Logo Kurier Iławski

Wejście
Pierwsza strona
Zdrowie
CENNIK MODUŁOWY
Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe
Wyszukiwarka
FORUM

Opinie, felietony
Gonzalez: Dumne cztery pokoje burmistrza (oklaski)
Dąbrowski: Dekalog dla wyspy Wielka Żuława
Olszewski: Sezon na grzyby
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Więcej...

Opinie, felietony

2012-02-29

Klepacka: Amerykańskie przebudzenie ze snu


Oszołomiło mnie amerykańskie nastawienie. Chyba za chwilę polecę zrobić sobie tatuaż „Sky is the limit”, którego polski odpowiednik byłby bliski słowom „Nie ma nic niemożliwego”. Potem polecę w kosmos, a może do Australii, może zaproponuję komuś bliskiemu numery w totolotku, a on wygra i odda mi część nagrody jako podziękowanie? Tak, tak, tak. Wierzę, że absolutnie każda rzecz w życiu zależy od nas i że największym wrogiem dla siebie samych jesteśmy my sami. Kropka.


Amerykański punkt widzenia zadziałał na nas wszystkich jak najlepsze lekarstwo w ostatni piątek, gdy siedziałyśmy na zajęciach o wczesnej godzinie. Mniej nas było niż zazwyczaj, a jak już ktoś był, to zaspany, potargany i nie do końca przyjaźnie nastawiony do rzeczywistości. Z tej sali po godzinie wyszły zupełnie inne osoby, a była to zasługa rozległej rozmowy popartej diagramami, książkami i prawdziwymi historiami ludzi, którzy poznali kulturę USA na własną rękę. Kulturę sukcesu, rywalizacji, ale też wysokiej samooceny. Kulturę przekonania, że mamy wszystko to, co jest konieczne, żeby zdobyć: a) pierwszy milion, b) świetną pracę, c) złoty medal... i tak dalej. Oczywiście nie przyswoiłyśmy tego w formie American dream ani w postaci żadnej innej bajki. Po prostu do tego spotkania żaden ze studentów mojego kierunku nie wierzył w przyszłość swojego zawodu ani w to, że będzie go w przyszłości stać na wakacje. Nagle ktoś nam uświadomił, że wcale nie musi tak być. Tak po prostu, bez zbędnego cukru.

Przeszłyśmy metamorfozę. Nagle nasze włosy lśniły, krok zrobił się pewniejszy, słałyśmy uśmiechy, a w głowie wyrastały nam nowe pomysły na karierę, pomieszane z planami nieco bardziej kobiecego kalibru („chyba rozjaśnię włosy”, „muszę częściej chodzić w szpilkach”). I nie była to czcza gadanina, która urosła pod wpływem impulsu, a prawdziwe, dogłębne oświecenie, porównane z tym buddyjskim, kiedy to już nic nie potrzebujesz. My też nie potrzebowałyśmy już nic – żadnych zapewnień od świata, że jesteśmy świetne. Piękne, wykształcone, młode, z możliwościami i potencjałem.

Twoja, czytelniku, reakcja na te słowa pewnie była mieszanką zdziwienia i posądzenia mnie o pewien snobizm. I tutaj właśnie tkwi sedno oświecenia. Wreszcie dostrzegłam pewną różnicę. Taką sporą, uciążliwą wadę, która jest jak złamane uszko filiżanki – uniemożliwia prawidłowe funkcjonowanie, a dostrzegłam ją w naszym narodzie. Zmęczeni martyrologią, wychłostani historią, wiecznym brakiem wolności i wytargani pesymizmem kolejnych i kolejnych pokoleń, siedzimy tacy niepewni siebie, jak mało kto. Podstawowe prawo człowieka, wprawdzie może nie zawarte w konwencjach, ale z pewnością prawdziwe, to prawo do cenienia i szanowania samego siebie. Gdzie ono się podziało? Na jego miejsce przyszedł surowy krytyk. Jesteś za gruba, za mało wiesz, nie dasz rady, jesteś złym ojcem, złą matką, żoną, słabo pracujesz, ktoś lepszy cię zastąpi, nie nadajesz się, nie masz talentu. Zupełnie niepotrzebnie wpędzamy się w psychozę: marząc o spełnieniu marzeń, sami sobie uniemożliwiamy ich realizację.

Nie wierzymy w siebie, nie dbamy o siebie przede wszystkim psychicznie – katujemy się na wszelkie sposoby. Od otaczania się toksycznymi ludźmi i środowiskiem, po robienie rzeczy, których nienawidzimy. Dodatkowo przepracowujemy się, zupełnie nie mając pojęcia, w imię czego to robimy – taki bieg bez mety, zbieranie z drzew zgniłych jabłek. A przecież musimy uwierzyć w swoje możliwości, w siebie, swoją własną „świetność”. Mieć konkretny plan na spełnienie konkretnych celów, nie chcąc żyć „z dnia na dzień”. Kiedy, jak nie teraz, mamy coś takiego robić?

Czując się jak oświecona, mam świadomość, jak ciężko wcielać w czyny takie zupełnie rewolucyjne idee. Myślicie, że nagle zmieniłam środowisko, studia, kolor włosów albo przestałam pić kawę? No way! Zrobiło się nagle strasznie trudno. Zasypała mnie lawina rzeczy, które chciałabym robić, ba, nawet mogłabym, ale trzeba było z tych wszystkich opcji wybrać te najlepsze. Patrzę na świat jakoś inaczej. Układam w głowie plany na najbliższy czas. Oswajam się z pewnością siebie, której mi cholernie dotychczas brakowało! I nie chodzi o to, że ktoś wstydzi się uśmiechnąć. Chodzi o taką pewność siebie, że cenimy swoje talenty, umiejętności i ogółem siebie samych. Trudne, ale jak bardzo ożywcze.

Po takim momencie uniesienia ideowego, po chwilach, w których, zupełnie jak jeden z prezydentów miasta na Pomorzu, według plotek i ploteczek, powtarzamy do lustra „jesteś najlepszy, jesteś najlepszy”, nadchodzi chwila konfrontacji z rzeczywistością.

Nikt nie lubi ludzi, którzy są pewni siebie. No, bynajmniej takich, których uważamy za „zbyt pewnych”. Przypomnij sobie, ile razy ty sam spojrzałeś na kogoś takiego i pomyślałeś o nim źle. Tacy ludzie są jak kwaśna cytryna. Krzywimy się na ich widok. Z drugiej strony jest oczywiste, że tacy ludzie mają smak. Są ostrą, energetyczną żółcią, nie szarością. My, oszołomione Ameryką, w owy piątkowy ranek, gdy wmieszałyśmy się w studencką brać, zrobiłyśmy się jak zwarzona śmietanka. Odseparowane, niezrozumiałe, niepasujące do reszty.

Niektóre z dziewczyn pod koniec dnia nie pamiętały nastroju, który wyniosły z tamtych zajęć, inne gorączkowo dzieliły się pomysłami z przyjaciółkami, popijając kawę z puchatą bitą śmietaną i miękkimi marshmallows. Tak to właśnie jest – przyzwyczajenie drugą naturą. Można wstydzić się przyjmowania komplementów i nie cenić swoich umiejętności. Możemy też wreszcie w siebie uwierzyć i rozwiać czarne chmury nad naszymi głowami, przekuwając to, co mamy, w złoto.

Dlaczego wypisuję takie rzeczy, zajmując przestrzeń, na której ktoś inny mógłby wyskrobać 6 tysięcy znaków o aktualnym stanie dróg i mostów w Iławie albo o czymkolwiek, co może bardziej obchodzić statystycznego mieszkańca mojego rodzinnego miasta?

Żeby nie pasować. Prawda zawsze uwiera jak kamień w bucie.

MARLENA KLEPACKA

  2012-02-29  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
131026677


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





Wejście | Pierwsza strona | Zdrowie | CENNIK MODUŁOWY | Ogłoszenia drobne | Ogłoszenia modułowe | Wyszukiwarka | FORUM
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2021 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.