Logo Kurier Iławski

Wejście
Pierwsza strona
Zdrowie
CENNIK MODUŁOWY
Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe
Wyszukiwarka
FORUM

Opinie, felietony
Gonzalez: Dumne cztery pokoje burmistrza (oklaski)
Dąbrowski: Dekalog dla wyspy Wielka Żuława
Olszewski: Sezon na grzyby
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Więcej...

Opinie, felietony

2012-04-18

Klepacka: Na zdrowie


Pamiętam swój pobyt w dzieciństwie w iławskim szpitalu. Miałam 5 lat, wycinany wyrostek i w dodatku nauczyłam się czytać dzięki wiszącym wszędzie regulaminom. Ryba była bardzo słona, więc wyjadałam mamie kanapki do pracy, no i salowa była niemiła. Nie był to raj, ale szybko o tym zapomniałam, uraczona zabawkami od każdego przychodzącego gościa. To był nawet fajny czas, naprawdę, ale najlepszy był powrót do domu zielonym maluchem, z paczką paluszków z makiem w ręku i całym tylnym siedzeniem misiów i klocków.


Jestem jednym z tych ludzi, którzy nie potrafią chorować. Irytuje mnie moja własna dysfunkcjonalność, ograniczenia, w które nie do końca wierzę (dlatego potrafię biegać długie dystanse, licząc, że wypocę przeziębienie). Nie lubię zwolnień lekarskich (tyle mnie omija), nie umiem przypilnować godziny wzięcia tabletek, nie inwestuję w preparaty witaminowe i kuracje. Nigdy niczego nie złamałam (dzięki Bogu!), nie miałam więcej niż jednej operacji, nie dopadła mnie świńska grypa, krowia grypa ani żadna kurza, ani nawet wirus Ebola i czerwonka. Lekarze mówią, że nie powinnam podróżować poza Europę, bo mój organizm ze zdwojoną siłą połapie wszelkie bakterie, ale nie wiedzą, że jednym z moich marzeń jest podróż na Wschód, na przykład do Indii.

Żyję, jak inni, w przekonaniu, że zdrowie mi się należy. Wprowadzamy się wszyscy na pełne obroty zupełnie bez zastanowienia nad tym, czy może szkodzimy sobie samym. Objadamy się, karmiąc bardziej emocje, niż ciało, a potem pozwalamy naszemu żołądkowi cierpieć, bo przecież to nic wielkiego. Wypalamy paczki papierosów, bo nasza psychika a potem także organizm pragną tego jak ryba wody. Trujemy się aż do wymiotów kolejnymi kieliszkami wódki w piątkowy wieczór. Nikt nie zastanawia się jednak nad konsekwencjami. Przecież nie mogę mieć raka, guza, nowotworu, białaczki, padaczki, anemii i tak dalej… Moje zdrowie przecież nie wysiądzie – już tyle razy mnie nie zawiodło. Wielu z nas woli nie wiedzieć niż wiedzieć, dlatego dla spokoju umysłu nie badamy się przez lata. Dla niektórych nawet zwykła morfologia to niepotrzebne zawracanie głowy.

W społeczeństwie chorych przesuwamy na boczny tor, bo nie nadążają, nie wpasowują się już w wyścig, w którym wszyscy bierzemy udział – w wyścig po większe pieniądze albo po prostu po pieniądze do pierwszego.

Nigdy nie zastanawiałam się nad życiem codziennym ludzi przewlekle chorych aż do momentu, kiedy nie „przyplątały” się do mnie drobne choroby i choróbska, uziemiając mnie w domu, przysparzając konieczności szukania lekarza w niedzielę i wydawania kolejnych i kolejnych pieniędzy na leki.

Ostatnio z mojej malutkiej grupy na studiach zniknęła dziewczyna. Niska, nieśmiała, zamknięta w swoim świecie. Zaczęło się od niewinnego z pozoru, krótkiego ataku padaczki na uniwersyteckim korytarzu. Nikt nie wiedział, że była chora. Jej udało się ponad rok studiować bez żadnych przeszkód to, co lubiła. Dziś już nie chodzi na zajęcia i nikt nie usłyszał nigdy ani słowa wyjaśnienia, ale wszyscy domyślamy się, że tej rezygnacji musiał towarzyszyć prawdziwy, głęboki żal.

Choroba zawsze odbiera coś cennego, coś, co wcześniej braliśmy za oczywiste, a teraz jego odzyskanie staje się na wagę złota. Gdy kochasz biegać, a nagle wysiadają ci stawy i nie możesz uprawiać żadnego sportu, coś w tobie umiera. Twój skarb został ci odebrany. Jeżeli piszesz, ale nagle twoje oczy dopada złośliwy, zapalny stan, zamieniając je w dwie małe, spuchnięte śliwki, koniec z realizowaniem pasji – możesz jedynie snuć marzenia, że za jakiś czas zasiądziesz znów do Worda. Idąc o krok dalej, twoje życie może się tak po prostu zakończyć jako efekt choroby. Najcenniejsze znika.

Mówią, że wszystko zależy od nas. Badania kontrolne, odżywianie, ruch… Tylko od genetyki nie sposób jest uciec. Zawsze piszę w felietonach, że zdrowie jest ważne, że należy „zdrowo” żyć, „zdrowo” się odżywiać, ale dopiero teraz przestało to dla mnie pachnieć modnym stylem wellness, a zaczęło być rzeczywistą mądrością, prawdziwą do bólu i daleką od ekologicznych trendów. Rzeczywiście wszystko może leżeć w naszych rękach, a jeżeli nie uda nam się ustrzec przed chorobą, pomóc nam może odpowiednio wczesna diagnoza.

Każdy z nas kiedyś biegał po lekarzach, szukał specjalistów, mozolił się. Każdy kiedyś nie mógł wstać z łóżka, bo rozkładała go grypa, wykasływał całe noce, ani na chwilę nie zmrużając oka. Ceny leków chociaż raz już nas sparaliżowały, a terminy oczekiwania do lekarzy zmusiły do złapania za portfel i porzucenia nadziei pokładanej w NFZ. Są nawet i tacy, którzy próbują samodzielnie diagnozować swoje choroby na podstawie informacji przeczytanych w internecie – ostrzegam przed tym, bo zbyt często zwykłe bóle głowy i, dajmy na to, żołądka, pasują do objawów śmiertelnego afrykańskiego wirusa. Wracając, chory w dzisiejszych czasach lepiej niech nie choruje, bo wygląda na to, że najwięcej płacimy za to, co najcenniejsze. Żyła złota.

Z drugiej strony prawie każdy machnął kiedyś ręką na niepokojące dolegliwości, nie poszedł na bezpłatne badanie, mimo że miał je na wyciągnięcie ręki. Każdy kiedyś świadomie wybrał zjedzenie lub wypicie czegoś, o czym wiedział, że jest szkodliwe dla zdrowia (choćby chipsy, rakotwórcze z powodu akryloamidu, energy drinki i podejrzaną wodę z kranu).

Czy wiąże się to z potrzebą wyparcia „memento mori” z naszych głów? Choroby to przecież oznaki śmiertelności, coś, co dzieje się zupełnie poza naszą kontrolą i nie wpasowuje się w nasze plany, zupełnie tak, jak śmierć. A może nie jesteśmy do końca świadomi, jak cenne jest zdrowie aż do momentu, w którym wymyka się ono z naszych rąk?

Mam o tyle dużo szczęścia, że wiem, że za parę dni moja „choroba” jedna po drugiej będzie wspomnieniem, a wtedy wrócę do swoich pasji, tych starych i nowych. Będzie świetnie, bo po prostu nie wiem, jak się choruje. Od następnego tygodnia tematy będą więc dużo „jaśniejsze”. Tymczasem dbajmy o siebie.

MARLENA KLEPACKA

  2012-04-18  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
131026556


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





Wejście | Pierwsza strona | Zdrowie | CENNIK MODUŁOWY | Ogłoszenia drobne | Ogłoszenia modułowe | Wyszukiwarka | FORUM
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2021 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.