Logo Kurier Iławski

Wejście
Pierwsza strona
TEKSTY
OPINIE
Zdrowie i uroda
Wyszukiwarka
CENNIK MODUŁOWY
Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe
FORUM

OPINIE
Gonzalez: Dumne cztery pokoje burmistrza (oklaski)
Dąbrowski: Dekalog dla wyspy Wielka Żuława
Olszewski: Sezon na grzyby
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Więcej...

OPINIE

2006-02-01

Katowice: tragedia medialnych emocji


Koszmar na Śląsku na tyle pobudzająco podziałał na ludzi, że ostatniej niedzieli zauważyłem pana odśnieżającego z zapałem dach na zwykłym kiosku Ruchu, co wzbudziło we mnie mieszane uczucia. Zarazem podziwiałem go, jak i chciało mi się ze „skrzypka na dachu” (bo skrzypiało od tego odśnieżania) trochę śmiać.


Leszek Olszewski


Wyobraziłem sobie bowiem walące się sklepienie tej placówki i bezmiar szkód jakie wywołać ono mogło w jej środku i na zewnątrz. Od zniszczenia kilku butelek zmywaczy do paznokci, tanich wód toaletowych i plastikowych atrap telefonów komórkowych, aż po rozrzucenie w promieniu 12 metrów luźnych rolek papieru toaletowego i dwa guzy na głowie sprzedawcy, czyli zestaw traumatyczny pierwszej kategorii.

Było prawie jak w starym kawale, gdy paralotniarz się nie wyrobił i uderzył w skrzydło stołecznego pałacu kultury, zabijając się potem z okazji nieciekawego lądowania. Obserwowało to dwóch starszych gości siedzących na ławce pod budką z piwem i po wszystkim jeden z nich chłodno skonstatował: „Zobacz Wacek, jaki kraj, tacy terroryści”.

W antybohaterze moich poprzednich felietonów, Kauflandzie, do „sprawy katastrof” podeszli zanim zawalił się, dajmy na to, dział wędlin. A miał prawo, bo śnieżyło tu ostro, zwłaszcza na przełomie roku. Nie wiem kto, ale niemniej dwóch panów z najbardziej odpowiadającym chwili sprzętem (odśnieżarki z plastikową łyżką, a nie np. gąbki kuchenne) kręciło się tam kilka razy po dachu południową porą i... może dzięki temu żyjemy.

Okazuje się bowiem, że metr sześcienny śniegu potrafi ważyć od 90 do 900 kg (!), czyli większa ilość zaraz przechodzi w dziesiątki, setki ton, i tyle ma się nad głową, jeśli zawiadującym nieruchomością nie przyjdzie do głowy, by problemu się od razu pozbyć. Powoduje to straszny nacisk na strukturę konstrukcyjną budynku i nawet jak jeden na tysiąc tego nie wytrzymuje, to potem media – jak w przypadku Katowic – mają czym się żywić kilka dni. A kwestią szczęścia, bądź jego braku, jest potencjalna liczba ofiar i twoje w nich bierne uczestnictwo.

Kaufland więc notuje pierwszy poważny w moich oczach plus tej zimy. To, że od razu dbał o nasze bezpieczeństwo, zasługuje na wymienienie pocztą priorytetową. No chyba, że do momentu opublikowania niniejszego tekstu coś tam runie... Oby nie dział wędlin, bo wtedy wezmę to za złośliwość przedmiotów martwych.

Prezydent Kaczyński ogłosił żałobę narodową tym swoim zanikającym głosem z językiem stale obecnym na ustach i uciekającymi oczami (choroba też nie wybiera). Ludzie, jak w wypadku zgonu papieża rok temu, od razu oszaleli rzucając jedna po drugiej „ciekawsze” inicjatywy. Telewizja i internet aż od tego pękały. A to o godz. 17:15 zapalcie świeczkę w oknach, albo wyjdźcie z samochodów o północy. Różnie.

Cholernie szkoda tych, którzy zginęli, ale tanie manifestacje – według mnie – nie licują generalnie z powagą podobnych chwil. Potrzebę wyciszenia odczuwa się raczej indywidualnie, no chyba że ktoś pójdzie do kościoła się pomodlić, albo pod jakieś drzewo w lesie, bo i takie wierzenia mogą istnieć. Pomaga to wówczas przejść na stronę ukojenia mniej boleśnie, ale nie czarujmy się, dla nas to ofiary bardziej statystyczne niż osobiste. Zadziałał przy tym identyfikator narodowy i dramat naprawdę jest, tego nie dezawuuję.

Ludzka wyobraźnia jest dość ograniczona i nijak sobie nie przedstawimy różnicy, gdy powiedzą nam „zginęło 140 osób”, albo „360”. Inaczej jak dramat przemnożymy i wyjdzie nam, że tsunami zabrało 50 razy więcej ofiar niż zamachy na WTC, a z tymi z kolei jeśli zestawić Katowice, wyjdzie, że na Śląsku zginęło 50 razy mniej niż na Manhattanie. Mowa liczb to czasem poezja, także ta pisana czarnymi zgłoskami.

Odnośnie żałoby, to najgorsze jest realizowanie jej na tzw. dołach decyzyjnych, czyli u tych, co to ich przełożeni mają setki przełożonych. Dochodzi czasem do sytuacji, gdy to młodszy zastępca pomocnika kierowcy wójta podejmuje decyzje czy zamknąć wiejskie boisko. Mózg jego nie jest przyzwyczajony do rozwiązywania dylematów na podobnie skomplikowanej intelektualnie płaszczyźnie i nie wiedząc co robić – na lewo i prawo zakazuje wszystkiego, by kierowca wójta się na coś nie zdenerwował.

Papież jak umarł w sobotę, nazajutrz była piękna słoneczna pogoda, do tego – jak się pewnie wielu domyśli – niedziela. Wyczekana po długiej zimie, nie dziwne więc, że dzieciaki i nierzadko dorośli opanowali place zabaw i mniejsze i większe stadiony. I pamiętam jak jeden pan, widząc to i przejeżdżający nieodlegle radiowóz, rzucił do swego kolegi, a obaj mieli w sumie gdzieś ze 160 lat: „Wyłapać ich, spisać i do domu. W taki dzień!”.

A przecież aktywność fizyczna to świetne odreagowanie stresu, abstrahując już od tego, że każdy ma święte prawo przeżywać coś indywidualnie. Czyli np. do południa pograć w piłkę, a wieczorem pójść do amfiteatru i pomodlić się za papieża. Lub też nie grać, nie dać się spisać, a wieczorem wygodnie znaleźć zagraniczny kanał i obejrzeć sobie lekki erotyk jak listonosz podrywał kucharki w południowej Bawarii.

Ale na lżejsze tematy przyjdzie czas za tydzień, dziś tak mnie luźno wzięło na dywagacje tuż po tym co się stało, no i trochę napięcie powierzchniowe ze mnie zeszło. Mój prywatny sposób na stres, to bowiem trochę odizolowania się od klimatu chwili, a diabelnie szkoda mi tych, co tam przez tak głupie zrządzenie losu postradali swoje ziemskie jestestwo.

Nieszczególnie też, że nerwy odreagowuje otworzeniem ust prezydent kraju, bo pierwsze zdanie, jakie wypowiedział po przyjeździe do Katowic, brzmiało coś koło: „To największa tragedia od czasów... ostatniej wielkiej tragedii”. Tytan intelektu, uroku osobistego, a dodatkowo mówca godzien naraz Demostenesa, Napoleona, Nikodema Dyzmy i Wałęsy pomnożonych przez godziwą potęgę.

Leszek Olszewski


  2006-02-01  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
132199699


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





Wejście | Pierwsza strona | TEKSTY | OPINIE | Zdrowie i uroda | Wyszukiwarka | CENNIK MODUŁOWY | Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2021 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.