Logo Kurier Iławski

Wejście
Pierwsza strona
TEKSTY
OPINIE
Zdrowie i uroda
Wyszukiwarka
CENNIK MODUŁOWY
Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe
FORUM

OPINIE
Gonzalez: Dumne cztery pokoje burmistrza (oklaski)
Dąbrowski: Dekalog dla wyspy Wielka Żuława
Olszewski: Sezon na grzyby
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Więcej...

OPINIE

2006-01-18

Haniebne praktyki marketu


Poruszę tym razem temat strasznie przyziemny, w bardzo szarym świetle stawiający największą placówkę handlu okołospożywczego w Iławie. Uzbierało się jej jednak w oczach ogółu, a na to zawsze trzeba być czułym.


Leszek Olszewski


Uwagę swą skierujemy na iławski market Kaufland. Dopuszczający się na co dzień – jak zaraz zobaczycie – praktyk żałosnego kalibru. Napiętnowałem to już kiedyś, ale zlekceważono owo „prewencyjne ostrzeżenie”, pora więc na kolejną odsłonę bezwstydnego dramatu.

Rzadko kiedy będąc tam, nie idzie się nie natknąć na osłupiałych ludzi – z niedowierzaniem wpatrujących się w paragony po uprzednim kulturalnym odejściu od kas. Słychać jakieś pomstowania, deklaracje, że tak tego nie zostawią, bo już „enty” raz ceny na wydruku są inne niż deklarowane na półce. Inne, czyli o wiele wyższe. Fetor ten to prawie nieodłączny „walor” stania się częścią marketowej społeczności.

Świadomość bycia w pułapce zrodziła samoistnie mechanizmy obronne. Część ludzi, biorąc to czy owo w pośpiechu, pędzi ze zdobyczą do elektronicznych czytników, których kilka jest na hali, by sprawdzić czy cena za łup jest taka, jak awizowano. Stąd w pobliżu czytników pełno jakichś pozostawionych słoików, puszek, kartoników – nijak się mających do działu, który wokół aparatury się rozpościera.

Ja, pierwszy raz źle oszacowany koszt proponowanego dobra, doświadczyłem próbując nabyć pewien promocyjny obraz z widokiem miasta „Wiedeń Jesienią”. Nie był najgorszy, a do tego za 9,99 zł. Tymczasem przy kasie „zaśpiewano” mi do płacenia… 36,99 zł, co mało nie powaliło z nóg stojącą za mną panią z podobnym rarytasem w rękach.

Nie nabyłem tego arcydzieła informując kasjerkę, że „na półce” cena jesiennego Wiednia to 9,99 zł, na co ta odparła, że wie, bo to już któryś zwrot na przestrzeni dnia. Tu jeszcze spisku nie wyczułem, bo raz omylić się może każdy... nieumyślnie pod wpływem nawet niskiego ciśnienia i związanego z tym zespołu kryzysowego organizmu.

Potem jednak nierzadkie kłótnie przy kasie stały się tam na tyle integralną częścią krajobrazu wewnętrznego, że – słysząc i doświadczając dwustu podobnych sytuacji – postanowiłem dać sygnał, iż coś jest nie tak.

Sygnał puszczam w tej chwili ponownie z jasnym przesłaniem: albo Kaufland w tym kontekście zmieni się z minuty na godzinę, albo sprawie nadamy wyższy bieg. Ostatni to dzwonek ostrzegawczy, by samemu skończyć z bałaganem, a raczej udowodnioną manierą okradania ludzi poprzez permanentne dezinformowanie ich co ile kosztuje. Sława o podobnych „wyczynach” Kauflandu musiała już roznieść się w branży, bowiem InterMarche u zarania swej działalności ogłosił w Iławie, że jeśli w jakimkolwiek przypadku cena na paragonie będzie inna niż w sklepie, zwraca jakąś tam wielokrotność wartości kłamliwie propagowanego towaru. Ciekawe, co pobudziło ich do takiego reklamowania swej wyższości nad konkurencją? Nic innego jak oparty na faktach przykład ościenny, nie czarujmy się.

Ja, zaciekawiony jakie techniki aktualnie stosuje Kaufland, poszperałem trochę podczas ostatniej wizyty w asortymencie i oto dwa dojmujące przykłady. Denne, moim zdaniem, ale proszę o wybaczenie. Zasługują na krytykę, jak cholera jasna! Przykład pierwszy.

Na dziale rybnym kłuje w oczy oferta cenowa (dane producenta zmieniam): Kotlety Rybne „Stefan” – 3,49 zł. Potem bierzesz kotlety i zdumiony ujrzysz na paragonie cenę 5,99! Jak to? Oto jak. „Stefan”, okazuje się, ma dwa bliźniaczo wyglądające produkty: feralne kotlety i kostki rybne. Pudełko, ubarwione jest identyczne, różni je tylko napis: kotlet lub kostka. Ale „Stefan” swym granatem i czerwienią kłuje w oczy, odróżniając je wyraźnie od ościennych kotletów i kostek.

Teraz punkt zwrotny. Okazuje się, że 90% asortymentu na półce to „Stefanowe” kostki, a kotletów tam tyle, co kot napłakał. Wiele osób więc widzi 3,49 i błyskiem pakuje „Stefana” w koszyk, więc w istocie nabywa rzecz wartości niepomiernie wyższej.

Można tu komuś „zarzucić” jeszcze gapiostwo, że nie wpadł, iż cena odnosi się do pięciu rzeczy na sto wystawionych. Dobija jednak ewentualną linię obrony to, że ceny drugiego – droższego „Stefana”! – próżno tam szukać w ogóle! Nie ma po prostu! Ktoś się nie pofatygował... I ta maniera cenowego „milczenia” stosowana jest co krok.

Drugi przykład. Stoi sobie radośnie maślanka owocowa. Jedna o smaku truskawek, druga malin. Przy nich desygnowano oddzielne kartki cenowe, mimo że suma (1,59 zł) i produkt jest ten sam, a różnica zasadza się tylko na smaku. I tu jest hit! Przy truskawkowym postawiono („przypadkowo” w identycznych rozmiarów kartonie i są to doprawdy bliźniacze wieże) ciało obce: jogurt truskawkowy. Gdyby nie napis – tam „maślanka”, tutaj „jogurt”, notabene identyczną małą czcionką – nie odróżnilibyście jednego od drugiego.

Jogurt stoi więc znienacka z maślanką przemiennie tak, że można – sugerując się ceną i opisem – sięgnąć po jedno, a wziąć do kosza drugie. Jogurt jest po 2,29 zł, czyli też niby nie pieniądz, ale piszemy dziś o celowej metodzie, nie zaś o sumach gotówkowych. No i pech chce, że tego 2,29 zł też nigdzie nie uświadczysz, czyli jest to towar widmo, bo spadł na dział (widocznie!) z chmur i nijak go „nie można” dla klienteli wyodrębnić jedną niepozorną kartką papieru...

Powyższe przykłady to śladowy wycinek ogromnej całości, chłodno od miesięcy skalkulowanej na niepozorne skubanie ludzi na tyle, ile to możliwe – niby legalnymi sposobami. Zawsze można bowiem się tłumaczyć przypadkiem, błędem ludzkim etc. Ciekawe tylko, że tak jednowymiarowym, cwanym i niespotykanym nigdzie indziej. Market ów nie ma powierzchni Manhattanu, więc jeśli dostawa w dostawę przerasta dyrekcję porządne oznakowanie asortymentu i dwie metki cenowe dla np. kostek i Kotletów Rybnych „Stefan”, to może pora pomyśleć o zmianie profesji...

Mój, na razie, apel jest bardzo jasny: przestańcie dla dobra wszystkich (w tym i swojego) palić głupa i naigrywać się z ludzkiego rozumu. I na tym poprzestańmy. Naprawdę.

Leszek Olszewski


  2006-01-18  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
132200231


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





Wejście | Pierwsza strona | TEKSTY | OPINIE | Zdrowie i uroda | Wyszukiwarka | CENNIK MODUŁOWY | Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2021 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.