Logo Kurier Iławski

Wejście
Pierwsza strona
TEKSTY
OPINIE
Zdrowie i uroda
Wyszukiwarka
CENNIK MODUŁOWY
Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe
FORUM

OPINIE
Gonzalez: Dumne cztery pokoje burmistrza (oklaski)
Dąbrowski: Dekalog dla wyspy Wielka Żuława
Olszewski: Sezon na grzyby
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Więcej...

OPINIE

2006-04-12

Jak Susz – to w Anglii


Na szczęście Iława nie znalazła się na trasie majowej pielgrzymki Benedykta XVI, bo miasto rozkopane, pełne ruin, ciężkiego sprzętu budowlanego i jeszcze święta postać chcąc podziwiać np. panoramę Małego Jezioraka poniosłaby uszczerbek na uzębieniu lub czystości garderoby. Wtedy pewnikiem Stolica Apostolska skreśliłaby ten przyczółek chrześcijaństwa, bo to albo następcy Piotra skradną kajak, to wybiją zęby – groza.


Leszek Olszewski


2 kwietnia minął rok od śmierci Karola Wojtyły i znów media, Kościół, a za nimi masy – oszaleli. W Iławie mnie akurat wonczas nie było, ale jak usłyszałem o 10 tysiącach ludzi w nocnym marszu na amfiteatr i mityngu z udziałem biskupa, dodałem swój kolejny punkt w prywatnym i w miarę skrupulatnie prowadzonym rankingu – czego jest u Armstronga w przekroju roku więcej – festiwali muzycznych czy mszy świętych? Festiwal Piosenki Religijnej przy tym zapisuję tu po stronie sakralnej, a Złota Tarka dzięki mszy jazzowej dostaje ode mnie po punkcie i jej wynik to bramkowy remis 1:1.

To tak tytułem wyjaśnienia, jakby ktoś był zainteresowany szczegółami. Na dziś w każdym razie mamy 1:0 dla biskupa z kolegami w sutannach i jak chcą prowadzenie utrzymać do grudnia, radzę już dziś zastanowić się nad mszą żeglarską podczas lipcowych szantów i mini-mszami podczas niedzielnych letnich tam nasiadówek, które z łaski ICK mają się świetnie.

Ostatnio w jakimś filmie Made In Juesej widziałem jak para dziennikarzy udała się do Teksasu zrobić wywiad z gościem skazanym na tamten świat. Jadąc nazwali ten stan Strefą Biblii, konstatując luźno, że więcej tu kościołów niż miejsc prorozrywkowych i nie myśleli tu naturalnie kategoriami domów publicznych, a chociażby pubów, moteli itp. Powiedzieli „więcej”, a nie „tylko” o wyłaniających się co moment świątyniach, bo jakieś restauracyjki mimo wszystko mijali.

W Polsce „więcej” nie ma racji bytu, gdyż Strefa Biblii rozpanoszyła się wszędzie, choć z nieskrywanym wciąż uczuciem niedosytu, że więcej jej się należy niż do tej pory osiągnięto. Aktualnie to dobro i dobrobyt Kościoła stały się priorytetową powinnością Rzeczypospolitej i jej szarej ludyczności, a nowe, bajecznie drogie dzwony w kościele czy pseudo demonstracje religijne urastają tu dzisiaj do rangi wydarzeń medialnych.

Osiągamy podobne realia jak katolicka Europa w Średniowieczu, gdzie też towarzystwo biczowało się na głównych ulicach miast chodząc w kółko i blokując chodniki i jezdnie – prawie jak teraz Samoobrona. Ta utrata zdrowego rozsądku i zdrowych proporcji a la jednak trzecie tysiąclecie po wydarzeniach w Betlejem niesie za sobą konkretne reperkusje. Nagle okazuje się bowiem, że mimo wejścia do Unii i mieszkania na tym samym kontynencie co w Średniowieczu, nad Wisłą żyją ludzie z tamtym – wymarłym już wokół – systemem wartości w mózgach. Oczekujący od tego padołu przede wszystkim świąt, wzruszeń i wyzwań religijnych.

Te wszystkie pielgrzymki do Częstochowy akwizytorów noży kuchennych czy babć klozetowych klubów nocnych Wybrzeża – nikt mi nie powie, że są synonimem normalności dla normalnych. Zwłaszcza nagłaśniane przez ogólnokrajowe telewizje czy stacje radiowe. Na tym odrealnieniu cierpią zwłaszcza realia. Ale nikt o to nie dba, bacząc by ustawić się zgodnie z kierunkiem wiatru.

Wieczne miernoty na stołkach zerkają dziś jak tu ujść za gorliwego katolika, mimo, że do 1989 r. kościoły widział taki jegomość jedynie z zewnątrz, psiocząc na stare babki, że jeszcze tam chadzają – jak za króla Ćwieczka ich praprababki. W związku z podobnymi wysiłkami generalnie władza ma szczęśliwość ludzi daleko w jelitach. Przed wyborami się do nich niezmiennie mizdrzy a później z podobną siłą odwraca, ukazując tłumowi na cztery lata dwa pośladki.

A gros patologii swą genezę bierze właśnie z niedostrzegania lub ignorowania problemów drugiej strony. Z filozofii zostawienia samemu sobie jednostki lub jakiejś zagubionej części społeczeństwa, bo ta albo sobie poradzi albo nie. I tu kraje rozwinięte, świadome zagrożenia i potencjalnej choroby całego układu zbiorowego, wychodzą legislacyjnie i logistycznie z siebie by zminimalizować ryzyko powstania jakiejś gangreny, zwłaszcza u młodego pokolenia.

W Polsce każe się klękać, czcić, kuć idiotyzmy a po szkole – żyj na własne ryzyko. To istna tragedia państwa zacofanego, w którym płytka jak denko spodka religijność kazała prawdziwym zagrożeniom powiedzieć – wola boska. Jakim? Znajdźcie proszę coś zwłaszcza na prowincji, co skutecznie i na co dzień zabijałoby nudę egzystencji i redukowało ryzyko stoczenia się całych zastępów młodego pokolenia na manowce. Coś noszące cechy przemyślanej strategii, inicjatywy władz nastawionej na uczynienie codzienności mniej denną.

Słowem raczej wszędzie po 2 kwietnia nadszedł 3, 4, wcześniej listopad miał dni 30, grudzień nawet 31, marzec zresztą też. W Iławie rozrywką nr 1 młodzieży i dzieciaków jest wałęsanie się dniami i nocami po mieście lub osiedlu oraz – stanowiące integralną część oferty – bardzo zwykle wczesne przygody z alkoholem, papierosami oraz zestawem używek, że z szacunku wymienię trawkę, amfetaminę czy haszysz. Dzieje się to gdzie popadnie – po opustoszałych klatkach schodowych, blokowych ławkach – różnie. Seks pomijam, bo do czego się można przyczepić to można.

W Anglii 15-tysięczne i mniejsze miasteczka przede wszystkim dbają, by ludzie nie zwariowali. Za 30 funtów (równowartość połowy dniówki pracownika zatrudnionego „na czarno”) nabywa się tam miesięczny karnet do kompleksu, gdzie można z kolei zwariować od nadmiaru oferty spędzenia czasu wolnego. Bilardy, kręgle, gry Playstation, sale dla zespołów muzycznych, kino, pływalnia, telebimy transmitujące wydarzenia sportowe…

Wszystko by nie szlifować bruków i nie ozdabiać sobą zakazanych zaułków. Ktoś najwyraźniej doszedł do wniosku, że niepomiernie bardziej groźne dla człowieka niż brak dowolnego boga czy bożka jest poczucie frustracji, że żyje się np. w angielskim Suszu mając trzy ulice i obdrapane ściany swojego pokoju na co dzień i od święta. Temu więc trzeba a priori zaradzić. Trzeźwe. Niepomiernie bardziej niż oczekiwanie kiedy jakiegoś zmarłego uczynią świętym, bo czas ucieka.

Leszek Olszewski


  2006-04-12  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
131815129


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





Wejście | Pierwsza strona | TEKSTY | OPINIE | Zdrowie i uroda | Wyszukiwarka | CENNIK MODUŁOWY | Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2021 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.