Logo Kurier Iławski

Wejście
Pierwsza strona
INFORMACJE
OPINIE
Zdrowie i uroda
Wyszukiwarka
CENNIK MODUŁOWY
Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe
FORUM

OPINIE
Internetowy dział FELIETONÓW tymczasowo zawieszony
Gonzalez: Dumne cztery pokoje burmistrza (oklaski)
Dąbrowski: Dekalog dla wyspy Wielka Żuława
Olszewski: Sezon na grzyby
Święciński: Po co segregować odpady? Egzamin z dyscypliny
Olszewski: Czy teraz lubi się wracać do szkoły?
Gonzalez: LGBT w radzie miejskiej Iławy?
Gonzalez: Pozostały tylko obietnice
Święciński: Epidemia paradoksu
Gonzalez: Połowa wakacji minęła, nastroje raczej słabe
Gonzalez: Burmistrz zamyka amfiteatr i ma spokój!
Gonzalez: Nic się nie stało. Jedziemy!
Orlicz: Ciemność widzę!
Olszewski: Turystów może to nie irytować?
Gonzalez: Śmieci nasze powszednie
Gonzalez: Dziennik końca świata (7). Powrót do normalności
Tomasz Orlicz: Ulica księcia Surwabuno
Gonzalez: Ewa Wiśniewska, czyli „Powrót Smoka”
Olszewski: Na młode wilki obława…
Orlicz: Serdeczny szwindelek
Więcej...

OPINIE

2011-03-09

Filip: Odejść jak Małysz


„Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym” – ten wyświechtany cytat z doskonale znanej piosenki Perfectu powinni wziąć sobie do serca wszyscy: od polityków, po pracowników fizycznych. W życiu każdego z nas, mieszkańców powiatu iławskiego, zawsze nadchodzi chwila, gdy należy powiedzieć: dość, odchodzę. I taką decyzję podjął w ubiegłym tygodniu Adam Małysz, jedna z najwybitniejszych postaci przełomu wieków w Polsce.


Sebastian Filip


Wertując archiwa mojej młodej pamięci, nie sposób nie wspomnieć jednego z najgłośniejszych odejść w naszym regionie. Dyrektor iławskiego Liceum im. Stefana Żeromskiego – Andrzej Lewandowski jeszcze przed feriami zimowymi postanowił opuścić mury swojej ukochanej szkoły na rzecz wyzwań w roli wiceburmistrza. Legendarny fizyk – stosując terminologię sportową – ukończył swój 36-letni bieg w roli nauczyciela w „żeromku” i... zmienił dyscyplinę! To zasługuje na wielki szacunek.

Nic nie trwa wiecznie: czy mowa o kadencjach w polityce, umowach o pracę czy urlopach. Każdy z nas co najmniej kilkakrotnie w swoim życiu będzie musiał rozpoczynać kolejny etap, zapisywać kolejną czystą kartkę. Odejście zawsze jednak jest najtrudniejsze. Ale jest także wielką sztuką dojrzałości i odwagi.

Podobnie sytuacja ma się z Adamem Małyszem: ikoną sportu nad Wisłą, nieodłącznym elementem zimowej aury, dostarczycielem niepowtarzalnych emocji, antidotum na posuchę w polskim sporcie. W minionym tygodniu Orzeł z Wisły ogłosił, że 26 marca odda swój ostatni skok. Jako sympatyk sportu czuję się jednak w obowiązku zaprotestować przeciwko nowej, ogólnopolskiej zabawie pt. „Szukamy nowej roboty dla Małysza”.

O tym, że Małysz w polskiej historii zapisał się złotymi zgłoskami, wiedzą wszyscy. Jak podkreślają sportowi eksperci – eksplozja jego wielkiej formy nastąpiła w dobrym momencie – na przełomie wieków Polacy byli bowiem bardzo spragnieni sukcesów w sporcie. I nagle zjawił się on – skoczek z charakterystycznymi wąsami, które zostały do tego stopnia zapamiętane, iż ówcześni młodzi adepci skoków narciarskich dokonywali nawet stylizacji á la Małysz poprzez doklejanie sobie sztucznego zarostu! (takie wyznanie padło z ust jednego z czołowych obecnie skoczków – Gregora Schlierenzauera).

Pan Adam, z zawodu dekarz, szturmem wdarł się na szczyty rankingów i... do większości polskich domów, w których niedzielne popołudnia spędzane były zazwyczaj na podziwianiu jego kolejnych triumfów. Z dnia na dzień stał się „Adasiem”, realizatorem polskich marzeń o potędze. Nareszcie mogliśmy się cieszyć z kogoś, kto sławił Polskę na masową skalę.

Nasz kraj – od Mierzei Helskiej po Bieszczady – ogarnęła prawdziwa „małyszomania”. Gazety – aby samemu uszczknąć coś ze sławy skoczka – drukowały w częściach gigantyczne plakaty idola (autor artykułu sam był dumnym posiadaczem takowego wizerunku w wymiarze 2x2 m). Mieszkaniec Wisły w cuglach wygrywał kolejne plebiscyty na najpopularniejszego sportowca, masowo zyskiwał na popularności. Jednak nie był celebrytą (paskudny neologizm, nieprawdaż?), nie był „znany z tego, że jest znany”. Z cichą wytrwałością wylewał hektolitry potu na treningach i – co zawsze dziwiło mnie najbardziej – wzorcowo radził sobie z wygórowanymi oczekiwaniami kibiców. Wiadomo, że korzystał z usług psychologa sportowego, ale to w żaden sposób nie umniejsza jego zasługom.

Trudno mi nawet sobie wyobrazić, jak wymagającym zadaniem musiało być skakanie ze świadomością, iż kilka (kilkanaście?) milionów rodaków śledzi każdą sekundę jego lotu. Do tego obowiązkowe kontakty z mediami, 300 dni w roku poza domem, życie rodzinne ograniczone do żałosnego minimum. Ktoś powie – to jego praca, za którą był hojnie nagradzany. Prawda, ale nie cała, bo nie mówimy tu o jednosezonowej gwiazdce, tylko o człowieku, który zdominował swoją dyscyplinę na blisko dekadę. Na palcach jednej ręki można policzyć zawodników, którzy – zaczynając karierę w podobnym momencie – utrzymali się w czołówce. Żadnemu nie udało się – choćby w niewielkim stopniu – powtórzyć wyczynów Małysza.

Kariera nie mogła jednak trwać wiecznie. Szesnaście sezonów startów klasyfikuje Orła z Wisły w gronie – jakkolwiek idiotycznie to brzmi – nestorów skoków narciarskich. Internet nagle okazał się wielką kopalnią wiedzy o najbardziej utytułowanym skoczku narciarskim w historii – tuż po ogłoszeniu przez niego zakończenia kariery popularny stał się filmik z jego udziałem pochodzący z 1996 roku. Wówczas miał już za sobą swoje pierwsze zwycięstwo na międzynarodowej arenie, a zapytany o to, co zrobi z pieniędzmi, odpowiedział w swoim stylu:

– Zainwestuję w coś, może kupię nowy samochód, bo na razie mam dużego fiata – mówił z typowym dla siebie uśmiechem na ustach.

Już kilka lat temu widać było, że napływ świeżej krwi, w postaci młodych zawodników, wkrótce wykurzy doświadczonych zawodników ze stawki. Ale mimo to Małysz wciąż potrafił zdobyć się na pojedyncze zwycięstwa w Pucharze Świata, a rodzime Zakopane każdego roku witało go feerią barw i ogłuszającym hukiem oklasków. W Polsce wciąż był ubóstwiany, choć – jak to zwykle bywa w naszym kraju – po słabszych występach niektórzy kibice nie pozostawiali na nim suchej nitki. Wielka Krokiew za sprawą pana Adama stała się także mekką polskich kibiców, którzy, zdaniem wielu obserwatorów, stanowią ewenement na skalę światową. Zachodzi pytanie – dlaczego na skokach czy podczas meczów siatkówki można dopingować kulturalnie, a w piłce nożnej mecz bez wulgaryzmów wciąż pozostaje w sferze marzeń?

Adamowi Małyszowi należy się wielki szacunek za moment, w którym zdecydował się na podjęcie tej – nie ulega wątpliwości – trudnej decyzji. Domeną prawdziwych mistrzów jest zakończyć przygodę ze sportem w momencie, gdy wciąż jest się znaczącą postacią w swojej dyscyplinie. Na szczęście władzom Polskiego Związku Narciarskiego nie udało się zachęcić najlepszego skoczka do kontynuowania swoich występów aż do olimpiady w Soczi w 2014 roku. Choć osobiście odniosłem wrażenie, że czyniono starania, aby niemal na siłę wepchnąć go do składu. Mając 37 lat na karku, naprawdę trudno byłoby mu podjąć rywalizację z o wiele młodszymi rywalami. Zamiast nadmiernie eksploatować Małysza, narciarska centrala powinna teraz zakasać rękawy i wziąć się do pracy. Bo małyszomania wygenerowała rzesze dzieci chętnych do skakania. To kapitał, którego nie wolno zaprzepaścić!

Jakkolwiek jednak jestem pełen szacunku dla osiągnięć Orła z Wisły, tak nie mogę pojąć ogólnonarodowej histerii, która wybuchła po ogłoszeniu przez niego zakończenia kariery. I nie mówię tu o podsumowaniach jego występów – chodzi mi raczej o to, że od kilku dni obserwujemy szalony wyścig medialny pt. „Wymyśl robotę Małyszowi”. Sam mistrz powiedział, że o swojej przyszłości poinformuje w połowie kwietnia, ale prasowe kolumny aż puchną od spekulacji. Słyszeliśmy już o tym, że ma zostać kierowcą samochodu rajdowego i w dalszej perspektywie wystartować nawet w rajdzie Dakar.

Na kandydaturę wiślanina rękawy zakasali już także politycy, którzy, na razie nieśmiało, komplementują go i mówią, jak wielki był jego wpływ na życie Polaków. Sam zainteresowany odparł jednak, iż „nie lubi kłamać” i politykiem nie zostanie, czym spektakularnie zgasił nadzieje elit władzy (szacunek za te słowa, panie Adamie!).

Jedno jest pewne – Małysz nie podejmie pracy z powodów finansowych. Tylko jego dochody z tytułów reklamowych oszacowano na około 20 milionów złotych. Nie wspominając już o indywidualnych gratyfikacjach za sukcesy. Domyślam się, że jego nowe zajęcie może wynikać ze zwyczajnego głodu adrenaliny. Jest bowiem rzeczą bardzo trudną, aby z człowieka zwiedzającego hotele na całym świecie przez 300 dni w roku nagle stać się domatorem. Sportowiec nie usiedzi w miejscu nawet przez tydzień. Pracę potraktuje więc zapewnie hobbystycznie i rekreacyjnie.

Wraz z jego odejściem zamyka się pewna era w dziejach polskiego sportu. Klasyczna historia od pucybuta (w tym przypadku od dekarza) do milionera została spięta efektowną klamrą kompozycyjną – Małysz decyzję o ogłoszeniu końca kariery ogłosił w Oslo, miejscu, gdzie odniósł jedno ze swoich pierwszych zwycięstw w Pucharze Świata. Bardzo wymowna była relacja z ostatniego norweskiego konkursu z TVP, gdy podsumowującemu karierę Małysza komentatorowi, Włodzimierzowi Szaranowiczowi, kilkakrotnie ze wzruszenia łamał się głos. To on relacjonował starty tego wielkiego sportowca – w tym te najważniejsze, np. w Salt Lake City, kiedy przed telewizorami zgromadziło się 14,5 miliona widzów!

Jestem pewien, że pana Adama nie zobaczę tańczącego na lodzie czy wykonującego cyrkowe akrobacje u boku zwierzaka z ZOO. To inny typ człowieka – statek z nim jako sternikiem ominął już góry lodowe. I nie tonie. Przed nim kolejne mile morskie do przepłynięcia. Kapitan zaś może już w glorii chwały ustąpić miejsca na pokładzie innym i samemu beztrosko rozpocząć nowe życie. I nikt nie twierdzi, że będzie ono łatwiejsze.

SEBASTIAN FILIP

  2011-03-09  

Z komentarzami zapraszamy
na moderowane FORUM
Wróć   Góra strony
131185456


Biuro Ogłoszeń Drobnych:
drobne@kurier-ilawski.pl


Biuro Reklamy:
reklama@kurier-ilawski.pl


Zapowiedzi: co, gdzie, kiedy?
informator@kurier-ilawski.pl


Kronika Towarzyska:
kronika@kurier-ilawski.pl


Redakcja:
redakcja@kurier-ilawski.pl





Wejście | Pierwsza strona | INFORMACJE | OPINIE | Zdrowie i uroda | Wyszukiwarka | CENNIK MODUŁOWY | Ogłoszenia drobne
Ogłoszenia modułowe | FORUM | 
E-mail: redakcja@kurier-ilawski.pl, reklama@kurier-ilawski.pl, ogloszenia@kurier-ilawski.pl
Copyright © 2001-2021 - Kurier Iławski. Wszystkie prawa zastrzeżone.