoku i niedowierzaniu przestałam zauważać różnicę spowodowaną wiekiem. I tak jest do teraz.

Wróćmy do dnia obecnego.

– Naprawdę wyjeżdżacie? – zapytałam nieśmiało matki.

– Tak – powiedziała kobieta z przestraszonym wzrokiem. – Ale was proszę, żeby nie było tak głośno jak podczas sylwestra. Chciałabym mieć jeszcze do czego wrócić. I pamiętaj, że sąsiadowi bardzo się nie spodobało, jak jego dom obrzucono jajkami.

Ech. Nie było mnie przy tym, ale na samą myśl chce mi się śmiać. Gdy mieszkałam w Bydgoszczy, moje rodzeństwo miało okazję bawić się samemu. A to, że jeden z ich znajomych ma schizę na punkcie jajek i to tych nie ugotowanych, no cóż... Brat zapomniał schować te cenne kurze produkty. Ale nie takie rzeczy się zdarzają!

Pamiętam jedną historię, którą będę długo wspominać. Nawet opowiedziałam ją mamie, tak żeby ją jeszcze trochę podręczyć przed wyjazdem.

Rodzeństwo z przyjaciółmi zostało samo w domu. Szykowało się jakieś w miarę kulturalne spotkanie. Uznałam, że nie będę młodym przeszkadzać i poszłam w swoją stronę, zaznaczając wszem i wobec, że wrócę po północy. Tak się stało, ale moje zdziwienie już od wejścia za bramkę było wielkie. Sześć krzeseł równiutko ustawionych przed płotem w kierunku latarni. Żeby w stronę zachodzącego słońca albo do grilla, szybciej bym zrozumiała. Moje obawy wzrastały ze zbliżaniem się do drzwi wejściowych. A w środku... cisza jak makiem zasiał. Jakiś młody człowiek spał na kanapie i tyle. Weszłam do kuchni. W oczy rzuciło mi się leczo na szybie (odetchnęłam z ulgą, ponieważ obawiałam się, że to coś zupełnie innego) i jakby jajecznica na patelni i w zlewie. Jakby, ponieważ surowe jaja były zmieszane ze skorupkami. Aha! Był tu człowiek „od jajek”. Jak mnie poinformował brat, impreza była udana:) Ale to było wiele lat temu...

Tylko jak tu wytłumaczyć, że ludzie przez lata potrafią wydorośleć i się zmienić? Myślę, że to na marne, choć od kilku tygodni stopniowo tłumaczymy, że i tak wszyscy pracujemy i (nawet gdybyśmy chcieli) nie będziemy mieć czasu, aby urządzać jakieś „dzikie orgie” pod ich nieobecność. A może tylko tak się tłumaczymy przed samym sobą?

Kolejna kwestia – zwierzęta.

– Ola, ja cię proszę, zadbaj o Kitty i Juniora, żeby nic im się nie stało – błaga rodzicielka.

Boi się, że mój brat pierwszego dnia na obiad przyrządzi chińszczyznę. Obawy są uzasadnione.

Spokojnie, przeżyją! Pies zostanie (w końcu) wytresowany i przestanie dziko ujadać na wszystkich i błagać o każdy kęs jedzenia. Jego podstawową wadą jest to, że jest niewychowany. Moim zdaniem ma na to wpływ jego nieciekawa przeszłość. Został przygarnięty przez moich rodziców, gdy koczował bezdomny na ul. Ostródzkiej. Nikt nie wiedział, czyj jest. Jedyne, co było pewne – wybrał wolność i było mu tak dobrze. Musiał uciec od właścicieli, bo ma skrzywioną psychikę. Nie potrafił mieszkać za ogrodzeniem i wszystkiego się bał. Uciekał non stop. Teraz jest trochę lepiej.

– Jak będziecie w pracy, odprowadźcie go do sąsiadów – instruuje mama.

Żeby nie dostał depresji. Na ile znam Juniora, to i tak będzie leżał pod łóżkiem i umierał z tęsknoty, ale raz na jakiś czas do niego zajrzymy. I damy mu jeść.

Kot sobie poradzi, to wiejski nabytek z Dziarn, który jak będzie potrzeba, wyżywi siebie i całą dzielnicę. Taki jest łowny.

Kochani rodzice, nie martwcie się i wyjeżdżajcie. Dom ma solidne fundamenty, więc na pewno zostanie na miejscu. Obiecujemy również nie piec kiełbasek w salonowym kominku oraz nie spalić sosny przed domem. Choć korci niesamowicie!

OLA KROTOWSKA

  2013-07-17  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
131026268


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





Wejście | Pierwsza strona | Zdrowie | CENNIK MODUŁOWY | Ogłoszenia drobne | Ogłoszenia modułowe | Wyszukiwarka | FORUM
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2021 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.