Logo Kurier Iławski

Wejście
Pierwsza strona
Zdrowie
CENNIK MODUŁOWY
Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe
Wyszukiwarka
FORUM

Opinie, felietony
Gonzalez: Dumne cztery pokoje burmistrza (oklaski)
Dąbrowski: Dekalog dla wyspy Wielka Żuława
Olszewski: Sezon na grzyby
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Olszewski: Szkoda nas na szaszłyki, dlatego chłodźmy głowy!
Więcej...

Opinie, felietony

2005-10-26

Gnojówka płynie z kranu


Czasami jak się ogląda świat w telewizji, to człowiek ma bolesną świadomość, że żyje na zaścianku. Epokowo w Polszcze bliżej nam do białoruskiej propagandy niż do nowoczesnego, przyjaznego systemu, powołanego do tworzenia ludziom perspektyw rozwoju i godnego życia.


Leszek Olszewski

Na szeroko rozumianym Zachodzie szczególną i preferencyjną opieką otacza się tych, którzy są w jakiejkolwiek mniejszości. Etnicznej, religijnej, tej tyczącej orientacji seksualnej etc. Drugą grupę stanowią zwierzęta – istoty w ogromnej liczbie podporządkowane bezpośrednio człowiekowi, które skrzywdzić zwyrodnialcom – a tacy są wszędzie – nietrudno. Dwa owe podzbiory państwo stale monitoruje, wychodząc ze słusznego założenia, że większość oraz ci silni zawsze sobie poradzą.

Tu świeża anegdota. Znajomy był świadkiem w Londynie jak Polak wyzwał Polaka „od pedałów”, po czym wyzwany zawiadomił policję. Ta przyjechała, zabrała furiata dla otrzeźwienia do siebie i pouczyła na przyszłość, że za jeszcze jedno podobne wykroczenie spotkają go znacznie surowsze konsekwencje niż ta dyscyplinująca rozmowa.

Tam podobne zachowania uważa się za kompromitujące oraz przejaw niezwykłej ciasnoty umysłowej, w Polsce prezydent elekt jasno definiuje, że homoseksualista nie może być choćby nauczycielem, bo to narusza normy moralne. Co prawda normy jego i kilku sztywniaków mu bliskich, ale oni rządzą, to zrobią porządek z najbardziej palącym dla kraju problemem, a mianowicie, kto z kim sypia, w kontekście – gdzie potem takiego można zatrudnić?

Trzecia rzecz jaką się fundamentalnie różnimy to konsumowanie owoców demokracji. Tam żadna wybrana władza – centralna czy lokalna – nie pozwoli sobie nigdy na igranie z elektoratem, przez chociażby jawne dezinformowanie tegoż, dla utrzymywania chociażby, że pada śnieg w upalny dzień. Prędzej – w obliczu skandalu czy wpadki – a to się zdarza – oddaje niezwłocznie winnych na odstrzał by ratować własną reputację, dobre imię.

Na powyższe bowiem we Francji, Niemczech czy Anglii pracuje się latami zwykłą codziennością. Lepiej więc zastosować w razie tąpnięcia metodę chirurgicznego cięcia niż wystawić się na medialną śmieszność, czy bombardowanie chłopaków z opozycji. Jedno i drugie może grozić nieobliczalnymi konsekwencjami, których to generalnie się nie lubi – od polityki począwszy po życie prywatne każdego z nas – skończywszy. Znów proste reguły dla niegłupich ludzi.

W dojrzałej demokracji rachunki wystawia się szybko i nie ma mowy, by ktoś, kto miewa problemy natury karno-sądowej nie zniknął błyskawicznie z publicznej sceny. Pana nie ma, a wspomnienia szybko gasną i dobrze! Robić pośmiewisko z siebie bowiem ma delikwent święte prawo, zawsze – ale być wrzodem na tyłku swojego ugrupowania? O nie – łapie się za skalpel i zostawia asa samego sobie i swoim najbliższym. Proste? Idiotycznie.

Zasygnalizowałem ten mały zestaw kontrastów nie bez kozery, albowiem kolejny zaciąg osobników z najniższych półek zdążył zająć gros foteli na Wiejskiej a popadająca coraz głębiej w prowincjonalne grzęzawisko Iława produkuje niezmiennie, bo od 2002 roku swój własny żałosny spektakl pod roboczym tytułem „Indolencja”.

Spektakl, gdzie pierwszoplanowe role grają osobnicy, przy których Leppera śmiało można określić mianem intelektualnego tuza. Bo przynajmniej dwa-trzy zdania pana Andrzeja na 10 wypowiedzianych da się zwykle mniej więcej zrozumieć. W porywach dochodzi do pięciu, czyli połowy.

Tego nie da się powiedzieć o kolejnych ogłoszeniach IŁAWSKICH WODOCIĄGÓW sp. z o.o., dotyczących jakości serwowanej przez nich mieszkańcom wody. Której najlepiej – nawet przegotowanej – sobie oszczędzić.

Bakterii otóż – według szefa wodociągów i burmistrza miasta... – nie ma. A jak są, to niegroźne, mimo że okazuje się wkrótce, że bardzo groźne. Znów sprostowanie i komunikat. Chlor niby dodaje się bez potrzeby, gdyż sanepid z nudów nakazał, potem proces się wzmacnia, bo jak są te zarazki, co sanepid sugeruje, to biada i jelita do wymiany itd. „Ale jesteśmy bez winy” – następuje kolejny list otwarty, gdzie żonglerka faktami przybiera znów zręczną i wygodną dla tłumaczących się formę. A jak kończy się forma, to zaczyna odwracanie uwagi opinii publicznej od głównego tematu wody na inne sensacje: np. szantaże, gry itp. Co by tu jeszcze wymyśleć...

Niekompetencja fajnych panów od wody zahaczałaby prawie o kabaret, gdyby nie fakt, że można z tej okazji nabawić się czegoś, co za kilka lat wystrzeli nas ochoczo w drogę do Chrystusa lub też jego rywala – Lucyfera (z międzylądowaniem u Twardowskiego na Księżycu). To zaś nawet samobójców nie cieszy, ponieważ ich nie interesują bomby z opóźnionym zapłonem. Jak więc się zdecydują na zmianę padołu, wody iławskiej też nie tkną. Dla kogo więc woda leci, skoro nawet zaleca się nie korzystanie z niej pod kątem higieny osobistej?

Oto jest pytanie gatunku szekspirowskiego. Dziwne dla mnie, że mimo tak ewidentnego skandalu, który trwa i się gruntuje oraz kupy wstydu, jaki mu towarzyszy, nikomu tam absolutnie w głowie rezygnować z intratnej posadki. Ja na miejscu inżynierów rolników poważnie zastanowiłbym się nad zmianą profesji.

Może niech się w elektrowni zatrudnią? Chociaż nie, bo wtedy światło gasłoby wieczorami na kilka godzin. Gazownia też odpada, bo jeszcze serie wybuchów zaczną targać miastem z okazji odkręcenia kurków pod obiady. W grzanie kaloryferów też lepiej ich nie wciskać – gotowi rozsadzić rury jakąś cieczą, która nie wiadomo skąd dostanie się w obieg. A nadzór budowlany? Też odrzucam, chociaż nabywcom lokali nic by akurat nie groziło, gdyż bloki waliłyby się przypuszczalnie dużo wcześniej i jedynymi ofiarami byliby budujący, ale ich szkoda tak samo. Więc co?

Najpierw proponuję odpowiedzieć na pytanie zasadnicze natury finansowej: kto zapłaci za te wszystkie badania, a także megatony wypłukanej wody? Znowu my, niewinni użytkownicy?

Leszek Olszewski


  2005-10-26  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
131007565


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





Wejście | Pierwsza strona | Zdrowie | CENNIK MODUŁOWY | Ogłoszenia drobne | Ogłoszenia modułowe | Wyszukiwarka | FORUM
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2021 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.