Logo Kurier Iławski

wejście
jedynka Kuriera
CZYTAJ
opinie
CENNIK
ogłoszenia drobne
ogłoszenia modułowe
szukaj
FORUM

opinie
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Gonzalez: Dziennik końca świata (3). Pielęgniarki na wojnie
Orlicz: Doczekalnia
Gonzalez: Dziennik końca świata (1). Kto przewidział?
Rochowicz: Wspomnienie dyrektora „mechanika” Józefa Zasuwy
Orlicz: Potrzeba nam męża stanu
Rochowicz: Wydolność fizyczna jako antidotum na wirusa
Olszewski: Wirus czy świrus?
Orlicz: Przygotujmy się na reset
Olszewski: Koronawirus kontra dżumy i cholery
Więcej...

opinie

2006-03-08

Kaperzyński ma roczek. Istotnie!


W 1896 roku dziennikarz amerykański Ervin Wardman w gazecie New York Press, jako pierwszy użył określenia „yellow press” (żółta prasa). Podsumował tak gadzinówki wypełnione tanią sensacją i kloacznym skandalem, które zniekształcały wiadomości dla wywołania emocji i tendencji szowinistycznych, a nawet reakcji z pogranicza mediów kanalizacyjnych.


Andrzej Kleina: Żółta prasa


Rynek amerykański zaakceptował tego typu formułę. Ba, zmiana politycznej rzeczywistości w Polsce Ludowej i jej przepoczwarzenie w III RP, spowodowało również, iż – w myśl gierkowskiego zawołania „Polak potrafi” – czytelnik bardzo szybko z tego typu tytułami się zaprzyjaźnił.

Wbrew utyskiwaniom, że Iława to prowincja głęboka, doczekała się metropolia powiatu też gadzinówki kloacznej i porno-zoofilnej. Ciężki bój toczyła ona o uzyskanie pełnej samoświadomości. I to, komu ma służyć, trwało wiele miesięcy, lecz poprzez kolejne przepoczwarzenie stała się typem „żółtej gazety” właśnie. Czy zachowa ten image? Jako stary cynik, czy raczej – zdaniem Przemysława Kaperzyńskiego – „skrzyżowanie perfidnej i bezwzglednej hieny ze świnią ubabraną po uszy w gnoju”, powątpiewam...

Wydawałoby się na pierwszy rzut oka, iż biuletyn ten ma charakter niszowy – jak poświąteczna, spleśniała i zapomniana pisanka. Błąd to niemały, jeśli kto tak sądzi. Osobiście wolałbym ją nazwać niekonwencjonalnym sposobem na zaspokojenie specyficznych potrzeb „klientów”.

Czy może „Burmistrzowski Tydzień” wziąć do ręki człowiek oczytany, wykształcony, posiadający własny punkt widzenia świata? A nawet taki chłop przyzwoity z głową na karku? Powątpiewam w całej rozciągłości. Jest ten biuletyn, moim zdaniem, bibułą nasączoną farbą dla tych, dla których nie ma różnicy, czy Kaplica Sykstyńska się pisze czy „Sekstyńska”, a wręcz twierdzących nawet, iż śruba i okręt to śrubokręt.

Czy ta kategoria konsumentów w ogóle jednak czyta gazety? Też powątpiewam. To kto tę niezborną klakierówkę czyta w takim razie? Sądzę, że przede wszystkim ci, którzy mają problemy z percepcją słowa drukowanego, koncentrując się na piśmie obrazkowym. I dlatego podzielam przekonanie Kaperzyńskiego i wypływające zeń poczucie mocy własnej (ta potencja go kiedyś zabije!), że jest „coraz mocniejszy”. Jasne, oczywiście. Górą my! My, obrazkowcy!

Czytam też i ja, mimo iż pismo obrazkowe nie jest tym, co „wyliniała, zapchlona suka”, a tak określił mnie Kaperzyński (a jakże!), kocha najbardziej. Czytam ją z kronikarskiego obowiązku, ale nie tylko, ponieważ zaspakaja kilka moich specyficznych również potrzeb. I przeczytałem ostatnie jej wydanie w czasie potrzebnym na ugotowanie jajka na miękko.

Po raz kolejny Przemysław Kaperzyński zaatakował z lekkością goryla, czym dowiódł, iż jego możliwości dziennikarskie oscylują na poziomie mniej więcej opisu kufla z piwem. Tym razem zaatakował w sposób dość unikatowy – zoofilią zabarwiony (pociąg seksualny do zwierząt), a przy okazji w pełnej krasie zademonstrował swoje walory intelektualne (bez trepanacji czaszki nawet), a i też osobowość borderline (z pogranicza nerwicy i psychozy). Ba, żeby to tylko. On też poziom obyczajowy pijanego dyrektora Miejskiego Ośrodka Kultury (MOK-u) zaprezentował.

Jakiekolwiek jednak skojarzenie „żółtej gazety”, będące tytułem tekstu, a „żółtych papierów”, mających określoną konotację w języku potocznym, jest... przypadkowe.

Stwierdził Kaperzyński – i tym niechcący mnie dowartościował niezwykle – że „nie dający sobie rady samotnie w atakach” na niego, Jarosław Synowiec wynajął do brudnej roboty (co bzdurą jest totalną) podejrzane indywiduum, jakim jestem ja, czyli „Klei na chama głąba”. Ja przypominam mu też „stetryczałego osła o wysoce psychopatycznym wyrazie pyska”. Ale mnie z kolei, w odróżnieniu od Kaperzyńskiego, kiedy baaardzo młody byłem, wszystko kojarzyło się z dupą...

Myli światy Kaperzyński. Myli przyczyny ze skutkiem, a i czas przeszły z teraźniejszym też myli. Czy to tylko przypadek, czy symptom większej całości? Bo ja w Kurierze 2,5 roku już jestem, a Kaperzyński roczek dopiero swojej tuby świętuje, więc nie może być prawdziwe sformułowanie o wynajęciu mnie do walki z Kaperzyńskim. Bo prawda jest taka, że dla niego „Iławski Tydzień” bez ataku na „Kuriera” to stracony tydzień.

Prostacki system myślenia Kaperzyńskiego jest zadaniem tak trudnym do wyprostowania, że nie podejmuję się absolutnie tego zadania. Mimo to pewien wątek podejmę. Świętuje Kaperzyński swój „pierwszy roczek” gazety, ale to i bez mówienia widać. Wszak sika i kupy pod siebie wali gęsto. Co widać, słychać i czuć... Jak niemowlak przecież prawdziwy. I za to swoim przyjaciołom dziękuje, że go przewijają (finansowo). Powiada przecież wyraźnie: „Jesteśmy (oni) coraz mocniejsi i za to naszym Przyjaciołom dziękujemy”.

Nazywa mnie też Kaperzyński „wyleniałą, zapchloną suką, na którą nie chce spojrzeć choćby kundel-zapyziałek”. Zapomniał Kaperzyński, iż bite trzy miesiące za mną biegał, godząc się nawet na pisanie moje jednoczesne u niego i „barana Synowca”. Powiada też Kaperzyński o mnie, że za „kawałek ochłapa potrafię gzić się z każdym, nawet z baranem” (czy nie powinno brzmieć „ochłapu”, panie nauczycielu-polonisto ze wsi Ząbrowo?).

Mimo iż Kaperzyński stwierdził, że moje interesy mi „nie wyszły”, jestem w stanie na tym samym jarmarku trzy razy go kupić i trzy razy sprzedać. Bo ileż może być warty tytuł jego prasowy? Dwadzieścia tysięcy? No, i ewentualnie drugie tyle narastających zobowiązań...

Andrzej Kleina


  2006-03-08  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
129633537


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





wejście | jedynka Kuriera | CZYTAJ | opinie | CENNIK | ogłoszenia drobne | ogłoszenia modułowe | szukaj
FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2020 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.